Od 3 lat staramy się z mężem o dziecko. Rok temu zaczęliśmy się
badać w Invimedzie w Warszawie. Badania trwały ok. 6 miesięcy
(nasienie, hormony, wrogość, HSG). Niestety Pani doktor nie zleciła
wszystkich badań od razu tylko je nam "dozowała". Wszystko wyglądało
ok, poza HSG - jeden z jajowodów się nie uwidocznił. Zalecono in-
vitro. Ponieważ trochę brakowało nam kasy na chwilę odłożyliśmy
zabiegi. Tydzień temu poszłam do poprzedniego mojego ginekologa a
ten jak usłyszał jak pobieżnie mnie badano to mnie ochrzanił.
W zasadzie nie miałam monitoringu cyklu, wrogość podobno zbadana
niemiarodajną techniką (wymaz 12h po stosunku), nie proponowano ani
płukania jajowodów ani laparoskopii.
Jestem wściekła bo sama nie wiem co robić. Czy uznać że zrobione
badania są wystarczające, czy zaczynać się badać od początku? Jeśli
od początku to straciłam rok, a tak chciałabym już mieć dziecko

Jestem wściekła na lekarzy, na siebie i sama nie wiem co dalej robić.