Dodaj do ulubionych

Chory alkoholik

01.04.09, 17:27
Witam!
Mam dylemat-wywalilam alkoholika z domu w ubieglym roku,pózniej on uległ cięzkiemu poparzeniu,a w koncu roku zachorowal,jest po operacji wylonienia stomii,ma anemie,wyglada jak wrak czlowieka.Przebywa od kilku miesiecy w Domu dla bezdomnych,od czasu do czasu odwiedza mnie i dzieci w domu,ale ze wzgledu na jego chorobę zaliczyl juz kilka pobytow w szpitalach .Tam z kolei ja go odwiedzam,przynosze posilki i za cholerę nie wiem,po co to robię.Złosc juz mi przeszła,ale nie chce byc siostra miłosierdzia dla niego,bo zmarnowal mi 20 lat zycia swoim pijanstwem.Nigdy ani teraz nie deklaruje rzucenia picia,nie przeprosil za to zafajdane zycie,nie obiecal poprawy.Jest sobie chory i pewnie dlatego uwaza,ze powinnam mu poswięcac czas,odwiedzac go,pocieszac..Mam do niego zal,zal,ogromny zal,ze taki byl,ze nawet teraz nie ma w nim skruchy.Nie chce juz z nim miec nic do czynienia,ale tez nie chcę miec wyrzutow sumienia gdyby cos nie teges..Bliska sąsiadka radzi mi,abym go przyjęla z powrotem,bo taki chory,biedny,ze to nie po ludzku z mojej strony..a ja nie mam ochoty,bawic sie w pielęgniarkę i marnowac sobie kolejne dni.
Obserwuj wątek
    • daleh Re: Chory alkoholik 01.04.09, 18:49
      milsza...
      .Nie chce juz z nim miec nic do czynienia,ale tez nie chcę miec wyrzutow
      sumienia gdyby cos nie teges..Bliska sąsiadka radzi mi,abym go przyjęla z
      powrotem,bo taki chory,biedny,ze to nie po ludzku z mojej strony..a ja nie mam
      ochoty,bawic sie w pielęgniarkę i marnowac sobie kolejne dni.

      ------------------------
      Sam jestem alkoholikiem i nawet w największych tarapatach nie oczekiwałem pomocy
      od rodziny kiedy piłem...
      Nie możesz ponosić konsekwencji, ani brać odpowiedzialności za jego
      życie...Kazdy tak spi jak sobie pościeli i tyle w temacie...
      • milsza Re: Chory alkoholik 01.04.09, 19:58
        Trochę mi ulżyło,ale to jeszcze nie jest to.Przyłapuję się ostatnio na tym,ze tak jak kiedys,kiedy był i pił,moje myśli znowu są wokół niego,odczuwam niepokój i z lekka zasiane zostały wyrzuty sumienia przez sąsiadkę-starszą kobiecinę,której mąż -pijak zmarł kilka lat temu,a ona się nim do konca opiekowała w chorobie.Daleko jej do takiego myślenia,ze alkoholik sam sobie jest winien-skoro ona mogła się opiekować ,to ja tez moge(i tu dochodza argumenty związane z wiara).Jestem wierząca,ale tez czuje sie pokrzywdzona i niegotowa na wybaczenie,a nawet w tej całej sytuacji odczuwam satysfakcję,ze teraz on jest zależny ode mnie.Brzydkie uczucia mną targaja,a zarazem czuję jakąś pokore wobec losu i boję sie,ze mnie tez to kiedys moze spotkac,ze bedę chora i samotna. I jak tu pogodzic takie sprzeczne myślenie?
        • 7zahir Re: Chory alkoholik 01.04.09, 20:29
          Nie zazdroszczę Ci tych emocjonalnych rozterek
          i mysle, ze zadna rada nie bedzie wstanie ich rozwiać.
          Zadaj więc może sobie pytanie:
          czy on byłby równie opiekuńczy wobec Ciebie?
        • daleh Re: Chory alkoholik 01.04.09, 20:36
          milsza...
          Jestem wierząca,ale tez czuje sie pokrzywdzona i niegotowa na wybaczenie,a nawet
          w tej całej sytuacji odczuwam satysfakcję,ze teraz on jest zależny ode
          mnie.Brzydkie uczucia mną targaja,a zarazem czuję jakąś pokore wobec losu i boję
          sie,ze mnie tez to kiedys moze spotkac,ze bedę chora i samotna. I jak tu
          pogodzic takie sprzeczne myślenie?
          --------------------------------------
          Zyj tak, abyś nie była samotna...On nie spi na ulicy, a nawet jeśli by tak było,
          to w imię czego masz poświęcać resztę życia...
          On ma to na co swoim życiem zasłużył...Jeśli Twoja sąsiadka jest taka
          miłosierna, to niech go sobie adoptuje, bo przecież doświadczenie już ma w tym
          temacie...
          Zyj i ciesz się wolnością, bo rozumiałbym gdybyś to ty się przyczyniła do tego w
          jakiej sytuacji się znalazł
          i dlatego wyrzuty sumienia, ale tak to nad czym sie zastanawiać...
          Chyba, ze przyzwyczaiłaś sie aby cierpieć i szukasz kłopotów...
          • milsza Re: Chory alkoholik 02.04.09, 08:09
            Racja-mądrze prawicie-powinnam wasze rady przyjąc do wiadomosci i zakonczyc ten wątek.Jednak nie jestem "normalna"-widze,ze po tych 20 latach mam chorą psychikę.Ile razy juz zadawałam sobie pytanie-czy gdybym go nie wyrzuciła,to miałby ten wypadek z poparzeniem,czy nabawiłby sie choroby wrzodowej jelit i anemii?Moze jednak ja namieszalam mu tak w zyciu,ze biedny ,roztargniony człowiek zapomniał,iż prosto z kanistra nie dolewa sie benzyny do ogniska albo ze niezdrowo jest żłopać piwo od rana do wieczora zapominając o żołądku..
            Czy rozmawiac z nim wprost o mojej niechęci do niego,o strachu,ze moze szybko zemrzec,a ja nie chcę sie do niego przyznawac,bo mnie na pogrzeb nie bedzie stać,bo jesli bedę go odwiedzała w szpitalach,to lekarze wlasnie mnie zawiadomią o smierci i "wcisną" mi nieboszczyka?Czy mozna,wypada zostawic samemu sobie w chorobie tego czynnego alkoholika?(choc teraz nie pije ,to w mozgu ma zakodowane,ze nigdy nie mial problemu z piciem,ze nie przesadzal itp.)
            • jerzy30 niech sobie dalej choruje na swoj wlasny koszt 02.04.09, 08:37
              niech sobie mieszka tam gdzie mieszka.
              Posilki ???? - przeciez ma - po co mu nosisz - placi ci, prosi,
              wymaga tego.
              20 lat pracowal ciezko na to co ma obecnie.
              Jak sasiadka taka litosciwa to niech go przygarnie - powiedz jej to.
              W zadnym przypadku do domu nie wpuszaj bo pieklo 20-tu lat moze sie
              zaczac znowu.
              Problemu z piciem nie mial - to nie ma tez problemu z obecna
              sytuacja.
              Nie jestes siostra milosierdzia.
              • tranzyt.08 Re: niech sobie dalej choruje na swoj wlasny kosz 02.04.09, 09:00
                jerzy30 napisał:
                > Nie jestes siostra milosierdzia.

                Jerzy,to kobieta wierzaca,zapewne chrzescijanka,wiec nie zapomnij o
                tych tylko dwoch(AZ dwoch!) przykazaniach,ktore pozostawil Chrystus
                swoim wyznawcom:1)...2)miluj BLIZNIEGO jak siebie samego...

                Sadzisz,ze jest tu miejsce na interpretacje,czy moze bardziej nalezy
                sluchac wlasnego sumienia,a nie go zagluszac?
                Musi sama zadecydowac i tez sama poniesc konsekwencje,taki zywot:)
                • jerzy30 jak ma sie "milowac" kogos kto zniszczyl 02.04.09, 09:07
                  20 lat zycia.

                  Nwet chrzescijanie zasluguja na lepszy los.
                  Co ??? zbrodniarzy tez mamy milowac - co nam zycie rujnuja. Zadnej
                  reakcji ??
                  To frazesy te przykazania - za czesto przywolywane.
                  • milsza JPII wybaczył .. 02.04.09, 09:49
                    > Co ??? zbrodniarzy tez mamy milowac - co nam zycie rujnuja. Zadnej
                    > reakcji ??

                    No własnie-wszystko się we mnie buntuje.Z jednej strony jako katoliczka,sercem jestem zawsze z ludzmi pokrzywdzonymi,słabszymi,a z drugiej strony mój umysł i moja pamięć woła nie,nie pomagaj,dobrze mu tak.Wiem tez,ze nie mogłabym liczyc na niego w razie choroby-myslę o okresie,kiedy pił-raz,ze z pijanego nie ma pożytku,a dwa,ze on ma taki charakter-zawsze uciekał od chorych i od pogrzebów.Chciałabym wiedziec,co moze sobie mysleć taki alkoholik w tym swoim nieciekawym połozeniu..Nie mam siły z nim na ten temat rozmawiac,on sobie wyobraza,ze ja jeszcze cos do niego czuję,skoro cos tam daję z siebie.
                    • barbarasz3 milsza 02.04.09, 13:53
                      "kochaj bliżniego jak siebie samego" odpowiedz sobie czy Ty naprawdę
                      kochasz siebie?,jesli tak to zadbaj o swój psychiczny komfort.Ja
                      borykam się z podobną sytuacją mam mola w domu on mnie predzej
                      wykończy Pozdrawiam
                    • daleh Re: JPII wybaczył .. 02.04.09, 13:56
                      milsza...
                      .Chciałabym wiedziec,co moze sobie mysleć taki alkoholik w tym swoim nieciekawym
                      połozeniu.
                      -----------------------
                      A co powinien myśleć wg. Ciebie...?
                      Zyje tak jak sobie zasłużył i to on powinien Cie prosić o wybaczenie tych lat,
                      które Ci zmarnował...W końcu wyjdzie na to, ze to Ty zaczniesz siebie obwiniać
                      ,ze się znalazł tam gdzie jest i powinnaś mu pomoc... To paranoja jakaś i gdzie
                      tu mieszać do tego religie...
                      Czujesz wewnętrzną potrzebę pomocy, chyba nie wynika z tego co piszesz wiec
                      ciesz sie tym co masz i żyj...
    • gregorianhusky Re: Chory alkoholik 02.04.09, 11:30
      Jesteś katoliczką ale...
    • ela_102 Re: Chory alkoholik 02.04.09, 15:53
      milsza:
      Pomijając "idiotyczne" wpisy co niektórych odniosę sie do tego:

      bo zmarnowal mi 20 lat zycia swoim pijanstwem.Nigdy ani teraz nie
      deklaruje rzucenia picia,nie przeprosil za to zafajdane zycie,nie
      obiecal poprawy.

      dlaczego pozwalałaś mu na to 20 lat? zwłaszcza, że nigdy nie
      deklarował nie picia?
      Nie uważasz, że masz w tym procederze zafajdania sobie życia
      kolosalny udział?
      Gdybyś zajęła się robiem porządku z sobą i nim jakieś 19,5 lub np.
      przed zawarciem związku małżeńskiego sytuacja Was obojga wygladałaby
      zupełnie inaczej.
      a teraz szukasz tylko usprawiedliwienia dla własnego tez chorego
      przez te lata zachowania.
      • daleh Re: Chory alkoholik 02.04.09, 17:23
        ela...
        a teraz szukasz tylko usprawiedliwienia dla własnego tez chorego
        przez te lata zachowania.
        -------------------------
        Gdzie Ty to wyczytałaś...Ona szuka odpowiedzi czy powinna zaopiekować się mężem
        ...A Ty proponujesz jej, aby się rozliczyła nie wiadomo przed kim ze swojego
        życia i udowodniła lub nie, ze to ona ponosi odpowiedzialność za to co się
        zadziało w jej życiu...
        Tylko jak to się ma do postawionego przez nią pytania, to tylko Twoja chora
        wyobraźnia Ci podpowiada...Zawsze musisz ten terapeutyczny bełkot którym
        przesiąkłaś serwować wszystkim czy tego chcą czy nie, bo ty wiesz lepiej...
      • milsza ela_102 02.04.09, 17:47
        Proszę o nierozliczanie mnie z mojego zycia!
        Kazdy popełnia błedy w zyciu-ty ela102 rowniez.Twoim sukcesem jest abstynencja,a moim rozstanie się z alkoholikiem(lepiej pózno niz wcale).
        Szukam tu odpowiedzi na moje rozterki natury moralnej,chce sie dowiedziec czy trzezwiejący alkoholik zaczyna odczuwac,myslec,czy nadal mu wszystko wisi..bo nie wiem czy traktowac go jak pozbawione uczuc warzywo czy "wysilic się" na trochę człowieczeństwa.Czy warto swoja dobrocią uzmysłowic mu jakim był skur***synem czy dac sobie spokoj,bo dla takich jak on nie ma to znaczenia.I tyle.
        • daleh Re: ela_102 02.04.09, 17:56
          milsza...
          .Czy warto swoja dobrocią uzmysłowic mu jakim był skur***synem czy dac sobie
          spokoj,bo dla takich jak on nie ma to znaczenia.I tyle.
          -----------------------------
          Duzo w tym niewiadomych i to ryzykowne dla Ciebie, ale to tylko Twój wybór...
        • ela_102 Re: ela_102 02.04.09, 18:05
          milsza:

          Proszę o nierozliczanie mnie z mojego zycia!

          a gdzie ja to zrobiłam? zadając Ci pytanie?

          Twoim sukcesem jest abstynencja

          nie tylko. Moim sukcesem jest zrouzmienie istoty alkoholizmu w ogóle.
          Uznanie , że jest chorobą. Przebaczenie rodzicom, parterowi i sobie
          jesli już piszesz o wierze w Boga jak sadzę.
          Zobaczenie picia moim bliskich przez inny pryzmat niż "obiwinianie"
          Zobaczenie swojej i tylko swojej roli w tym kołowrotku, do tego też
          zachęca Bóg.
          Po co rozważasz teraz i rozliczasz go z jego życia? skoro rozstałas
          sie z nim? nie jesteś pewna swej decyzji.
          Mi do tego aby opuścić skur**** wystraczyło własne przekonanie. On
          musi jak już sobie sam to uzmysłowić ,zresztą nie musi, przecież.
          Kto z nas zna twojego męża?
          Kto z nas jest w stanie napisać Ci jak postąpić z nim na podstawie
          tego co piszesz?
          Ja ci mogę tylko napisac co o tym uważam i co ja sama zrobiłam w
          podobnej sytuacji. a Ty mozesz się na to oburzać, albo uznać, że to
          moje życie.


          "Są dwie rzeczy nieskończone - wszechświat i ludzka głupota, co do
          wszechświata nie jestem pewnien" - Albert Einstein
          • milsza Re: ela_102 02.04.09, 18:56
            I teraz twoja odpowiedz jest juz bardziej konkretna.Moge z niej wyczytac miedzy wierszami,ze powinnam sie jednak od niego trzymac na dystans,a przynajmniej przestac sie angazowac myslowo.Zadając tu pytania nie oczekuje szczegółowej odpowiedzi n/t tego,co on moze myslec.Nie znacie człowieka,ale chyba reakcje alkoholików mozna jakos ubrac w ramki albo w ogólnikowe schematy-czyli czy po kilku miesiacach trzezwienia dociera do niego to czy tamto.Wiesz,całe lata nie miałam mozliwosci rozmowy z nim,bo nie trzezwiał i teraz nie mogę skurczybyka rozgryzc-a tak chcialabym,zeby cos do niego dotarło,a moze nawet go zabolało.O własnie przed chwilą dzwonił juz dzisiaj trzeci raz,bo wybiera sie do szpitala.I co ?-mam nie odbierac?
            • daleh Re: ela_102 02.04.09, 19:28
              milsza...
              Wiesz,całe lata nie miałam mozliwosci rozmowy z nim,bo nie trzezwiał i teraz nie
              mogę skurczybyka rozgryzc-a tak chcialabym,zeby cos do niego dotarło,a moze
              nawet go zabolało.O własnie przed chwilą dzwonił juz dzisiaj trzeci raz,bo
              wybiera sie do szpitala.I co ?-mam nie odbierac?
              ------------------------------
              Wraz z każdym napisanym przez Ciebie postem, to coraz mniej rozumiem o co ci
              właściwie chodzi...
              Myślisz, ze tak po prostu zmienić się można i stać innym człowiekiem...A może
              stworzyłaś sobie jego nowy obraz
              i teraz chcesz siebie przekonać, ze masz racje...Tylko pewnie jeszcze nie wiesz
              czemu ani komu, to ma służyć...
            • jerzy30 trzeci raz dzwonil - to on nie widzi problemu w so 02.04.09, 21:20
              w sobie - dla niego wszystko jest po staremu - nie pije tylko bo
              sobie zdrowie rozwalil przez te 20-cia lat -
              szykuje sie [?] do powrotu do domu - mysle ze cie tak przekabaci i
              zmanipuluje na Twoim poczuciu sumienia ze dasz mu mozliwosc powrotu
              do domu
              Gdybys 19,5 roku temu wiedziala to co wiesz teraz to bys pewno szybko
              odeszla.
              Nie rozgryziesz go bo alkoholika nie da sie rozgryzc
              Nic go nie zaboli i nic nie dotrze poki calkiem sie nie odizolujesz
              Samo niepicie nic nie da - po tak dlugim piciu musialby przejsc
              bardzo dluga terapie by cokolwiek zakumac i cokolwiek poczuc.


              • milsza Re: trzeci raz dzwonil - to on nie widzi problemu 03.04.09, 09:12
                > Nic go nie zaboli i nic nie dotrze poki calkiem sie nie odizoluje

                Przeczuwałam,ze tak może być-może robiłam te gesty dobroci w nadziei,ze jednak cos dotrze..ale teraz utwierdziłes mnie,ze nie ma to sensu,ze on nadal żyje we mgle,ze to beton nie do przebicia.Dzięki,ze otworzyliscie mi oczy:))
                • daleh Re: trzeci raz dzwonil - to on nie widzi problemu 03.04.09, 10:36
                  milsza napisała:

                  > > Nic go nie zaboli i nic nie dotrze poki calkiem sie nie odizoluje
                  >
                  > Przeczuwałam,ze tak może być-może robiłam te gesty dobroci w nadziei,ze jednak
                  > cos dotrze..ale teraz utwierdziłes mnie,ze nie ma to sensu,ze on nadal żyje we
                  > mgle,ze to beton nie do przebicia.Dzięki,ze otworzyliscie mi oczy:))
                  -------------------------------
                  Jest takie powiedzenie, ze na pewno to tylko Kopernik nie żyje...
                  Ale ja ci gwarantuje, ze jeśli dojdzie na tyle do siebie, ze wypicie nie będzie
                  groziło natychmiastowa śmiercią, to wcześniej jak później wróci do chlania i
                  będziesz dopiero wtedy miała prawdziwy problem...
                  Mam taki przykład na wyciągniecie reki, gdzie facet wrócił po parunastu latach z
                  wyprawy dookoła Polski, chory i wycieńczony...
                  Zona się zlitowała, ze względu na dorastające dzieci i go przyjęła...Kiedy
                  doszedł do sil wrócił do poprzedniego trybu życia i tak kolejne lata...Teraz ma
                  ponad siedemdziesiąt i po każdym wypiciu, bo już nie napiciu ląduje w szpitalu,
                  a jest stałym bywalcem pogotowia...Możesz mieć wprawdzie nadzieje, ze twój nie
                  dojdzie do takiej formy, aby spróbować wrócić do picia...
                  Pozdrawiam...
            • ela_102 Re: ela_102 02.04.09, 21:21
              milsza :-)
              ja zawsze pytam siebie, co mną kieruje, jakie sa moje intencje, gdy
              wchodzę w jakąś trudną dla siebie sytuację.
              Jeśli moje intencje są złem podszyte - nie wchodzę.
              jeśli kieruję się dobrem - wchodzę.
              Nie jesteś dzieckiem napewno potrafisz bez problemu odróznić dobro
              od zła, choć rozumiem też, że czasami musi to potrwać.
              Mam też jeszcze jedną zasadę - jak nie wiem co zrobić, nie robię
              nic, każde działanie pod wpływem emocji działa na moją i nie tylko
              moją szkodzę.
              Przychodzi czas, że wiem co z tym począć i po zrobieniu tego
              odczuwam ulgę. Nie zmuszaj się jednak do czegoś tylko dlatego, że
              ktoś próbuje wywołać w Tobie poczucie winy. Niesienie pomocy i
              wsparcie ZAWSZE powinno wynikać z potrzeby serca a nie z przymusu, a
              już napewno nie z opini publicznej.
              • milsza Re: ela_102 03.04.09, 08:58
                Nie zmuszaj się jednak do czegoś tylko dlatego, że
                > ktoś próbuje wywołać w Tobie poczucie winy

                No własnie!Nie chodzi tu o tą sasiadke,ale o młodszego syna,który namówił mnie kilka tygodni temu do pierwszych odwiedzin w szpitalu.Nie chciałam wyjśC na bezduszną osobe,widziałam ze dziecku mimo wszystko zależy na ojcu-zreszta do dzisiaj to wlasnie syn(14-latek) namawia mnie do przyjecia go z powrotem,do dalszych odwiedzin itp.Tłumacze,wyjaśniam,ale tez nie chce dziecku zabraniac kontaktów,bo widze,ze syn ma do niego sentyment.

                > Mam też jeszcze jedną zasadę - jak nie wiem co zrobić, nie robię
                > nic,

                Podoba mi się ta zasada i muszę ja wprowadzić w życie:))
                • ela_102 Re: ela_102 03.04.09, 10:51
                  milsza:

                  Nie chciałam wyjśC na bezduszną osobe,widziałam ze dziecku mimo
                  wszystko zależy na ojcu-zreszta do dzisiaj to wlasnie syn(14-latek)
                  namawia mnie do przyjecia go z powrotem,do dalszych odwiedzin
                  itp.Tłumacze,wyjaśniam,ale tez nie chce dziecku zabraniac
                  kontaktów,bo widze,ze syn ma do niego sentyment

                  dziecku przede wszystkim nalezy się prawda.
                  A prawdą jest, że nie zywisz do jego ojca cieplych uczuć.
                  Jest w takim wieku, że ojca będzie iealizował bo bardzo go
                  potrzebuje i ważne aby te kontakty miał, zwłszcza jak ich chce, bo
                  będzie to dla niego "punkt odniesienia". W przyszlości będzie miał
                  się do czego odnieść jako "wzorca męskiego" - albo będzie taki
                  chciał być, albo zupełnie inny. To ważne.

                  Ich wspolne kotakty, to ich sprawa. Nie musisz ani w nich
                  uczetniczyć, a już NAPEWNO nie zamieszkiwac razem. Niech ojciec
                  organizuje miejsce do spotakań z Twojej strony wystrczy, że nie
                  będzisz im ich utrudniać.
                  Bardzo smutne i tragiczne byloby dla twojego dziecka, gdyby okazał
                  się tylko "elementem gry" i manipulacji alkoholowej. Ale nawet
                  jeśli, to musisz wtedy być przy nim, aby go wesprzec, a nie mówić -
                  "a nie mówiłam, że Twoj ojciec to skur****"

                  pozdrawiam :-)
                • e4ska Re: ela_102 03.04.09, 11:53
                  Milsza, nie istnieje żaden schemat osobowości: "alkoholik". Takim się jest
                  alkoholikiem, jakim się jest człowiekiem. A jakim człowiekiem jest twój mąż?
                  Łajza bez honoru. Kobieta go z domu wywaliła (tak piszesz), a on się przed tobą
                  korzy, żeby mieć dostęp do korytka. Na co ci taki lokator? Chcesz pomagac
                  chorym, zostań wolontariuszką...

                  Facet w dodatku wykorzystuje bezczelnie uczucia swego dziecka, żeby tylko wrócić
                  do domu. I wiesz dlaczego? Bo w przytułku pić nie wolno. Bo w przytułku nikt
                  pijaka zarzyganego obiegać nie będzie.

                  A syn? Czego ty chcesz od 14-letniego dziciaka? Ty się tyle lat dawałaś
                  nabierać, znosiłaś pijackie narowy, a chcesz, żeby syn był mądrzejszy? Czy syn
                  jest chętny utrzymywac tatusia, gotować mu, opierać, obsługiwać? Czy twoje
                  dziecko nie przyjęło jako zasady, że kobieta w domu to slużąca? to jaka chlopak
                  będzie miał w przyszlości rodzinę? Każda normalna fajna dziewczyna kopnie
                  takiego w de., chyba że jaką niedojdę sobie weźmie - co wszystko zniesie, bo
                  chłop mój pan.

                  Dzieci potrafią zniszczyć życie rodziców, jak się dzieciom za wiele pozwoli.
                  Zabraniają samotnym nawiązać nowych zwiazkow, a potem odchodza i z łaski
                  wielkiej odwiedzą "staruszkę". Wiem doskonale, bo tak się dzialo z moją sąsiadką
                  - rozwiodła się z pijakiem, znalazł sie porządny facet, pokochali się, ale
                  córunia na związek nie pozwoliła. I matka przez dwadzieścia lat żyła samotnie,
                  bez bliskiej osoby, żałując swojej głupoty.

                  Twój mąż ma opiekę, a jego los jest typowy dla alkoholików. Może własnie dlatego
                  jeszcze żyje, że z domu wyszedł i nie ma możliwości picia. Los go pokarał, bo
                  chyba poparzył sie po pijanemu, co?

                  Sumienie sumieniem, ale uwłacza twojej godności sama myśl o tym, żebyś swoje
                  jedyne życie, niepowtarzalne, ten wielki cud zmarnowała nad obieganie kogoś,
                  kogo po prostu nie kochasz.

                  Zanieść jakieś jedzenie do szpitala możesz, ale nie musisz rozmawiać.

                  Drugi raz faceta nie wyrzucisz, bo jakże - takiego chorego. I sama pójdziesz do
                  przytułku...

                  Myśl o jutrze - bo świat się nie kończy na "dzisiaj".
                  • milsza Re: e4ska 03.04.09, 12:36
                    Bardzo się z tobą zgadzam,czuje jak mi się lżej robi na duszy,na sumieniu.Nareszcie czuję klarownosc sytuacji-o to właśnie mi chodziło,o takie słowa jak twoje i jak ostatnie wypowiedzi innych!
                    Czuję przez skórę,że w niezłe gó**no mogłabym się wpakować swoimi dobrymi chęciami.Niby problem nie jest z tych najważniejszych w życiu,a jednak nie dawał spokoju.Czułam,że opinia choćby tej sąsiadki jest niemiarodajna,podyktowana swoim czyli jej zafajdanym do konca życiem.A poniewaz przez te lata "zapracowałam"sobie na brak przyjaciół,to nie miałam jak i skąd dowiedzieć się jak mam postąpić.
                    Jeszcze raz wielkie dzięki:))

                    ps.Tak-poparzył się po pijanemu-choc robił to wiele razy tzn.wypalał złom,to tym razem zabrakło mu szczęścia.
                    • ela_102 Re: e4ska 04.04.09, 14:05
                      milsza:

                      A poniewaz przez te lata "zapracowałam"sobie na brak przyjaciół,to
                      nie miałam jak i skąd dowiedzieć się jak mam postąpić.

                      pisząc o Twoich "chorych zachowaniach" nie miałam na myśli
                      zdiagnozowania Cię, czy rozliczania z życia, lecz pewność, że osoba
                      która przez 20 lat tkwi w czymś na wskroś chorym, zachwowuje się też
                      w chory sposób. Nie była to też próba owinienia cię za to, lecz
                      zwrócenie twojej uwagi na Twoją w tym "działkę" bo obie dobrze
                      wiemy, że tylko tak możemy wyrwać chwasty, porobić porządki i posiać
                      to czego najbardziej pragniemy.
                      rozejrzyj się za tymi którzy Ci w tym pomogą, w końcu przez 20-lat
                      nieźle się wszystko zapuściło.

                      Do roboty, nigdy nie jest za późno na zmiany i zwykłe ludzkie
                      szczęście :-)
                      • milsza Re: ela_102 :) 04.04.09, 17:09
                        Ładne porównanie życia do ogródka,wiosenne i kojarzące się z nowym życiem:))
                        Oczywiście czas zmian zaczął się juz jakiś czas temu-plewię,sprzatam,ale z siewem coś mi nie wychodzi.Brak ochoty na kontakty,na odswiezanie znajomości-to jeszcze musi poczekac-podobnie jak z otyłoscią,na którą pracuje się latami: nie da się schudnąc w krótkim czasie(takie porównanie przyszło mi na myśl).Dałam sobie czas na powrót do normalności,patrze tez "trzezwiej" na znajomych,którzy własciwie nie są mi potrzebni na obecną chwilę-ze wszystkim musiałam sobie sama dac radę,nie było nikogo obok mnie i choć to smutne,to pozwoliło mi na wyciągnięcie wniosków.pozdrawiam
                        • milsza Pozegnanie {*] 05.05.09, 16:58
                          z wątpliwościami i dylematami..odszedł i niech mu ziemia lekką będzie.NIc nie czuję,jestem dziwnie pusta..
                          • jasiulek61 Re: Pozegnanie {*] 05.05.09, 17:44
                            Smutne.Rozwiązanie przyszło samo, ale czy musiało tak się
                            skończyć.Każdy decyduje jak chce przeżyć swoje życie.On tak
                            chciał.Pozdrawiam
                          • 7zahir Re: Pozegnanie {*] 05.05.09, 19:33
                            Miał szczęście, że Cię spotkał w zyciu.
                            bo tylko Ty byłaś z nim do końca.
                            • milsza Re: Pozegnanie {*] 05.05.09, 20:05
                              tak,byłam niemal do koncaa ,a wokół pustki mimo wielu numerów w Jego komórce-a jednak nie zawiadomię ich..cholerne dylematy,więc jak radzicie?
                              • 7zahir Re: Pozegnanie {*] 05.05.09, 20:06
                                A czy on by tego chciał?
                              • rafoso Re: Pozegnanie {*] 05.05.09, 20:31
                                a czy jest twoim obowiązkiem obwieszczać światu Jego koniec?
                                zresztą chyba dla Ciebie pora zapomnieć o obowiązkach,
                                przynajmniej o tych z Nim związanych......
    • rushmoore Re: Chory alkoholik 06.05.09, 11:28
      Zawsze możesz wybaczyć mu 20 lat zmarnowanego życia ale nie jest to
      jednoznaczne z przyjęciem z powrotem do domu. Nie piszesz czy go wciąż kochasz
      czy nie, a to chyba powinno warunkować wspólne życie dorosłych ludzi a nie
      wyrzuty sumienia.
      • milsza rushmoore 06.05.09, 12:07
        obudz się!-juz go do domu raczej nie przyjmę..Jutro pogrzeb,a ja mam ochotę skopac mu trumnę!Juz do mnie wala drzwiami i oknami d łuznicy,kilka niezałatwionych spraw wola o pomste do nieba.Jak z tego wyjde w całosci i bez uszczerbku na psychice,to będzie cud.
        • e4ska Pogrzeb 07.05.09, 23:46
          No i stało się - to, czego się obawiałaś, że jeszcze musisz martwić się
          pogrzebem człowieka, który do końca swego życia leżał ci kamieniem na sercu.

          Nie wiem, jaką decyzję podjęłaś - ale sama na pogrzebie bądź, ponieważ to jest
          taki symbol, taka prastara mądrość, że zmarłym się wybacza. Nic już te zwłoki
          nie mają wspólnego z tamtym, którego pamiętasz. No i ludzie byliby na ciebie źle
          patrzyli, a teraz, w nowej sytuacji, musisz szczególnie zadbać o ludzką
          życzliwość. Warto samej zagadnąć, rozmowę rozpocząć, powiedzieć nawet, jak ci
          ciężko było i jest... jak bardzo przeżywasz. Nie można przecie żyć na pustyni. A
          wierzycielom nic do tego, czy ty na pogrzeb poszłaś - i tak będziesz mieć z nimi
          kołomyję:(

          Czy masz powiadamiać znajomych? no, to już żadnego nie ma znaczenia. Cokolwiek
          zrobiłaś - powiadomiłaś albo nie. Jest tylko sprawa kosztów.

          Niejeden raz będziesz się jeszcze mocować ze swoim sumieniem, czy gdybyś go z
          domu nie wyrzuciła, to... ale na to nikt nie da ci odpowiedzi, bo nasz ludzki
          los nie zależy wcale tylko od naszych myśli i uczynków. Trochę tak, jakby komara
          natrętnego nie dopuścić do ssania, gdy innego ciepłokrwistego ssaka nie ma w
          pobliżu. Pijak jest takim komarem, ssie i ssie, jak kto mu podejdzie, zniszczy
          żywiciela - tutaj nie ma wyjścia żadnego. Jeśli nie przestanie pić. Sam wybrał.
          Nie ty wybrałaś. On - a nie ty.

          Współczuję bardzo - i wspieram z daleka. Ciebie i syna.
    • quba Re: Chory alkoholik 07.05.09, 11:08
      Naprawde nie czyń sobie wyrzutów sumienia, jedyne o co mozesz miec
      do siebie pretensje - to to, ze wywaliłaś go DOPIERO po 20 latach, a
      nie duzo wcześniej-


      a teraz powiem Ci tak - jesli zechcesz sie nim opiekowac to bedziesz
      naprawde wielka bohaterka w moich oczach i bedziesz zasługiwala na
      wielki podziw i szacunek, ale jesli nie chcesz - to masz prawo do
      tego !
      I wcale nie musisz byc teraz dla niego oparciem.
      Przeciez on dla Ciebie nigdy nie byl podporą !
      Mam wiele szacunku dla Ciebie za to, ze utrzymalas dom, wychowalas
      dzieci i jestes wspaniala chocby z tego powodu.
      Naprawde nie musisz go dluzej znosoic. ani mu pomagac.
      Twoje prawo !
      Wlasciwie to kazdy alkoholik sam wybiera swój los, to nic, ze to
      choroba, ale kazdy chory chce się wyleczyc ze swojej choroby z
      wyjartkiem wielu alkoholików, którzy często wypieraja sie swej
      choroby, i wcale nie chcą sie leczyć.
      Pozdrawiam Cie serdecznie.
      Teraz zadbaj wreszcie o siebie.
      Quba
    • pierzchnia Re: Chory alkoholik 07.05.09, 13:34
      Skoro alkoholizm to choroba....
      Specyfika choroby...
      Choremu na raka pomogą, ale alkoholikowi...
      Taki naprawdę chory ma swój status-po prostu chory!
      Alkoholik?
      • rafoso Re: Chory alkoholik 07.05.09, 20:05
        go kogo oni piszą? przecież On nie żyje....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka