gascodavama
26.10.05, 13:40
Jestem pilotem z tegorocznym, kilkumiesięcznym stażem. Pilotowałem
kilkanaście wycieczek w kraju i zagranicą. Chciałbym się podzielić swoimi
doświadczeniami. Niektóre zjawiska się powtórzyły, mają więc charakter
systemowy.
PILOT A BIURO PODRÓŻY
1. Pilot jest kosztem, a więc złem koniecznym, które należy ciąć aby sprostać
konkurencji i wyjść na swoje. W niektórych biurach trudniej jest o umowę o
pracę niż o samą pracę. Pilot jedzie na czarno ze wszystkimi konsekwencjami,
z których policja turystyczna to drobiazg wobec faktu, że jest wyjęty spod
ubezpieczenia. O ile na wycieczkach zakładowych może być dopisany do listy
uczestników (ale jakie to ma znaczenie skoro nie ma umowy o pracę?) to na
wycieczkach szkolnych takiej możliwości, a tym samym żadnych iluzji, już nie
ma. W razie wypadku ani on, ani rodzina nie otrzyma żadnego odszkodowania.
2. Niektórym biurom, tak naprawdę, nie jest potrzebny pilot tylko przewodnik.
Stąd pytanie "gdzie Pan był?" - zrozumiałe, ponieważ doświadczenie jest
wartością samą w sobie - przybiera postać "które miasta/kraje Pan zna?".
Jeżeli kandydat do pracy zna miasto/kraj, to znaczy że można zaoszczędzić na
lokalnym przewodniku. Dzieje się to z krzywdą dla tychże licencjonowanych
przewodników, ale przede wszystkim turystów, którzy mniej zobaczą i mniej
dowiedzą się o zwiedzanych obiektach od "przewodnika" przyjezdnego niż od
miejscowego fachury.
3. W sytuacji, kiedy "więcej jest pilotów niz turystów" (według słów szefa
pewnego biura), zdarza się, że poszukujący pracę słyszy: "niech Pan
zorganizuje kilkunastu chętnych to pojedzie Pan z nimi gdzie będziecie
chcieć". Wskazówka warta rozpatrzenia, problem tylko - gdzie ich szukać?
Pierwsza myśl: założyć własne biuro i wtedy gdy ktoś przyjdzie zapytać o
pracę zaproponować mu, aby... Myśl druga - i tu propozycja pod adresem
szanownych pilotów forumowiczów - załóżmy "spółdzielnię". Odwiedzając
kilkanaście biur każdy z nas pojedzie raz jako pilot. No tak, tylko ile by to
kosztowało...
PILOT A KIEROWCY
Praktyka pokazuje jak istotną kwestią jest czas pracy kierowcy. Co ma zrobić
pilot jeżeli kierowca oświadcza, podpierając się stosownymi przepisami, że
dalej już nie pojedzie, ponieważ właśnie przekroczył dzienną normę pracy?
Jeżeli złapią go krokodyle (Inspekcja Transportu Drogowego) - argumentuje -
to zapłaci mandat nawet kilka tysięcy złotych. Poniesie również
odpowiedzialność karną za ewentualne spowodowanie wypadku. Jeżeli pilot
będzie namawiał kierowcę to bierze moralną odpowiedzialność za skutki takiego
wypadku na własne sumienie, a kierowca będzie mógł powiedzieć "pilot mi
kazał". Jeżeli autokar nie pojedzie to program wycieczki oczywiście pada, a
pilot w pierwszym rzędzie odpowiedzialny jest właśnie za jego realizację.
Jeżeli zadzwoni do biura i zamelduje, że akurat sobie nie radzi to czy
dostanie następną grupę do pilotowania?