Gość: pechowa
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
30.06.03, 15:04
Jestem stałą uczestniczką forum i tutejsza giełda nieraz uchroniła mnie
przed błędami i stratą czasu. Ku przestrodze tych, które myślą o HSG,
opiszę „na świeżo” moje doświadczenia ze szpitala na Karowej w Warszawie. Mam
nadzieję, że dzięki temu inne dziewczyny nie popełnią mojego błędu. Zresztą
nie spodziewałam się absolutnie niczego złego bo i na tym forum szpital na
Karowej ma wysokie notowania i moja lekarka prowadząca mnie zapewniała, że są
OK.; i w końcu na Izbie Przyjęć na Karowej też twierdzili, że HSG wykonują ze
znieczuleniem, a nie „na żywca”, co się okazało później. Gdzieś czytałam, że
podobno ten szpital starał się o certyfikat jakości ISO, ale w pierwszym
podejściu kontrolerzy zauważyli, że w gabinetach fotele ginekologiczne były
ustawione dokładnie naprzeciwko drzwi. To moim zdaniem bardzo dobrze oddaje
mentalność personelu i panującą tam atmosferę. Można kupić do szpitala
nowoczesny sprzęt i ładne mebelki, ale chyba nie można zmienić zakorzenionego
głęboko przekonania rodem z Biblii, że „kobieta ma cierpieć”. I tam można się
w cierpieniu zrealizować, jak ktoś lubi. No, ale do rzeczy. Może zresztą
częściowo sama jestem sobie winna, bo pod wpływem wcześniejszych zapewnień
byłam dobrze do nich nastawiona i straciłam niezbędną czujność. Nie
zapłaciłam więc nikomu za dobre potraktowanie ani nie miałam na
oddziale „swojego” lekarza. Problemy zaczęły się jeszcze przed badaniem, bo
nie miał kto go wykonać i położne zorganizowały „łapankę” żeby kogoś do tego
przekonać. Jak już mnie zwieźli do pracowni rentgenowskiej, to do mnie
dotarło, że o znieczuleniu nie ma co marzyć. Muszę przyznać, że wpadłam w
panikę , bo po wcześniejszych zabiegach dokładnie wiedziałam, że to będzie
masakra. Mam pecha, bo w moim przypadku nawet nieszkodliwe dla innych zabiegi
i badania to koszmar, często w dodatku z krwotokiem. Usiłowałam to
wytłumaczyć pani doktor, ale skończyło się na złośliwych docinkach z jej
strony, a znieczulenia i tak nie było. Poinformowano mnie natomiast, że nie
jest to badanie obligatoryjne, więc jeśli nie wyrażam zgody, to nie i do
widzenia...Pani argumentowała, że musi mieć ze mną kontakt. Kontaktu i tak
chyba specjalnie nie było, bo bolało mnie potwornie, więc nie miałam siły
współpracować. Pomijam już takie drobiazgi, że kazali mi się rozbierać przy
otwartych drzwiach pracowni (na zewnątrz pełna poczekalnia), a podczas
badania był obecny stażysta, który się przyglądał, ale to chyba standard.
Szok przeżyłam straszny, tym bardziej, że z zaskoczenia. Po fakcie miałam
silne bóle, dostałam tabletkę, chyba Saridon. Dla całego personelu sytuacja
była normalna i nikt nie widział w tym nic złego, więc zapewne to norma. Na
szczęście lekarka, która robiła zabieg (poza tym, że sadystka), musiała chyba
jednak to umieć, bo na bólu i szoku się skończyło, a po dwóch dniach wszystko
wróciło do normy. Ale nie wiem, czy po ponoć najlepszym szpitalu tej branży w
Warszawie wystarczy oczekiwać, że nie okaleczą człowieka fizycznie. Po fakcie
stwierdzam, że gdybym miała jakiekolwiek przeczucia, to bez wahania wydałabym
te 300 czy 500 zł na HSG w jakimś cywilizowanym miejscu, a nawet wolałabym
dać się pokroić, żeby mi sprawdzili drożność jajowodów podczas laparoskopii.
Oczywiście można sobie z całej sytuacji robić żarty. Moja rodzinka
dowcipkowała o „średniowiecznej sali tortur w centrum współczesnej Warszawy”
oraz „kryterium Karowej” (wyjątkowo karkołomny zakręt), przez które trzeba
przejść. Mnie do śmiechu nie było wcale. Myślę, że w naszej sytuacji (naszej,
tzn. osób, które muszą wykonywać wszystkie badania diagnostyczne i chcą
walczyć o rodzinę) trzeba bardzo uważać, bo takie przeżycia dołują
psychicznie i odbierają chęć do dalszej walki i leczenia się. Więc jeśli masz
wybór, nie funduj sobie dobrowolnie takich urazów. Ale najgorsze jest to, że
czasem wielkiego wyboru po prostu nie ma. Ja sama do tej pory zakładałam, że
jakby wszystko się szczęśliwie ułożyło, to będę rodzić dziecko tylko na
Karowej. Ale teraz już zaczynam uruchamiać wyobraźnię i zastanawiam się, czy
nie sprzedadzą tam mojej „skóry” zaprzyjaźnionemu zakładowi pogrzebowemu.