marekggg
18.02.03, 14:30
po powrocie do hotelu z nart na slowacji siedzielismy jeszcze przez chwile w
samochodzie na parkingu i sluchali radia, wlaczylem ogrzewanie tylnej szyby,
bo jeszcze mialem pojechac gdziez, gdy sie odezwal w samochodzie straszny
huk - jakby strzal z pistoletu - wysiedlismy z samochodu - zadnego trupa nie
bylo :-)), natomiast kumpel zauwazyl, ze tylnia szyba po cichutku peka. ale
skoro byla cala oszroniona i bylo ciemno to nie wiele bylo widac.
po dwoch godzinach wrocilem i szyba sie wybrzuszylai jakby zlamala, ale
jeszcze sie trzymala. wiec postanowilem sie tym zajac rano.
rano zabralem tasme klejaca z recepcji i poszedlem ta szybe podkleic - ale
jak otworzylem i zamknalem drzwi na samochodzie, zeby uruchomic silnik, cala
szyba runela w tysiacach kawalkach.
nikt nie wie dlaczego tak sie stalo, samochod ma 120 kkm, cztery lata i mrozy
byly juz i wieksze. moze jakies uszkodzenie mechaniczne, potem woda i lod...
w kazdym razie - zdarzylo sie to w piatek wieczorem, w sobote rano znalazlem
juz serwis, natomiast do poniedzialku musialem samochod zostawic, bo szybe
sie przykleja i zima klej schnie 3 razy dluzej, okolo 12 godzin a w niedziele
nikt nie pracuje w serwisie.
wnioski - chyba nie kupie zadnego wyjatkowego samochodu, chociaz myslalem o
subaru foresterze, lub inym 4wd, bo na szybe bym chyba czekal ladnych pare
dni. no i chyba by niekosztowala 700 zlotych z naprawa.
moze wlasnie takie zwykle samochody sa do kitu, bo niby nic specjalnego, ale
w takim wypadku sie raczej sprawdzaja.