Podczytuję od kilku dni, trochę napisałam, ale wypadałoby się jakoś powitalnie zagaić

W ciążę zaszłam w siódmym cyklu, co mieści się w normie, ale na usg w 12 tyg okazało się, że dziecko umarło kilka tygodni wcześniej.
Ponad rok temu odeszła nagle moja bliska ciotka (11 lat starsza, więc wychowywałyśmy się jak rodzeństwo) - lekarze jej bóle głowy uznali za migreny, to był tętniak, który jednym pęknięciem zniszczył mózg.
Na początku czerwca odeszła nagle moja mama - latami nie leczyła się na nadczynność tarczycy, mimo naszych namów. Nikomu nie przyszło do głowy, że to może być śmiertelne. Do ostatniego dnia myśleliśmy, że da się ją z tego wyciągnąć. Zmarła na wstrząs tarczycowy. Lekarze leczyli ją na wrzody żołądka.
Nie pytam ile jeszcze - bo boję się, że się przekonam, a tak może Los już o mnie zapomniał.
Teraz jestem w drugim cyklu starań o dziecko - jeśli można mówić o jakichkolwiek staraniach w biegu pomiędzy szpitalem a domem, potem przy przygotowaniach do pogrzebu. Czekam na chwilę, gdy uznam, że @ spóźnia się na tyle, by zrobić test. Na razie jest 32 d.c. (cykle 28-35 dni).