milsza
01.04.09, 17:27
Witam!
Mam dylemat-wywalilam alkoholika z domu w ubieglym roku,pózniej on uległ cięzkiemu poparzeniu,a w koncu roku zachorowal,jest po operacji wylonienia stomii,ma anemie,wyglada jak wrak czlowieka.Przebywa od kilku miesiecy w Domu dla bezdomnych,od czasu do czasu odwiedza mnie i dzieci w domu,ale ze wzgledu na jego chorobę zaliczyl juz kilka pobytow w szpitalach .Tam z kolei ja go odwiedzam,przynosze posilki i za cholerę nie wiem,po co to robię.Złosc juz mi przeszła,ale nie chce byc siostra miłosierdzia dla niego,bo zmarnowal mi 20 lat zycia swoim pijanstwem.Nigdy ani teraz nie deklaruje rzucenia picia,nie przeprosil za to zafajdane zycie,nie obiecal poprawy.Jest sobie chory i pewnie dlatego uwaza,ze powinnam mu poswięcac czas,odwiedzac go,pocieszac..Mam do niego zal,zal,ogromny zal,ze taki byl,ze nawet teraz nie ma w nim skruchy.Nie chce juz z nim miec nic do czynienia,ale tez nie chcę miec wyrzutow sumienia gdyby cos nie teges..Bliska sąsiadka radzi mi,abym go przyjęla z powrotem,bo taki chory,biedny,ze to nie po ludzku z mojej strony..a ja nie mam ochoty,bawic sie w pielęgniarkę i marnowac sobie kolejne dni.