Dodaj do ulubionych

nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę

26.08.12, 15:54
moja sytuacja jest taka, że bez pomocy rodziny bym nie miała jak funkcjonować. Pracę mam średnio 6mies.w roku i trafiam w miejsca, gdzie jest ciężko (odpowiedzialność i często atmosfera, zwłaszcza wokół nowych osób, bo każdy teraz boi się utraty pracy). Z reguł jestem traktowana jak intruz, chyba, że dostaję pracę, której nikt nie chce wykonywać, to troszkę lepiej.
Wiem jak to brzmi, jak użalanie się na cały świat, ale zauważyłam, że z pracą wiążą się nie tylko bieżące wydatki, ale też to co wydam np.dlatego, że nie jestem w stanie sobie ugotować po dniu pracy (czasami nie nazywam tego pracą tylko tyraniem, bo naprawdę wracam wyprana z sił a na jedzenie w ciągu dnia na mieście można wydać i 20zł i więcej).

Zarobki też nie powalają, zaczynam w zawodzie, który uważany jest za chodliwy, ale żaden pracodawca nie zapłacił mi nigdy nawet 1dniowego szkolenia.

Po każdej zakończonej umowie jestem w takim stanie psychicznym, że dochodzę do siebie przez dłuższy czas. Najczęściej zakończenie umowy odbywa się w niemiłej atmosferze. Jedyne moje wakacje od kilkunastu lat to okres bezrobocia, nie wyjeżdżam, nie mam znajomych (znajomi są jak można ich zabawić rozmową, zwłaszcza jak spotykam koleżanki ze starej pracy i pada pytanie gdzie pracuję i czy WTEDY szybko znalazłam pracę.
Obserwuj wątek
    • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 16:03
      pisząc o zarobkach miałam na myśli to, że gdybym sama miała wyżyć to bym została osobą bezdomną z tymi przerwami jakie mam. Cudem pokończyłam kursy, które pracodawcy płacą pracownikom, mnie żaden nigdy na kurs nie wysłał, ale nie przeszkodziło im to dawać im odpowiedzialne stanowiska z nieproporcjonalnie małą pensją.
      Mieszkam w dużym mieście, gdzie jest praca.
      Ale czasami brak mi już sił, jak pomyślę, że znów będę wysyłać setki CV po to, żeby dostać pracę tam, gdzie każdy patrzy na mnie wilkiem i gdzie w końcu i tak zostanę skarcona przy zespole raz albo wielokrotnie (na palcach jednej ręki mogę policzyć bezpośrednich przełożonych, którzy nie wywinęli mi świńskiego numeru - w zasadzie był taki jeden: nie zdążył, bo sama zmieniłam pracę na inną, jak się okazało gorszą).

      Moje pytanie jest takie: czy ktoś z Was miał taki tryb życia, że ciągle był"na wylocie" i jak sobie z tym poradził? Zmuszam się do szukania, ale wiem, że znów mogę trafić na szefa mobbera i zespół, który mnie nie chce i to wszystko na ten krótki czas, gdy łaskawie pozwolą mi zarobić mniej niż ci, którym firma całe życie opłaca kursy.
      • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 16:08
        nie da się nic oszczędzać, jak człowiek nie zna dnia ani godziny. Przynajmniej nie na jedzeniu na mieście a to jest najgorszy wydatek, bo nie ma czasu już kupić czegoś taniej i wychodzić sobie cokolwiek.
    • kappa77 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 16:17
      Z takim podejsciem, jakie prezentujesz, masz 90 % szans, ze wyleja cie z kazdej kolejnej roboty. Jak mozna szukac nowej pracy z nastawieniem, ze na pewno trafisz na paskudna atmosfere a szef wywinie ci znowu wredny numer?
      Zaczelabym na twoim miejscu od przeanalizowania swojego postepowania, bo mam wrazenie, ze to wlasnie tam kryje sie prawdziwy problem...
      • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 16:21
        kappa - co mogę zrobić? Jak zmienić postępowanie? (na stanowiska, na które trafiałam była duża rotacja, gdzie indziej oszczędności, ale że to budżetówka to starzy pracownicy nabijali koszty a nowych zwalniano, albo nie przedłużano umowy)Wiem, brzmi to stronniczo dla kogoś, kto tego nie doświadczył.
    • dansch Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 16:44
      A czym Ty się w zasadzie zajmujesz? Jaka to branża?
      • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 17:10
        dansch - ta branża to księgowość. Tylko proszę, nie pisz, że powinnam pracować w innym zawodzie, bo w każdym zawodzie trzeba się napracować i ja do każdego zawodu i człowieka ma szacunek, więc nie chodzi tu o prestiż. Wg mnie takie są trudne początki.
        A żyć z czegoś trzeba.
        Nie mogłabym być np. handlowcem, bo tu wymagana jest prezencja (znam trochę to środowisko i ja niestety nie mam w sobie tego uroku i tych cech, jakie ma handlowiec).
        Możliwe, że ja szukam pracy w nieodpowiednich miejscach. Ktoś mi to sygnalizował, ale ja zamiast zacząć od razu szukać to za każdym razem pozwalałam się zwalniać.
    • trypel Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 17:31
      coztapraca napisała:

      > i trafiam w miejsca, gdzie jest ciężko (odpowied
      > zialność i często atmosfera
      , zwłaszcza wokół nowych osób, bo każdy teraz boi si
      > ę utraty pracy). Z reguł jestem traktowana jak intruz, chyba, że dostaję pracę,
      > której nikt nie chce wykonywać, to troszkę lepiej.
      >
      > żaden pracodawca nie zapłacił mi nigdy nawet 1dniowego szkolenia.
      >
      > Po każdej zakończonej umowie jestem w takim stanie psychicznym, że dochodzę do
      > siebie przez dłuższy czas
      . Najczęściej zakończenie umowy odbywa się w niemiłej
      > atmosferze
      . Jedyne moje wakacje od kilkunastu lat to okres bezrobocia, nie wyje
      > żdżam, nie mam znajomych

      Przecież widać na 100 km że problem siedzi wyłącznie w Tobie, jak jestem niewierzący to mam ochotę modlić się żeby mi sie nigdy nie trafił taki podwładny bo też by długo miejsca nie zagrzał.
      Albo praca samodzielna (ale księgowa z własnym biurem odpada bo trzeba sie sprzedać klientowi i nie bać się kontaktów) albo zdalna z domu. W tym stanie w jakim jesteś jakikolwiek kontakty z ludźmi na tle służbowym odpadają. Ich wykańczasz i siebie.

      Oczywiscie to moja prywatna opinia z którą możesz sie nie zgodzić
      • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 17:40
        trypel Ty sobie popracuj z szefem, który oczekuje bardzo kreatywnego podejścia do tematu (kto wie cokolwiek o księgowości to wie o czym mówię) to porozmawiamy. Do pracy samodzielnej to przede wszystkim trzeba licencji, ale o tym też pewnie nie wiesz. Przepraszam za niemiły ton, ale mnie zirytowałeś... czy zmuszał ciebie kiedy ktoś do łamania prawa?
        • astrum-on-line Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 18:06
          Nie przesadzaj, większość z nas przechodzi stresy w pracy i większość z nas natrafia na jakieś problemy. I raczej mało kto jest z miejsca lubiany i uwielbiany przez współpracowników. A jednak niektórzy pracują w jednej firmie latami a drudzy przechodzą przez trzy firmy w roku.
          Presję czasu, odpowiedzialne zadania i naginanie do pracy na granicy prawa też pewnie przeszło wielu z nas.
          Jeżeli nie pasuje ci praca w księgowości, to szukaj pracy gdzie indziej. Aha, i budżetówka potrafi być wyjątkowo nieprzyjemnym miejscem pracy, jeżeli nie jesteś cennym specjalistą albo krewnym i znajomym królika. Wiem z praktyki.
        • poziomek86 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 18:12
          A znasz jakiś język ? Jak tak to wio do korpo. Po pierwsze nie płacą wcale tak źle. Po drugie traktują cię z szacunkiem. Nie każą ci łamać prawa itp itd... 8 godzin i do domu..
          • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 18:28
            poziomku w korpo pracowałam i pracowałam po 12godz., więc nie rób sobie żartów pliss crying
            Chodzi mi o to, że kurna nie mam jak zaplanować a więc przyoszczędzić, jak ciągle żyję w takim stresie (już nie mówię o tym, że ja ten stres trochę zajadam, bo więcej wydam na jedzenie, niż ktoś kto nie szamocze się tak).
            ...przecież nie powiem na kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej: albo umowa stała albo wychodzę...
            • poziomek86 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 19:03
              Mówię z własnego doświadczenia. Zdarzało mi się zostawać po 16 godzin ale nigdy mi nikt nie kazał tego robić. Nadgodzinami można było wyrobić czasem drugą pensję...

              Jeżeli masz takie doświadczenia z pracy dla kogoś to może została byś swoim własnym szefem ? Wiem, że myślenie o tym jest troszeczkę przerażające ale w twoim przypadku było by to chyba najlepszym rozwiązaniem...
              • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 20:02
                poziomku mi za nadgodziny z reguły nie płacono, jeśli były do wyrobienia (większość prac) albo wręcz zabraniano siedzieć (takie przypadek miałam 2krotnie a na koniec okazało się, że ja jednaa jestem nieprzydatna, ponieważ....nie siedziałam w nadgodzinach).
                Nie zwalnia się osób pracujących na stałe umowy tylko te, które są na zlecenie, zastępstwo lub na czas określony, bo im się nie płaci odpraw.
                • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 20:34
                  birkin-bag nie chcę tu podawać szczegółów, ale zdarzyło mi się...
                  Co do wypowiedzi gk102 - skoro autorka wpisu nie zechce uzasadnić swoich słów pozostanie mi domyślenie się co pani miała na myśli (co wbrew pozorom może nie być takie trudne)

        • trypel Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 18:33
          coztapraca napisała:

          > Przepraszam za niemiły ton, ale mnie zirytowałeś...

          Prawda w oczy kole
          Sorry ale z każdym postem widać wyraźniej że problem jest w Tobie.

          Dlaczego jeden trafia za kazdym razem do fajnej roboty, gdzie pracują fajni ludzie, ma fajnego szefa na którego można pomarudzić ale który ma też mnóstwo pozytywów (fajnie tylko umieć je dostrzec) a drugi nie dość że traci ZAWSZE robotę przed upływem roku to jeszcze i ludzie tam niefajnie i szefowie tragedia i nawet znajomych nie ma żeby sie wyżalić...
          Nie kupuję Twojego użalania się. Chcesz to zmienić - zmień siebie.
          • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 18:52
            nie twierdzę, że WSZYSTKO w tych pracach było do d, tylko, że ostateczny bilans wypadał niekorzystnie (to, że koledzy mnie nie niszczyli nie oznacza, że nie było im na rękę to, że kto inny -nie oni - był kozłem ofiarnym).
            Normą jest to, że jak człowiek się odkryje to zawsze się znajdzie ktoś, kto mu z radością dokopie.
            Ma to swoją taką pozytywną stronę, że nie pozwala zatopić się w męczydupieniu.
            Krytyka jest dla mnie cenna, ale dobrze też jak jest konstruktywna.

            Nikt nie lubi być tak traktowany jak mnie traktowano i Ty pewnie też nie o czym świadczy Twoja stopka (Lepszy mały ale własny i z przodu niż duży ale cudzy i z tyłu... )
            A teraz dziękuję za uwagę.
            • gk102 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 19:47
              Powiem ci, że ja jestem księgową i mam zatrudnionych 12 osób, ale tylko po przeczytaniu Twoich wpisów, uważam, że ciebie bym NIE ZATRUDNIŁA. Przepraszam, ale taka jest brutalna prawda.
              • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 19:53
                gk102 napisała:

                > Powiem ci, że ja jestem księgową i mam zatrudnionych 12 osób, ale tylko po prze
                > czytaniu Twoich wpisów, uważam, że ciebie bym NIE ZATRUDNIŁA. Przepraszam, ale
                > taka jest brutalna prawda.
                Napisz, proszę, dlaczego. Być może to pozwoli mi poprawić swoje zachowanie, sposób myślenia.
                Każdą konstruktywną krytykę doceniam.
                • gk102 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 21:04
                  Nie znam cię, nie widziałam, nie wiem jakie robisz pierwsze wrażenie, ale sądząc z wpisów:
                  - jesteś chaotyczna, piszesz wszystko na raz (bez jednego ciągu myślowego), piszesz mało składnie (można wnioskować, ze napisanie pisma urzędowego będzie więc problemem), widzisz negatywne cechy u innych (u siebie niekoniecznie), wg. ciebie wszyscy wkoło są winni twojej sytuacji, jeśli nie widzisz się w pracy w klientem - jak chcesz załatwić sprawy urzędowe (u.skarbowy, zus itp), widać u ciebie mało pokory - za to widać duża roszczeniowość ...to tak na pierwszy rzut oka.
                  Co do szkoleń - jeśli nie rokujesz na przyszłość, żaden pracodawca nie będzie w ciebie inwestować.
                  Co to licencji - nieprawdą że trzeba ją mieć w zwykłej pracy księgowego (na etacie).

                  By zdobyć pracę powinnaś:
                  - przekonać pracodawcę że masz wiedzę księgową (jakie masz wykształcenie?),
                  - jesteś opanowana i spokojna,
                  - potrafić czytać przepisy, szukać w necie ich interpretacji ,
                  - rozmawiać z klientem (rzeczowo),
                  - rozmawiać z urzędnikiem ( rzeczowo z argumentami),
                  - nie lekceważyć pracodawcy i kolegów/żanek z pracy,
                  odpuścić sobie arogancje i zbytnią pewność siebie,
                  - PYTAĆ jeśli czegoś nie wiesz/nie rozumiesz (ale bez przesady, bo powinnaś wiedzieć co oznacza Wn i MA konta "KASA" na przykład).
                  • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 21:56
                    -być może nie piszę bardzo rzeczowo, ale temat nie dotyczy podatków i orzeczeń sądów, więc może zostanie mi wybaczone to, że moje wypowiedzi nie są tak usystematyzowane, jakby wymagałaby tego tematyka księgowo-podatkowa (a odpowiedzi gk są usystematyzowane jak przystało na księgową do tego zarządzającą)
                    -co do widzenia negatywnych cech u innych: też byś widziała negatywne cechy po takich przeżyciach, jakie miałam, zapewniam cie (tym razem z małej litery, ale wątku uszczypliwości i tego, ze sama nie zachowujesz konwenansów nie ciągnę, bo to w piśmie urzędowym pewne słowa pisze się dużą literą, tu zapewne niekoniecznie)
                    -nie uważam, że wszyscy wokoło są winni, tylko wiem, że teraz na rynku pracy najczęściej przegryza się gardła do krwi, żeby mieć pracę a osoby mające umowy stałe są praktycznie nietykalne (przepraszam za brutalne określenie na temat przegryzania gardeł). Dodam, że gdybym ja do ciebie miała takie nastawienie jak ty masz odpisując w moim wątku to być może napisałabym, że cierpisz na menopauzę i dlatego jesteś taka złośliwa albo odgrywasz się, bo masz kłopoty i chore dziecko
                    -nie napisałam nic o niewidzeniu się w pracy z klientem - proszę czytać ze zrozumieniem (taka umiejętność przydaje się także w pracy osoby zarządzającej a nie tylko podwładnemu)
                    -co do braku pokory nie będę dyskutować, ale ja raczej żałuję ilości pokory jaką posiadam, bo kto inny na moim miejscu obroniłby się skutecznie przed wspomnianą szefową tak, że to ona by się kryła pod ścianami i nie myślałby o jakichkolwiek normach tylko przylałby i wtedy skończyłby się animozje ze strony kogoś, kto myśli, że wszystko mu wolno (a może i pracy bym wtedy nie straciła, bo bym była swoja dziewczyna, co i w gębę da i bilans zrobi?)
                    -nie pisałam o konieczności posiadania licencji w zwykłej pracy księgowego - tu kwestia czytania ze zrozumieniem znów się kłania (jnawet w pracy osoby zarządzającej w wodociągach - z całym szacunkiem do wodociągów). Moje słowa na temat licencji były odpowiedzią na słowa kolejnego szefa na tym forum, który sugerował pracę samodzielną z własnym biurem nie wspominając ani nie pytając o licencję. Też od razu -na szczęście - założył, że by mnie nie zatrudnił i bardzo dobrze, skoro nawet nie wiedział-w każdym razie sprawiał wrażenie nieświadomego -że osoba prowadząca księgowość komuś powinna licencję posiadać smile

                    Na koniec dodam, że wg mnie to akurat pokory mam zbyt wiele i nikogo nie lekceważę, tylko brak mi tej bezczelności, której być może nabywa się dzięki pracy w wodociągach*. Moim wykształceniem też się nie martw, sama zapowiedziałaś, że TAKIEGO pracownika byś nie chciała.
                    Jest też pewna subtelna różnica między korzeniem się a pokorą, ale być może dla ciebie jest to jedno i to samo i uważasz, że pracownik za wszelką cenę powinien uważać tak samo, bo inaczej won z pracy.

                    *teraz być może można uznać mnie za osobę niegrzeczną, ponieważ ktoś pracujący w przedsiębiorstwie komunalnym mógłby poczuć się urażony - nie chce nikogo urazić, tylko mam wrażenie, że odpisała mi zwykła nieżyczliwa biurwa, która być może sama doszła do stanowiska po trupach usuwając niewygodne osoby
                    Przepraszam, że z powodu mojego wątku atmosfera na forum została chyba zepsuta, bo znalazło się od razu kilkoro "życzliwych", którzy musieli wytrzeć buzię o kogoś widząc, że ktoś ma kłopoty.


                    birkin-bag Tobie chyba nie odpisałam, ale odpowiedziałam w nast.wpisie
                    ja-ninko dziękuję smile ale jak widać jak ktoś chce psa uderzyć to kij się zawsze znajdzie
                    Na szczęście te wodociągi, w których zarządza gk nie są w moim mieście i cieszę się, że mało mam szans na pracę w 12 osobowym zespole gk, którym ona na pewno świetnie zarządza, atmosfera jest fantastyczna a ludzie pracują latami (ba, całe życie tam pracują) ciesząc się, że maja tę pracę chociaż nie musieli wcale podnosić kwalifikacji.
                    Nie to żebym się tłumaczyła, ale babsko jest wybitnie złośliwe i widać, że jak chce to umie zakrzyczeć.
                    Tak na marginesie to roszczeniowości sprzyja właśnie praca w takich miejscach jak pracuje pani gk - był na ten temat badania i zwłaszcza zasady dotyczące wysokości płac (dodatek stażowy oraz słynne obowiązujące w budżetówce widełki) sprzyjają temu, że ludzie uważają, że po iluś latach im się"należy".
                    • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 22:05
                      proszę moderatora o usunięcie wątku, jeśli uzna za stosowne, bo chyba za bardzo dotyczy on innego tematu albo skłania do dyskusji na inny temat.
                      Wszystkim, którzy życzliwie i konstruktywnie wypowiedzieli się-dziękuję
                      a wszystkim dwóm zarządzającym, którzy się wypowiedzieli nie dziękuję, ale życzę mniej żółci i więcej życzliwości do ludzi (nawet tych, których by nie zatrudnili-wiadomo najłatwiej dokopać leżącemu, komuś kto się odsłonił, ale ja już nie leżę. Ja idę, co prawda na czworakach, ale wiem, że nie mogę się poddać).
                      • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 22:07
                        miało być: bo chyba za bardzo dotyczy on innego tematu niż temat oszczędzania albo skłania do dyskusji na inny temat niż temat forum
                      • i.rogojsza-pawlaczyk Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 22:12
                        żałosne.
                        • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 22:25
                          asianarciarka-nie inwestuje się w osoby pracujące na zastępstwo. Mogę jedynie cieszyć się, gdy przełożony na rozmowie kwalifikacyjnej nie kłamie nie pytany co do przedłużenia umowy i/lub gdy umowa nie skończy się po 2 mies. (chociaż była podpisana na 14miesięcy "bo myśmy potrzebowali pracownika zaangażowanego do końca, który nie będzie szukał nowej pracy(dlatego celowo podpisaliśmy dłuższą umowę)")
                          i/lub trwa tyle ile nieobecność danej osoby (lepiej dać zarobić starym pracownikom, a nie komuś nowemu -niech zespół widzi, że sobie wypracował pozycję).

                          Nie inwestuje się też w osoby na "dynamicznych stanowiskach" z dużą rotacją (głupia byłam jak mi ktoś powiedział w takiej pracy, że na tym stanowisku nikt długo miejsca nie zagrzewa i puściłam to mimo uszu. Potem zobaczyłam jak to wygląda w praktyce).

                          Tak, być może ja się do tego zawodu nie nadaję (ale może chociaż temat nadaje się dla szefów, jako instrukcja jak można oszczędzić na pracowniku).
                          • madzioreck Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 23:02
                            > asianarciarka-

                            Czy mogłabyś odpowiadać bezpośrednio pod postem osoby, której odpowiadasz? Przecież ten wątek to taki misz-masz, że trudno się zorientować, czyje słowa komentujesz...
                    • iwonaje Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 19:56
                      Coztapraca - świetnie Cię rozumiem - wiem, że masz niełatwy zawód i wiem jak ciężko jest zmieniać ciągle środowisko w którym się pracuje. Ale o ile na zachowanie innych ludzi nie masz wpływu to na swoje własne tak. Proszę Cię, przeczytaj swoje wypowiedzi w tym wątku za parę dni, na spokojnie. Przeczytaj jak odbierają je inni. Pomyśl jak w inny sposób mogłabyś wyrazić to co czujesz, jak merytorycznie przedstawić swoje zdanie. Jeżeli będziesz w następnej pracy tak reagować jak w tym wątku na niekorzystne dla siebie komentarze to znów to się nie skończy dobrze. Nie możesz tak agresywnie reagować na to co ktoś powie, nawet jak to Ty masz rację. Trzymam kciuki, żeby w następnej pracy Ci się udało.
                      • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 20:42
                        iwonaje - niektóre z moich wypowiedzi w tym wątku były wyjątkowo niegrzeczne (te skierowane do gk102 i Trypla). Nie reaguję tak w pracy. I nawet wtedy, kiedy byłam jawnie "ujeżdżana"przez szefową w pracy starałam się robić swoje i nie reagować, ale człowiek ma określoną wytrzymałość. Rzecz właśnie w tym, że ja nie stawiam granic nawet jak mi ktoś oferuje pracę z nadgodzinami rozliczanymi w firmie nagrody uznaniowej i słyszę to już na początku. Tak mi zależało na pracy, że zbagatelizowałam to, że szef od początku jest świnią i nawet tego nie kryje! Oczywiście nadgodziny okazały się niepłatne a w pracy był mobbing.
                        Odniosłam po prostu wrażenie, że gk102 i Trypel odczuwają satysfakcję z tego, że się odsłoniłam i mieli możliwość bezkarnego dokopania mi. I nadal nie uważam, żeby kierowała nimi życzliwość. Uważam też, że wielu pracodawców w Polsce szuka teraz osoby z przysłowiowym nożem na gardle, która za wszelką cenę zrobi wszystko, żeby utrzymać pracę. Uważam też, że jeśli mam pracować z psychopatą, który musi pokazać za wszelką cenę, że ma władzę to dla mojego zdrowia lepiej jest nie mieć tej pracy przez jakiś czas, wylizać rany i szukać nawet dłużej czegoś innego, niż dać zrobić z siebie ostatnią (nie wpiszę słowa, można się domyśleć co mam na myśli).
                        Nauczyłam się nigdy nie mówić "nigdy", ale wiem, że koszt utraconych możliwości wynikły z tkwienia w niektórych miejscach może być nieproporcjonalnie duży w stosunku do kosztu wynikłego z tego, że się w takiej koszmarnej pracy już nie jest. Szanuję każdą pracę, nikogo nie lekceważę, bo głupotą jest lekceważyć kogokolwiek, ale są rzeczy, na które nie będę się godzić.
                        • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 20:46
                          Wiem też, że w życiu bywa różnie i czasami trzeba się godzić na różne rzeczy, ale nie mogę sobie pozwolić na to, żeby być w takim stanie emocjonalnym, że idę ulicą a łzy same lecą mi z oczu a co drugi lekarz, do którego idę na rutynowe badanie, bo w końcu mam czas chce mi przepisać antydepresant, choć nie jest psychiatrą.
                        • malwina.113 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 20:53
                          dla mnie wypowiedz gk i typla to był taki pozytywny kop, kop bez sentymentów, gdyz taki musi byc szef

                          ja mam wrażenie, że ty bardzo źle znosisz krytyke i to może byc powód, że szefowie nie chcą miec Cię w swoim zespole...

                          ja myślę, że powinnaś znaleźć odpowiedniego psycholga, najważniejsze byś sobie uświadomiła co musisz w sobie zmienić.... wszystko co w nas siedzi podobno ma podłoże w dzieciństwie.... ale ja się na tym nie znam, ja tylko rozpracowywuję sama siebie wink

                          powodzenia
                          • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 21:22
                            malwina - masz rację, bardzo źle znoszę krytykę. W moich pracach pochwalona albo przynajmniej zauważana przez szefa byłam w dwu pierwszych, w których pracowałam po kilka lat, ale to były inne czasy i nie budżetówka. Normalnie w pracy doświadczam głównie krytyki (przodują w tym szefowe), zdarzają się często mili współpracownicy, ogólnie bardzo często jest tak, że koledzy normalnie zwyczajnie rozmawiają ze sobą i ze mną. Niestety jeśli chodzi o przełożonych to o ile w firmie komercyjnej obowiązują jakieś standardy, jeśli chodzi o kulturę i sposób bycia w relacji z drugą osobą to w tych miejscach pracy w budżetówce gdzie pracowałam przełożeni -głównie kobiety - dają odczuć kto jest dla nich zwykłym plebsem (oni to ta lepsza kasta rzecz jasna, bo przecież nie wredne biurwy, o nie sad )

                            aha, dziękuję naturelli za wpis z godz.13.00 i innym osobom też. W wypowiedziach gk102 i Trypla jest dużo prawdy i jest to pisane z sensem, ale spośród tych 40% szefów z mojego życia, którzy nie chcą mnie mieć w zespole 100% to ci, których podwładną ja bym nigdy więcej nie chciała zostać. Bo nie wszyscy mnie nie chcą mieć w zespole. Niestety pozostałe 60% to były prace na zastępstwo a business is business i nie ma sentymentów, jeśli umowa się kończy, więc zostawałam bez pracy. Ktoś mi kiedyś powiedział a propos jednej z tych "niechcących" szefowych, że ona oczekuje, żeby żebrać u niej, żeby mnie nie zwalniała. Nie zrobiłam tego, bo uważam, że pracę mam za swoją przydatność a nie za karmienie czyichś niskich instynktów albo kompleksów.
                            Z moich obserwacji wynika też, że błędem jest też nienoszenie co tydzień ciast szefowej, tak jak robiła to koleżanka w jednej czy drugiej pracy -nie mam na to ani sił ani czasu ani środków, gdy pracuję te 3miesiące, które są jedynymi 3miesiacami pracy w danym miejscu( osoby noszące ciasta albo są w pierwszej 3ce pod względem wynagrodzenia albo/i pracują w takim miejscu od min.roku ).
                            Pomijam aspekt odpowiedzialności i tego, że osoba z takim samym jej zakresem dostawała 3x tyle, bo nie o tym tu mowa, ale dla niektórych osób zwyczajnie nie warto pracować. Czy macie inne zdanie? Czy da się dogadać z każdym, nawet z osobą, która kompleksy karmi poniżając innych?
            • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 19:52
              i nawet wśród tych osób, które mają ZAWSZE fajną pracę z fajnymi kolegami i pensją nie każdy może jak trypel od 15lat mieszkać w Niemczech, mieć możliwość i prawo zwolnić pracownika (podwładnego przepraszam za pomyłkę)w Polsce pozbawiając go podstawy 8brutto+prowizja oraz dyskutować na forach gazety od iluś lat na różnorakie tematy /łącznie z tematem aborcji, podwieszanych sedesów, podróżowania po całej Europie jako praktyk oraz tym w co wsadzić 5paszportów na urlopie, żeby nie wyglądać jak cinkciarz/.
              Po prostu jesteś wyjątkowy w każdym calu a ja ułomna i pozostaje mi się pogodzić z tą bolesną prawdą.
              • birkin-bag Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 19:56
                ile razy Ci się to zdarzyło [w sensie utrata/rezygnacja z pracy] i w jakim okresie?
                • saphire-2 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 20:38
                  Tak dokładnie, ile razy zmieniałaś pracę w ciągu ostatnich 5 lat?
                  • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 20:52
                    saphire 5x nie licząc zleceń. Z każdej prawie pracy na etat (niestety branej gdy miałam nóż na gardle)mam takie wspomnienia z pracy z przełożonym, że omijam to miejsce szerokim łukiem. Pomijam już niedotrzymywanie słowa co do wynagrodzenia, obietnice co do szkoleń (i awantury gdy się okazało, że to kłamstwo) oraz rękoczyny ze strony szefowej (uciekłam z pomieszczenia, bo kto mi uwierzy?)
                    To prawda. Mam ogromny problem, prawdopodobnie taki, że nie potrafię dać po głowie w sytuacji o jakiej wspomniałam.
                    • asianarciarka Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 22:10
                      Sorry, ale ewidentnie to z Tobą jest problem. Można trafić oczywiscie na zły zakład pracy, wrednego szefa raz, dwa, może nawet trzy. Ale 5 razy pod rząd??? Może zmień branżę, bo kariery w ksiegowosci nie wróżę, skoro juz 5 pracodawców Cie widziało i nikt nie miał ochoty w Ciebie zainwestować, inni zostawali w robocie, a to Ciebie zawsze zwalniano.
                      Piszesz, ze nie wysyłali na szkolenia - szkolenia to inwestowanie w pracownika - z wielką ostroznoscia pracodawca zainwestuje cokolwiek w osobe, krórej CV pokazuje, ze ciagle sie gdzies przenosi. Mysle, ze zeby ktokolwiek w Ciebie zainwestowal to, biorąc pod uwagę Twoja historie, najpierw musiałabys w nowej pracy sie wykazac, tak zeby pracodawca Ci zaufal i przekonal sie, ze warto inwestowac w pracownika.

                      "albo umowa stała albo wychodzę " - nie no bez jaj.... stosunkowo niedawno ja i wielu moich znajomych zaczynało pracę zawodową, więc rekrutacja nie jest nam obca. Może ze 2 osoby na kilkadziesiąt dostały od razu umowę o pracę na czas nieokreslony. Poza tym, gdybym była pracodawcą, NIGDY nie zatrudniłabym w ten sposób osoby, która w ciągu 5 lat 5 razy zmieniała pracę, przy czym nie były to awanse, i miała do tego dłuższe przerwy. Poza tym strategia z domaganiem sie od poczatku umowy o prace w czasie kryzysu jest moim zdaniem dyskusyjna.
              • trypel Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 20:42
                faktycznie masz ze sobą problem
                i to bardzo poważny

                na szczęście nie mój cyrk i nie moje małpy.

                Dobra rada - jesli chcesz słyszeć tylko peany na swoją cześć to nie przychodź z tym na forum - tu nikt nie ma oporów żeby powiedzieć prawdę prosto w oczy.

                PS mieszkam w Polsce i jest mi tu bardzo dobrze. big_grin
        • gku25 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 23:23
          Ja wiem o czym mówisz i wiem że wszystko jest do wykonania. Ty się do tej roboty jak widać nie nadajesz.
    • ja-ninka Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 20:59
      Słuchajcie - czytając komentarze miałam wrażenie, że wiele z nich jest "dołowanie zdołowanego". To nie ma sensu.
      Nikt z nas nie byłby entuzjastycznie nastawiony, bo tylu niepowodzeniach. Jasne, że to nie sprzyja temu, żeby dobrze wypaść w nowej pracy, ale nie oceniajcie tak surowo dziewczyny, bo naprawdę teraz znaleźć swoje miejsce w firmie - to nie lada sztuka.
      Sama jestem w innej sytuacji, pracuję kilkanaście lat w tym samym miejscu. Nie mam więc porad, bo i nie mam takiego doświadczenia, jak Ty... Ale niestety, wiem, że i ja za jakiś czas prawdopodobnie będę musiała szukać czegoś od nowa, więc czuję problem...
      W swoim miejscu pracy właśnie widziałam podobną sytuacje. Dwie osoby z najkrótszym stażem zostały zwolnione i nie miało znaczenia jak się starały (a starały bardzo) - były ostatnie na liście, przy oszczędnościach tylko to się liczyło... Brutalne, ale prawdziwe. Zwolnienia nie dodają skrzydeł, więc czekając na pensję, nie patrzmy z wyższością na kogoś w trudnej sytuacji życiowej...
      • astrum-on-line Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 22:24
        Nikt tu z wyższością na nikogo nie patrzy, może jedynie wątkotwórczyni.

        Bo ktoś jej napisał jak ją ocenia na podstawie jej wpisu - jego prawo, takie uroki forum. Czasem ktoś się z tobą zgadza, czasem nie. Ale to, jak ona odpisała to jednak spore przegięcie i raczej uzasadnia negatywne opinie.
        • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 22:35
          astrum-on-line nie chciałam nikogo urazić, ale mam wrażenie, że gk nie chce pomóc tylko jeszcze dowalić. Wiem, że na forum nie każdy się ze mną zgodzi (takie jego prawo), ale ile można dawać po sobie jechać?
          asianarciarka - nie miałam na myśli tego, że skutecznie ma prawo stawiać takie ultimatum (słowa o umowie na czas nieokreślony). Wiem jaki jest rynek pracy, wiem jak ludzie ciężko pracują i za jakie często pieniądze wręcz harują i mają do utrzymania całe rodziny.
          Nie uważam, że mi się należy. Uważam tylko, że nie powinno się kandydatów do pracy oszukiwać kłamiąc, że dostaną określone wynagrodzenie i płacić im 500zł mniej, robić awantur w pracy (mobberzy są coraz bardziej wprawni), obiecywać szkoleń i przedłużenia umowy i fundować innych tym podobnych sytuacji. Tego naprawdę można mieć dość.
          • asianarciarka Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 23:07
            > nie powinno się kandydatów do pr
            > acy oszukiwać kłamiąc, że dostaną określone wynagrodzenie i płacić im 500zł mni
            > ej, robić awantur w pracy (mobberzy są coraz bardziej wprawni), obiecywać szkol
            > eń i przedłużenia umowy i fundować innych tym podobnych sytuacji.

            Jeśli byłaś ofiara mobbingu, czy też zwolnienia byly zwiazane z nagannym zachowaniem pracodawcy, to -piszesz ze bylas na etatach- przeciez prawo pracy zapewnia Ci naprawde silną ochrone (mam na mysli ochrone po zwolnieniu), a sądy pracy są bardzo przychylne pracownikom. Jak sie trafiaja takie sytuacje, to warto walczyc rowniez dla siebie, zeby miec czarnona bialym, ze to nie była Twoja wina.

            Ale podtrzymuje,ze jak byly problemy wpracy 5 razy pod rząd, to niestety na 95% z Tobą (albo jako z pracownikiem w danej branzy albo jako z pracownikiem w ogole) jest cos nie w porzadku.
            Przede wszystkim nie mozna myslec, ze w kolejnej pracy tez bedzie źle. Moze wizyta u doradcy zawodowego? Albo Psychologa (bo skoro uwazasz, ze kolejna praca tez bedzie niefajna,to jak masz znalezc fajna...)?
            • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 23:15
              Jeśli byłaś ofiara mobbingu, czy też zwolnienia byly zwiazane z nagannym zachowaniem pracodawcy, to -piszesz ze bylas na etatach- przeciez prawo pracy zapewnia Ci naprawde silną ochrone (mam na mysli ochrone po zwolnieniu), a sądy pracy są bardzo przychylne pracownikom. Jak sie trafiaja takie sytuacje, to warto walczyc rowniez dla siebie, zeby miec czarnona bialym, ze to nie była Twoja wina.

              asiu-to trzeba udokumentować i mobbing musi trwać min.6miesięcy. Poza tym z całym układem nie wygrasz (była taka sytuacja), zdarza się, że szef ma do zrealizowania cel i zmusi cie nawet mobbingiem, tak żebyś bezwolnie zrobiła to, co on chce. Jeśli osoba, która ma dużo do powiedzenia w firmie jawnie chwali się wygraną sprawą o mobbing w poprzedniej pracy, którą wytoczyło jej 5osób i stosuje mobbing w kolejnej to co możesz zrobić? Możesz tylko uznać, że to zwykły psychopata. Błędem jest to, że człowiek nie chce łatki pieniacza (taki mobber wie, że ludzie odpuszczają złożenie sprawy w sądzie, bo albo szkoda im zdrowia albo właśnie nie chcą wyjść na pieniacza).
              Masz też rację z tym, że nie powinnam zakładać, że w kolejnej pracy będzie tak samo-to jest samospełniająca się przepowiednia, i ja to wiem. Ale znów mnie zwolniono bez skrupułów, bo inni muszą zarobić 2tys. więcej (jakieś 50%pensji). Kupy nikt nie ruszy, więc się trzymają.
              • asianarciarka Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 26.08.12, 23:44

                > asiu-to trzeba udokumentować i mobbing musi trwać min.6miesięcy. P

                Udokumentowac trzeba i bywa to bardzo trudne, ale akurat te 6 mcy to nie do końca prawda- prawo.money.pl/orzecznictwo/sad-najwyzszy/wyrok;sn;izba;pracy;ubezpieczen;spolecznych;i;spraw;publicznych,ia,i,pk,176,06,8170,orzeczenie.html
                • naturella Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 07:26
                  Ktoś pisał o budżetówce, ze to nieprzyjemne miejsce, ale ja właśnie bym polecala, i administracje rządowa i samorządowa. W żadnym z trzech miejsc, w których pracowałam księgowe nie zostawaly po godzinach, nie ma akcji typu wygryzanie nowych itp (nie pracuje w księgowości, ale w każdym z trzech miejsc znałam dziewczyny stamtąd). Natomiast w korpo siedziała, owszem. No i niestety sama zaznalam tego wyścigu szczurów itp - ale wytrzymalam w korporacji sześć lat.

                  Moja rada: uznać, ze inni są mądrzejsi i wiedza lepiej. Uczyć sie, mieć uszy i oczy szeroko otwarte. Wyłapywać niuanse, zapamiętywac wszystko, co sie naokoło dzieje. Znaleźć sobie sojusznika, koleżankę która tez była nowa albo mieszka w tej samej dzielnicy, faceta który lubi te same filmy itp. Integrować sie, starać sie zeby Cie polubili.
                  • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 08:59
                    naturello - masz rację i podpisuję się pod tym rękami i nogami, uznaję, że inni wiedzą lepiej, staram się być miła,naprawdę. Wiem, że na sympatię w nowym miejscu trzeba w jakiś sposób zasłużyć, to ja mam się dostosować. Co do nowych koleżanek- w tych lepiej płatnych miejscach pracę w tym samym czasie dostały tylko dziewczyny z "plecami" (raz taka, z której księgową zrobiono choć tego nigdy nie robiła, drugi-taka z doświadczeniem).
                    W tych miejscach były zwolnienia -poleciałam ja z innymi osobami na krótkich umowach, "bo innym osobom trzeba płacić odprawy"(te inne osoby zarabiały 6-10brutto)-kto będzie im chciał płacić odprawy? Lepiej zwolnić kogoś, kto tyle nie kosztował i miał umowę okresową.
                    Chodzi o pieniądze, nie wyrzuca się kogoś, kogo krewny może coś załatwić.
                    Muszę kończyć, możliwe, że ten wątek zostanie usunięty, tak jak prosiłam.

                    Przepraszam za moje niektóre emocjonalne wypowiedzi. Co do psychologa, gk102 ma rację, co nie zmienia jednak mojego nastawienia do pracy w pewnych miejscach.
              • majkak3 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 08:41
                Parę lat temu byłam w podobnej sytuacji-pracowałam w korporacji, praca - beznadzieja,ale nie narzekałam bo miałam 2 małych dzieci-na zwolnienia nie chodziłam - mąż zrezygnował z pracy, bo syn bardzo chorował, ja tyrałam jak wół siedząc po godzinach (choć do 2 r..z dziecka nie mają prawa mnie po godzinach zatrudniać )- miałam kierowniczkę która jawnie miała do mnie zawsze jakieś ale i nawet jak już premię przydzielała to potrafiła powiedzieć przy wszystkich że daje mi żebym sobie porządny ciuch kupiła z drwiącym uśmieszkiem( nie chodziłam obdarta, ubierałam się tak jak było mnie stać przy dwójce małych dzieci i niepracujacym mężu), albo że daje mi bo jej dyrektor kazał bo sama by mi nic nie dała. Ta praca doprowadziła mnie naprawdę na skraj rozpaczy. Aż w końcu przy którymś z kolei "wybryku" mojej szefowej pękłam ( wezwała dyrektora któremu "poskarżyła" się że korzystam z należnej mi godziny na karmienie dziecka - przy całej załodze - totalne upokorzenie ) i od kolejnego dnia poszłam na urlop wychowawczy na córkę. Rok dochodziłam do siebie psychicznie , stres zajadałam - przytyłam 25kg, ciężko było mi się ogarnąć.Po urlopie wychowawczym oczywiście zostałam zwolniona - zarejestrowałam się jako bezrobotna - i tu wielkie zdziwienie - na plus oczywiście-UP zasponsorował mi studia podyplomowe, potem jak juz stanęłam troche na nogi - postarałam się o dotację na założenie działalności - założyłam Szkółkę Językową - uczę angielskiego - pracuję kiedy mogę, i kiedy chcę - uwielbiam tą pracę choć też bywa ciężko,ale nikt nie stoi nade mną z batem. Niestety zanim doszłam do tego punktu w życiu trochę to trwało - 3 lata i szkoda mi tego czasu - ale musiałam przetrawić swój żal, stres itp. Do dziś po nocach śni mi się moje kierowniczka, i do dziś szczerze jej nienawidzę - choć wiem że to mi nie pomaga.
                Piszesz że nie masz licencji itp, może spróbuj postarać się z UP - jak już zarejestrujesz się jako bezrobotna - o środki na taką licencję, potem o środki na założenie działalności. Masz dobry fach w rękach i jeśli pracodawca Cię nie docenia - a wierzę na prawdę że tak jest i nie daj sobie wmówić że to z Tobą jest coś nie halo - to doceń się sama! Powodzenia
                • malwina.113 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 08:51
                  współczuję ci tej szefowej... tacy wredni ludzie, są bardzo nieszczęśliwi w życiu prywatnym...
                  dobrze, że Twoja historia dobrze się skończyła...
                  • coztapraca Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 09:18
                    majkak3 -współczuję, ale widzę, że jesteś dzielna kobietka smile Brawo, brawo! Zdobyłaś się na założenie własnej firmy i działasz pomimo tego, co przeżyłaś.
                    malwina.113 - pan Trypel w zasadzie nic nie napisał oprócz krytyki, gk102 napisała, ale ja to wiem na Boga. Ja to wie i stosuję, gdybym sama się nie dokształcała nikt by mi nie dał nawet tych prac. Tyle, że w części z tych prac zwyczajnie odsuwano mnie od obowiązków, już nawet to akceptowałam, robiłam co mi kazano, byle utrzymać prace. Zawsze w pracy jest podział na swoich i obcych, początki są trudne, ale ja mam tylko te początki-zupełnie jakby tak z góry było planowanesad
                    Moim zdaniem to nie jest kwestia tego, że ja jestem merytorycznie kiepska (chociaż uważam, że w tym zawodzie mam za mało lat doświadczenia, brak mi praktyki, ale sama dużo się uczę) tylko inne są oczekiwania drugiej strony i ja się nie umiem dogadać.
                    Psycholog, do którego poszłam mi powiedział, że po co idę do pracy tam, gdzie nikt próćz kierownika nie ma skończonych studiów. Uznałam wtedy, że bajdurzy, bo chce, żebym do niego chodziła -teraz mnóstwo osób ma chociaż licencjata i to nieprawda co on mówi, że ktoś może mieć kompleksy, że nie ma a mieć żal np,do mnie, że ja mam.
                    • trypel tym razem bez krytyki 27.08.12, 09:52
                      Zasadniczo większość firm nie jest instytucjami charytatywnymi. Mają przed sobą dość konkretne cele które w bardzo ogólny sposób sprowadzają sie do zarabiania pieniędzy. Budżetówka jest tutaj nieco inna bo pieniędzy nie zarabia tylko przepuszcza nasze ale wbrew pozorom pracownik musi też robić swoje i im jest skuteczniejszy tym lepiej.

                      Z punktu widzenia szefa można pracownika lubić bądź nie lubić ale najważniejsze jest czy spełnia on swoje obowiązki czy nie.

                      Najtrudniejszą częścią roboty szefa jest takie zbudowanie zespołu żeby nie mieć z tymże zespołem problemów i żeby robota była wykonana. Bo najgorsze co może być to ciągłe ruchy personalne. Stabilny zmotywowany zespoł to marzenie każdego kto takim zespołem zarządza.
                      Nowy pracownik to pare msc na wdrożenie, podczas których jest tak naprawdę kompletnie niewydajny (poza działem kopania rowów - tu wdrożenie jest szybsze)

                      Po co pisze te jasne rzeczy? żeby uzmysłowić Tobie że tylko szaleniec pozbywa się po paru msc DOBREGO pracownika, DOBREGO członka zespołu, kogoś w kogo władował kupe czasu i pieniedzy a teraz MUSI znaleźć nowego. Po co? I dla jakich wartosci (nie biorę pod uwagę patologii których wbrew pozorom nie moze byc zbyt dużo skoro gospodarka nieźle się kręci)

                      Dodatkowo - jak mam do wyboru 2 osoby - jedna jest super pracownikiem pod kątem wiedzy ale psuje morale zespołu, rozwala go od środka, nie chce współpracować i konfliktuje sie ze wszystkimi a druga jest słabsza ale umie współpracować i jest lubiana to zostawię drugą. Bo zespoł buduje sie latami a dobrzy, zmotywowani pracownicy to najcenniejsza częśc firmy.

                      Widzisz - ani słowa krytyki.

                      a na koniec stare przysłowie pszczół: jeśli jedna osoba ci powie że jesteś osłem zignoruj to i rób swoje, ale jeśli powie ci to kilka osób idź do żłoba i zacznij jeść siano
                      • gk102 Święta prawda! 27.08.12, 10:09
                        Trypel - bardzo zgrabnie to ująłeś/ęłaś - tylko czy autorka wyciągnie z tego jakieś wnioski?
                      • coztapraca Re: tym razem bez krytyki 27.08.12, 10:27
                        trypel napisał:

                        > Zasadniczo większość firm nie jest instytucjami charytatywnymi. Mają przed sobą
                        > dość konkretne cele które w bardzo ogólny sposób sprowadzają sie do zarabiania
                        > pieniędzy. Budżetówka jest tutaj nieco inna bo pieniędzy nie zarabia tylko prz
                        > epuszcza nasze ale wbrew pozorom pracownik musi też robić swoje i im jest skute
                        > czniejszy tym lepiej.

                        > Po co pisze te jasne rzeczy? żeby uzmysłowić Tobie że tylko szaleniec pozbywa s
                        > ię po paru msc DOBREGO pracownika, DOBREGO członka zespołu, kogoś w kogo włado
                        > wał kupe czasu i pieniedzy a teraz MUSI znaleźć nowego. Po co? I dla jakich war
                        > tosci (nie biorę pod uwagę patologii których wbrew pozorom nie moze byc zbyt du
                        > żo skoro gospodarka nieźle się kręci)
                        w budżetówce wszystko jest możliwe. Nie wiem o jakiej kupie czasu i pieniędzy mówisz, widać, że pracowałeś zawsze tam, gdzie firma musi wygenerować dochód, ja niestety nie, bo myślałam, że jak się zaczyna to człowiek godzi się na mniejsze pieniądze w budżetówce, żeby zdobyć doświadczenie, ale to nie znaczy, że ma się godzić na wszystko. Każdą sprawę można załatwić jak ludzie się traktują z minimalnym chociaż szacunkiem. Każdą. Wiem to, bo pracowałam także w firmach komercyjnych, niestety były to zastępstwa i mimo żalu, że wraca osoba zastępowana musiałam uznać, że taka była umowa i pogodzić się z tym. Nie trzeba robić awantur i krytykować prawie non stop przy osobach z działu i spoza działu i obmawiać za plecami.
                        Ale to rozumie człowiek, który musi wygenerować dochód, a nie nabić sobie kieszenie z tego co państwowe.
                        • trypel odrobina krytyki 27.08.12, 10:51
                          a może problem w tym że zawsze masz rację? ups zawsze MUSISZ mieć rację.

                          Niezależnie czy w budżetówce czy w korporacji - dobrego pracownika który odwala robotę za szefa NIKT normalny nie wywali smile
                        • naturella Re: tym razem bez krytyki 27.08.12, 13:00
                          W budżetówce jest rozbudowana hierarchia służbowa. Żaden kierownik, czy dyrektor nie jest szefem samemu sobie, i on też wykazuje się wyżej, raportuje i jest rozliczany ze swojej pracy. Jeśli pozbywa się pracownika, to musi mieć świadomość, że w tym czasie kawałek odcinka pracy leży. Pewnie, że można obarczyć innych, ale dzieje to się ze szkodą dla morale zespołu, czy wyników pracy. To już nie tak, że "czy się stoi, czy się leży..." - i dotyczy to też szefów zespołów w budżetówce, którzy tak samo niechętnie pozbywają się dobrych pracowników, jak w firmach komercyjnych. Nie wiem, na czym polega problem, naprawdę. Raz, czy dwa razy można uznać za pechową sytuację, ale 5 razy... Spróbuj tak, jak radzą niektórzy w tym wątku, w ciszy i spokoju ocenić swoją osobę, przeanalizować, gdzie popełniasz błąd, tak tylko dla siebie, nie po to, żeby pisać na forum.
                          • astrum-on-line Re: tym razem bez krytyki 27.08.12, 20:02
                            W budżetówce pracuje masę ludzi niezwalnialnych. Fajnie się pracuje, jak się człowiek dostanie do tej grupy. W innym przypadku nie ma sentymentów ani dobrych pracowników. Kończy się umowa to się żegnamy, trzeba kogoś zwolnić to się zwalnia tych, którzy nie mają znajomości. A jakość pracy wydziału ma znaczenie drugorzędne.
                            • naturella Re: tym razem bez krytyki 27.08.12, 20:18
                              Nie znam takich sytuacji, a w budżetówce przepracowalam prawie 5 lat, w trzech rożnych miejscach. W jednym zwolniono cały nasz departament z powodu zmiany rzadu.
                              • astrum-on-line Re: tym razem bez krytyki 27.08.12, 20:26
                                No widzisz, a ja znam coś takiego z praktyki.
                                Budżetówka jest świetnym miejscem pracy jak się ma poparcie albo jest się potrzebnym specjalistą. W innych przypadkach pracuje się tak sobie, zarabia średnio, zaszeregowania raczej się nie zmienia i z pracy wylatuje się jak tylko trzeba kogoś zwolnić.
                                To czy ktoś jest dobrym czy złym pracownikiem ma niewielkie znaczenie.
                                W każdym razie takie są moje obserwacje.
                                • astrum-on-line Re: tym razem bez krytyki 27.08.12, 20:28
                                  Mówię na podstawie obserwacji sytuacji mojego męża i kilku koleżanek. Ja sama w budżetówce nigdy nie pracowałam.
    • gk102 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 07:28
      Ale coś ty się mnie uczepiła?
      Czym niby ci chcę dowalić?
      Piszesz w różnych miejscach (pod wątkami innych osób) o mnie ni z gruszki ni z pietruszki.
      Jeśli nie umiesz normalnie dyskutować, i masz jedyny patent na wiedzę po co mącisz ludziom w głowie?? może jakiś psycholog ci pomoże?
      Po tym co prezentujesz jestem pewna, że na księgową się nie nadajesz.
    • malwina.113 Re: nic nie mogę zaplanować - stale tracę pracę 27.08.12, 08:41
      ja przepracowałam 6 lat w jednej firmie, początkowo atmosfera była tragiczna, moja bezpośrednia przełożona mnie nie znosiła z różnych powodów, przekazywała fałszywy obraz mojej pracy kierownictwu wyżej...

      ale ja robiłam swoje.. szybko się uczyłam zwłaszcza, ze praca mnie wciągała... kierownictwo zaczęło sie patrezc przychylnym okiem, zaczełam dostawać premie, bezpośrednia przełożona zaczęła mnie tolerować, potem znalazłam sojusznika (jak to Naturell okresliła) i w ogóle zrobiło sie fajnie smile wspólne wypady na piwo po pracy z moją sojuszniczka i innymi pracownikami...

      tęsknie za moja pracą... ale już do niej nie wrócę z różnych wzgledów (m.in. finansowych), po wychowawczym poszukam innej

      ja zauważyłam, ze w pracy są różne okresy, pierwszy ciężki, potem robi się lepiej, a potem znów jakieś zawirownia, warto przeczekać każde zawirowanie, one mijają

      ja miałam kilku prezesów, z każdym można było się dogadać a byli bardzo różni od siebie...

      te dwie osoby z forum (zatrudniające) moim zdaniem udzieliły ci konstruktywnej krytyki... myślę, że problem lezy w Tobie... za bardzo wszystko bierzesz do siebie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka