moj kochany maz stwierdzil wczoraj ze nie widzi sensu w dalszym leczeniu i
zreszta adoptowac tez nie bedziemy mogli, bo nikt nam dziecka nie da (na dzien
dzisiejszy ma racje)
wiec skoro jestesmy w tak beznadziejnej sytuacji, lepiej cieszyc sie zyciem i
zapomniec o dziecku
moglabym zrozumiec ze ma dosc i jest sfrustrowany, ale przez ostatnie 2
tygodnie zmienia zdania jak rekawiczki, raz chce adoptowac, drugi raz mowi ze
trzeba zrobic chociaz 3 in vitra jak lekarz zalecil, a teraz wyskakuje ze
wogole najlepiej zrezygnowac i ze ten pomysl jest najlepszy dla mnie tez...
no to teraz sobie wymyslil, najlepiej zrezygnowac i problem z glowy
to jest dla mnie cios, bo owszem moge zyc bez dziecka, jesli sie nie uda, ale
nie umiem zyc z kims kto nie chce walczyc o nasze wspolne szczescie, chociaz
probowac