aglaja1
29.07.03, 20:02
Już nie wiem co mam robić.
Jestem córką alkoholiczki. Nie takiej, która zbiera makulaturę po
śmietnikach, żeby mieć na denaturat. Moja mama jest osobą wykształconą,
pracującą, obytą. Dobrze się ubiera, a woń alkoholu przebija się przez
mgiełkę Chanel nr 5.
Nawet nie pamiętam kiedy zaczęła pić. Tak porządnie jakieś 10-11 lat temu.
Wtedy byłam gówniarą i wierzyłam, że przestanie sama z siebie. Dzisiaj
wygląda jak cień. Ma siną twarz, jest wychudzona, trzęsą jej się ręce,
oblewa ją pot. Ma stany lękowe. Kiedy próbuje wytrzeźwieć po ciągu, wypicie
szklanki herbaty powoduje u niej straszliwe wymioty. Dzisiaj powiedziała mi,
że nie ma po co żyć i nie będzie sie leczyć. Jej życie nie ma sensu. Chce
się zapic na śmierć jeszcze w tym roku. Jeśli jej się to nie uda, skończy ze
sobą inaczej. Ale to ostatni rok jej życia. To własnie powiedziała mi moja
mama. Była pijana dzisiaj rano. Zaczęła wczoraj po parutygodniowej przerwie.
Wstaje z łóżka po to, żeby pić i wyć na całe gardło, że jest bezwartościową
szmatą, której nikt nie szanuje i której życie nie ma celu. Mówi od rzeczy.
Nie słucha.
Pewnie zapytacie, dlaczego do tej pory nie była na leczeniu.
Była. Ale lekarze to idioci. Tak powiedziała. Opowiadają głupoty z książek
dla durnych bab. A moja mama nie jest durną babą. Jest mądrzejsza niż
wszyscy lekarze. I z tej mądrości pije. Ginie na oczach moich i mojej
rodziny.
Nie wiem, co mam zrobić. Na razie zapisałam się na wizytę u lekarza. Może on
coś poradzi. Może Wy powiecie mi jak uratować moją mamę, czyli skłonić ją do
leczenia. Ja nie wiem.