lolia77
28.10.08, 11:29
Witam Wszystkich.Mam taki problem.Spotykam się od 3 miesięcy z facetem, jest
nam generalnie ze sobą bardzo dobrze,dobrze się rozumiemy,nadajemy na jednej
fali,lubimy razem spędzać czas,jest między nami uczucie,co on daje mi odczuć
na każdym kroku.Jest jednak małe ( albo całkiem duże) ale.On praktycznie
codziennie pije piwo.Na początku spotykaliśmy się rzadziej, były to zresztą
wakacje, czas urlopu,więc jakoś nie zauważałam tego problemu.Na randki często
umawialiśmy się w knajpie więc nie widziałam w tym nic dziwnego że pije
piwo.Sama zresztą też nie stronię od dobrego drinka,ale generalnie to w
weekendy ,czy na spotkaniach towarzyskich.A on ma tak że siedzi sam w domu
przed komputerem i wypija 4 piwka.Gdyby to jeszcze było raz na jakiś czas.Ale
w zeszłym tygodniu nie pił np. tylko jeden dzień.Czasami jest to jedno piwo a
czasami 4-5, w weekendy to i po 8.Ponieważ jest szczupły, to po 3 piwkach jest
już wyczuwalne że wypił.Zastanawiałam się już nad tym i próbowałam robić
tak,że jak jesteśmy w sklepie ,żebym sama sobie nie kupowała żadnego
alkoholu(np w weekend)wtedy i on nie będzie kupował.Ale to nie zdało
egzaminu.Nie chodzi o to że on po alkoholu jest jakiś awanturny czy
agresywny,absolutnie,wręcz jest potulny i misiowaty,ale wiadomo że tak częste
picie do niczego dobrego nie prowadzi.Nie twierdzę że się upija do
nieprzytomności( takiego go jeszcze nie widziałam),no ale jest już po paru
piwkach wyczuwalne że pił.Parę razy już się pokłóciliśmy o to( właściwie
jedyny powód naszych kłótni).On twierdzi że przesadzam,że on lubi po prostu
piwo, co nie znaczy że musi je pić.Jak przez telefon wczoraj mu
powiedziałam,słyszę że znowu piłeś piwo( bo się akurat wczoraj nie widzieliśmy
a dodam że przez weekend pił codziennie po co najmniej parę piwi też mieliśmy
przez to małą scysję) to zaraz było, no oki Kochanie, to pa pa Dobrej
Nocki.Takie uciekanie od problemu.
Nie wiem jak powinnam postąpić.Bardzo mi na nim zależy,wiem że jemu na mnie
też.Dodam że on normalnie chodzi do pracy,nigdy nie zawala żadnych spraw,jest
typem osoby na której można polegać.Na jakiś większych imprezach typu Wesele
pije dosyć mało( nie upija się )Ale boję się że jest na dobrej drodze do
uzależnienia,jeśli już nie jest :(. Boję się i martwię o niego.Jak to
inteligentnie zrobić żeby on nie czuł że ja się czepiam i przesadzam.Tak jak
wspomniałam, czasem i w tygodniu też zdarza mi się( razem z nim również,
chociaż teraz staram się nie) pić drinki,ale nie mam tak żebym siedziała sama
w domu i piła.Tłumaczyłam sobie jego popijanie tym że ma stresy( problemy
rodzinne) i tym że on parę lat był sam i prowadził takie typowo kawalerskie
życie,ale to chyba nie w tym rzecz.Czy powinnam postawić sprawę na ostrzu
noża? zagrozić odejściem jeśli będzie nadal nadużywał alkoholu?No ale szantaż
emocjonalny raczej chyba nie jest dobrą metodą.On zresztą pewnie nie widzi
albo nie chce widzieć w tym problemu,sam przed sobą pewnie boi się przyznać do
tego,sam siebei oszukuje, dlatego twierdzi że ja przesadzam i boli go to jak
ja w ogóle mogę
uważać że on ma problem z piciem.Może i trochę przesadzam,ale w mojej bliskiej
rodzinie miałam alkoholika i skończyło się to fatalnie( śmierć).On uważa że
nie ma problemu i faktycznie nikt z jego znajomych czy rodziny by nie
podejrzewał go o to.Bo on na rodzinnych przyjęciach prawie nie pije( nie lubi
pić przy rodzicach,tak samo ma z paleniem).
Boję się że przez to jego popijanie skończy się nasz związek ,no i boję się
tego żeby on sobie nie schrzanił życia. To naprawdę bardzo wartościowy
człowiek, taki typ artysty( oni jak wiadomo mają większe skłonności do
uzależnień przez swoją wrażliwość),jest zresztą po psychologii ,dobrze zna
więc mechanizmy uzależnień.
Może ktoś z Was miał lub ma podobny problem? Jak powinnam postąpić? Co o tym
myślicie?Zabronienie picia to chyba nie metoda, bo będzie się pewnie buntował.
Musiał by chyba sam dojść do tego że ma problem(może jeszcze nie duży,ale już
problem)
"Bo miłość to kiedy jedno spada w dół, a drugie ciągnie je ku górze "