coztapraca
26.08.12, 15:54
moja sytuacja jest taka, że bez pomocy rodziny bym nie miała jak funkcjonować. Pracę mam średnio 6mies.w roku i trafiam w miejsca, gdzie jest ciężko (odpowiedzialność i często atmosfera, zwłaszcza wokół nowych osób, bo każdy teraz boi się utraty pracy). Z reguł jestem traktowana jak intruz, chyba, że dostaję pracę, której nikt nie chce wykonywać, to troszkę lepiej.
Wiem jak to brzmi, jak użalanie się na cały świat, ale zauważyłam, że z pracą wiążą się nie tylko bieżące wydatki, ale też to co wydam np.dlatego, że nie jestem w stanie sobie ugotować po dniu pracy (czasami nie nazywam tego pracą tylko tyraniem, bo naprawdę wracam wyprana z sił a na jedzenie w ciągu dnia na mieście można wydać i 20zł i więcej).
Zarobki też nie powalają, zaczynam w zawodzie, który uważany jest za chodliwy, ale żaden pracodawca nie zapłacił mi nigdy nawet 1dniowego szkolenia.
Po każdej zakończonej umowie jestem w takim stanie psychicznym, że dochodzę do siebie przez dłuższy czas. Najczęściej zakończenie umowy odbywa się w niemiłej atmosferze. Jedyne moje wakacje od kilkunastu lat to okres bezrobocia, nie wyjeżdżam, nie mam znajomych (znajomi są jak można ich zabawić rozmową, zwłaszcza jak spotykam koleżanki ze starej pracy i pada pytanie gdzie pracuję i czy WTEDY szybko znalazłam pracę.