beka.smiechu-w.sali.obok
28.03.09, 01:28
Pisalem tu kiedys o pewnej angielce. Ze zadurzylem sie w niej, choc ona jest w
zwiazku i nie jest mna zainteresowana.
Od dluzszego czasu nie moze mi przejsc- i to jest chyba nalog. Widze ja i jak
pierwszy kieliszek- ciag. Mysli, obsesje, smutki.
Nie widze jakis czas, uspokaja sie, nagle widze ja znowu- i wszystko wraca z
podwojna sila. Jeszcze jej zachowanie- zdarzylo mi sie w oncy pijanym napisac
jej jakies bzdury, typu jaka jest zajebista i cudowna. Jej sie to nie
podobalo- co mi napisala- ja maile z przeprosinami i blaganiami o wybaczenie.
Coz, pomyslalem- zrobilem z siebie idiote, koniec mysli o niej. I na drugi
dzien w pracy widze ja i ona sie usmiecha do mnie i mnie zaczepia jakby nigdy
nic sie nie wydarzylo. A u mnie znowu fala goraca- i znowu mysli " o boze a
moze jednak". I znowu- mysli, po paru dniach mniej czy bardziej pijany pisze
do niej, znowu brak odpowiedzi albo odpowiedz mowiaca wiele- typu " blaaa".
Wiec znowu- godze sie z porazka, smutek ale i ulga niejaka- to koniec. I znowu
ja widze, a ona widzac mnie usmiecha sie i zagaduje- nie wiem o co chodzi, ale
znowu nawrot.
Te kolo zatoczylo sie juz chyba z szesc razy.
To jest wiec chyba moje uzaleznienie. Jestem nalogowo w niej zakochany. A ona-
kuszaca, zmylajaca- jak alkohol...