Wiedziałam, że coś jest nie tak. Dziś cały dzień się bardzo źle czułam, jakby
mi ktoś kamienie położył na jajnikach + pieczenie. Intuicja mi
podpowiedziała, że to nie jest zdrowe odczucie, że to na pewno nie ciąża,
naprawdę się męczyłam w pracy i postanowiłam pojechać do gina. Pamiętacie, że
brałam w tym cyklu clo na jajeczkowanie (5 cykl z rzędu) i w tym cyklu z
powodu choroby pęcherzyk przestał rosnąć więc od 16 dc wzięłam normalnie
duphaston w celu wyołania @... która nie przyszła do dzisiaj (39 dc!).
I bardzo dobrze, że pojechałam, bo okazało się, że ten cholerny pęcherzyk co
przestał rosnąć nie wchłonął się i na USG dr mi pokazał jaki się dziwny
zrobił, rozmiary osiągnęły 19mm x 33mm i dr dodał, że on dopiero teraz jest w
trakcie wchłaniania! Od pn. mam brać duphaston jeszcze raz 10 dni! Czujecie
jaki dziwny motyw?!?!?! Będę w tym samym cyklu dwukrotnie wywoływać @! I
jeśli przyjdzie mogę brać clo. Wiecie ile ten mój cykl osiągnie?!?!?! Już
jest 39 dni! Masakra! Do tego zrobiono mi test laboratoryjny, żeby wykluczyć
ciążę pozamaciczną. Pierwszy raz się ucieszyłam z negatywnego testu. Jeszcze
by tego brakowało, żeby mi jajnik pękł! Ale smutek też jest ogromny. Do tego
mnie naprawdę boli. Echh... poczytajcie sobie dla przykładu choćby, że i tak
mogą się losy potoczyć