Gość: Nadia
IP: *.bielawy.sdi.tpnet.pl
26.05.03, 19:29
Jest mi smutno. Bardzo smutno.
Dziewięć m-cy temu usunęłam moje dziecko.
To było najbardziej wyczekiwane dziecko, ale okazało się że była to ciąża
pozamaciczna. Nigdy nie myślałam, że może mnie coś podobnego spotkać. Tak się
z mężem cieszyliśmy jak na teście pokazała się upragniona różowa kreska.
Tydzień później wszystko runęło w gruzach - zaczęłam krwawić - diagnoza była
jednoznaczna - ciąża pozamaciczna. Chyba tysiąc razy pytałam lekarza, czy na
pewno ciąży nie dam rady donosić. Wyłam jak pies jak podłączali mi kroplówkę
z chemią, która miała zabić moje dziecko. Kilku lekarzy przekonywało mnie, ze
nie mam innego wyjścia. Ale ja teraz zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam i
czy nie było innej możliwości. mam wyrzuty i rycze po katach bo nie daje mi
to spokoju. Nie miałam skrobanki bo ciąża była tak mała, że usunęli mi ją
kroplówką tzn podali jednego dnia, a potem badali poziom bHCG żeby się
upewnić, czy ciąża obumiera.
Niby sytuacja była jasna - nie mogłam postąpić inaczej, a i tak cierpię i
zadaję sobie milion pytań.
Teraz staramy się znowu o dzidzię, ale niestety nie chce wyjść. Próbuję się
luzować, ale co jajeczkowanie to nerwy i jak zbliża się miesiączka jest to
samo.
proszę o słówko pocieszenia.
Te refleksje przyszły akurat dzisiaj - w Dzień Matki.
Nadia