Witam!
Ku pokrzepieniu Starających, do koła którego należałam przez dwa lata.
Jakiś rok staraliśmy się "bezstresowo", potem rok leczyliśmy się.
Byłam starannie przebadana, i ja i mąż. Od hormonów, poprzez monitoringi, HSG
i inne. Często pęcherzyk mi nie pękał. Miałam długie cykle.
Właściwie wszystko poza tym niby prawidłowo. Kilka cylki było z zastrzykiem
na pęknięcie pęcherza. Kilka razy pękł, raz nie. Nadal nic.
Dopiero inseminacja. Ale taka starannie przygotowana. Ośmielam się
stwierdzić, że chyba inseminacje uznaje się za malo skuteczne, gdyż są słabo
przygotowane. Pamiętam, gdy moja koleżanka pytała mnie, kiedy ma się wybrać
na inseminację, bo owulację ma wtedy i wtedy. Do lekarza zamierzała udać się
tylko ma wprowadzenie nasienia! Jeśli ta inseminacja nie jest dopracowana od
początku do końca, to ma małe szanse. Jeśli nie poszuka się przede wszystkim
wpierwszej kolejności problemów hormonalnych, plemnikowych czy
drożnościowych, to inseminacji nie ma co wykonywać!
Ja byłam na clostibergycie, dwa USG (9 i 11 dzień), wyznaczona data
prawdopodnbnego pęknięcia była wskazana, w tej dacie jeszcze USG i
stwierdzenie, że pęcherzyk nie do końca dojrzały, po czym podwójna dawka
zastrzyku na pęknięcie pęcherza(wcześniej jeden raz mimo zastrzyku nie pękł)
i ... potem oczekiwanie.
Na szczęście zakończone dwoma kreseczkami. Wtedy jest też ważna dalsza troska
o utrzymanie, ale to już inna sprawa.
W każdym razie uwierzcie - już traciłam nadzieję, płakałam natym formu, już
zaczynałam mysleć o IVF. A to się w rzeczywisości udało w tak prosty sposób...
Teraz tak to widzę, ale wcześniej myślałam, że dla mnie to już kanał.
Jeśli więc wybnierzecie się na inseminację zróbcie wszystko, aby była jak
najlepiej dopracowana.
Ja robiłam w Invicta w Gdańsku.
I do zobaczenia na forum "ciąża"!!!
(Gdzie dalej wylewam łzy, bo z kolei boje się o utrzymanie

)
Pozdrawiam serdecznie!