Moje drogie chcę opisać po krótce moją historię żebyście uwierzyły
że cuda się zdarzają i żebyście do końca tak nie wierzyły w to co
mówią lekarze! A więc.MIałam 7 IUI

,brałam oczywiście
leki:Luteine,duphaston,lostylbegyt i nadal nic

Leczyłam się u 5
ginów od niepłodności , aż w końcu usłyszałam od jednego "niech
sobie państwo dadzą spokój,nigdy Pani w sposób naturalny ani przy
pomocy IUI nie zajdzie w ciąże"!NIech zdecydują się Państwo na in
vitro !To wszystko trwało 5 lat bezowocnych starań

Powiedziałam
sobie to niemożliwe!Mąż okazało się że ma kiepskie nasienie i w
końcu podjeliśmy decyzje o in vitor.Od podjęcia tej decyzji minęły
raptem dwa miesiące ja zobaczyłam na teście ciążowym 2 kreski!!!
Udało się !Zaszłam w sposób naturalny bez żadnych wspomagaczy!!
Poszłam do gina który ucieszył się że takie rzeczy się zdarzają i
prowadził moją ciąże.Sielanka nie trwała długo , w 28 tygodniu ostra
gestoza i c.c (córcia żyła 6 dni).Świat mi się zawalił,ale znowu
stał się cud.Po roku od c.c i śmierci Zuzi poczułam się fizycznie
bardzo źle,myślałam że coś znowu z moim zdrowiem nie tak

Zrobiłam
test ( 5 dni przed @) i okazało się że jestem w ciąży!Mam teraz
zdrowiutkiego synka , apo tych wszystkich traumatycznych przeżyciach
nauczyłam się doceniać to co mam i szanuje życie !MOje drogioe Wam
też się uda!!!Życzę Wam zdrowych dzieci bo to jest w życiu
najważniejsze-rodzina!Pamiętajcie nie wierzcie do końca
lekarzom,czasem najlepszym lekarstewm jest czas i modlitwa no i
oczywiście dużo cierpliwości (wiem że to trudne,ale trzeba
prubować).Pozdraiwam serdecznie i życzę "pełnych brzuszków"