Dodaj do ulubionych

upadki i wzloty - nie lubie :(

18.05.05, 18:07
Najbardziej nielubie tych dwoch tygodni od owulacji do @! Co bylo do zrobienia - jest za nami,
na efekt trzeba czekac.
I ta nadzieja! Za kazdym razem mam jej tyle, ze wydaje mi sie ze to musi byc JUZ! A jesliby
czasem nie - wole nie myslec - ale jesli nie boje sie ze sie nie pozbieram i ze braknie sil. I ta
niepewnosc...
A kiedy przychodzi @ osiagam dno - tylko po to aby po kilku dniach znow sie podniesc,
odzyskac sily i zaczac od nowa...
17 dzien cyklu, jeszcze z dziesiec dni...
sad
Obserwuj wątek
    • thintalle_lalaith Re: upadki i wzloty - nie lubie :( 18.05.05, 19:57
      u mnie jest tak: pierwszy tydzien po owu: euforia, nadzieja, ze moze tym razem.
      drugi tydzien: walka z deprecha.
      @ motywuje mnie znow do walki.
      nie zalamuj sie!! sciskam cie mocnosmile))
    • goldi13 Re: upadki i wzloty - nie lubie :( 19.05.05, 10:49
      Ja tez tak mam niestety - najpierw czekanie na owu, starania , czekanie na
      test, potem @ i tak w kółko, po @ do doktorka i znowu nowa nadzieja, że może
      tym razem sie uda!!!
      • katka113 Re: upadki i wzloty - nie lubie :( 19.05.05, 10:59
        Mam to samo. To aż nudne się staje... w końcu chciałabym "złapać tego
        króliczka" a nie tylko go gonić. Pomału zaczynam mieć tego dosyć, a razem ze
        mną mój mąż, a i doktorek pewnie też. Trudny ze mnie pacjent, bo nie wiadomo co
        ze mną robić. Niby wszystko dobrze, a w rezultacie klapa na całej linii.
    • pascalle Re: upadki i wzloty - nie lubie :( 19.05.05, 12:11
      Bywaja miesiace, ze jakos udaje mi sie troche wylaczyc z tematu, patrzec jakby z boku, nie liczyc
      dni, nie wymyslac w jakim ewentualnie miesiacu urodziloby sie moje dziecko gdyby... Ale nie w
      tym - znow wrocilam na forum. Czuje sie bardzo zmeczona...
      Na dziecinke czekamy od poltora roku. W 12 cyklu zaszlam w ciaze, test w Wigilie Bozego
      Narodzenia. Pare tygodni pozniej przyszlo poronienie...
      Optymistyczna mysl to taka, ze jednak sie udalo wiec znow moze - MUSI - sie udac... Trzeba w to
      wierzyc, mimo zmeczenia. Wam tez zycze tej wiary!
      • katka113 Re: upadki i wzloty - nie lubie :( 19.05.05, 15:48
        "Poprosiłem Pana Boga o wszystko, czym mógłbym się cieszyć w życiu. Pan Bóg
        powiedział - nie... daje Ci życie, byś mógł się cieszyć wszystkim".
        Do tego zmierzam - cieszmy się tym, co już mamy! Nie ma sensu rozyślać nad tym,
        co by było gdyby... Najwazniejsze jest to, że ciągle jeszcze mamy miłość, wiarę
        i nadzieję. Prawda?
        • pascalle Re: upadki i wzloty - nie lubie :( 20.05.05, 09:19
          Ladnie to napisalas.... Dzieki!
      • kinia.zak Re: upadki i wzloty - nie lubie :( 22.05.05, 18:15
        Witaj.
        Jesteś bardzo dzielna, starasz się przezwyciężyć wszystko!
        POWODZENIA CI ŻYCZĘ!!!
    • gusia_78 Re: upadki i wzloty - nie lubie :( 20.05.05, 10:29
      Jej, jak bym o sobie czytała...sadPowiem Ci, ze mnie te huśtawki nastrojów
      związane z fazą cyklu miesiączkowego wykańczają psychicznie, strasznie...
      Jeśli ma się jeszcze tendencje do depresji to...
      Życzę siły i powodzenia
      A.
    • katka113 Re: upadki i wzloty - nie lubie :( 22.05.05, 11:34
      O rany, myślałam, że jak mam cykl "odpuszczony" (z powodu torbielki) to będę
      miała luz psychiczny przez ten jeden miesiąc. A tymczasem cały czas myślę, czy
      jest pęcherzyk, czy rośnie, czy pęknie... brakuje mi tych podglądanek, brakuje
      mi działania! Okropne jest takie nicnierobienie, to już chyba wolę
      to "bieganie" do doktorka, do laboratorium na badanie krwi itp itd... czuję
      wtedy, że coś robię. A tak - jestem okropnie podłamana.
    • yahannah wahadło 22.05.05, 14:08
      i jeszcze dwie skrajności:
      myśleć p[ozytywnie, że się udało i że już tylko trzeba czekać na potwierdzenie.
      A z drugiej strony, wiara powoduje upadek ze znacznie większej wysokości...
      I od nowa
      • pascalle Re: wahadło 22.05.05, 21:33
        Oj tak, taki upadek bardziej boli niestety...

        Wczoraj bylam z Mezem na plenerowej imprezie. Ladny majowy dzien i wiadomo - wszedzie
        gdzie nie spojrzec szczesliwi rodzice z rozkosznymi dzieciaczkami. Najpierw dziwnie westchnal a
        potem zamilkl Maz na moje niewinne "Ojej, wszyscy dumni tatusiowie pchaja wozki!" Chwile
        pozniej, kiedy ja nie moglam oderwac wzroku od jakiejs mamy z niemowlakiem na reku, zapytal
        czemu sie przygladam i powedrowal wzrokiem w tym samym kierunku.... Nic juz nie musielismy
        mowic. Bez slowa wrocilismy do domu... Tym razem nie moglismy...

        Czasem kiedy jest mi bardzo zle, mysle o tym co zrobilabym gdyby to byl ostatni dzien mojego
        zycia... I wtedy przestaje myslec o tym co nie wychodzi, co trudne. Staram sie cieszyc kazdym
        promyczkiem radosci i smakowac kazda chwile. To pomaga!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka