aggaxx
09.11.04, 12:06
Przeczytałam wczoraj artykuł w Wysokich Obcasach o wyluzowaniu się. Wiele z
Was pisało (i pisze!) o tym już wcześniej. Ale ja nie chcę się wyluzowywać.
Chaciałabym się właśnie nakręcać... Dla mnie najgorsza jest bezczynność.
Dziewczyny biegają do swojego ginekologa, mierzą temperaturę, obserwują się,
badają hormony itd. ... Coś się dzieje. Jest na co czekać. Chociażby na to
czy tym razem będzie @ czy nie. Czy będzie owulacja czy nie. Ja nie mogę nic.
Tylko czekam. Właściwie nie czekam, bo i na co. Trwam w tej beznadzieji.
Termin moich badań kolejny raz został przełożony. Wiem tylko, że
zdiagnozowano PCO i to wszystko. Zażywałam przez kilka dni Lutenyl.
Przynajmniej odliczałam wtedy czas do końca tabletek. Potem czas do @. Ale
się nie pojawiła. Teraz już nie mam na co czekać. Owulacji chyba nie miałam
nigdy więc na nią też nie czekam. Bo i skąd mogłaby się wziąść. Zwłaszcza
teraz po tym Lutenylu. Czuję się paskudnie. Taka niemoc... Taka
beznadzieja... Taka bezczynność... To jest chyba najgorsze co może być: NIE
MIEĆ NA CO CZEKAĆ