pkotas
02.04.03, 14:26
W związku z zaistniałą sytuacją w Chinach i HongKongu związaną z wirusowym
zapaleniem płuc SARS, jak również oficjalnym stanowiskiem polskiego MSZ i
Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) mówiące o powstrzymaniu się od wizyt w
rejony zagrożone, chciałem zwrócić bilety lotnicze na lot liniami Air France
z Warszawy, przez Paryż do HongKongu.
W biurze Air France przy ul. Kruczej w Warszawie, spotkałem się z
dezaprobatą moich wyjaśnień i racjonalnych przyczyn zwrotu biletu i
poinformowano mnie że przy zwrocie biletu zostanę obciążony kwotą 150 USD.
Przy cenie biletu 730 USD jest to ponad 20% jego wartości!!
Na żądanie podstaw prawnych naliczania takiej opłaty (potrącenia), nie
otrzymałem żadnych informacji kompleksowych, a jedynie wydruk z komputera,
na którym widnieje tylko zdawkowo wyszczególniona opłata za zwrot i rodzaj
taryfy. Żadnych podstaw prawnych, czy regulaminu nie otrzymałem.
Traktując sprawę epidemii w Chinach jako sytuację nadzwyczajną i trudną do
przewidzenia, dziwię się jak można traktować klienta tak przedmiotowo i
żerować na jego krzywdzie, bo o to chyba chodzi temu przewoźnikowi.
Dla nich nie jest ważne dobro pasażera a jedynie kasa!, i mimo iż nie
skorzystam z ich oferty, bo zdrowie moje i rodziny jest dla mnie cenniejsze
niż 150 dolarów, to fakt iż na tym skorzysta Air France, jest conajmniej
oburzające i bulwersujące. Jeżeli domeną tej firmy jest taki sposób
zarabiania pieniędzy i nie wrażliwość na krzywdę pasażerów, a ich zdrowie i
dobre imię firmy warte jest 150 USD, to myślę że mamy doczynienia z kiepską
firmą dla której etyka zawodowa jest terminem zupełnie obcym. Takie
traktowanie człowieka, klienta, pasażera zasługuje na pogardę. Tu nie chodzi
już o te 150 dolarów, ale o fakt, że żadne okoliczności nie powstrzymuję
firmy AirFrance do czerpania zysków za wszelką cenę nawet kosztem pasażera,
którego narażają bądź na koszty, bądź na utratę zdrowia nie tylko jego
własnego ale również innych ludzi w przypadku rozszerzenia się epidemii.
Piotr Kotas
pkotas@gazeta.pl