hondziarz
04.05.05, 10:22
W Posce na stacjach diagnostycznych, przy przeglądach powinno się chyba
wreszcie zacząć sprawdzać ustawienie bocznych lusterek, a najlepiej to
wmurowywać te lusterka na stałe, by palanty przy nich nie majstrowały. Jeżeli
komuś nie wystarczą same lusterka, niech sobie jeszcze założy takie małe,
wklejane, eliminujące martwą strefę.
Ostatnio nie ma dnia, by na 2-3 pasmowej jezdni, jakiś palant nie spychał
mnie na bok, jadąc pasem obok i zmieniając pas. Wczoraj omal nie zatrzymałem
się na filarze mostu. Jadę normalnie stówą prawym pasem, lewym jedzie
samochód na mojej wysokości, również stówą. Nagle zaczyna przyspieszać,
włącza kierunkowskaz i pewna, że nic po prawej stronie nie ma (że niby
zwolniłem czy coś) natychmiast daje ostro w prawo. Zdążyłem na szczęście
odbić, zjechałem na chodnik (na szczęście krawężnik był wciśnięty w ziemie) i
zatrzymałem się 15 centymetrów przed filarem mostu. Wkurw... się
niemiłosiernie. Ruszyłem ponownie i dalej w pościg za palantem, a ponieważ
był to golf dwójka, 1,2 albo 1,1 silnik nie było trudne. Widzę z daleka, że
jełop skręca w prawo i zjeżdża do baru. To ja parkuję przed nim i wysiadam
prawie z pięściami na niego. A tu co? Ano jechała kobieta, cała zestrachana.
Tłumaczyła, że od niedawna jeździ i ona mnie wcale nie widziała. Płakała, że
nie wie, skąd ja się tam wziąłem. Oczywiście przeraźliwy pisk słyszała, ale
zatrzymać się to już nie, by sprawdzić czy nic mi się nie stało, czy nie
walnąłem głową w szybę przy takim hamowaniu.
Identyczna historia zdarza mi się już po raz kolejny. Ludzie zawsze mówią, że
mnie nie widzieli i nie wiedzą skąd się wziąłem na tym pasie. A szczytem to
już jest jazda w deszczu, lusterka całe w kroplach, nic nie widać, ale skacze
się po pasach jak po trampolinie.