sherlock_holmes
31.07.03, 19:20
Wiem, ze zaraz zakrzycza mnie rowerzysci, ale ...popatrzcie w swoich miastach
jaki procent rowerzystow jezdzi drogami wybudowanymi specjalnie dla nich, a
ilu jedzie jezdnia WZDLUZ drogi dla rowerow.
W Krakowie jest tonajbardziej widocne w okolicach AWF, gdzie przecinaja sie
dwie przelotowe arterie. Wzdluz obu sa niedawno zrobione specjalne sciezki,
rowerzysci maja opuszczone krawezniki, przejazdy dla rowerow i sygnalizatory
na skrzyzowaniu. I co? Wielkie g... - na 100 rowerzystow 2 lub trzech jedzie
sciezka, reszta jezdnia. Pomijam juz fakt tego, ze wdychaja spaliny (mimo
wszystko 5-10m od jezdni tych spalin jest mniej, ale chyba dla wlasnego
bezpeiczenstwa wypadaloby pomyslec. Kiedys nawet jednego spytalem, czemu nie
korzysta z drogi dla rowerow, tylko lamie zakaz i naraza sie na rozjechanie.
Odpowiedz brzmiala: "Bo ja nie wiedzialem, ze jak jest droga dla rowerow, to
trzeba nia jechac". Gosc kolo 30 lat, nie wygladal na uposledzonego umyslowo.
Bez komentarza.
Zatem po jaka cholere budowac sciezki dla rowerow, o ktore walcza rowerzysci,
skoro pozniej nimi nie jezdza? To tak, jakby budowac autostrady BEZPLATNE, po
ktorych kierowcy by nie jezdzili, bo sie im np. nie chce albo nie wiedza,ze
tamtedy mozna przejechac szybciej i bezpieczniej.