Dodaj do ulubionych

Jak Wy do tego podchodzicie?

22.01.09, 13:41
Kiedy przystępowałam do inv i okazało się, że mam bardzo dużo
pęcherzyków byłam w siódmym niebie. Potem też duża radość bo
zapłodniło się 10 komórek-podano jeden zarodek udało się mamy
córkę.W klinice czeka 9 zarodków-wrócę na pewno ale jeśli wszystko
będzie szło super i uda się znowu za pierwszym razem, to na pewno w
przyszłości nie wykorzystam wszystkich czekających zarodków. Wiem,
że część się rozpadnie ale nawet jesli teoretycznie zostanie chociaż
jeden a ja już będę za stara na rodzenie dzieci lub będą inne
przeciwskazania co robić? To jest ogromny dylemat, który już mnie
męczy-oddać do adopcji-ale to moje dziecko, moje geny a niech to
dziecko w przyszłości jako dorosły człowiek spotka swoją siostrę lub
brata i stworzą związek? przecież nie będą wiedzieli, że genetycznie
są rodzeństwem. Jak Wy do tego podchodzicie, dodajcie otuchy co
robić, do kiedy zarodki mogą być zamrożone, co się stanie np z tym
jednym kiedy nie zgodzę się na adopcję ani na przekazanie go
klinice, będę opłacała jego mrożenie do późnej starości? i co dalej?
myślicie też o tym czasami?
Obserwuj wątek
    • magdad5 Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 13:45
      populek napisała:

      > Kiedy przystępowałam do inv i okazało się, że mam bardzo dużo
      > pęcherzyków byłam w siódmym niebie. Potem też duża radość bo
      > zapłodniło się 10 komórek-podano jeden zarodek udało się mamy
      > córkę.W klinice czeka 9 zarodków-wrócę na pewno ale jeśli wszystko
      > będzie szło super i uda się znowu za pierwszym razem, to na pewno
      w
      > przyszłości nie wykorzystam wszystkich czekających zarodków. Wiem,
      > że część się rozpadnie ale nawet jesli teoretycznie zostanie
      chociaż
      > jeden a ja już będę za stara na rodzenie dzieci lub będą inne
      > przeciwskazania co robić? To jest ogromny dylemat, który już mnie
      > męczy-oddać do adopcji-ale to moje dziecko, moje geny a niech to
      > dziecko w przyszłości jako dorosły człowiek spotka swoją siostrę
      lub
      > brata i stworzą związek? przecież nie będą wiedzieli, że
      genetycznie
      > są rodzeństwem. Jak Wy do tego podchodzicie, dodajcie otuchy co
      > robić, do kiedy zarodki mogą być zamrożone, co się stanie np z tym
      > jednym kiedy nie zgodzę się na adopcję ani na przekazanie go
      > klinice, będę opłacała jego mrożenie do późnej starości? i co
      dalej?
      > myślicie też o tym czasami?
    • magdad5 Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 13:51
      My myslimy.
      U nas bylo 13 komorek, 12 dojrzalych. Zaplodnilo sie (do wtorku) 10
      czyli tak jak u Was.
      U nas pewnie 10 nie zostanie bo wszystkie ktore beda sie dzielic
      pojda do pgd i nie wiadomo ile zostanie. Ale myslalam o tym, ze my
      wykorzystamy max 2 a wiec moze ktorys zostanie i bedzie zamrozony.
      Myslelismy o adopcji i dopuszczamy taka mysl. Ale powiem szczerze,
      ze nie do konca to przemyslelismy.
      Czasem mysle, ze to po prostu kilka komorek ale zaraz potem dopada
      mnie mysl, ze te kilka komorek staje sie czlowiekiem. I powiem
      szczerze, nie wiem co robic. Ciezko. Chociaz z drugiej strony mozna
      sobie tlumaczyc ze w przypadku naturalnej ciazy tez pewna czesc
      zarodkow ulega poronieniu i takie jest zycie.Tutaj chyba wiekszy
      problem stanowi fakt, ze nasze potencjalne "dzieci" tkwia w
      zawieszeniu miedzy istnieniem i nie-istnieniem. Kurcze, ciezki
      temat zadalas. Ale nie mowie przez to ze nalezy go unikac.
      Dziewczyny powiedzcie co myslicie ?
      m
      • populek Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 14:01
        To nie tylko ciężki temat ale ogromny dylemat-dlatego dziękuję że
        się odezwałaś smile Oczywiście, że w przypadku naturalnej ciąży część
        zarodków ginie ale tu te zarodki są i wcale nie jest powiedziane że
        zginą lub nie przyjmą się u innej kobiety. Jak patrzę na swoje
        dziecko to myślę, że gdybym oddała do adopcji swoje zarodki to
        przecież teoretycznie taka moja córeczka byłaby gdzieś na
        świecie...nie jakoś nie wyobrażam sobie tego. To przecież nasze
        dzieci tylko rozwijają się w innym "lokum"-czasami myślę: trudno
        zabiorę je wszystkie nawet gdyby miały się rodzić co roku ale za
        chwilę przychodzi real i wiem, że to raczej niemożliwe...
        • magdad5 Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 14:13
          Zobacz jakie mamy opcje:
          1. zostawic tak jak jest - czyli placic do smierci za trzymanie ich
          w zimnie
          2. oddac do adopcji
          3. zniszczyc - podobno ma wejsc prawo UE ktore mowi, ze zarodki nie
          moga byc trzymane dluzej niz 3 lata.

          jak sie nad tym zastanawiam to najlepsze wyjscie to 1. Ale z drugiej
          strony jesli wejdzie prawo z punktu 3. to znaczy, ze albo bedziemy
          musieli je oddac do adopcji albo unicestwic (boze co za koszmarne
          slowo). Moim zdaniem wtedy bedziemy stali przed jeszcze gorszym
          wyborem niz teraz.
          Ja jeszcze nie wiem czy ktorykolwiek z moich zarodkow przetrwa, czy
          przejdzi pgd wiec troche teoretycznie na to patrze. Jak sie w
          sobote dowiem (bo tak sie boje zadzwonic, ze pewnie wczesniej sie
          nie dowiem) ile ich jest to bede mial taki realny dylemat. Modle
          sie to, zeby byl jeden, ktory przezyl, przeszedl pgd i zostal z nami
          na 9 miesiecy. Ale zycie rzadko przynosci najlatwiejsze
          rozwiazania. Jak mi cos madrego wpadnie do glowy to sie zglosze.
          Teraz siedze w pracy i teoretycznie powinnam pracowac ale nie jestem
          w stanie bo mentalnie jestem gdzie indziej...
    • martucha90 Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 14:09
      Z tego, co czytałam ostatnio na ten temat, wynika, że z ok. 70%
      zarodków nie powstanie nowy człowiek, z różnych powodów. Część
      będzie miała wady genetyczne i sama się nie rozwinie, część się nie
      zagnieździ, któryś może się zagnieździ, ale szybko obumrze itd. itp.

      (W naturze odsetek zarodków, z których nie ma potem dziecka, jest
      taki sam, tylko że w naturze tego tak nie widać - był seks, nie ma
      ciąży i tyle, a przy in vitro mozna policzyć dokładnie).

      A więc _statystycznie_ z 10 zarodków mogą być tylko 3 ciąże. No ale
      statystyka swoje, a życie swoje - nie wiadomo, jak będzie u Ciebie.
      Podobno jest jakaś para w Wawie, która ma już z 5 dzieci z in vitro.
      Czytałam też kiedyś wpowiedź forumki, ze wystymulowano jej 13 jajek,
      a dziecka nie ma żadnego.

      Ja osobiście bym do adopcji nie oddawała - ktoś miałby wychowywać
      MOJE dziecko? Raczej wzięłabym transfer wszystkich bez względu na
      wiek i stan zdrowia. No ale każdy musi to rozważyć sam...
    • magdad5 Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 14:15
      No zapomnialam o jeszcze jednej opcji - wykorzystac je wszystkie ale
      przy 9 zarodkach to naprawde wyzwanie smile
      • populek Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 14:22
        Moja opcja narazie jest, że wykorzystam je wszystkie i tu dochodzi
        drugi problem: cc-miałam teraz a takich zabiegów też nie można mieć
        wiele i często a czas leci-wiadomo, skoro skorzystałam z inv nie mam
        dwudziestu lat tylko trochę po trzydziestce smile
        • bartekcom Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 18:54
          dopiero teraz tak na poważnie zaczęłam o tym mysleć, podałaś niezły
          temat...tak na odczepnego myślałam o adopcji ale teraz już nie
          jestem tego taka pewna sad dziewczyny piszcie jak jest z Wami co
          macie zamiar zrobić ?
        • aada.live Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 18:59
          I dlatego mimo 9 lat starań nie mogę zdecydować się na in vitro. Boję się aż
          takiej stymulacji, możliwych komplikacji i obciążenia psychicznego. Z jednej
          strony chcę spróbować a za chwilę myślę że nie dam rady i rezygnujęsad A wiem że
          będzie mnie męczyła świadomość że tam są moje zarodki... Nie wiem co robić. Czy
          radość z posiadania tak bardzo wyczekiwanego dziecka będzie tak wielka, że
          przysłoni myśli o pozostałych życiach?
          • dagmara-k Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 20:11
            mysle, duzo o tym mysle ku zaskoczeniu niektorych znajomych z ktorymi o tym
            rozmawiam, bo skoro nie jestem katoliczka to skad takie dylematywink
            z tego dylematu tez wynika moj opor przed ivf i choc zbieram pieniadze mysle, ze
            wykorzystam wszystkie mozliwe zarodki. przynajmniej mam nadzieje, ze to bedzie
            mozliwe ilosciowo. albo podejme decyzje odnosnie ilosci zaplodnionych komorek.
            ryzyko. ale jestem gotowa je podjac i zaplodnic mniej komorek, bo wole
            niepowodzenie od dylametu co z zarodkami. nie oddam ich. nie zniszcze swiadomie.
            male jest prawdopodobienstwo, zeby z 10 zamrozonych bylo wiecej jak 3 ciaze.
            male jest zebym miala duzo bardzo dobrych komorek. mysle ze na etapie
            zapladniania ich, jak juz bedzie wiadomo ile ich jest, bedzie czas na szybka
            decyzje, czy zapladniamy wszystkie. mysle o tym juz teraz i zaczelam na 1,5 roku
            przed planowanym icsi. chcialabym miec 5 dzieci - wiem, to zachlannosc w naszej
            sytuacji. chcialabym moc miec tyle zdrowia, zeby miec te piatke. ale moze byc
            tak, ze z kilkunastu komorek bedzie jedno dziecko, albo wcale. przygotowuje sie
            do tego icsi bardzo uwaznie, a mimo to, wiem jak malo zalezy tu ode mnie.
            • populek Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 21:17
              Tak naprawdę moja decyzja o inv była szybka-gdybym wtedy wiedziała
              tyle co teraz inaczej pewnie bym zdecydowała odnośnie zapładniania
              komórek, ale nas nikt nie pytał jakie jest nasze zdanie na ten
              temat,w ogóle nie wiedziałam, że mam jakieś zdanie, to klinika
              zadecydowała. Ja rozumiem, że w przypadku niepowodzenia mam
              mrozaczki ale chyba wolałabym kolejną procedurę od początku niż
              teraz takie rozterki. Pocieszające jest to, co piszecie że z 10
              zarodków mogą być 3 ciąże. W związku z tym regulacja prawna tego
              tematu nie byłaby zła
              • dagmara-k Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 22.01.09, 22:37
                ale nie regulacja mowiaca ze zaplodnic mozemy tylko 2 komorki. nawet ja nie chce
                tylko 2 komorek. jakie mamy szanse przy dwoch? a jakie przy 10? roznica
                kolosalna. choc znam osoby, ktore dzieki zaplodnieniu jednej, dwoch komorek maja
                cudowne dziecismile

                chyba trafilam na dobrego lekarza, ze ma dla mnie czas w gabinecie o takich
                rozterkach rozmawiac. ode mnie wyszedl temat, ale on poswiecil czas na te
                rozmowe. pomogl mi przelamac opor i myslec o wiekszej ilosci zarodkow niz 2.
                • lusiasia Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 23.01.09, 15:12
                  moze jestem jakas nienormalna ale dla mnie zarodek to nie dziecko, zeby bylo
                  dziecko musi byc jeszcze macica i odpowiednie warunki, dla mnie jest porowno
                  myslac ze zarodek jest szansa na dziecko, macica tez nia jest i kto mi powie
                  gdzie jest wieksza szansa? tego nie mozna oddzielic "sam zarodek i sama macica
                  nic nie wskora"
                  to tak jak sama komorka jajowa bedzie tylko komorka bez plemnika

                  a wasz dylemat rozumie bo macie i jedna i drugie, ale moim zdaniem do was nalezy
                  wybor czy chcecie miec kolejne dziecko
                  a nie ze wasze "dzieci" (czyli zarodki) sa zamrozone i czekaja na swoja szanse
                  • ikakole Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 23.01.09, 15:50
                    A moje zdanie jest takie ze za wczesnie sie martwicie.Takie
                    zamrozone zarodki juz nie sa takie silne i nie ma gwarancji ze
                    moze powstanie z nich nowe zycie.
                    • dagmara-k Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 23.01.09, 16:39
                      to nie chodzi o to ze to sa nasze "dzieci" - musialoby byc niemozliwie trudno
                      przejsc przez procedury tak myslac. poczucie winy musialoby byc kosmiczne.
                      przeciez nikt nie mrozi dzieci. chodzi o potencjalnosc tych zarodkow - danie im
                      szansy zeby zaistnialy jako ciaze, albo pozostawienie ich, czy oddanie.
                    • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 23.01.09, 16:54
                      Ja tez juz ten temat kiedys poruszalam.
                      Bo zaszlam w ciaze przy pierwszym transferze- obydwa zarodki sie
                      przyjely, a pozostale 10 sie mrozi.
                      Wiadomo, wszystkie nie przezyja rozmrozenia. Nie wszystkie po
                      rozmrozeniu zagniezdza sie itd.
                      A jednak pomimo poczatkowych rozterek na temat "od przybytku glowa
                      boli" absolutnie nie wykluczam oddania zarodkow do adopcji, a wrecz
                      ubolewam nad tym, ze prawo w Austrii chroni je lat 10 (kosztuje to
                      180 EUR rocznie), ale nie zezwala na adopcje.
                      Ja akurat tego nie rozumiem. Nie przeszkadza mi, ze ktos inny
                      zostanie rodzicem od prawie samego poczatku naszych...hm...dzieci?
                      Nie przesadzajcie z tymi genami, z tym "nie moge sobie wyobrazic, ze
                      ktos inny..."
                      Spotkalam sie na innym forum z bardzo podobnymi wyobrazeniami, bo
                      zapytalam, jak patrza na oddanie dziecka do adopcji- nie zarodka, a
                      dziecka, bo w poczatkowym okresie ciazy nie moglam przyzwyczaic sie
                      do mysli, iz jedno z naszych dzieciatek bedzie raczej uposledzone.
                      No wiec- pelne oburzenie- "jak mozna oddac?, to juz lepiej usunac,
                      bo ja bym nie zniosla zeby inni ludzie to nasze dziecko"...
                      Bzdura kompletna.
                      To cudowne, bo mozna komus pomoc, kto nie ma szans na zarodek, a
                      przy okazji pomoc i sobie, bo my nie mamy mozliwosci fizycznych i
                      finansowych na wychowanie (w idealnym przypadku) 12-orga dzieci.
                      W czym zatem problem? Tylu ludzi na swiecie nie wie o istnieniu
                      swoich rodzicow biologicznych czy swojego rodzenstwa, ktore
                      przytrafilo sie rodzicom w zamierzchlym zyciorysie lub na boku...
                      Najwazniejsze- to nie dac zarodkom zginac czy pojsc na eksperymenty.
                      No i nie zabic siebie i swojej juz istniejacej rodziny przez
                      martyrologiczna postawe "MUSZE zabrac wszystkie".
                      To "Musze" jest dla mnie, sorry, ale bardzo zwierzece- ot, aby tylko
                      inni nie mieli naszych naszkicowanych dzieci, bo to jeszcze nie
                      plody nawet, nawet nie bylo jeszcze transferu ani zagniezdzenia ani
                      akcji serca.
                      No i- jak czuja sie rodzice adopcyjni w sytuacji, gdy widzi sie ich
                      jako tych, co i tak sa gorsi niz biologiczni?
                      Rodzice biologiczni wcale nie musza byc najwiekszym szczesciem dla
                      dziecka. To tylko biologiczni tak uwazaja i mysle, ze sie grubo myla.
                      • populek Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 23.01.09, 17:09
                        Oj kolebeczka trochę przesadziłaś i to wcale nie dlatego, ze się ze
                        mną nie zgadzasz. Nie pisz proszę, żebyśmy przestały z tym: nie
                        wyobrażam sobie...JA sobie nie wyobrażam oddać do adopcji zarodków
                        bo z nich będą dzieci a dzieci to geny więc nie pisz żebyśmy nie
                        przesadzały z tymi genami...bo macica akurat to pełni już tylko
                        formę "pudełka" w którym zarodek się rozwinie. Widocznie mam
                        zwierzęce podejście skoro chcę zabrać dla siebie swoje zarodki. Co
                        do biologicznych rodziców-to chyba przesadziłaś ostro skoro piszesz,
                        że dla dziecka to wcale nie musi być największe szczęście-bo wątek
                        nie dotyczy rodzin patologicznych, obrażasz nas takim sformułowaniem
                        skoro uważasz, że nasze zarodki z których mogą być dzieci pewnie
                        lepiej miałyby u innych niż z nami a skoro my nie chcemy oddać ich
                        do adopcji to gorzej traktujemy innych ludzi, kobieto co Ty
                        wypisujesz? Akurat o tym nigdy nie myślałam...A tak w ogóle to
                        założyłam ten wątek nie po to żeby się kłócić tylko żeby wymienić
                        doświadczenia z osobami, które mają podobny dylemat i nie życzę
                        sobie żeby ktoś mnie wyśmiewał, obrażał i umoralniał bez sensu
                        • lusiasia Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 23.01.09, 17:34
                          no ale wlasnie to moze byc bardzo proste, zarodek nie jest dzieckiem, wiec np
                          mozna go zniszczyc
                          one zamrozone tez maja juz mniejsze szanse, wiec naraza sie je juz mrozac na
                          niszczenie
                          przy mrozeniu nikt sie mocno nie zastanawia, nikt nie zadaje pytan czy mrozic?
                          czy to nie jest niebezpieczne? jest niebezpieczne
                          chociaz z sniezynek tez sie rodza dzieci, ale procent drastycznie
                          spada

                          w polsce sie rozwija adopcja (moze), ale przeciez zawsze bedzie lepsze dawstwo
                          komorek badz spermy, wiec zainteresowanie adopcja zarodka jest marginalne (moim
                          zdaniem)
                          biorac pod uwage ze przejdzie sie 3-4 wlasne in vitro, plus dawstwo (czyli
                          kolejne 2-3 transfery), nie zachodzac jeszcze po tym w ciaze, cos jest naprawde
                          nie tak i taka adopcja to juz jest ostatnia szansa, a ile takich
                          zainteresowanych par bedzie? z adopcja zarodka trzeba zajsc i utrzymac ciaze, a
                          to moze wlasnie byc niemozliwe
                          • dagmara-k Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 23.01.09, 18:23
                            to chyba zbyt trudny tmat zeby ktos tu kogos do czegos przekonal. ja o swoich
                            potencjalnych zarodkach mysle jak o potencjalnych dzieciach i nie oddam ich do
                            adopcji. mam nadzieje, ze bede miala ich tyle, zebym mogla zostac mama. a jesli
                            wiecej - bede myslec przy etapie zapladniania. mrozenie a oddanie zeby zyly w
                            innych rodzinach to co innego. dla mnie.

                            jestem okrutnie zwierzeca wg definicji kolebeczki. ale wg swojej jestem wlasnie
                            bardzo ludzka.
                          • martucha90 Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 23.01.09, 18:51
                            lusiasia napisała:

                            > no ale wlasnie to moze byc bardzo proste, zarodek nie jest
                            > dzieckiem, wiec np mozna go zniszczyc one zamrozone tez maja
                            > juz mniejsze szanse, wiec naraza sie je juz mrozac na
                            > niszczenie przy mrozeniu nikt sie mocno nie zastanawia, nikt
                            > nie zadaje pytan czy mrozic?
                            > czy to nie jest niebezpieczne? jest niebezpieczne chociaz z
                            > sniezynek tez sie rodza dzieci, ale procent drastycznie spada


                            Mrożenie jest _szansą_, lepszym wyjściem dla zarodków.
                            Podać kobiecie można tylko dwa zarodki naraz, z dwóch powodów:
                            1) zbyt mnoga ciąża jest obciążeniem dla matki, 2) zbyt mnoga ciąża
                            zagraża dzieciom.
                            A więc nie ma dylematu "podać czy zamrozić?", przy którym to
                            dylemacie oczywiście lepszym dla zarodka wyjściem jest podanie do
                            macicy. Jest dylemat "zamrozić czy zniszczyć?", a w takim wypadku
                            lepszym wyjściem jest zamrozić. Bo to szansa dla zarodka, że kiedyś
                            zostanie odmrożony i podany do macicy.

                            Procent drastycznie spada, to prawda, ale mimo wszystko procent ten
                            jeszcze jest na tyle duży, że dzieci ze śnieżynek się rodzą. A
                            tchnologia idzie naprzód, będzie tylko lepiej w tej dziedzinie smile
                            • lusiasia Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 24.01.09, 13:11
                              zgodnie z ustawa o in vitro w moim kraju zamieszkania podac mozna tylko 1
                              zarodek ( wlasnie z powodow ktore wymienila martucha, ale wlasnie 1)
                              dazy sie do jednorazowego wytworzenia okolo 10-15 jajeczek
                              i robi sie okolo 3-4 in vitro, i trzeba sie przed in vitro starac 3 lata, plus
                              miec przed kilka inseminacji
                              wszystkie nadmierne ilosci zarodkow oddaje sie do celow badawczych (czyli sie
                              niszczy) zarodek nie jest czlowiekiem zgodnie z ustawa

                              zakladam ze przecietna kobieta ma max 2-3 dzieci po in vitro, czesto nie ma
                              wcale (dlatego niektorzy lekarza uwazaja ze 4 in vitro to za malo i mowia o 6)

                              moze macica jest tylko pudelkiem,
                              ale moim zdaniem to jest troche mydlenie sobie oczu mowiac ze oddam do adopcji /
                              lub nie oddam, na zdrowy rozum takich par ktore decyduja sie na adopcje zarodka
                              jest bardzo malo ( bo zawsze wygra adopcja komorki badz nasienie)
                              i wlasnie moze chodzi o to pudelko, ktore nie dziala, bo z taka adopcja zarodka
                              tez trzeba zajsc w ciaze, a jest to pewnie u potencjalnej kobiety bardzo trudne
                              ( ma ona juz okolo 4 in vitro za soba i komorki dawczyni)

                              nalezaloby sie jeszcze "przygotowac" na to, ze cuda sie zdarzaja i ze mozecie
                              zajsc w ciaze naturalna, to jest napewno bardziej mozliwe u takiej pary ktorej
                              udalo sie in vitro za pierwszym razem i wszystko bylo wzorowe (ilosc komorek
                              tez), zwlaszcza jak "wina" lezy tylko po stronie faceta
                              dzieci mozna miec zapewne wiecej niz ilosc oczekujacych zarodkow wink
                        • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 24.01.09, 18:46
                          Populek- zauwaz, ze my sie nie klocimy a dyskutujemy, bo to forum
                          rozmaitych pogladow na zycie, a nie kącik wzajemnej adoracji. Bedac
                          na etapie gdybania jest duzo latwiej, zapewniam Cie, mowic :"Ja
                          moich zarodkow nie oddam".
                          Ale jesli bedziesz juz miala te swoja mozliwa dla Was liczbe dzieci
                          (a do tego wcale nie powiedziane, ze w miedzyczasie nie przytrafi
                          sie tez i droga naturalna potomstwo- jak tu juz niejedna dziewczyna
                          pisala)- bedziesz moze inaczej patrzec na fakt: oddac do adopcji,
                          zaaplikowac siodmy czy osmy zuarodek czy tez pozwolic zniszczyc
                          zarodki. Wydaje mi sie, ze trzeba samemu zrewidowac swoj stosunek do
                          zycia poczetego i stad moje moze ostre slowa, ale dla dzieci
                          doprawdy nie jest az tak istotne z jakiej macicy wyszly na swiat.
                          A propos "macicy-pudelka": jestem na etapie myslenia o urzadzaniu
                          pokoju dziecinnego. I u bardzo znanego designera Conrana znalazlam
                          cudowne zdanie: dzieci (zwlasza te malutkie) nie potrzebuja
                          idealnych pokojow, kupowanych w salonach mebelkow itp. Potrzebuja
                          milosci i przytulania. Nie wiem, czy te warunki moze spelnic tylko
                          rodzic biologiczny.
                          Mylnie mnie rozumiesz piszac: "Co do biologicznych rodziców-to
                          chyba przesadziłaś ostro skoro piszesz, że dla dziecka to wcale nie
                          musi być największe szczęście-bo wątek nie dotyczy rodzin
                          patologicznych, obrażasz nas takim sformułowaniem skoro uważasz, że
                          nasze zarodki z których mogą być dzieci pewnie lepiej miałyby u
                          innych niż z nami a skoro my nie chcemy oddać ich do adopcji to
                          gorzej traktujemy innych ludzi, kobieto co Ty wypisujesz?"

                          Ano powiem Ci, ze patologia jest w wielu rodzinach- nawet tych ktore
                          nie chleja, nie cpaja i takie tam. Istnieje cos takiego jak zwiazki
                          toksyczne w rodzinie i czesto wielu dzieciom lepiej sie dzieje w
                          rodzinach niebiologicznych. Na to akurat nie ma regula, pod jakim
                          dachem dziecko rozwinie swoje prawdziwe skrzydla. Oczywiscie- nie
                          musisz sie zgadzac, widocznie zyjesz wsrod takich idealnych rodzin
                          lub nie chcesz widziec problemow, ktore z biologia lub nie-biologia
                          akurat nic nie maja wspolnego. Wybacz, ale takimi slowami jak Twoje
                          i niektorych kolezanek obrazasz rodzicow adopcyjnych. A adopcja- wg
                          mojego skromnego zdania- to najwieksza ze sztuk, do ktorej ja np.
                          nie doroslam.
                          Mozna by sie przy okazji zastanowic, czy postep medycyny w
                          ograniczeniu liczby powstajacych zarodkow rozwiaze ten dylemat.
                          To nieprawda, ze malo jest par, ktore chcialyby zarodki. Akurat o te
                          moje "brzydkie kolebeczkowe" juz sie pare par dopytywalo, ale jak
                          wspominalam- prawo nie pozwala. Zawsze beda pary, ktore pomimo
                          nieplodnosci beda wolaly ten typ adopcji anizeli dziecka juz
                          narodzonego. Bo ciaza moze byc przezyciem takze dla tych b.chorych
                          par.
                          Ja po prostu nie widze niczego zlego w oddaniu embrionu komus, kto
                          pozwoli wyrosnac mu na czlowieka, skoro ja nie mam fizycznej
                          mozliwosci dania mu tej szansy.
                          • populek Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 24.01.09, 21:25
                            Kolebeczka ja nie wiem w której ze swoich wypowiedzi uraziłam
                            rodziców adopcyjnych to raczej Ty obraziłaś nas. Wiem że forum to
                            nie kącik wzajemnej adoracji ale ataki typu: zarodek to nie
                            człowiek, co wy za bzdury wypisujecie, jakie geny itp nie podobają
                            mi się i chciałam porozmawiać w założonym wątku z osobami, które
                            mają moralny problem tak jak ja i tyle. A tu odezwało się kilka
                            koleżanek, które problemu nie widzą ba nawet uważają że skoro my go
                            mamy to jakieś dziwne jesteśmy a nie o to mi chodziło. Cały czas
                            wracasz do tego, że dziecko moze mieć lepiej u innych niż w rodzinie
                            biologicznej - domyślam się dlaczego ciągle o tym wspominasz a ja
                            faktycznie obracam się wśród rodzin które całym sercem kochają swoje
                            dzieci i nie udawałabym że nie widzę problemu gdyby takowy się
                            pojawił-Ty kolebeczko w tym wątku obrażasz nas sugerując że zarodki
                            oddane przez nas do adopcji mogłyby "lepiej"trafić. Szkoda, że tak
                            potoczyły się losy tego wątku bo ja naprawdę chciałam podzielić się
                            swoimi dylematami z innymi, poznać decyzję koleżanek-jak one mają
                            zamiar to rozwiązać-a tu proszę odezwało się kilka pań, które uznały
                            że problemu nie ma i o co robić aferę skoro zarodek to nie człowiek,
                            że nie ważne z jakiej macicy wyszedł...naprawdę szkoda
    • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 26.01.09, 12:40
      Populek- ja Cie doprawdy nie rozumiem- masz dylemat czy nie?
      Piszesz:
      "W klinice czeka 9 zarodków-wrócę na pewno ale jeśli wszystko
      będzie szło super i uda się znowu za pierwszym razem, to na pewno w
      przyszłości nie wykorzystam wszystkich czekających zarodków."

      Zatem postanowilas juz o losie tych zarodkow. Dlaczego postanowilas?
      Bo wiesz, ze niemozliwe jest wykorzystac wszystkie.
      A ja nie rozumiem, dlaczego zarodkow nie mozna komus oddac, kto by
      je potrzebowal. I na to niestety nie umiesz mi odpowiedziec, czyli
      podejrzewam jestes zdania: lepiej je zniszczyc niz komus oddac, bo
      TO MOJE GENY. Zauwaz, ze Twoje jajo ( a masz ich od wlasnego okresu
      plodowego jakies 3mln w sobie) to tez polowa czlowieka. I Twoj
      partner tez produkujac przez cale zycie kilka owych milionow-
      produkuje owe polowy. Pomysl ile tych polowek idzie na marne?
      Szalalas z tego powodu?
      A bylabys w stanie byc dawczynia swojego jajeczka? Dlaczego nie?
      Ciekawi mnie to, doprawdy. Wytlumacz mi, bo ja zwyczajnie tego nie
      rozumiem i tyle. Moze dzieki Tobie zrozumiem- po to jest forum!
      Wiesz doskonale, ze fizyczna niemozliwoscia jest wziac na siebie
      caly pakiet zarodkow, ale zachowujesz sie, niestety, jak typowy pies
      ogrodnika, co sam nie zje i drugiemu nie da. Przez taka postawe sama
      sobie podkladasz klody pod nogi. Czyli dla Ciebie lepiej jest zabic
      zarodki, bo nie pojmuje o co Ci chodzi?
      A co w sytuacji, gdy rzeczywiscie nikt naszych zarodkow nie
      zechcialby, choc prawo pozwoliloby na to, czy bedziesz je wtedy
      ratowac? Ja Ci powiem za siebie: nie. Nie zrobie tego.
      Jestem zdania, ze zawsze malezy wybrac mozliwie najmniejsze zlo, a
      ta decyzja obraca sie tylko w kwestii sumienia. Ja np. nie umialabym
      ryzykowac swojego zycia i zdrowia + jakosci zycia dla istniejacej
      juz rodziny dla ratowania zarodkow. Mam kilka znajomych, ktorzy
      planowali wiele dzieci. Po czworce powiedzieli jednak STOP.
      Nasz problem tkwi w tym, ze my dokladnie wiemy o kazdym najmniejszym
      kroku. Pary koncypujace naturalnie nie zdaja sobie sprawy czasem
      nawet w drugim miesiacu ciazy, bo fakt faktem- wiele zarodkow zegna
      sie ze swoja szansa zanim pojdzie sie pierwszy raz do ginekologa.
      Nie wiem, w czym problem z ta hipotetyczna sytuacja, ze ewentualnie
      spotka sie brat z siostra i zaloza zwiazek. Po pierwsze: oni tego
      nie wiedza. Pod drugie tylu ludzie swiadomie pielegnuje patologie
      miedzy czlonkami rodzin i dramatu z tego nikt nie robi, niestety.
      Po trzecie- w czasach, gdy bada sie nawet embriony zanim sie je
      zaaplikuje, bedzie pewnie standardem kiedys badac kariotypy, zanim
      zacznie sie planowac potomstwo. W krajach muzulmanskich, gdzie mozna
      zawierac zwiazek np. z kuzynostwem, tez robi sie przynajmniej
      badania krwi. I mozna zawsze zadecydowac, czy chce sie byc razem czy
      tez ze wzgledu na niebezpieczenstwo chorob genetycznych potomstwa
      lepiej nie...Populek- tyle bedzie rzeczy, ktorych nie przewidzisz u
      swojego dziecka: ani jego zdrowia ani inteligencji, talentow czy
      orientacji seksualnej. Nie ma co gdybac na zapas.
      Strach wobec in vitro ma zwlaszcza KK. Organizacja, ktora sama boi
      sie podjac najprostszego i najnaturalniejszego ryzyka: zalozenia
      rodziny.
      Pozdrawiam Cie i nie daj sie zwariowac!
      • magdad5 Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 26.01.09, 15:10
        Jeszcze kilka dni temu pisalam ze bylo ich 10. 9 poszlo do PGD i co
        sie okazalo ? ze tylko 3 nadaja sie do transferu a tak naprawde
        tylko 1 jest wysokiej klasy. Tak wiec potwierdzilo sie to co mowila
        ktoras z Was, ze z 9 zarodkow moze byc max 3 ciaze. A moze i zadna.
        pozdrawiam
        m
        • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 26.01.09, 15:37
          Masz racje, ale ten temat jest akurat- nawet jesli nieco
          hipoteteczny- to b.ciekawy. Czy zabraloby sie wszystkie zarodki,
          nawet gdyby byly "wysokiej klasy"?
      • populek Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 26.01.09, 21:39
        Kolebeczko, wykład dałaś mi niezły ale niestety nie rozumiemy się i
        chyba nie zrozumiemy. Nie twierdzę, ze lepiej zniszczyć zarodki niż
        komuś je oddać więc nie podejrzewaj jakiego jestem zdania,
        wykorzystam tyle ile dam radę BO TO MOJE GENY. A z tą połową
        człowieka to złe porównanie-beznadziejne.I nie mogłabym być
        dawczynią jajeczka-i nie mam zamiaru Ci tego tłumaczyć więc nadal
        będziesz żyć w tej niewiedzy i forum Ci nie pomoże.Z psem ogrodnika
        to już zwyczajnie mnie obraziłaś może dla Ciebie to nic takiego
        oddać zarodek czy dziecko do adopcji bo będzie miało lepiej u innych
        niż u Ciebie-ja niestety żyć bym z tym nie umiała-i tu się różnimy
        więc nie przekonuj mnie do swoich racji.
        Jeśli nie zrozumiałaś hipotetycznej sytuacji kiedy to brat z siostrą
        zakłada związek to już Twój problem.Piszesz, że oni by tego nie
        wiedzieli i owszem ale ich potomstwo nie koniecznie rodziłoby się
        zdrowe a my bylibyśmy za to moralnie odpowiedzialni.No i ten
        przykład z patologicznymi rodzinami i robieniem badań czy się nie
        jest spokrewnionym... Kolebeczko umówmy się że nie będziesz
        ironizować ze mnie-jestem jaka jestem, żaden pies ogrodnika i inne
        rzeczy które wypisujesz. Dla Ciebie pewne sprawy są banalne dla mnie
        nie do przejścia i tyle. Zadajesz ironiczne pytania, podśmiewasz
        się, tłumaczysz mi swoje racje jak krowie na miedzy-daj spokój! Już
        wiem więcej, z tylu zarodków mogą być najwyżej trzy ciąże i ja na to
        przystaję i przestań się mnie czepiać o co Ci chodzi?
        • dagmara-k Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 27.01.09, 08:23
          a ja dla kolebeczki moge byc i pies ogrodnika i zwierzecasmile wisi mnie to.
          • bartekcom Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 27.01.09, 10:19
            Mi też wisi co sobie myśli ktoś taki jak kolebeczka-bardzo
            konsumpcyjne podejście i jeszcze zdziwienie i pogarda dla tych,
            którzy mają jakieś moralne opory! Nie przejmuj się populek, wątek
            założyłaś naprawdę ciekawy szkoda że wciął się ktoś "tak mądry"
            wszystkowiedzący jak ta cała kolebeczka!
            • tekla12 Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 27.01.09, 10:32
              Dla kogoś, kto uważa, że zamrożony zarodek to dziecko i nie wyobraża sobie
              oddania tegoż do adopcji istnieje jedno rozwiązanie. Trzeba dokonać kolejnych
              kriotransferów wszystkich zarodków. Wiek nie ma tu nic do rzeczy, bo w ciążę
              można zajść nawet około siedemdziesiątki. Novum chwaliło się kiedyś, że ma
              pacjentkę, która urodziło pięcioro dzieci z in vitro.
              • dagmara-k Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 27.01.09, 17:55
                tekla, to mozna jeszcze podzielic na drobniej. ja np nie uwazam ze zarodek to
                dziecko, a nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej oddaje go do adopcji.
                troche od nas zalezy ile mamy zarodkow i czy az do siedemdzisiatki ich
                wystarczy. trudniejsza decyzja, bo koszty i bo zdrowie.
            • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 27.01.09, 14:04
              bartekcom napisała:
              > Mi też wisi co sobie myśli ktoś taki jak kolebeczka-bardzo
              konsumpcyjne podejście i jeszcze zdziwienie i pogarda dla tych,
              którzy mają jakieś moralne opory!

              Oj kochani- mieszacie ze hej. Godzicie sie dobrowolnie na zabicie
              zarodkow, choc mielybyscie mozliwosc je uratowac, a to ja ponoc
              jestem konsumpcyjna. Niezłe.
              Kolebeczka wbrew sugestiom wie bardzo malo- a wrecz coraz mniej jak
              co niektorych poczyta, do jakiej obludy doszli.
              • bartekcom Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 27.01.09, 21:59
                Ty kolebeczka potrafisz za to czytać to czego nikt nie napisał-bo
                jakoś się nie mogę doczytać gdzie zdecydowalyśmy się zabić zarodki!A
                skoro na forum chcesz zdobywać wiedzę to gratuluję a do jakiej niby
                obłudy doszliśmy? i kto to mówi...
                • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 28.01.09, 09:46
                  No widzisz- a Ty raczej czegos nie czytasz, bartekcom.
                  Mozesz mi powiedziec, co sie stanie z zarodkami niezabranymi z
                  kriobanku i nieoddanymi do adopcji? Rozplyna sie?
                  Kazdy instytut wymaga swiadomie przemyslanej decyzji w formie
                  podpisu pary w rubryce "Co dalej?".
                  A co do forum- ja akurat zdobywam wiedze, bo ciekawi mnie, dlaczego
                  ludzie cos robia, a dlaczego nie.
                  Czegos sie ucze przy okazji. Szkoda, ze Ty nie.
                  Wiele tez tu osob, ktore rowniez i te merytoryczna wiedze posiadaja,
                  wiec nie uogolniajmy forum do kubla na smieci, gdzie wylewa sie
                  jedynie swoje ploty i wypociny.

                  A z populek wyklarowal ciekawy dysput:
                  1) Populek ma dylemat.
                  Uwaza, ze zarodek to juz czlowiek, ale "jak wszystko bedzie- super
                  to po reszte zarodkow nie wroci", czyli zgodzi sie na ich
                  zniszczenie, bo nie godzilaby sie na oddanie ich do adopcji.
                  2) Kolebeczka nie ma dylematu.
                  Uwaza, ze zarodek to jeszcze nie czlowiek, ale jego szkic.
                  "A jak wszystko bedzie super- to po reszte zarodkow rowniez nie
                  wroci, czyli zgodzi sie na ich zniszczenie", ale zanim siegnie po te
                  ostatecznosc- postara sie je uratowac, jesli prawo wreszcie pozwoli.

                  Konkluzja: ktos, kto uwaza, ze zarodek to juz czlowiek- zabija go.
                  Ktos, kto uwaza, ze to jeszcze nie czlowiek- daje mu szanse, bo jest
                  to, jakby nie bylo, ZYCIE.

                  Nasz spor tutaj przypomina mi dyskusje na temat dopuszczalnej liczby
                  mrozonych zarodkow. "Tyle mozna zaaplikowac. Tyle mozna zamrozic."
                  A co z reszta? To samo lobby, ktore krzyczy o problemach i
                  dylematach nadliczbowego zycia sankcjonuje natychmiastowa smierc.
                  Czyz to nie paradoks?
                  • julia56 Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 28.01.09, 11:35
                    Kolebeczka, jakkolwiek nie sprecyzowałam jeszcze własnego stanowiska
                    co do tego, czy to JUŻ zarodek, czy jeszcze nie, uważam, że mówisz
                    bardzo rozsądnie.
                    • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 28.01.09, 17:16

                      uff, juliasmile))

                      Ale mam jeszcze jedno pytanie.
                      Zostawmy zarodki na boku, bo trudno nam jednoglosnie sprecyzowac,
                      czy to JUZ ludzie czy nie.
                      Ale w przypadku plodu sprawa wydaje sie byc jasna.
                      Pisalam juz troche raz o tym w zwiazku z naszym problemem po
                      diagnozach prenatalnych.
                      Dlaczego ludzie godza sie na usuniecie ciazy, gdy test wskaze
                      uposledzenie plodu? Dlaczego nie siega sie po inne rozwiazanie
                      anizeli zabicie?
                      Nastepujace znalazlam do tej pory odpowiedzi:
                      1) "bo nie dam rady wychowac takiego dziecka" (akurat doskonale to
                      rozumiem)
                      2) "oddanie do adopcji nie wchodzi w gre, bo nikt takiego dziecka
                      nie wezmie, a jak wezmie to mu krzywde zrobi" (tego nie rozumiem, bo
                      albo troska albo wyrok smierci).

                      Skad w nas rodzicach czy potencjalnych dopiero rodzicach to
                      przekonanie, ze bez nas inne ZYCIE nie ma szans, nie bedzie odczuwac
                      szczescia, nie bedzie kochane, nie bedzie kochalo?
                      Czy mozemy rzeczywiscie dysponowac czyims zyciem, tylko dlatego bo
                      to my dyktujemy warunki?
                      • dagmara-k Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 28.01.09, 18:47
                        ja siebie widze inaczej - nie dyktuje warunkow, a biore odpowiedzialnosc za to,
                        co tworze. jak juz bede po programie powiem, czy udalo mi sie byc w zgodzie ze
                        swoimi przekonaniami. mam taka nadzieje, bo nie wyobrazam sobie oddania zarodkow
                        do adopcji. zdaje sobie sprawe ze mrozenie w nieskonczonosc to to samo co
                        zniszczenie.
                        dla mnie icsi jest bardzo trudne emocjonalnie i jest mi ogromnie przykro, kiedy
                        mnie kolebeczko nazywasz "zwierzeca", "obludna". nie czytasz tego, ze od 1,5
                        roku mysle o ilosci zarodkow?
                        glowna roznica miedzy nami w tym watku jest taka ze ja sie wypowiadam o moich
                        potencjalnych zarodkach, o moich dylematach, o moich potrzebach i niepokojach, a
                        ty zamiast o swoich oceniasz dylematy i pomysly innych.
                        dziewczyna zaklada watek zeby pogadac o swoim dylemacie a slyszy ze jest
                        obludna. przyklad spotkania sie brata z siostra to dla ciebie zaden klopot?
                        (jakkolwiek malo mozliwe to spotkanie).
                        • coldsong Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 28.01.09, 19:03
                          Dziewczyny, coś mi się wydaje, że ta dyskusja o adopcji zarodków
                          jest trochę oderwana od rzeczywistości. Ale może się mylę. Wydaje mi
                          się, że adopcja zarodków nie jest za bardzo popularna. Czy ktoś ma
                          jakieś dane? Ile np. w krajach gdzie to oczywiście dozwolone,
                          przeprowadza się takich zabiegów? Ludzie chcą mieć swoje zarodki, i
                          nawet wówczas gdy dwie strony mają problemy, wolą przejść kilka
                          procedur niż adoptować inny zarodek, a jak tylko jedna strona jest
                          niepłodna, to już chyba o adopcji nie ma mowy. Są oczywiście ludzie
                          nie niepłodni, ale po prostu bezpłodni i to pewnie oni najprędzej by
                          adoptowali takie zarodki. Jednak wydaje mi się, że ostatecznie
                          takich par w stosunku do liczby oczekujących zarodków jest naprawdę
                          bardzo, bardzo mało.
                        • bartekcom Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 28.01.09, 21:07
                          Uff, dagmara-k smile to samo myślę, dokładnie, dla kolebeczki i
                          dziewczyn które ją popierają nie ma problemu z niczym nawet z
                          hipotetycznym spotkaniem się rodzeństwa (przecież jak to sądzi
                          kolebeczka wiele rodzin żyje w związkach kazirodczych więc o co
                          robić aferę?)kolebeczko jeśli ktoś ma inny światopogląd, zdanie itp
                          Ty mieszasz go z błotem właśnie nazywając obłudną i zwierzęcą. Ma
                          rację dagmara-k że Twoje wypowiedzi to jedynie osądzanie nas i
                          udowadnianie jakimi jesteśmy kretynkami ze swoimi dylematami, ten
                          Twój stek przykładów różnych świadczy o tym, że uważasz nas za
                          jakieś półmózgi, które zarodek traktują jak dziecko. Faktycznie
                          populek się niewiele dowiedziała nie pogadała sobie z osobami w
                          podobnej sytuacji i z podobnym poglądem ale za to ile razy była
                          obrażana!Zresztą nie tylko ona...
                          • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 29.01.09, 16:49
                            Bartekcom- a czy ja gdzies powiedzialam, ze ktos jest kretynem? Albo
                            ze nie nalezy uwazac zarodka jako czlowieka? Przekrecasz moje slowa
                            jak Ci w usta wlezie. I moje zdanie ma wartosciowac innych? Masz
                            jakies kompleksy czy co? Ja chce dyskusji, a Ty mnie znow zupelnie
                            nie zrozumialas.

                            Nie rozumiem jednego, dlaczego tu jest wogole jakis dylemat, jesli
                            zarodek to kupa komorek i nic poza tym.
                            Dlaczego populek i Ty np. macie z tym klopot?
                            U mnie sprawa ma sie jasno: jak kupa komorek- to sie dlugo glowy nie
                            zawraca, a jak czlowiek- to sie nie zabija. Lub usiluje sie znalezc
                            inna ewentualnosc i dopiero w ostatecznosci godzi na zabicie.
                            Ale moze macie inne wyobrazenia i chcialabym, zeby ktos je wreszcie
                            wyluszczyl poza opluwaniem mojego widzimisie.
                            Jaki Ty masz argument poza tym, ze dumacie tu o hipotetycznej
                            sytuacji spotkania sie brata z siostra?
                            Zapewniam Cie- a propos zwiazkow kazirodczych- ze wieksza jest i
                            byla ilosc takich zwiazkow miedzy czlonkami rodzin, anizeli
                            prawdopodobienstwo przytoczonego tu przykladu. Co nie znaczy, ze nie
                            jest to niemozliwe. Tylko, ze te kazirodcze brudy (bez udzialu
                            adopcji w in vitro) zostaja zwykle za fasadami tzw.szanujacych sie
                            rodzin.
                            Nie wiem czy Was, ale mnie zapytalo kilka osob o dawstwo zarodkow.
                            Kiedy zwrocilam sie (zanim dostalam te propozycje) z takim pytaniem
                            na forum religijnym pt.www.katolik.pl: czy ktos z obroncow zycia
                            poczetego nie zechcialby pomoc mi niesc moje brzemie i zaadoptowac
                            embriony- obrzucono mnie blotem, ze sobie sama g...a narobilam, a
                            teraz szukam glupich. Poza kregami religijnymi- propozycji nie
                            brakowalo. Ja np. nie mialabym tez nic przeciw, gdyby nasze zarodki
                            zaadoptowala nie tylko chora, ale i para dwoch kobiet czy tez
                            kobieta samotna. Nie tylko tzw.NORMALNE pary chca dzieci.
                            Nie pysznie sie tu swoja otwartoscia i tolerancja, ale wiem, ze
                            tzw.NORMALNYM bardzo duzo do normy brakuje i ze tzw.norma wogole nie
                            musi byc niczym godnym nasladownictwa.
                            A moje pytanie sprowadza sie caly czas do jednego: czy potrafie
                            podzielic sie z kims innym czyms, czego jesli nie ofiaruje to zabije.
                            Wymigujecie sie z tego pytania, a warto je sobie postawic- nie zeby
                            wyszlo na moralizowanie, ale moze ktos sie wreszcie odwazy
                            powiedziec: nie dam, bo nie chce, najwyzej zabije. Sorry- ale ja
                            wole takie wypowiedzi anizeli obłudne miałczenie pt. "Mam dylemat,
                            ale juz wiem co zrobie".
    • aurita Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 28.01.09, 21:50
      naiwnie tez tak mylalam, 9 mrozakow a w domu juz coreczka (po I transferze).
      Teraz mam 3 mrozaki i sie zastanawiam co zrobie po tej trojce...
      • bartekcom Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 28.01.09, 22:03
        Czy to znaczy, że robiłaś kriotransfer i zużyto na to 6 zarodków i
        się nie udało i zostały Ci trzy? Martwisz się że się nie uda z tych
        trzech? sorry ale nie wiem czy cię dobrze zrozumiałam napisz coś
        więcej
        • coldsong Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 29.01.09, 08:36
          Znalazłam jakies dane dotyczące liczby adoptowanych zarodków (w
          USA). No nie są to zbyt optymistyczne wieści.
          Największa instytucja, która się tym zajmuje podaje, że zamrożonych
          jest ok. 400 000 zarodków.
          W ciągu 10 lat (lata 90) z adopcji zarodków urodziły się 194 dzieci,
          inny ośrodek podaje liczbę ok. 100 (w ciągu 5 lat). Oczywiście
          samych adopcji było więcej, bo nie z każdej jest ciąża. Ale i tak to
          dość mała liczba na 400 000.
          seattletimes.nwsource.com/html/localnews/2008413273_embryo20m.html
          Życzę Kolebeczce, by jakoś, pomimo różnych przeszkód, udało się jej
          znaleźć pary, które będą gotowe na taką adopcję.

          • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 29.01.09, 17:01
            Coldsong- wszystko zalezy- jak sie na to patrzy.
            Zaledwie 194 dzieci (czy 100) na 400 000?
            Ja akurat uwazam, ze AZ tyle , bo mozna byloby tym stu czy stu
            dziewiecdziesieciu czterem tez odmowic tej ostatniej szansysmile))
            Znalazlam kiedys strone internetowa chlopaka z Zespolem Downa, ktory
            pisze piosenki i w jednej z nich dziekowal swoim rodzicom za to , ze
            dali mu szanse, choc takie dzieci jak on sie usuwa.
            (a propos jakies 95% dzieci ze zdiagnozowanym prenatalnie Zespolem
            D. jest usuwanych). W moim miasteczku zyje natomiast kobieta, ktora
            urodzila tez syna z Z.D. a 2 lata pozniej zaadoptowala jeszcze
            dziewczynke z tym samym uposledzeniem. Niewazne, ze to sa
            odosobnione przypadki, ze nie sa regula, ze nie sa norma, ze nie sa
            wiekszoscia. Ale komus udaje sie przezyc ten planowany przesiew
            przez racjonalnych ludzi, ktorzy psuja sobie glowe na zapas: "a kto
            tam to wezmie?"
            • dagmara-k Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 29.01.09, 17:57
              to inny temat kolebeczka. trzeba posluchac piosenek dzieci oddanych do adopcji,
              bo zarodki piosenek raczej nie pisujawink


              co do mocno hipotetycznej sytuacji spotkania sie rodzenstwa jako pary - to, ze
              sa na swiecie kazirodcze zwiazki nie znaczy, ze chcilabym sie do tego przylozyc.
              a ty? myslisz ze skoro to juz i tak jest, to nie ma tematu i watpliwosci?
              • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 29.01.09, 22:57
                dagmara-k napisała:

                > to inny temat kolebeczka. trzeba posluchac piosenek dzieci
                oddanych do adopcji, bo zarodki piosenek raczej nie pisujawink

                A pewnie, pewnie. No chyba, ze rzeczywiscie wyksztalcone wczesnie
                geny artystyczne. Ktos tu o genach wspominal- populek zdaje sie.
                To ciekawe skadinad jak sie mieszaja pojecia. Mowimy o dzieciach,
                zarodkach juz ludziach i jeszcze nie ludziach, o adopcji (chociaz
                wydaje sie ona byc zarezerwowana dla narodzonych),
                mowimy o zwiazkach uczuciowych z mrozaczkami, nie mozemy sobie
                wyobrazic oddania naszej krwawicy komus innemu.
                Jak dla mnie temat bomba, bo sie tu jeszcze madry nie znalazl, co
                zrobilby z tymi pojeciami porzadek.


                >co do mocno hipotetycznej sytuacji spotkania sie rodzenstwa jako
                pary - to, ze sa na swiecie kazirodcze zwiazki nie znaczy, ze
                chcilabym sie do tego przylozyc. a ty? myslisz ze skoro to juz i tak
                jest, to nie ma tematu i watpliwosci?

                Dagmara! Alez ja nie wykluczylam mozliwosci spotkania brata z
                siostra. A co bedzie jak brat z bratem?
                A co- jak niby wszystko OK- zadnych tam adopcji, a tu jednak
                szwagier z moja corka?
                A co bedzie, jak dziecko dorosnie i bedzie frotterzysta albo
                exhibicjonista?
                A co jak bedzie terrorysta?
                "A co?" to ja moge powtarzac bez konca. Watpliwosci?
                Gdyby sie zastanowic- to w zasadzie najlepiej nie miec dzieci, a juz
                dla najswietszego spokoju nie wstawac rano i nie oddychac, bo
                wszystko nam kurka blada grozi i wszystko sie moze zdarzyc, jak
                spiewala Anita Lipnicka, zeby piosenka zakonczyc skoro sie
                zaczelosmile))
                www.youtube.com/watch?v=H4NyEu31sb0

                • populek Do kolebeczka 30.01.09, 10:49
                  Kolebeczka, zejdź ze mnie bo ja już zakończyłam tę chorą dyskusję
                  szczególnie z Tobą a Ty cały czas w swoich wypowiedziach ironicznie
                  powracasz do mnie, daj spokój kobieto, nudzi Ci się?
                  • kolebeczka Re: Do kolebeczka 02.02.09, 12:38
                    Raczej Tobie sie nudzi populku bo masz niby dylemat, ktory juz
                    rozwiazalas. Popukaj sie sama w czolo. Bye.
                    • populek Re: Do kolebeczka 02.02.09, 19:29
                      Dość tego naprawdę!!! Jesteś niegrzeczna i zarozumiała! co to za
                      teksty: popukaj się w czoło?! Sama się walnij i to mocno! możesz
                      sobie pisać te swoje bzdety ja już się więcej nie odezwę bo niby
                      forum takie specyficzne powinno jednoczyć ale jak widać wstrętni
                      ludzie są wszędzie!
                • dagmara-k Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 30.01.09, 22:55
                  big_grinDDD ja nie mowie ze ty wykluczasz, ja mowie ze nie pojmuje jak lekko do tego
                  podchodzisz podajac za argumnet to, ze tak bywa i bez naszych kombinacji
                  zarodkami. co to za wyliczanie, a co jak bedzie tym czym tamtym? nie zrozumialas
                  co ja napisalam.


                  wiesz dlaczego sie mieszaja pojecia i sie madry nie znalazl ktory je
                  uporzadkuje? bo to trudny temat i delikatny i wymagajacy SZACUNKU. a nie
                  przekrzykiwania sie kto madrzejszy i porzadkujacy. jest bajzel, bo temat tworzy
                  emocjonalny bajzel niektorym. prosze cie, zebys moj bajzel uszanowala i
                  przestala ironizowac i oceniac.
                  • kolebeczka Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 02.02.09, 12:46
                    Dagmaro- ja akurat nie napisalam tego ironicznie, ale szczerze.
                    Szkoda, ze nie potrafisz wyluzowac i zaczynasz na mnie ujadac.
                    Bedziesz miala swoje zarodki- bedziesz sobie z nimi radzic lub nie.
                    Zapewniam Cie, ze predzej czy pozniej przejdziesz nad nimi do
                    porzadku dziennego, chyba ze medycyna oszczedzi wreszcie tego
                    nadmiaru i zagwarantuje strzaly w dziesiatke za pomoca dwoch
                    zarodkow i zero mrozenia. Zycze tego wszystkim.
                    Ja nie oceniam, ale nie rozumiem Waszej argumentacji i nikt nie
                    potrafi tego wyjasnic, uczepiwszy sie jak sroka ogona tematu brat-
                    siostra.
                    Moja droga- jedno z moich dzieci bedzie prawdopodobnie
                    niepelnosprawne. Gdybym kierowala sie logika tu przedstawiona i
                    chciala wykluczyc wszystkie "A GDYBY" musialabym nie pragnac
                    rodzicielstwa. Jesli uwazasz, ze zycie da sie zaplanowac i
                    przewidziec to zyj w tym przekonaniu. Coz- kazdy jakies ma.
        • aurita Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 31.01.09, 19:00
          tak, nastepne crio sie nie udaly i zostala tylko ta trojeczka.
    • pollla Re: Jak Wy do tego podchodzicie? 29.01.09, 08:17
      Chyba martwisz się trochę na zapas. Oczywiście życzę Ci, żeby
      następny transfer też był strzałem w dziesiątkę.
      U nas było tak - 18 komórek zapłodnionych. W sumie 5 transferów
      (gdzie wykorzystano 16 komórek) - efekt - z pierwszego ciąża
      poroniona i z piątego synek w domu. Mam jeszcze dwa mrozaczki, ale
      do sprawy podchodzę już mniej optymistycznie, niż w momencie
      informacji o ilości zapłodnionych komórek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka