lianis
19.10.06, 18:10
Dzien zaczal sie jak codzien... az w pracy telefon ktorego nie moglam
odebrac, ale ktory wywolal jakies zaniepokojenie i trzy godz pozniej
oddzwonilam do przyjaciolki zeby sie dowiedziec ze tydz przed terminem
zaczely sie jej skurcze... M odebral mnie z pracy i pojechalismy do niej. I
wiecie zal mi jej bylo bo sie strasznie meczyla z mocnymi skurczami co 5 min,
ale zazdroscilam jej tez tego co przechodzi. Wiem ze ona jeszcze dzis bedzie
trzymac w ramionach swoje malenstwo. Siedzimy sobie juz z M w domu i jakos
oboje mamy troszke smutniejszy nastroj...