Dodaj do ulubionych

Co sądzicie o wizycie u psychologa???

02.02.06, 08:58
Witajcie,

z żona stramay sie o dziecko od około 4 lat. Generalnie książkowo jesteśmy
zdrowi, ja mam troszke słabsze nasienie, ale lekarz (gin z novum do którego
chodzimy) uspokoiła nas że jeszcze jest dopuszczalne.
Byliśmy na 3 inseminscjach i nadal nic. Na jezień szykujemy się na in vitro,
ale cały czas się zastanawiam czy nie odbyć jeszcze jakiegoś cyklu wizyt u
psychologa od tych spraw. Nie wiem czy czasem w głowie mojej żonki nie
znajduje sie jakaś blokada spowodowana tym wielkim pragnieniem posiadania
dziecka.
Co sadzicie? Macie jakieś doświadczenia w tym temacie? Polecacie może kogoś?

Pozdrawiam
Oczekujący
Obserwuj wątek
    • 56at Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 09:13
      Wiesz oczekujący ja staram się o wiele dłużej niż 4 lata może to złe ale ja w
      żadne blokady nie wierze.Byłam tez u psychologa,który zajmuje się parami
      niepłodnymi i na dzień dobry usłyszałam że ma 3 dzieci smile
      Nie sądz żeby rozumiał co czują ludzie tacy jak my chociaz może się myle.
      pozdrawiam,ania
    • 56at Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 09:54
      Wiesz przypomniało mi się jest psycholog tzn małżeństwo w Grodzisku Maz moja
      przyjaciólka korzystała z ich porad była bardzo zadowolona mogę sie dowiedzieć
      czy jeszcze przyjmują.
      • tekla12 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 10:22
        Łamanie domniemanej blokady w głowie żony psychologiem to kiepski pomysł.
        Natomiast psycholog, który pomoże wam obojgu uporządkować świat, przygotować się
        do ivf i przejść przez procedurę jak najbardziej. Z tego, co słyszałam psycholog
        przyjmująca w Invimedzie jest jak najbardziej godna polecenia.
    • spa76 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 10:58
      znam historię pary, której to pomogło. sądzę, że warto, nie ze względu na
      domniemaną blokadę, ale tez dlatego, że trudny dla was czas i trudna sytuacja.
      łatwo popaść w depresję i się pogubić, więc wsparcie się przyda. to, czy
      psycholog ma dzieci nie ma nic do rzeczy. to jakby zakładać, że lekarz powinien
      chorować na chorobę z której cie leczy.
      • 56at Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 11:01
        Dla mnie ma i to dużo tym bardziej ,że od tego zaczyna rozmowe ,nie zrozumiałaś
        sadze, chodzi o podejście a nie o to czy ma dzieci czy nie.
        • spa76 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 11:08
          56at - to znaczy, że to był zły psycholog. dobry potrafi zrozumiec pacjenta i
          sprawic, że poczuje się zrozumiany bez względu na swoją sytuację. równie dobrze
          mozna sobie wyobrazic, że psycholog, który będzie miał problem z niepłodnością,
          będzie patrzył na ciebie przez pryzmat swoich doświadczeń i problemów, pomimo,
          że twoje moga byc zupełnie inne - to tez nie będzie dobre.
    • korlewna Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 11:01
      Ja wierzę w to, że dobry psycholog może pomóc.....tylko skąd wiedzieć, ktory
      jest tym dobrym....
      • sadgirl1 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 11:15
        A moje zdanie jest takie, że wizyta u psychologa to strata czasu i przede
        wszystkim - pieniędzy (u mnie 70 zeta za godzinkę). Psycholog nie powie Wam NIC
        INNEGO, niż piszą ludzie na tym forum, lub na Bocianie (tam też jest psycholog
        i to za darmo). Najlepsza jest grupa wsparcia - czyli osoby, ktore mają
        dokładnie ten problem co Ty.
        Trzeba sobie jasno powiedzieć, że chodzi w tym wszystkim tylko o to, żeby jakoś
        przetrwać traumę niepłodności i żeby to nas nie złamało, bo problem niestety
        pozostaje w nas na zawsze... no, chyba, że komuś się uda...
    • nunucha Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 11:11
      jak miło przeczytać,że są mężczyżni,którzy tak samo pragną dziecka jak
      żona.Fajnie,że poddaliście się leczeniu oboje,to zwiększa szanse.Myślę,że wizyta
      u psychologa nie zaszkodzi a wam pozwoli spojrzeć na tą sprawę z innego punktu
      widzenia.Wspieraj nadal żonę.Pozdrawiam
      • inga30 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 12:05
        Polecam psychologa przyjmujacego w Invimedzie - chodziłam i co prawda psycholog
        nie spowoduje że będzie dziecko, ale oboje czujemy sie o wiele lepiej i nie
        zgadzam się że nie daje to nic czego nie dało by forum. Chodzilismy na
        spotkania ja i mąz przez kilka tygodni ( po nieudanym in vitro zresztą).
        W invimedzie sa tez cyklicznie warsztaty dla grup dziewczyn leczących
        nieplodnosć - równiez polecam.
        • sadgirl1 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 12:11
          A co może dać innego niż forum??? Psycholog będzie przekonywał, że trzeba
          popatrzeć na swoje życie nie tylko przez pryzmat chęci posiadania dziecka, że
          na tym świat się nie kończy itepe. Jeśli komuś to w subiektywnym odczuciu
          pomogło, to OK, ale dokładnie to samo można przeczytac na forum bociana. A już
          w ogóle taniej (i przyjemniej) wychodzi wygadanie się przyjacielowi, pójście na
          tańce, upicie się, oddanie się swojemu hobby - co kto lubi, byle odciągnęło
          nasze myśli od problemu, bo do tego się to wszystko sprowadza...
          • tekla12 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 13:38
            sadgirl1 napisała:
            Psycholog będzie przekonywał, że trzeba
            > popatrzeć na swoje życie nie tylko przez pryzmat chęci posiadania dziecka, że
            > na tym świat się nie kończy itepe.
            Oj, to chyba fatalnie trafiłaś, szkoda czasu i pieniędzy. Terapeuta nie służy do
            przekonywania o czymkolwiek ani do zmuszania do przyjęcia jedynie słusznej
            postawy życiowej. To tak jakby starał się pomagać choremu na depresję
            zapewnieniami, że świat jest piękny i trzeba wziąść się w garść.
            • sadgirl1 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 14:03
              Tekla - konkrety proszę. W jaki to Tobie cudowny sposób pomógł psycholog? Z
              tego co mi wiadomo, to on może jedynie wskazać drogę, a jak sam sobie nie
              pomożesz, to nikt Ci nie pomoże, bo cudów nie ma...
          • inga30 Re: sadgirl 02.02.06, 14:00
            Nie wiem gdzie byłaś u psychologa i jakie masz doświadczenia, Mnie spotkania w
            gronie: ja , mój mąż i psycholog bardzo pomogły po 2 nieudanym in vitro, jakoś
            mnie wtedy nie pociagały chwilowo tańce i moje hobby, mojego M. tez nie.
            Wizyty dla pacjentów kliniki sa bezpłatne. Nikt mnie nie przekonywał do tego o
            czym piszesz. Z forum korzystałam wtedy od 2 lat i tego i bociana i kompletnie
            mi to nie pomagało w mojej sytuacji. W jednym masz rację - nie było to
            przyjemne - ale było warto.
            • sadgirl1 Re: sadgirl 02.02.06, 14:06
              Mnie też nie pociągały WTEDY tańce i hobby, ale długofalowo to jedyna skuteczna
              terapia - tzn. pogodzić się i nauczyć się z tym żyć.
              • inga30 Re: sadgirl 02.02.06, 17:48

                • inga30 Re: sadgirl 02.02.06, 17:55
                  poza tym nie wiem co w końcu:
                  1. Byłas i psycholog Ci nie pomógł i dlatego nie polecasz
                  2. Nie byłas ale wiesz na pewno że Ci nie pomoze i że lepiej sobie dasz rade
                  sama ?
                  Bo nie rozumiem czy piszesz o swoich doswiadczeniach czy przemyśleniach w tej
                  sprawie.
                  • sadgirl1 Re: sadgirl 02.02.06, 20:11
                    Na Twoje pytania odpowiem w ten sposób :
                    u psychologa byłam, ale pomógł mi nie tyle psycholog, tylko sama sobie
                    pomogłam. Sprawa wprawdzie dotyczyła czego innego, ale myślę, że to ma
                    drugorzędne znaczenie. Może mój sceptycyzm jest spowodowany faktem, że czytałam
                    sporo literatury nt. psychologii i zabiegi, które wobec mnie podejmowano w
                    trakcie terapii były mi już znane przynajmniej z teorii.
                    Generalnie pomysł psychologa nie jest najgorszy w stosunku do osoby, która nie
                    ma z kim porozmawiać o swoich problemach, natomiast jeśli ktoś ma taką osobę,
                    to psycholog niewiele więcej wniesie. Człowiek przeżywający traumę, a
                    niepłodność, czy utrata dziecka nią niewątpliwie jest - taki człowiek chce być
                    wysłuchany, chce, a nawet musi przeżyć swój ból, żeby się z tym cierpieniem
                    uporać. Nieważne, czy robi to wobec psychologa, czy wobec innej osoby (z tą
                    różnicą, że u psychologa robi to za pieniądze).
                    Refleksja, którą chciałam przekazać dotyczy tego, że nie ma cudownej recepty na
                    problem niepłodności. To ciężka próba, której wiele związków nie przechodzi i
                    niczyjej winy w tym nie ma. Głupie są pocieszenia (często spotykane także na
                    tym forum) w stylu : musisz wierzyć, że kiedyś się uda etc. Pewien spokój
                    pojawia się dopiero w momencie, kiedy człowiek uświadomi sobie i przyjmie fakt,
                    że być może nigdy nie będzie miał dzieci, no bo w końcu kto powiedział, że
                    rzeczywiście kiedyś musi się udać? To jest trudne, żeby dojść do tego etapu, bo
                    poniekąd trzeba pogrzebać (przynajmniej mentalnie) swoje marzenia i wiele
                    rzeczy przewartościować, ale tak jest, czy się to komuś podoba, czy nie...
                    • tekla12 Re: sadgirl 02.02.06, 22:42
                      sadgirl1 napisała:

                      > Generalnie pomysł psychologa nie jest najgorszy w stosunku do osoby, która nie
                      > ma z kim porozmawiać o swoich problemach, natomiast jeśli ktoś ma taką osobę,
                      > to psycholog niewiele więcej wniesie.

                      Mylisz role psychologa i powiernika lub spowiednika. Wniesie więcej, jeśli
                      potrafi. Może nauczyć technik radzenia sobie z traumą, relaksacji, wizualizacji,
                      odczuwania bólu, umiejętności komunikowania swoich oczekiwań lekarzom, dbania o
                      własne interesy w konfrontacji z pracownikami służby zdrowia itd, itp.

                      Człowiek przeżywający traumę, a
                      > niepłodność, czy utrata dziecka nią niewątpliwie jest - taki człowiek chce być
                      > wysłuchany, chce, a nawet musi przeżyć swój ból, żeby się z tym cierpieniem
                      > uporać. Nieważne, czy robi to wobec psychologa, czy wobec innej osoby (z tą
                      > różnicą, że u psychologa robi to za pieniądze).

                      Niepłodności i utraty bliskiej osoby nie można porównywać. Niepłodnośc jest
                      chorobą, która trzeba i można leczyć. O sposobach terapii napisałam wyżej.Śmierć
                      bliskiej osoby jest niewyobrażalną traumą a pomóc początkowo można tylko byciem,
                      czuwaniem, miłością i anielską cierpliwością. Psycholog ma tu faktycznie
                      niewielkie pole do popisu, pomoże raczej psychiatra i jego recepty.

                      > Refleksja, którą chciałam przekazać dotyczy tego, że nie ma cudownej recepty na
                      >
                      > problem niepłodności.

                      Cudownej recepty faktycznie nie ma, ale zakładanie, że nic nie da się zrobić
                      jest fałszywe.

                      To ciężka próba, której wiele związków nie przechodzi i
                      > niczyjej winy w tym nie ma.

                      Owszem, najczęściej dlatego, że partnerzy nie potrafią ani się porozumieć ani ze
                      sobą rozmawiać. Jedno z nich żyje w poczuciu "winy-niepłodności" albo dąży do
                      rozstania, żeby "uwolnić" partnera, a "niewinne" zaczyna mieć dosyć tej
                      sytuacji. Faktycznie nieczyjej winy w tym nie ma, ale wydaje mi się, że terapia
                      rodzinna może tę sytuację zmienić.

                      Głupie są pocieszenia (często spotykane także na
                      > tym forum) w stylu : musisz wierzyć, że kiedyś się uda etc.

                      Takie pocieszenia nie są głupie, jeśli pociągają za sobą działanie- walkę z
                      chorobą. Zresztą większości pocieszających i pocieszanych na tym forum się udaje.

                      Pewien spokój
                      > pojawia się dopiero w momencie, kiedy człowiek uświadomi sobie i przyjmie fakt,
                      >
                      > że być może nigdy nie będzie miał dzieci, no bo w końcu kto powiedział, że
                      > rzeczywiście kiedyś musi się udać? To jest trudne, żeby dojść do tego etapu, bo
                      >
                      > poniekąd trzeba pogrzebać (przynajmniej mentalnie) swoje marzenia i wiele
                      > rzeczy przewartościować, ale tak jest, czy się to komuś podoba, czy nie...

                      Jeśli podejmuje się decyzję o zaprzestaniu leczenia to wewnętrzny spokój i
                      akceptacja sytuacji jest pożądany. Ale jeżeli jest konsekwencją myślenia, że
                      leczyć się nie warto, bo nie ma się na nic wpływu, to jest tylko myślenie w
                      kategoriach poczucia bezradności i bezsiły. A takie poczucie nie ma nic
                      wspólnego z psychicznym dobrostanem i radością z życia.
                      • sadgirl1 Re: sadgirl 03.02.06, 07:48
                        Widzę Teklo, że masz szybką odpowiedź na każde pytanie. Niestety w moim
                        odczuciu świat nie jest taki prosty.
                        Generalnie uważam, że ludzie aktualnie leczący się czerpią siłę napędową z
                        nadziei, jaką niesie ze sobą leczenie. Na tym etapie z psychiką jest tak, że są
                        dołki (kiedy kolejny test wychodzi ujemny), są i chwile nadziei, kiedy
                        rozpoczyna się kolejny cykl, gdy idziemy do nowego lekarza, nowe leki, nowa
                        terapia, lekarz znajduje kolejną dolegliwość - my myślimy, że to już to, tylko
                        to usunąć i będzie dobrze. Jak myślisz - ile to się może ciągnąć? Rok, dwa
                        lata, pięć???
                        Nie odniosę się do Twego twierdzenia, że większości w końcu się udaje, bo
                        takich statystyk w stosunku do osób cierpiących na niepłodność chyba nikt nie
                        robił (pamiętajmy, że zdrowa para może starać się do roku). Ja zaglądałam na
                        to forum już chyba z górką 5 lat temu i z moich obserwacji wynika, że wielu
                        osobom rzeczywiście się udało, ale wiele po prostu zniknęło, bo już nie mieli
                        siły tutaj wchodzić...
                        Piszesz o niemożności porównywania niepłodności i utraty dziecka - mylisz się,
                        czasem te problemy są ze soba ściśle powiązane - czy nie szłyszałaś o problemie
                        wielokrotnych poronień? Jak myślisz ile takich wydarzeń można wytrzymać -
                        jedno, dwa, a może pięć? Zapewniam Cię, że tutaj i psychiatra z receptami na
                        antydepresanty nie jest dobrym rozwiązaniem...
                        Może po prostu jesteśmy na innych etapach, może ja kiedyś też myślałam tak, jak
                        Ty, ale życie to zweryfikowało..., też miałam nadzieję, ale ta nadzieja, którą
                        się karmimy, która trzyma nas w pionie, może jednocześnie być naszym
                        przekleństwem, bo właśnie ona nie pozwala nam sobie odpuścić, sprawia, że nie
                        przyjmujemy do wiadomości, że może być inaczej niż my chcemy, żeby było... może
                        warto się nad tym chociaż zastanowić?
                        • oczekujacy Re: sadgirl 03.02.06, 10:11
                          No, no, widzę, że rozpętałem niezłą burzę....
                          Generalnie uważam, że wywiazuję sie z roli pocieszyciela bardzo dobrze, ale nie
                          umiem przeskoczyć pewnych rzeczy. Dużo z żona rozmawiamy, razem chodzimy do
                          kliniki niepłodności, zapewniam ją że ją kocham bardzo bez względu na to czy
                          dziecko jest czy go nie ma, zapewniam ją (i tak też faktycznie myślę) że to nie
                          jest jej wina, ani moja wina - to jest nasz problem i nikt tu nie zawinił.....
                          A o psychologu to nie myślałem w taki sposób, zę do niego pójdziemy, psycholog
                          z nami pogada, wrócumy do domu, zrobimy przytulanko i za miesiąc będziemy się
                          cieszyć z ciąży..... nie, nie, nie. Nie o tym myślę.
                          Mały przykład. Wczoraj do mojej żony zadzwoniła przyjaciółka z któa nie
                          widziały się ze 4 miesiące - tylko kontakty telefoniczne. I ponieważ w tej
                          chwili też nie mogą się zobaczyć to ta przyjaciółka w końcu telefonicznie mojej
                          żonie powiedziała (chciała zrobić to jak się spotkają i dlatego czekała) że
                          jest w 3 miesiącu ciąży. Powiedziała także że zaczeli sie starać wcześniej niż
                          planowali dziecko, gdyż wiedząc o naszych doświadczeniach nie chcieli czekać
                          dłużej. Wyszło im za pierwszym razem w czasie normalnego przytulanka......
                          Wczorajszy wieczór był tragiczny... i mimo przytulania, głaskania, mówienia
                          miłych słów, rozmowy że tak jest i trzeba się z tym pogodzić że jedni mają od
                          razu, inni po jakimś czasie a jeszcze inni nidgy - moja żona nie może sobie z
                          tym poradzić.... i dlatego chcę żebyśmy razem poszli do psychologa.

                          Wczoraj w nocy a właściwie już dzisiaj ciężko było zasnąć..... za co jesteśmy
                          tak karani, co zrobiliśmy nie tak, czy nie możemy mieś dzieci bo jestesmy
                          porządnymi ludźmi, bo chcemy dac komuś życie, bo...bo...bo....


                          Pozdrawiam
                          Oczekujący...... czy już na zawsze?
                          • sadgirl1 Re: sadgirl 03.02.06, 10:49
                            Właśnie - ból płynie m.in. z porównywania się do innych, bo zawsze są tacy, co
                            mają lepiej, ale i tacy, co mają bez porównania gorzej.
                            Psycholog może doraźnie pomoże, ale obawiam się, że taki stan u Ciebie i Twojej
                            żony jeszcze potrwa, bo cokolwiek byś jej nie powiedział, to ona będzie
                            odbierać tą sytuację jako głęboką krzywdę i niesprawiedliwość losu względem
                            swojej osoby, jako niezałatwiony problem wewnętrzny, który co jakiś czas wraca.
                            Żeby zerwać z traumą trzeba przejść przez cierpienie, bo innej drogi nie ma,
                            nie można wyeliminować bólu z naszego życia. Życzę Wam, żeby wszystko potoczyło
                            się tak, jak chcecie, ale jesteśmy przecież dorosłymi ludźmi i wiemy, że często
                            w życiu nic nie jest tak, jak być powinno...
                            Nie jesteście za nic "ukarani", bo na tym świecie rzeczy nie idą wg schematu -
                            kto się zasłyży ma nagrodę, a kto nagrzeszy jest ukarany. Można wierzyć, albo i
                            nie - że takie sprawy dzieją się w innym życiu, ale nie tu. Po prostu taki jest
                            ten świat i trzeba to przyjąć, a to niestety wymaga czasu, bo zmiana swojego
                            myślenia to ciężka i samodzielna harówka. I o tym myślałam pisząc, że psycholog
                            niewiele tu może zdziałać, ale techniki, wizualizacje, cóż, jesli ktoś się po
                            tym lepiej czuje, to mogą być...
                        • tekla12 Re: sadgirl 03.02.06, 22:07
                          sadgirl1 napisała:

                          czy nie szłyszałaś o problemie
                          >
                          > wielokrotnych poronień? Jak myślisz ile takich wydarzeń można wytrzymać -
                          > jedno, dwa, a może pięć? Zapewniam Cię, że tutaj i psychiatra z receptami na
                          > antydepresanty nie jest dobrym rozwiązaniem...

                          Nie wiem, czy można wytrzymać pięc, bo ja wytrzymałam tylko cztery. A psychiatra
                          służy np. do określania konieczności hospitalizacji ze względu na nasilenie
                          myśli samobójczych.
                          Ale udało się znależć immunologa, który znalazł przyczynę poronień i potrafił
                          doprowadzić mnie do stanu, w którym kolejna ciąża miałą szansę się utrzymać.
                          Tyle, że żeby w nią zajść potrzebne były cztery podejścia do in vitro.

                          > Może po prostu jesteśmy na innych etapach, może ja kiedyś też myślałam tak, jak
                          >
                          > Ty, ale życie to zweryfikowało..., też miałam nadzieję, ale ta nadzieja, którą
                          > się karmimy, która trzyma nas w pionie, może jednocześnie być naszym
                          > przekleństwem, bo właśnie ona nie pozwala nam sobie odpuścić, sprawia, że nie
                          > przyjmujemy do wiadomości, że może być inaczej niż my chcemy, żeby było... może
                          >
                          > warto się nad tym chociaż zastanowić?

                          Może jesteśmy na innych etapach, ale nie żałuję tego, że trzymałam się pazurami
                          nadziei i nie odpuściłam.
    • vigga Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 02.02.06, 14:10
      Z tą blokadą to moim zdaniem możesz mieć rację. Moja koleżanka po wielu
      nieudanych próbach, okresie szczególnego dbania o siebie, zdrowego jedzenia itp
      odpuściła sobie - chodziła na imprezy, piła, paliła itp, ale przede wszystkim
      nie myslała o zajściu w ciążę i wtedy się udało! Może tu nawet nie chodzi o
      psychiczną blokadę tylko o poziom stresu. Ja myślę że wizyta u psychologa to
      dobry pomysł.
    • magasi9 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 03.02.06, 08:25
      ja tez czasami mysle ze mam blokade psychiczna.. bylam u psychologa i pomogl mi
      ale w tym ze nie mam co miesiecznych objawow ciazy, ze zyje normalnie, ze nie
      placze i ulazylam sobie zycie z mezem i bez dziecka
      co do wpsomnianej blokady, mysle czasami, ze boje sie miec dziecko tu gdzie
      jestem, mieszkamy za granica, jestesmy sami, bez dziadkow, cioc, przyjaciol
      i chociaz ulozylam sobie zycie, to sama za siebie potrafie wziac
      odpowiedzialnosc,ale boje sie ze z dzieckiem sobie nie poradze, to we mnie
      siedzi, psycholog mi nie pomogl, moze czas pomoze
      albo uiu, albo jeszcze jakis inny cud

      Pozdrawiam
      • nic-10 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 03.02.06, 10:32
        wizyta u psychologa, jego pomoc jest bardzo przydatna, przekonałam sie na
        własnej skórze. Szkoda tylko że trafiłam tam dopiero wtedy gdy juz sama nie
        dawalam rady. staramy sie o dzidzie juz prawie od 4 lat, biologicznie wszystko
        ok. Wszystkie te emocje i oczekiwania związane z dzidzią tak sie we mnie
        nagromadziły aż pewnego pieknego dnia eksplodowały depresją i to silną.
        Wylądowałam u psychiatry i psychologa. Jestem na lekach i powolutku dochodze do
        siebie. Psycholog pomógł mi i pomaga.
        A jesli chopdzi o blokade to mysle ze jest mozliwa, chyba najbardziej trafnymi
        przykładami sa małżeństwa które adoptuja dzieci i po krótkim czasie spodziewaja
        sie własnych, znam takie przypadki.
        pozdrawiam
    • katka113 Re: Co sądzicie o wizycie u psychologa??? 04.02.06, 00:45
      Ja jakoś w pomoc psychologa nie wierzę. Ale wkrótce przekonam się na własnej
      skórze jak wygląda taka terapia, bo otóż wyobraźcie sobie "mój" doktorek
      zalecił mi przynajmniej dwa spotkania właśnie z psychologiem. Zaskoczył mnie
      tym totalnie. A ponieważ postanowiliśmy z M, że ta nadchodzaca z nowym cyklem
      IUI to będzie już ostatnia (ósma) to spróbujemy skrupulatnie przestrzegać
      zaleceń fachowca bądź co bądźsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka