11.11.08, 11:10
W takiej dziwnej odmianie...
Kupuję przez net książki, merlin no 1, na razie "zapłaciłam"
prawie 300 zło. Mam tak zawsze tuż przed Bożym Narodzeniem,
robię sobie prezenty. Na razie 6 książek i artystyczny kalendarz
naścienny. Nie chełpię się, potrzebuję racjonalnego wytłumaczenia,
że już starczy.

To nie może być moja mama. Narobi krzyku.

Podobnie jest w sklepie spożywczym: dwupak jogurtowy ze śliwką,
serki w skopkach (Almete, niezbyt zdrowe, spulchniane azotem),
ser w dziury, coś à la faszerowana kaczka, wszystko w małych ilościach,
niemniej... Od razu tego nie zjem. (Nie pójdę więcej z nią do
sklepu. Krzyczy jak na 3-latkę)

Świat uwodzi.

Mam teraz coś, o czym pisała kiedyś Lolinka. Zwijam się w embrion/kłębek
pod kocem albo energia mnie roznosi niebezpiecznie. Rapid cycling.
I stukam się w głowę, w piątek przegapiłam wizytę u lekarza.

Kto mnie złapie za rękę i powie "dość!"?


pl.youtube.com/watch?v=40Z2uO_WhK4
pl.youtube.com/watch?v=Q-03ePM1GM8
Obserwuj wątek
    • kajka68 Re: Hazard... 11.11.08, 11:56
      to moja ulubiona piosenka ;D mój mąz tak ma - nawet jak mu dam kartkę z
      wypisanymi potrzebnymi zakupami to i tak wiecej jest tych spoza listy;D i za
      kazdym razem mówi ,ze on juz więcej na zakupy nie pojedzie i ...oczywiście
      jedzie.robienie zakupów sprawia mu niewymowna przyjemnosc ,niewazne co
      kupuje.widocznie taki typ. jestes moze spod znaku Barana?
      • 35.a Re: Hazard... 11.11.08, 12:06
        Meggi, nie. Niespokojnie patrzę, jak powiększam debet.

        Kajko, Koziorożec. I...tak. Ja zawsze wtedy myślę idiotycznie
        "Jestem tego warta". Dogadzam sobie. Z tym, że maksymalnie.
        • meggi_gi Re: Hazard... 11.11.08, 12:15
          no i co poradzisz?przynajmniej jak Ci zabraknie kasy,w końcu,będziesz miała kolekcję ksiązek do przeczytania.Zyjemy w takich czasach ze wszyscy ulegamy konsumpcji.
          • 35.a Re: Hazard... 11.11.08, 12:21
            kurka, mi smutno, nie wesoło, że konsumuję...

            nie identyfikuję się z konsumpcyjnym trybem życia.

            właśnie nie chcę "chapać", chcę czuć.
            • kajka68 Re: Hazard... 11.11.08, 12:32
              zaraz zaraz...ksiązki kupujesz nie po to ,zeby ładnie wygladały na półce tylko
              ,zeby czytac-czy to taka konsumpcja?ale pozytywna.
              a jedzonko,no cóż musisz cos jesc a prawda jest taka ,ze nie nakupiłaś jakis
              olbrzymich ilosci...po prostu miałaś na to ochote.nie kupujesz 38 spódnicy czy
              55 pary butów...kupujesz to co potrzebne-chyba?
              nie mozesz sie karać smutkiem za to ,ze kupujesz to co ci potrzebne.Ksiazki tez
              są potrzebne0choc nie kazdemu.Nie kupuje ,bo nie mam czasu czytac dla siebie,ale
              kupuję duze ilosci dla Młodej,bo spełniam swoja chec czytania czytajac jej a
              przy okazji pomagam w jej rozwoju- ale nie mam wyrzutów,bo mimo ,ze kase mam
              niewielka mikroskopijną wrecz to jednak są rzeczy ,które chce miec.rozumiem ,ze
              wydajesz ponad miarę ,ale kurcze...ciagle musimy się stopować w całym naszym
              zyciu...czasem moze jednak miło zrobic sobie wolne od stop?tylko jeśli potem
              jest to okupowane wyrzutami to gdzie tu radosc?czujesz się jak zakupoholiczka?
              sorki A. ja po prostu sobie głosno myslę...
              • 35.a W porządku 11.11.08, 12:38
                Po prostu jestem ciągle karcona przez matkę. Wady bycia z nią
                blisko i kochania jej. Z zakupami wchodzę do chaty trzymając
                je z tyłu. Aby nie widziała. Żałosne. Dzięki za wytłumaczenie.
                Nie, zakupoholiczką nie jestem. Chyba. Ale mama tak właśnie
                mnie widzi. Ostatnio krzyczymy na siebie na ulicy. Ona karci,
                ja - że nie jestem już dawno dzieckiem. Cyrk. Będę się ukrywać
                jak partyzant w dalszym ciągu.
                • kajka68 Re: W porządku 11.11.08, 12:48
                  a widzisz,a tu juz sięgamy jakis wniosków.Twoje zakupy to po prostu chec
                  zrekompensowania zrozumienia u mamy. moze ona boi sie Twoich zakupów,ze to znów
                  coś cię dopada. Powiem Ci szczerze ,ze jak mąz kupuje cos kolejnego to ja
                  zaczynam się niepokoic czy to aby nie nadciąga kolejny etap choróbska...taka
                  moja schiza.moze ona tez tak ma?
                  a z drugiej strony kurcze ...no przecież nie da się życ bez zakupówwink ja tez
                  lubie sobie robić przyjemnosci właśnie pod takim hasłem jestem tego warta- ,moja
                  siostra dokładnie pod tym samym hasłem - więc cos w tym jest.Dlaczego niby całe
                  zycie mamy sobie wszystkiego odmawiac?
                  Da się porozmawiać z mamą na ten temat? Mojego męża ojciec był z gatunku tych co
                  w jednych skarpetkach iles lat ,bo szkoda kasy i nigdy nie potrafił zrozumieć po
                  co syn kupuje cos nowego skoro jeszcze stare dobre.A ja myslę ,ze te zakupy męza
                  są właśnie takim buntem ,ze mnie stac ,ze kupię na złosć -no moze nie na złosc
                  tylko nie wiem ,żeby udowodnic cos.albo sobie samemu. Przepraszam trudno mi to
                  jaśniej wyjasnic zawsze mam kłopot z wyrazeniem własnych mysli- pewnie niskie
                  poczucie wartosci daje o sobie znaccrying
                  • 35.a Przestań... 11.11.08, 13:01
                    Mama z tych, co mają tyle ostatnio kupionych par butów, że mogą
                    zbudować z pudełek po nich piramidę. A ja mam oszczędzać. A niech
                    się buja. Nie chce mi się specjalnie z nikim gadać. Spod koca wystają
                    nagie ramiona, piszę, więcej nic. Wiesz? Usłyszałam jakiś czas temu od laski
                    w pracy niesympatyczne "bo Ty masz wszystko takie ekskluzywne". Na drzewo. Bunt.
                    Mama wierzy, że mogę się samokontrolować. Samokontrolować to mogę
                    piersi. Agresja. Milczę już. Bo zacznę zaraz bluzgać.

                    EDIT:

                    temat: odciąć się od matki

                    jakaś jazda się zaczyna
                    • kajka68 Re: Przestań... 11.11.08, 13:05
                      A. to zmienia postac rzeczy..no to przyganiał kocioł garnkowi- niech sie buja
                      masz racje0 w ttakim razie nie chowaj zakupów za plecami tylko wyciagnij jej
                      nowa pare butów i zapytaj a to co? i się nie zamartwiaj. nie warto.robisz zakupy
                      bo lubisz i tyle. buzika i cholera nie zimno ci z tym nagim ramieniem?
                • ka_an Re: W porządku 14.11.08, 19:20
                  Ann ja z moją mamą walczyłam w supermarkecie przy kasie, bo odkładała rzeczy,
                  które miałam w koszyku, uznając, że nie są mi potrzebne. Dodam, że nie mieszkam
                  z rodzicami od 10 lat. Po kilku awanturach przestała tak robić ale komentuje nadal.
    • lolinka2 Re: Hazard... 11.11.08, 12:56
      Anka, w koziorożce i inne takie nie wierzę (jestem z 2.01), ale ja tak mam na
      każdych zakupach.
      Ty teraz w okresie silnej kampanii marketingowej wszystkiego, co może pójśc jako
      prezent, kupujesz sobie książki, ja mam podobnie - w innej formie - do zabawek
      mnie ciągnie. W ramach racjonalizacji opracowałam ostatnio plan tego, na co
      wydać kasę plus wyniosłam na plecach z dzieciowego pokoju tonę starych
      porozwalanych i zachomikowanych rupieci ("żeby na nowe miejsce zrobić")

      Co do spożywki - małżon się na mnie drze, że zawsze nabywam za dużo i to się
      potem marnuje jak mnie np wena odejdzie i nic nie ugotuję z powyższego, albo
      wcisnę w odległy kąt lodówki.
      • kajka68 Re: Hazard... 11.11.08, 13:02
        Lolinko...ja zakupowe spozywki męża juz na dzień dobry chowam w zamrazarce...o
        ile się da...co się potem da przerobić przerabiam ,ale bardzo duzo rzeczy się
        psujecrying,bo sie nie da przerobic ani upchnac w zamrazarce...ale on musi mieć
        pełną lodówke...mimo ,ze wiekszosc i tak sie marnuje...ech.a z drugiej strony
        ciagle próbuje to zrozumiec i staram się robić sama zakupy. ale nie zawsze moge
        go powstrzymac.
        u męża na topie jest sprzet narciarski. mamy po kilka par nart,butów co sezon
        sprzedaje cos potem kupuje znów i ciagle nie wiem jakie mam teraz narty;D
      • 35.a Re: Hazard... 11.11.08, 13:03
        czyli jestem całkiem normalna

        prezenty to coś, przy czym chodzę od dawna, a teraz tylko klikam
        "do kasy". książki przemyślane.
          • lolinka2 Re: Hazard... 11.11.08, 14:19
            eee, moja przyjaciółka, teoretycznie normalna (znaczy nie notowana w PZP) ma w
            domu magazyn: spożywcze w ilościach hurtowych obstawiają zapakowane w kartony
            cały balkon, kuchnię (nie da się przejść) i przedpokój, zabawki dziecka fruwają
            w powietrzu (moja dwójka choć nieźle zaopatrzona ma może 1/5 tego co tamta
            dziewczynka - wychowywana, nie tylko hodowana), ciuchy i inne w kartonach albo
            na środku podłogi w dużym pokoju. Tego mieszkania nie idzie posprzątać bez
            uprzedniego wyniesienia 3 ton rzeczy niepotrzebnych czyli nieużywanych. I ona
            się za zakupoholiczkę nie uważa, bo przecież "wszystko się przyda" a poza tym
            spożywcze prędzej czy później zużyje.

            spoko, wobec tego moje zakupowe miniszaleństwo mieści się w granicach normy.
    • wodnik260 Re: Hazard... 11.11.08, 23:34
      Cześć, tu wodnik,
      To nie hazard, chociaż blisko. Dajesz, czy bierzesz, zawsze
      pieniądze. Wydajesz, czy zarabiasz, przegrywasz, itp. Uzależniamy
      się od naszego statusu społecznego. Nie patrzymy trzeźwo na nasze
      potrzeby i potrzeby bliskich. Staramy się być jak najlepsi, wydajni,
      skuteczni. Na tym polega postęp, ten pierdolony postęp. Mam
      wrażenie, że gdzieś tu blisko jest klucz, również do nas.
      Spalamy się, a płomień..

      Lokomotywa jedzie, krosna tkają.
      itd
      itp
      itd

      pozdro
      wodnik
      a hazard jest wtedy, kiedy masz jakąkolwiek szansę na wygraną.
        • tosiedazrobic Re: Hazard... 11.11.08, 23:59
          a taki wariant: krosna tkają i nie "widzą"nie potrafią zauważyć,że
          lokomotywa zdechła? Po prostu tkają stukstuk.Wiele zależy wtedy od
          siły rozpędu,ale to i tak na nic.

          Kupowanie to konsumpcja, choćby książek. Kupując serki,co tu miałoby
          byc wygraną? Że spełni się hasło reklamowe? Pudełko po almette może
          posłuzyc do przechowywania spinaczy biurowych smile
          • ixi_35 Re: Hazard... 12.11.08, 11:14
            Nigdy nie byłam oszczędna, pieniądze sie mnie jakoś nie trzymały.. Zawsze lubiłam wydawać pieniądze na moje córki, a dla siebie było mi szkoda. Ładnych parę lat temu nawet kasę, która dostałam na urodziny/imieniny wydawałam na dzieci, bo sprawiało mi to ogromną radość. Pewnie wynika to z mojego dzieciństwa, nie miałam wiele.. W domu nie było biednie, tylko rodzice mieli inne priorytety sad
            Od jakiegoś czasu staram sie dostrzegać siebie i choć kupuję raczej potrzebne rzeczy i tak mam wieczne wyrzuty sumienia: że nie takie, za drogie, mogłam jeszcze poczekać. Skutecznie psuje mi to podejście radość z zakupów..
      • 35.a Re: Hazard... 12.11.08, 14:41
        Nie. Inaczej. Spłukać się do zera. A potem się zabić.
        Czytałeś Zweiga? Tylko nie chcę, aby ktokolwiek mnie ocalił.
        Już nie.
        • kruszonka1 Re: Hazard... 12.11.08, 15:23
          Skąd wiesz, że nie chcesz? O tym wie się tuz przed.
          I nie spłukac sie do zera,tylko rozdac innym.
          I kto mnie będzie wkurzał...zaczynam się niepokoić.
          • kruszonka1 Re: Hazard... 12.11.08, 15:29
            i to nieprawda,że nie chcesz być ocaloną,ale nawet nie ma kto CI
            zrobic herbaty sad Dlaczego Twoi "bliscy" nie widzą,kiedy CI jej
            najbardziej potrzeba, nie pojmuję. Ja mam Mamę, mam szczęście.

              • 35.a Re: Hazard...martwię się... 12.11.08, 21:45
                To sympatyczne, że ktoś się martwi, ale - nie gniewajcie się -
                nie sądzę, aby ktokolwiek zrozumiał, co się dzieje w głowie człowieka,
                który chciałby się zabić. Dzwoniła przed chwilą Ola, mówiłam coś,
                nawet dosyć pogodnie, nie wiem, czy zrozumiała. Raczej nie.
                Nikt nie jest w stanie zrozumieć.

                Przepraszam.

                Tosia, mama zrobiła tych herbat dziś chyba ze 3, ale jeśli znowu
                jutro nie pójdę do pracy, a mam taki szczery zamiar, pióra będą
                fruwać. Dozwolona 1-dniowa niedyspozycja.

                Na razie nie wiem, co zrobić ze swoimi książkami (ogrom) i papierami.
                Szkoda mi się z nimi właśnie rozstać. Nie szkoda mi ludzi.

                Zastanawiałam się, czy nie poczekać miesiąc (do końca roku powiedzmy),
                może coś się zmieni, dziś, teraz myślę, że nie. Że będę błąkać się dalej bez celu, bez sensu.

                Kiedyś Beatrix pisała, że w depresji nie jest się w stanie umyć itd.
                Doświadczam. Przykre uczucie, gdy nie chce się iść po jedzenie, picie.
                Uzależniona jestem od kofeiny, więc bez kawy głowa jeszcze
                bardziej szwankuje. Na razie się wykąpałam, zdjęłam soczewki, aby
                nie drażnić jeszcze bardziej oczu, wydepilowane łydki są przyjemnie
                gładkiesmile

                Co dalej, nie wiem.

                Mimo wszystko, dziękuję, że jesteście (mam do kogo się odezwać)
        • wodnik260 Re: Hazard... 12.11.08, 21:26
          Nie, Zweiga nie. Ale kiedyś Mickiewicza:

          "Dziewczyna czuje, - odpowiadam skromnie -
          A gawiedź wierzy głęboko;
          Czucie i wiara silniej mówi do mnie
          Niż mędrca szkiełko i oko.
          Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
          Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.
          Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
          Miej serce i patrzaj w serce!"

          Ja bym sobie darował te wykrzykniki, ale wieszcza nie będę
          poprawiał. Zresztą, to romantyk, musiał trochę pokrzyczeć.
          Nie pamiętałem całości, ale sobie pomogłem.

          Starasz się dojść do prawdy rozumowo. To możliwe, ale nie dla ciebie.
          Tylko dla prostaków.
          Weź przeeestań.

          pozdro
          wodnik
            • matrioszka42 Re: Hazard... 13.11.08, 14:22
              Ann! Nie było mnie tu trochę, wiele spraw i stresów. Ale nie mów, że nikt nie zrozumie co dzieje się w głowie tego co chce się zabić! Nie jedna stąd wie o tym aż za dobrze!
              Mój pradziad przgrał cały majątek w karty i na wyścigach, a było tego nie mało. Do tej pory plączą się w rodzinie dokumenty o sprzedaży kolejnych posiadłości. dzięki temu mam satysfakcję, że ustrój nic nam nie zabrał, a dziadunio miał frajdęwink
              Ja mam też zakupowe problemy. Staram się racjonalizować swoje zakupy i w dobrych chwilach mi się to udaje. Ale dziś kupiłam sobie spódnicęsmile I w nosie, też mam wydepilowane nogi i ładnie wyglądają w spódnicy!
              Ann, daj znać! Ja nadal jestem!
              • 35.a Re: Hazard... 13.11.08, 15:32
                Nie wiem, może mam niebotyczne wymagania, ale chciałabym, aby ktoś
                w istocie USŁYSZAŁ mnie, nie tylko przepuszczał przez uszy.
                Nie: martwił się i sprawdzał, czy żyję, ale usłyszał. Za dużo
                chcę, jak zwykle.

                Dziś jest lepiej: śpię i śnię. Jest mi ciepło i miło. Jutro już kierunek
                włóczenie się
                po Warszawie i praca. Metropolie są dla mnie dobre w niedużych
                dawkach. Kulturotwórczo. Spaliny, huk, ludzi łażących z papierosem -
                wyeliminowaćsmile

                Hazardzistą, może nie na jakąś niedużą skalę, jest mój tata...
                Przychodzi raz do domu wesoły tak, jakby mu ptak narobił na głowę i niesie coś
                w torebce foliowej.

                - Ty, przelicz, podzielimy się (kurczę, ja mam imię)

                Dostało mi się 250 zło w monetach pięciozłotowych. Miło, ale gdy pomyślę, ile
                przegrał...
      • ssig.ma Re: Hazard... 14.11.08, 21:25
        A ja mysle, ze jak ktos ma ochote i na serek, i na jogurt ze sliwka,
        i na jakies tam cos jeszcze to zwyczajnie chce sie troche rozpiescic
        w tym zimnym swiecie i nie ma to nic wspolnego z choroba-
        zakladajac, ze nie wrzuca bez zastanowienia do koszyka polowy
        hipermarketu- nawet najzdrowsi tak maja, o czym zreszta lolinka
        pisala. Moja kolezanka zawsze z marketu pol bagaznika przywozi, choc
        pojechala tylko po mleko i jajka smile tyle, ze chyba my bardziej
        analizujemu i "idac za ciosem" po zdiagnozowaniu u nas jednej
        przypadlosci szukamy zaburzen w kazdym zachowaniu. A ja sie lapie,
        ze znow pisze "my" o sobie, to na pewno sygnalizuje jakis problem
        psychologiczny, tylko go jeszcze nie zglebilam wink
    • 35.a nie chcesz, człowieku, nie czytaj 14.11.08, 16:46
      Uprzedziłam.
      Umrzeć.
      Patrzę z zazdrością na ludzi, którzy nie zapadają się we własnej głowie, radosnych, a ja mam tylko w głowie wyjące "umrzeć".
      żyję w interwałach po 10 minut. i kłamię głosem w pracy, bo jest
      wesoły. umrzeć.
      • megan.k Do FORUMOWICZÓW znających 35.a osobiście 14.11.08, 17:23
        Myślę, że najwyższa pora coś zrobić. Uważam, że potrzebna jest fachowa pomoc, szpital, oddział dzienny ... Czy mamy czekać, aż stanie się coś niedobrego? Przecież ONA woła o pomoc. Ja nie znam jej osobiście, więc próba dotarcia do NIEJ będzie dla mnie bardziej skomplikowana, co nie znaczy, że niemożliwa.
        • 35.a Megan, uściski... 14.11.08, 23:51
          Nie mogę się rozkleić, bo jeszcze nie zmyłam oczu i zrobię sobie
          na twarzy "tory". Dzięki. Co prawda, jestem przerażona, bo mówisz
          szpital. A mnie po raz pierwszy się pomyślało "a czemu by nie".
          Psychiatryki otoczone są zwykle fajnymi parkami. Poszukam dziś
          pod hasłem "oddziały afektywne" (Warszawa, Sobieskiego? Jak tam jest?)

          Cholera, jest mi smutno. Gdy jestem sama, jak teraz w pokoju, jak
          wtedy gdy zgięta w pół stukałam z pracy podczas przerwy, coś mi
          w środku wyje. Zapadam się. Mam świetne koleżanki w pracy, w wieku
          mojej mamy, trzymamy się razem, razem z jedną wracałam z mojego
          Wygwizdowa aż do Centrum. Ale później zostaję sama i znowu coś wyje.
          Nie słyszę głosów, nie. Wchodzę tam, gdzie dużo świateł - EMPiKi uwielbiam,
          znowu jest dobrze, wychodzę nastrój siada.

          Ja też się o siebie boję. Tym bardziej, że ostatnio narozrabiałam.
          Bez detali...
          Jestem agresywna.

          To tyle, DUŻE dzięki za troskę,
          dobranoc

          P.S. A nie, książek jeszcze nie ma. Racja, one mnie trzymają przy
          życiu. I łapka Małej, która zakiwała do mnie z daleka wczoraj.

          Coś jeszcze mi się przypomniało. Dostaję sporo smsów w ciągu dnia
          (mama, pewna miła Pani z forum) i lubię je dostawać, niektóre zabawne,
          ale nie czuję trwałej radości, wszystko ulotne. Znowu coś żałośnie wyje w głowie...
        • megan.k Re: Do FORUMOWICZÓW znających 35.a osobiście 15.11.08, 07:09
          Jestem zawiedziona tak słabym odzewem na mój apel (4 osoby) i to w większości od osób, które nie udzielają się tak często na tym forum (dzięki!). Czy naprawdę nie było Was wczoraj po południu w necie?
          Czy zdajecie sobie sprawę, że czasami taki post jak 35.a z 16.46 jest już ostatnim? Cieszę się, że tak nie było.
          • 35.a ... 15.11.08, 10:48
            Ja też wiem, że się nie lekceważy żadnych sygnałów. Mój dziadek
            wysyłał rodzinę do kościoła "jedźcie wcześniej, abyście spokojnie
            zajechali" a sam planował harakiri... psuedoliteracko to by było
            tak: tknięta przeczuciem rodzina, stanęła jak słup soli i za nic
            w świecie nie chciała zrealizować pomysłu dziadka wink

            O dziadku tu pisałam, wrócił już do domu szczęśliwie, z diagnozą
            depresja.

            Megan, ludzie mają swoje sprawy, był w dodatku piątek, część poszła
            clubbingować, część się nawaliła, część miała w dupie forum.
            (Koleżanka dzwoni wczoraj wieczorem do klienta, a ten się przedstawia
            pijaniutkim głosem: - Hallo, komenda policjismile
            Ja to rozumiem. Część mnie nie lubi. I ok.

            Megan, ta osoba, która pisała do mnie, gdy jeszcze nie byłam w domu,
            napisała, że mam się odezwać, bo się niepokoicie. Odpisałam "tja",
            ale ta troska naprawdę była ważna. To brzmi śmiesznie, ale wiara
            w człowieka znów została mi przywrócona.

            W piątek idę do lekarza.
      • megan.k Re: nie chcesz, człowieku, nie czytaj 14.11.08, 17:46
        Martwisz się, gdy ktoś inny pisze coś niepokojącego, a sama ...
        Jeśli jest tak źle, jak piszesz, powinnaś jak najszybciej skontaktować się z lekarzem. Wsparcie przyjaciół z forum może nie wystarczyć. Na oddziale dziennym lepiej ustawiliby Ci leki. Znam taki, gdzie jest wspaniała atmosfera. Ale decyzja oczywiście należy do Ciebie. Trzymaj się. Zaczęłaś już czytać swoje nowe książki?
                            • 35.a spox... 14.11.08, 23:04
                              nie wiem, pod czyim postem się dopisać...

                              zrobimy tak: zjem kolację, bo dopiero przyszłam do domu
                              i się ustosunkuję
                                • 35.a eenoo 17.11.08, 23:51
                                  do któregoś postu musiałam się "podczepić", padło na Ciebietongue_out
                                  zainteresowanie było ważne...
                                  • megan.k Re: eenoo 18.11.08, 07:02
                                    Niemniej to nie przeszkodziło, żeby włączyć się do akcji: DOBIJAMY MEGAN!!! smile smile smile Chociaż w Twoim wydaniu było to naprawdę bardzo delikatne.
                                    Wiesz, kiedyś cytowano nawet mój post, pisząc, że jest na forum ktoś, kto wie lepiej, a dotyczyło to chyba zwolnienia lekarskiego i załatwiania renty. Kiedy radzę, bo ktoś czegoś nie wie, jest OK! Wtedy nikt nie pyta, czy jestem zdrowa. Jeśli mam inne zdanie od forumowiczów, mam się wynosić. Takiego zachowania nie można tłumaczyć chorobą.
                                    • 35.a ja dobijać? plus off topic 18.11.08, 10:22
                                      nie, ja nie dobijać. jakkolwiek kiedyś nazwać Megan POLUCJANTKĄ.
                                      i się z nią kłócić.

                                      Posłuchaj.

                                      Każdy ma prawo żyć jak chce. Amerykanie mają prawo obżerać się
                                      junk foodami, awanturka ma prawo ładnie chudnąć, ja mam prawo
                                      przejść za chwilę znów na wegetarianizm (co się znów nie spodoba
                                      mojej mamie), trawa ma prawo rosnąć, a dzieci po niej deptać.

                                      Mam wobec Ciebie dług wdzięczności. Chociaż gdybyś nasłała policję,
                                      byłabym zła. Ale tak samo zły byłby ten bezdomny, któremu wezwałam
                                      policję, bo nie chciałam, aby ten "pijany brudas" zamarzł.

                                      Masz prawo mieć inne zdanie, ale musisz pozwolić, aby każdy miał
                                      swoje, nawet jeśli będzie niezgodne z prawem (np. pracy). Trudno,
                                      świata nie zbawisz. Przyswój sobie może zawołanie "Zamiast wykładać
                                      świat skórą, uszyj sobie buty". Ja Cię nie wyganiam. Bądź. W razie
                                      czego jeszcze raz mnie uratujeszwink Mogę Cię nawet pomęczyć z Prawa
                                      Pracy. Obecnie interesuje mnie telepraca. I czy firma, która mnie
                                      zatrudnia powinna dać mi komputer. Bo wg mnie tak.

                                      Byłam wczoraj na "33 scenach..." i cierpiałam wewnętrznie, że oni
                                      tam wszyscy strasznie jarali faje. Ciągle i wciąż. Później pomyślałam,
                                      że nie radzili sobie z uczuciami (a nie radzili sobie
                                      strasznie), więc robili sobie zasłony dymne. Podobno coś w tym jest.
                                      Niektórzy zaś nie radzą sobie z autorytetami i omykają. Ja też.
                                      I nie masz na to wpływu.
                                      • megan.k Re: ja dobijać? plus off topic 18.11.08, 19:25
                                        "Obecnie interesuje mnie telepraca. I czy firma, która mnie
                                        zatrudnia powinna dać mi komputer. Bo wg mnie tak."

                                        Masz rację, komputer zapewnia firma jak również jego serwis. Dlaczego wolałabyś pracować zdalnie?
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka