Wątek będzie chyba mało konstruktywny... Jestem po studiach, pracuję na kursach językowych. Od kilku lat spłacam kredyt mieszkaniowy we frankach. Mam normalne stałe wydatki (telefon, czynsz, prąd, gaz, internet, auto które jest mi potrzebne do pracy). Całe moje życie przez ostatnie lata kręciło się wokół domu i pracy, na więcej nie mam czasu i mnie nie stać. Mój chłopak ma jeszcze gorszą sytuację niż ja, więc dołujemy się nawzajem. O naszych wspólnych planach nie ma mowy, bo nie mamy pieniędzy. Teraz są wakacje, żyję wyłącznie z oszczędności i jakichś korepetycji (na pewno nie wystarczy mi do końca wakacji) i z zazdrością słucham o wyjazdach i planach przyjaciół i znajomych. Od września pogorszy mi się jeszcze sytuacja w pracy (mniej kursów), cieszyłam się nawet, że trochę odpocznę, bo przez ostatnie miesiące pracowałam naprawdę za dużo. Ale jak patrzę na kurs CHF to mnie to naprawdę przygnębia. Wiem, było nie brać kredytu, ale te parę lat temu jakoś się w ten sposób nie myślało, zresztą na razie jeszcze stać mnie na spłaty i przynajmniej nie płacę komuś za wynajem. Ale co dalej? Mam tego dość

Chciałaby mieć jakieś normalne życie, a nie ciągłe liczenie, stresowanie się i zastanawianie się, co będzie, nawet miesięcznego dochodu nie jestem w stanie w 100% przewidzieć. Niech mnie ktoś pocieszy...