mefistto
16.12.07, 10:01
Byłem w niebie
Cholera wie co się stało. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce alkoholowe nie
wytrzymało. Podczas „uniesienia" z Joasią, coś we mnie pękło, i pognałem przed
siebie, słynnym już tunelem, w stronę światełka. Światełko jak światełko,
białe i silne. Malutkie było, a ja gnałem jak oszalały. Szybciej niż Polonezem
Siwego. Nie wiem ile czasu minęło, gdy światełko zaczęło się powiększać, a gdy
było już rozpoznawalne okazało się, że to wielki neon z napisem ROZDZIELNIA nr
2 EUROPA. W owej rozdzielni zobaczyłem masę ludzi (ludzi?) stojących w
kolejkach do jakiś recepcji, czy coś takiego. Ustawiono mnie w rządku krótszym
za przemiłą grupką około 70 staruszków. Jak się okazało później, ofiar wypadku
autobusowego w Pirenejach. Za biurkiem siedział gruby facet ze złotymi lokami.
Cherubin, kurwa jego mać. Gdy nadeszła moja kolej spytał:
- Nazwisko ?
- C. , Ryszard C.
- Miejsce zamieszkania na Ziemi ?
- Kraków, Polska. Nowa Huta dokładniej.
- Co wy tak, jak Chopin, z Polski do Paryża umierać przyjeżdżacie ? A potem
burdel w papierach...
Zimny pot mnie oblał. Więc jednak kurwa umarłem. To nie sen. Zrobiłem sobie
szybciuteńki rachunek sumienia w myśli. Ja pierdolę, dożywocie w Piekle, jak
tra la la. Zrobiłem najżałośniejszą minę na jaką mnie było stać i cicho spytałem:
- Piekło?
- Dupa tam, nie piekło. Nie ma Piekła, jest tylko Niebo. Piekło jest na Ziemi,
tu jest tzw. RAJ. A czy się komuś podoba, czy nie to już jego sprawa. Udacie
się teraz, jako Dusza z Polski, do korytarza 12567843, tam was skierują do
sektora Krakowskiego. No szczęść Boże!
Obróciłem się na pięcie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie krzyk
Cherubina z recepcji:
- Halo, obywatelu! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam wydać Aureolę i
Skrzydła. Macie, i tu pokwitujcie. A tu macie instrukcję jak skrzydła dopinać.
Aureoli nie zgubcie, bo następna wam będzie za wiek wydawana. No, żegnam.
Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę się prosto
kołysała nad banią. Rozglądałem się dookoła. Od zajebania dusz. Koło mnie
grupka Niemieckich dusz też sobie nie mogła poradzić ze Skrzydłami. Klęli jak
fiks. Polazłem w swoją stronę do korytarza Polskiego, po drodze mijałem
korytarze Włoskie, Francuskie, Niemieckie. Zacząłem żałować, że do Francuzów
mnie nie przydzielono, dużo fajnych laseczek. Zobaczyłem w końcu i mój
korytarz. Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na poboczu, ćmiki jarają. Zaraz
też podszedłem do jednego, poczęstował. Okazało się, że to góral z Żywca,
zamarzł po pijaku w lesie. Przyszedł tu przed godzinką. A ćmiki rozdaje św.
Piotr Polski, przed bramą. Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś
inspekcja w środku czy coś. Zebrała nas się już spora grupka, staliśmy,
siedzieli, i gwarzyliśmy jak tu który trafił. Ze mnie lali najbardziej, jak
powiedziałem, że zaciupciałem się na śmierć. Ładny obciach. Było dwóch
zagryzionych przez psy, jeden zatłuczony przez żonę, czterech z wypadku pod
Jasłem, piątka topielców z Sopotu. Niezła ekipka, wszyscy na bani tu przyszli.
Okazało się, że można prosić tu w ADMINISTRACJI o zmianę wieku. Np. jak ktoś
wykitował mając 90 lat, to tu może mieć 20, 30 lat. Od nowa laseczki rwać
których tu więcej niż na ziemi. Góralowi ćmiki się skończyły, więc teraz ja
poszedłem do Piotra po szlugi. Stał tam pod bramą. Mały chudy, taki wypłosz.
Klepłem go w łopatkę i mówię.
- Dziadziuś, kopsnij paczuszkę, bo nam się jarać chce.
Ten wyciągnął ramkę HEAVENFIELDÓW i dorzucił zapałki. Uśmiechnął się,
pokazując żółte od tytoniu zęby. Wróciłem do moich nowych znajomych i
zapaliliśmy po całym.
- Kurwa, piwka bym się napił — powiedział Góral, okazało się, że piwko nam
dadzą ale dopiero w środku. Bo tu nie wolno.
Przyszły jakieś dziewczyny i zaczęły nam skrzydła poprawiać U mnie było w
sumie ok, a Górala ledwie się trzymały. Aureola mi błyszczała jak psie jaja,
tylko nie mogłem się przyzwyczaić do tej sukienki, w której miałem łazić.
Kieszenie są, to łapy jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między
nogami. Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem jak
najbliżej wejścia, żeby nas nie rozdzielili. Widać swój chłop, bo przypadliśmy
sobie do gustu. W ADMINISTRACJI skierowano mnie do bloku KRAKÓW, piętro 3499,
pokój 21897 w skrzydle C. Miałem być sublokatorem niejakiego Mariana E.
zmarłego w 1937 roku. Lat 89, zmienione na 35. Chujowo, Gienek (ten Góral)
poszedł do Blockhausu ŻYWIEC, to kilka godzin na piechotkę od mojego.
Obiecałem mu że się odwiedzimy za jakiś czas. Potem poszedłem do MAGAZYNU. Tam
mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe, na Święta i
specjalne okazje. Kurwa, jak w wojsku... MAGAZYNIEREM był Żyd rozstrzelany
przez Hitlerowców w Płaszowie w 1942. Ledwie mi wydał pościel już zaczął
kombinować, że załatwić u niego mogę wszystko. Aureolę jak zgubie, lub
przepiję, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinują. Z tobołem
pojechałem windą na moje piętro, dużo wiary tu łazi. Niektórzy maja skrzydła
poodpinane, inni Aureole w kieszeniach. Luzik. Dość długo szukałem mojego
skrzydła C i pokoju. Dobrze, że były tzw. szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba
całą wieczność. Marian E. okazał się szczupłym facetem z wąsami i łysą pałą.
Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa piwka. Wpierw
rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo, skrzydła i suknie do szafy.
Skrzydła odpiąłem bo przeszkadzały i chwyciłem zimniutkie piwko. Jeszcze
zajaraliśmy po szlugu, i Marian zaczął mnie wtajemniczać w Życie Niebiańskie.
cdn.