clex2
28.07.06, 01:51
czy dzieki ich uzytkownikom. moze kierowy po prostu nie dbaja o nie w
odpowiedni sposob. mialem sporo aut roznych marek, wloskich niemieckich,
japonskich, skode favorit i duzego fiata. w zasadzie poza tym ostatnim, kazde
z aut bylo niezawodne. kazdzym wyjezdzilem kilkadziesiat tysiecy kilometrow,
nigdy nie zdarzyla mi sie awaria w trasie (poza zlapaniem gumy w prawie nowym
audi) i w zasadzie mechanikow i warsztatow potrzebowalem tylko do wymiany
elementow zuzywajacych sie (klocki, amortyzatory, tarcze) lub drobnych napraw
wynikajacych z 'niedoskonalosci' naszych drog (koncowki drazka). nawet
faworitka wybieralem sie zypelnie bezstresowo w kilkusetkilomnetrowe podroze
za granice. duzemu fiatowi zawdzieczam to, ze nauczylem sie rozpoznawac
objawy niesprawnosci auta i mam jako takie pojecie jak je usuwac (poniewaz
nie bylo mnie wtedy stac na serwisy czesc napraw (wymiany elementow
zawieszenia, regulacje itd wykonywalem sam na podsawie ksiazki serwisowej),
musze jednak przyznac, ze gdy tylko cos mi zaczelo zgrzytac czy skrzypiec
natychmiast staralem sie identyfikowac i usuwac przyczyne, wychodzac z
zalozenia ze jeden niesprawny element powoduje szybsze zuzywanie sie innego
(np niesprawny amortyzator odbije sie na szybszym zuzyciu wahaczy czy innych
elemntow zawieszenia). z drugiej strony musze przyznac, ze kazde z tych aut
bylo albo nowe albo z relatywnie niewielkim przebiegiem. gdy odsprzedalem
favoritke swojemyu mlodszemu bratu, az zal mi bylo na nia patrzec po kilku
miesiacach. auto bylo zaniedbane, zaczelo rdzewiec (wjechal w czyjs zderzak)
i narzekal na jego awaryjnosc. ja przejachalem nim jako drugi wlaciciel 60
tys, zaczytnajac na 20tys a konczac na 80tys kilometrow i rozstawalem sie z
prawdziwym zalem. moj brat przez 10,000 km zdewastowal ja bardziej niz ja
przez 60tys. czy zamiast narzekac na samochody nie powinnismy barzdziej o nie
dbac a nie narzekac na ich jakosc i traktowac tylko jak narzedzia?