Dodaj do ulubionych

Wasza droga do Invitro...

22.06.04, 11:21
Dziewczyny!
Zwracam się głównie do tych z Was, które miały/bedą miały INVITRO, ale
ciekawa też jestem przemyśleń tych, które nie biorą takiej opcji pod uwagę.

Czytam to forum i ciągle nie mogę się nadziwić ile znajdujecie w sobie sił i
samozaparcia do leczenia, które niejednokrotnie trwa LATAMI!
Indukcje owulacji, ciągłe monitorowanie cykli, przytulanie na komendę,
kolejne kroki w diagnostyce i "naprawianiu" narządów, inseminacje - na dobrą
sprawę podporządkowanie całego życia leczeniu. I ciągłe rozczarowania...

Czy czujecie/myślicie, że INVITRO jest taką "ostatnią deską ratunku"?
Dlaczego? W którym momencie myśl o tym zabiegu się pojawia ? Po jakim czasie
trwania leczenia zapada decyzja? Po wyczerpaniu wszelkich innych możliwości?
Czy wcześniej jest to "droga na skróty"?
Jak wygląda czas leczenia z perspektywy INVITRO? CZy nie wydaje się czasem
straconym?

Podzielcie się, proszę, przemyśleniami na ten temat.
Pozdrawiam smile

Obserwuj wątek
    • Gość: kasialu Re: Wasza droga do Invitro... IP: *.bielawy.sdi.tpnet.pl 22.06.04, 14:58
      Green najwięcej informacji na te tematy znajdziesz na forum bociana - tam
      głównie skupiają się dziewczyny, które podchodzą do IVF.
      Ja osobiście IVF traktuję jako jedną z szans na dziecko. Jest jeszcze adopcja i
      zamierzam skorzystać z tej drogi jak IVF zawiedzie.
    • jutrzenkaa Re: Wasza droga do Invitro... 23.06.04, 08:29
      Green ja co prawda nie podchodzilam jeszcze do in vitro, ale biore je caly czas
      pod uwage jesli leczenie nie przyniesie spodziewanych rezultatow. Lecze sie
      prawie od roku w tym 5 miesiecy w specjalistycznej klinice. Na poczatku swojej
      drogi wydawalo mi sie ze medycyna szybko upora sie z moimi problemami i jest to
      tylko kwestia kilku miesiacy jak uda mi sie w sposob naturalny zajsc w
      upragniona ciaze. Teraz wiem ze lekarze to nie cudotworcy a natura rzadzi sie
      swoimi wlasnymi prawami. Obecnie jestem po pierwszej podwojnej inseminacji i
      czekam cierpliwie na rezultaty. Zdaje sobie sprawe ze mozliwosci pomocy kurcza
      sie z miesiaca na miesiac, bo przeciez nie ma sensu w nieskonczonosc podchodzic
      do IUI. Tak naprawde sil dodaje mi swiadomosc ze jeszcze nie wszystko stracone
      i zawsze bede mogla podejsc do in vitro. Ja osobiscie traktuje je
      jako "ostatnia deske ratunku" ale gdzies w srodku ciagle ludze sie ze nie bede
      musiala z niego skorzystac. Poki co oboje z mezem adopcji nie bierzemy wogole
      pod uwage.
      Pozdrawiam serdeczniesmile
      jutrzenka
    • Gość: fiszerowa Re: Wasza droga do Invitro... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.06.04, 23:29
      Moja droga do in vitro byla bardzo prosta i krotka. Po prostu na skutek zle
      leczonego zapalenia przydatkow (Warszawa - Szpital Praski prof. Czekanowski)
      stracilam jajnik i obydwa jajowody. Operacja byla przeprowadzona w ICZMP i tam
      od razu powiedzili mi o in vitro. Byly to jeszcze czasy gdy zabiegi in vitro
      mialy byc przeprowadzane na oddziale rozrodczosci. Nie zwariowalam wtedy tylko
      dlatego, ze moja ciotka powiedziala mi cos co powtarzalam sobie przez kolejne
      lata jak mantre: Jestem matka nowej generacji i bede miala dzici z probowki! I
      rzeczywiscie, gdy znalazlam wreszcie meza i kandydata na ojca wink poszlismy do
      Gamety i powiedzielismy, ze chcemy miec dziecko. No i po 5 miesicach bylam w
      ciazy.
      Tak wiec dla mnie iv vitro bylo "jedyna deska ratunku". Czasami mysle, ze w
      calym tym nieszczesciu mialam troche szczescia. Nie musialam przechodzic przez
      koszmar badan, zabiegow, prob, nadziei i kolejnych rozczarowan. Wiedzialam od
      poczatku na czym stoje. No z jedna mala niespodzianka... Gdy zrobiono rutynowe
      badanie badanie nasienia aby zdecydowac jakie ma byc in vitro to okazalo sie,
      ze chlopaki meza sa raczej kiepsciutkie. No i robilismy ICSI. Tak czy siak
      musialoby byc in vitro.

      Synek za trzy tygodnie konczy dwa lata, a ja zaczynam dostawac macierzynskiej
      glupawki. Po wakacjach zamierzam pracowac nad mezem. Bo oporna bestia i
      twierdzi ze jedno dziecko mu wystarczy.

      pozdrawiam
      Fiszrowa i spiacy Fiszek
      • Gość: Kama. Re: Wasza droga do Invitro... IP: 80.72.34.* 24.06.04, 08:30
        Fiszerowa, życzę Ci abyś przekonała jak najszybciej mężulka do rodzeństwa dla
        Waszego Malucha i ponownie szybko "zaciążyła".
        pZDR.Kama.
        P.S. Jesteś bardzo dzielną kobietą, a ten konował co cię leczył wcześniej
        powinien zapłacić za Twoje zabiegi.
      • Gość: Kama. Re: Wasza droga do Invitro... IP: 80.72.34.* 24.06.04, 08:32
        Fiszerowa, życzę Ci abyś przekonała jak najszybciej mężulka do rodzeństwa dla
        Waszego Malucha i ponownie szybko "zaciążyła".
        pZDR.Kama.
        P.S. Jesteś bardzo dzielną kobietą, a ten konował co cię leczył wcześniej
        powinien zapłacić za Twoje zabiegi in vitro.
      • Gość: Kama. Re: Wasza droga do Invitro... IP: 80.72.34.* 24.06.04, 08:32
        Fiszerowa, życzę Ci abyś przekonała jak najszybciej mężulka do rodzeństwa dla
        Waszego Malucha i ponownie szybko "zaciążyła".
        pZDR.Kama.
        P.S. Jesteś bardzo dzielną kobietą, a ten konował co cię leczył wcześniej
        powinien zapłacić za Twoje zabiegi in vitro.
        • fiszerowa Re: Wasza droga do Invitro... 24.06.04, 15:24
          Dzieki Kama za zyczenia wink))

          A co do konowala... coz profesor, slawa swiatowa, konsylia, odczyty, artykuly w
          prasie specjalistycznej itd. Dopiero pozniej dowiedzialam sie, ze na temat...
          wypadajacych macic sad. Nawet nie bardzo mialabym jak walczyc o uznanie bledu w
          sztuce. Tu solidarnosc zawodowa by mnie zezarla zywcem. Mam nadzieje, ze juz
          nie pracuje i nie zaszkodzi nikomu.

          pozdrawiam
          Fiszerowa
    • vikas Re: Wasza droga do Invitro... 24.06.04, 11:15
      Jestem tuż przed przystąpieniem do in vitro-jutro się okaże w 100 %
      kiedy, i co dalej.Moja droga do in vitro to skutek ciąży
      pozamacicznej,laparoskopi,i dwóch nieudanych iui.Decyzja zapadła szybko po
      nieudanych iui,bo nie chcę tracić czasu.Owszem pewności nie mam,że się
      powiedzie,ale muszę zrobić wszystko,co jest dostępne w medycynie.Naturalnie nie
      mamy prawie szans więc tym bardziej w grę wchodzi in vitro.Dla nas in vitro
      jest przedostatnią deską ratunku,bo zawsze może zdarzyć się cud na który
      pocichutku liczę, no i zostaje isci,ale to ostateczność.
      Decyzja o in vitro zapada(moim zdaniem)jeśli szybko odkryta jest przyczyna
      niemożności zaciążenia i im szybciej tym lepiej.Wtedy droga jest
      krótsza,zaoszczędzony czas,mniej rozczarowań,niepotrzebnych badań i wydanych
      pieniędzy.Osobiście nie uważam"leczenia z perspektywy INVITRO" za stracony
      czas,gdyż dowiadujemy się czegoś nowego o sobie,naszym organizmie i w końcu
      wszystko, co robimy w tym kierunku zbliża nas do celu-BYĆ RODZICAMI czego
      wszystkim przed in vitro i po in vitro,jak też wszystkim którzy czekają,leczą
      się gorąco życzę!!!To takie moje przemyślenia-POZDRAWIAM!!!!!
      • Gość: eta5 Re: Wasza droga do Invitro... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.04, 19:36
        no cóż moja droga do in vitro była chyab krótka. Po zaniedbaniach lekarza przy
        pozamacicznej straciłam jajowód. To był koszmar myslalam ze juz nigdy nie
        zdecyduje sie na ciąże bałam się, ale instynkt zwyciezyl.
        Nic z tego nasza fizjologia wziela góre jedyny jajowód niedrożny i nie nadający
        sie do plastyki. dezyzja in vitro była bardzo szybka. Szybka wizyta w klinice
        zastrzyki i transfer. Niestety za 12 dni wstretna @ i rozpacz- nie mam
        mrozaków. Nie chce sie żyć, ale czas leczy rany we wrzesniu jade do innej
        kliniki i to bedzie ostatni raz. Jeżeli się nie uda wiem jedno bede miec
        dziecko na 100 % , a że nie ja je urodze...........to mało ważne.
        • Gość: kasialu Re: Wasza droga do Invitro... IP: *.bielawy.sdi.tpnet.pl 26.06.04, 09:12
          Eta nosek do góry! Zgadzam sie z Tobą, ze wcale nie trzeba rodzić w bólach zeby
          mieć dziecko. Wystarczy wejsć na forum adopcje na bocianie !
          • aniuszkaa Re: Wasza droga do Invitro... 27.06.04, 10:48
            Moja decyzja o In Vitro była nastepstwem usunięcia jajowódu, drugi niedrożny.
            Usłyszałam ją od lekarzy, którzy ratowali mi życie. i muszę Wam powiedzieć że
            nawet nie bardzo się nią przejęłam -pomyślałam sobie, że zbierzemy za jakiś
            czas pieniądze, może jakiś kredyt i będzie dobrze. Dzisiaj jestem 3 dni po
            transferze i już wiem, że In Vitro to również droga niepewności, niepokoju,
            strachu czy się uda. Zostało mi 11 dni do testu -mam nadzieję, że to wytrzymam
            a moje maleństwa zostaną ze mną. Mrozaczków nie mam.
            Eta nie poddawaj się !!! Kasialu trzymam kciuki !!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka