andrzejmat
01.03.10, 12:29
Witam,
Taka sobie opowiastka poniżej.
Parę dni temu. Drugorzędna ale dobra szosa na Podlasiu, las.
Zajeżdżony śnieg, trochę szorstki bo zamarznięty po odwilży, więc
umiarkowanie ślisko. Prowadzę bez szczególnej koncentracji, bo
warunki jak na ten luty i Podlasie świetne, łatwe. Zbliżam się do
ciężarówki (ok. 100m, ok. 75 km/h) , droga łagodnie skręca w prawo,
więc przed ciężarówką sytuacji nie widzę. Cos tam chyba jechało… Zza
ciężarówki wypada biały samochód w pogłębiającym się poślizgu bocznym
w ‘jego’ lewo, swoim prawym bokiem na zderzenie ze mną. Gdzieś tak
drzwiami pasażera (retrospekcja). Intuicja mówi, że hamowanie i/lub
ucieczka w prawo =masakra. Odruchowo jednocześnie hamulec dno,
sprzęgło, pół obrotu kierownicy w lewo. Pojazd (poczciwa Xsara
Picasso, ABS/ESP) reaguje leeeeeniiiiwie bo oczywista początkowa
podsterowność (retrospekcja). Za prawymi szybami miga o włos kufer
białego mercedesa, on już w poślizgu 90 stopni. Bez muśnięcia. Przede
mną lewe pobocze, wał śniegu, dalej płytki rów i las. Pełen cały
obrót kierownicy w prawo. Załapane pobocze tyłem, trochę
nadsterowności, kontra, kilkadziesiąt metrów dalej parkuję (bez
przenośni) na poboczu. Wracam pieszo do mercedesa, który stoi
pozornie poprawnie zaparkowany na tym samym poboczu, skierowany w
stronę, z której przyjechał. Młody kierowca płacze i trzęsie się.
Pasażerka (matka) pociesza i głaszcze. Mogła już nie żyć – myślę.
Prawe tylne koło Merc. zniszczone – felga (Alu) i opona. Jakoś się
nie trzęsę, ale potem przypominam sobie, że 100m za Merc. jechał
chyba Żuk z pieczywem (cos mi mignęło). Nie zatrzymał się. Było zatem
kilka możliwości masakry.
Powiem uczciwie – niby nie jestem niedzielnym kierowcą, ale bez tych
działających bez emocji ale poprawnie TLS’ów tego manewru bym pewnie
‘bezkrwawo’ nie wykonał…
Acha, kierowca Marc. bełkotał, że ‘złapał pobocze”. Bo odruchowo
pewnie starał się być daleko od ciężarówki…
Pzdr.
A