Od zawsze ludzie snują wizje piekła. Prześcigają się w wymyślaniu
najokrutniejszych rzeczy, byleby "odstraszyć" ewentualnych amatorów

Snują też (bo jakżeby nie) wizje nieba.
Zdarza się ( i to wcale nierzadko) że ktoś staje w zdumieniu słysząc
wypowiedź rezolutnego dziecka: "to ja wolę iść do piekła". Zdarza się
(i to też wcale nierzadko) taka wypowiedź i u dorosłych...
Znamy smak wolności i wszelki przymus, nawet przymus wybierania zawsze dobra
albo brak możliwości wyboru zła jawi nam się jako piekło. Wizja nieba, gdzie
nie trzeba będzie niczego wybierać - jawi nam się jako świat bezwolnych
manekinów, a największą grozą napawa wizja samego siebie jako jednego z
tychże manekinów.
I tak mi się wydaje, że często pytanie "dlaczego Bóg dopuszcza zło, które
człowiek wyrządza drugiemu człowiekowi?" ma w podtekście: "dlaczego wszyscy
są wolni, a nie tylko ja"