Dodaj do ulubionych

Piekło Nieba Manekinów

15.02.06, 07:24
Od zawsze ludzie snują wizje piekła. Prześcigają się w wymyślaniu
najokrutniejszych rzeczy, byleby "odstraszyć" ewentualnych amatorów wink
Snują też (bo jakżeby nie) wizje nieba.
Zdarza się ( i to wcale nierzadko) że ktoś staje w zdumieniu słysząc
wypowiedź rezolutnego dziecka: "to ja wolę iść do piekła". Zdarza się
(i to też wcale nierzadko) taka wypowiedź i u dorosłych...

Znamy smak wolności i wszelki przymus, nawet przymus wybierania zawsze dobra
albo brak możliwości wyboru zła jawi nam się jako piekło. Wizja nieba, gdzie
nie trzeba będzie niczego wybierać - jawi nam się jako świat bezwolnych
manekinów, a największą grozą napawa wizja samego siebie jako jednego z
tychże manekinów.

I tak mi się wydaje, że często pytanie "dlaczego Bóg dopuszcza zło, które
człowiek wyrządza drugiemu człowiekowi?" ma w podtekście: "dlaczego wszyscy
są wolni, a nie tylko ja"
Obserwuj wątek
    • scand Re: Piekło Nieba Manekinów 15.02.06, 09:42
      Niebo - wysoko, podniośle - ulatujemy od problemów ziemskich i od konieczności
      świata - jesteśmy wolni i krystalicznie czyści jak błękitne niebo.
      Piekło - nisko i gorąco - ściągnięcie na ziemie ale jeszcze głębiej - w lawę
      która dusi i parzy. Zmysły rozpalone do granic wyobrażenia - nie kończący sie
      ból w skroniach. Brak powietrza, nic nie widać poza gryzącym dymem.
      • malvvina Re: Piekło Nieba Manekinów 17.02.06, 10:50
        aaa, bo w niebie nie trzeba wybierac ? a w piekle tak ? co wybieramy w piekle ?
        i co robimy w niebie ?

        PS zawsze myslalam ze prawdziwa totalna wolnosc istnieje gdy nie znajdujemy sie
        przed koniecznoscia wyboru. nie bardzo konkretnie sobie wyobrazam taka
        sytuacje. Tzn owszem , rozumiem ze Nietzsche "zdecydowal sie " zwariowac by
        zostac wolnym - to jedyny przypadek ktory przychodzi mi do glowy.

        Mam rowniez znajomych - ona w depresji od wielu lat, w ciezkiej depresji,
        wchodzi i wychodzi do i ze szpitala. Podczas dlugich tam pobytow ma przepustki
        na week end do domu. I ktoregos dnia obwieszcza mezowi ze pragnie by ja tam
        zostawil bo jest jej dobrze - nie potrafi dostosowac sie do normalnego zycia,
        nie lubi tych week endow bo za duzo wymagan jej sie stawia - trzeba koniecznie
        robic (banalne) rzeczy jak wszyscy - a ona tego nie chce. Nie chce isc na plaze
        z mezem, przygotowac sniadanie dla dzieci (trojka !). Nie jest w stanie
        odpowiedziec tak lub nie na najprostsze pytanie kogokolwiek. Po prostu chce byc
        warjatka na pelen etat i prosi zeby jej dac swiety spokoj.
        Teraz jest na zamknietym oddziale , maz po 15 latach swietej cierpliwosci
        rozwiodl sie (co jej sprawilo duza ulge) , dzieci robia co moga zeby znalezc
        miejsce w zyciu. W sumie wyglada na to ze ona jest nareszcie wolna. Dziwne ...?
        • kamfora Re: Piekło Nieba Manekinów 18.02.06, 09:26
          malvvina napisała:

          > PS zawsze myslalam ze prawdziwa totalna wolnosc istnieje gdy nie znajdujemy
          > sie przed koniecznoscia wyboru.

          No, ale chyba jest różnica między "koniecznością wyboru" a "możliwością wyboru"?
          Czy tę sartre'owską definicją niebytu w wątku obok zacytowałaś o tak sobie,
          czy też jest Ci bliska?

          Ostatnio sobie myślałam (w kontekście wymiany zdań na temat pomocy)
          kiedy (i czy) jeden człowiek ma prawo decydować za drugiego człowieka?
          Czy fakt, że ktoś "boi się podjąć decyzję" jest wystarczającym powodem, by
          podjąć tę decyzję za niego?
          Czy ratując komuś życie poprzez decydowanie za niego nie odbieramy mu w
          rzeczywistości życia skazując go na ten sartre'owski niebyt?

          -
          • malvvina Re: Piekło Nieba Manekinów 20.02.06, 09:15
            jesli to zycie ratujesz w rezultacie wypadku to nie ma mowy o niebycie. Po
            prostu tej osobie zabraklo refleksu i moze zle ocenila niebezpieczenstwo.
            Jesli ratujesz ja przed sama soba niebyt dawno juz sie zadomowil
            • malvvina Re: Piekło Nieba Manekinów 20.02.06, 09:30
              a gdzie jest "mozliwosc" wyboru w sytuacji filmowej "wybor zofii" ? Ile takich
              pulapek w zyciu ?!
              gdzie jest wybor miedzy : zamknac pysk przed szefem pod grozba zwolnienia a
              usmiechnac sie i powiedziec : oczywiscie panie dyrektorze ?
              czy nie za czesto wybor operuje sie juz pod murem ?
              a te wszystkie stany posrednie gdzie ewentualnie moglibysmy wywrzec jakis wplyw
              na wlasne zycie.
    • malvvina Re: Piekło Nieba Manekinów -prywatne 17.02.06, 10:57
      Ba, wyglada na to ze moje sms'y nie dochodza
      i skrzynka mnie odrzuca tez
      masz jakis adres ktory mnie akceptuje ?
      buzka
      M.
      • kamfora Re: Piekło Nieba Manekinów -prywatne 18.02.06, 09:12
        malvvina napisała:

        > masz jakis adres ktory mnie akceptuje ?


        Zawsze możesz napisać na adres gazetowy - mam podpięty pod Outlooka smile
        Ja na razie jestem przeważnie "kobieta na poziomie" ale mam nadzieję na szybki
        powrót do pionu (a przynajmniej na możliwość wyboru wink
    • jedenkruczek Nie piszesz nic o cierpieniu 18.02.06, 19:49



      Pisząc o wyborze pomiędzy niebem a piekłem piszesz o wolności (wyboru), a nic o
      cierpieniu. A to właśnie cierpienie prowadzi człowieka do przewartościowania
      świata. Jest rzeczą naturalną, że po odkryciu prawdziwego oblicza materialnego
      świata ( przemijanie, rozpad, starzenie się, śmierć, śmierć bliskich,
      samotność, niezrozumienie, powierzchowność, odpowiedź świata na nasze
      poświęcenie, itd.) człowiek zaczyna marzyć o lepszym świecie. Jedni szukają
      nieba, inni prawdziwej miłości swego życia a jeszcze inni władzy i pieniędzy.
      Chyba wszyscy słyszeliśmy o kobiecie, która straciła w katowickiej katastrofie
      pięcioro członków swojej rodziny, pozostało jej tylko dwoje małych wnuczków do
      wychowania. Taka tragedia, z jakiego powodu, bo ktoś pożałował pieniędzy na
      odśnieżenie dachu, chciał więcej zarobić, ale przecież nie był biedny, miał już
      przecież dostatnie życie. To nie jest takie ostatnie zdarzenie, one będą
      ciągle się powtarzać, bo z takich zdarzeń (nie aż tak tragicznych) składa się
      nasze życie. Więc co o tym świecie myśli ta kobieta ? Czy tęskni za światem
      lepszym, czy ma nauczyciela, mistrza, który pokaże jej jak tam dotrzeć? A co
      trzeba zrobić? Trzeba porzucić swoje ego. Wspaniale pokazane jest to w filmie
      Bernardo Bertolucciego „Mały Budda” – scena 9 (polecam). Tak więc Niebo to
      taki obszar , w którym przebywają istoty, które nie mają ego. Nie wiem czy w
      Niebie nie można wybrać zła, ale wiem, że nie ma tam ego a więc nie ma tam
      elementu, który mógłby takiego wyboru dokonać.
      Możliwość wyboru zła jest uważana jako atrybut wolności i człowieczeństwa.
      Lecz kto w pełni świadomie dokonuje tego wyboru w formie tak prostej i
      oczywistej. W momencie decyzji człowiek ma przeważnie niejasny i nieprawdziwy
      obraz sytuacji, a prawie zawsze widzi swój czyn w oderwaniu od jego skutków
      (owoców). Człowiek wybierając zło jest często pod wpływem niewiedzy, lenistwa,
      złości, nienawiści, pożądania, ideologii , czyli cech, które musi pokonać
      (odrzucić) w drodze do nieba.
      Wybór pomiędzy dobrem a złem, to także wybór pomiędzy posłuszeństwem i
      nieposłuszeństwem a wybór nieposłuszeństwa jest często wynikiem naszej
      kapitulacji wobec przerastających nas (w naszym mniemaniu) wymagań Boga wobec
      nas. Istoty w niebie są zdecydowane, silne, mądre, wolne od wszelkich
      uwarunkowań i nie chcą być źródłem cierpienia dla innych (jakie to piękne) i
      właśnie dlatego nie wybierają zła, a nie z powodu jakiegoś zakazu.
      Ja też boję się niemożności wyboru, ale chodzi o niemożliwość wyboru dobra.
      Przeraża mnie sytuacja w której człowiek został osaczony przez zło, zniewolony,
      przygnieciony negatywnością, zamknięty w zaczarowanym kręgu zła. I to jest dla
      mnie prawdziwe piekło bezwolnych manekinów.
      Przeczytajcie to wyznanie i postarajcie się wczuć w jego sytuację, czy to nie
      jest przerażające ?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=36546278
      Czy ten człowiek nie jest jedną nogą w prawdziwym piekle, czy nie grozi mu
      prawdziwa utrata człowieczeństwa, i kto może mu pomóc, kto go uwolni, kto
      oczyści jego pamięć i nauczy jak ma ochraniać swoją uwagę ?
      Oto istota, która chce dokonać właściwego wyboru ale nie może. Chyba na tym
      polega dramat istot w piekle.
      Pamiętajmy, że są istoty, które nie podejmują samodzielnych decyzji i czym
      bardziej są nam posłuszne tym bardziej nas zadowalają. To są dzieci, a przecież
      nie wspominamy naszego dzieciństwa jako piekła. To niewinność i spontaniczność
      pozwalają dziecku wyjść obronną ręką ze świata zakazów i nakazów (oczywiście
      dzieci nie zawsze są posłuszne). Podobnie żołnierz na wojnie jest tylko
      narzędziem, nie wybiera pomiędzy dobrem a złem i dzięki temu zło nie obciąża go.
      Posłuszeństwo jest więc sposobem na swobodne unoszenie się na fali życia i nie
      obciążanie nas przez zło które spotykamy na naszej drodze.
      Strach przed światem w którym nie dokonuje się wyborów jest strachem naszego
      ego przed rozproszeniem się a naszego umysłu przed ustaniem jego działalności.
      Dla nich oznacza to śmierć , dla nas to wejście do nieba.
      • kamfora Re: Nie piszesz nic o cierpieniu 18.02.06, 21:20
        Piekło jest określeniem wiecznego cierpienia. Każdy sobie sam "podkłada
        obrazy".
        W pisaniu o cierpieniu tkwi niebezpieczeństwo jakiejś licytacji: jakie/czyje
        cierpienie większe, czyja tragedia straszniejsza...komu należy się większe
        współczucie...Myślę, że cierpienia doświadcza każdy człowiek.

        Nie wiem (nie potrafię sobie wyobrazić) "rozproszenia mojego ego" - więc nie
        jestem w stanie się tego bać.

        Natomiast obawiam się tego, co napisałeś na temat wychowywania dzieci:
        Czy Ty to na serio? :
        "Pamiętajmy, że są istoty, które nie podejmują samodzielnych decyzji i czym
        bardziej są nam posłuszne tym bardziej nas zadowalają. To są dzieci"
        • jedenkruczek Re: Nie piszesz nic o cierpieniu 18.02.06, 23:43
          Jak zawsze twoje uwagi pokazują niedociągnięcia w tekście .
          Faktycznie „rozproszenie ego” to termin może efektowny ale całkowicie
          abstrakcyjny dla większości ludzi, także dla mnie. Jednak wydaje mi się, że
          mógłby być to stan, w którym „nadstawienie drugiego policzka” oraz „kochaj
          bliźniego jak siebie samego” są oczywistościami i nie wymagają żadnego wysiłku.

          "Pamiętajmy, że są istoty, które nie podejmują samodzielnych decyzji i czym
          bardziej są nam posłuszne tym bardziej nas zadowalają. To są dzieci".

          Oczywiście jest to dość duże uproszczenie i troszkę nagiąłem problem aby
          zilustrować tezę, że można żyć szczęśliwie będąc posłusznym i nie dokonując
          wyborów. Nie miałem na myśli koszarowego wychowania.
          Dzieci dokonują wielu samodzielnych wyborów i potrafią bardzo mocno ich
          bronić , a rodzice powinni zachęcać je i uczyć podejmowania decyzji. Być może
          to jest sedno wychowania.
          Jednak funkcjonuje termin „grzeczne dziecko” i nie spotkałem rodziców , którym
          byłoby wszystko jedno czy ich dzieci uczą się, czy wagarują, czy sprzątają po
          sobie, czy myją zęby, czy chodzą w zimie w czapce jeśli się je o to prosi itp.
          Nie wszyscy rodzice pytają się także swoich dzieci w jakich butach chcą chodzić
          i jakie ubranie nosić itd.
          • kamfora posłuszeństwo 21.02.06, 18:42
            jedenkruczek napisał:

            >> Oczywiście jest to dość duże uproszczenie i troszkę nagiąłem problem aby
            > zilustrować tezę, że można żyć szczęśliwie będąc posłusznym i nie dokonując
            > wyborów.

            Wydaje mi się, że inaczej rozumiemy pojęcie posłuszeństwa. Dla mnie
            posłuszeństwo to dokonywanie świadomych wyborów zgodnych z oczekiwaniami
            tego, komu się c h c e być posłusznym. Posłuszeństwo jest aktem woli.
            Żaden normalny rodzic nie będzie zadowolony ze ślepego wykonywania poleceń
            przez dziecko.
            • jedenkruczek Re: posłuszeństwo 23.02.06, 23:57
              >> Oczywiście jest to dość duże uproszczenie i troszkę nagiąłem problem aby
              > zilustrować tezę, że można żyć szczęśliwie będąc posłusznym i nie dokonując
              > wyborów.
              W podtekście chodziło o to czy żołnierz może wrócić z wojny i żyć szczęśliwie
              (z wojny, która nie była jego wyborem).

              W zasadzie trudno się z tobą nie zgodzić, jednak ...
              Jeśli poproszę swojego pięcioletniego synka:
              „Jacusiu proszę, umyj rączki przed jedzeniem”
              To czy dokonuje on świadomego wyboru?
              Jakie jego zachowanie nazwiesz ślepym posłuszeństwem, a jakie nieślepym ?
              Jeśli umyje rączki bez ociągania to czy mam prawo być zadowolony, a jeśli będę
              zadowolony to będzie to patologia?

              Ja nie popieram rozwiązań autorytarnych, nikogo nigdy nie zmuszałem do
              posłuszeństwa i uważam, że jedyną drogą rozwoju jest wolny wybór i ponoszenie
              jego konsekwencji. Ale nie chcę zastępować słowa posłuszeństwo, innym słowem,
              tylko dlatego, że może się ono źle kojarzyć.
              • kamfora Re: posłuszeństwo 24.02.06, 08:17
                jedenkruczek napisał:


                > Jeśli poproszę swojego pięcioletniego synka:
                > „Jacusiu proszę, umyj rączki przed jedzeniem”
                > To czy dokonuje on świadomego wyboru?
                > Jakie jego zachowanie nazwiesz ślepym posłuszeństwem, a jakie nieślepym ?

                Tak, dokonuje świadomego wyboru. Zauważ, że zanim zacznie chodzić do łazienki
                myć sam ręce przed jedzeniem, z kilkaset razy zdąży Cię na różne sposoby
                zapytać "a dlaczego?"
                Na razie muszę znikać, ale wrócę (bo temat mnie interesuje)
      • kornelski Re: Nie piszesz nic o cierpieniu 18.02.06, 22:19


        Witam WIELKIM WYBUCHEM zaczynam , aleeeeee

        Czemu ma służyć ten słowotok , zakamuflowanym werbunkiem jest , cierpiących,
        zagubionych , podatnych osób które szukają prawd uniwersalnych , liczących , że
        tacy jak ty , niby bezinteresownie w prezencie , im je ofiarują ; za darmo czy
        za posłuszeństwo ?


        jedenkruczek napisał:


        > Pamiętajmy, że są istoty, które nie podejmują samodzielnych decyzji i czym
        > bardziej są nam posłuszne tym bardziej nas zadowalają. To są dzieci, a przecież
        >
        > nie wspominamy naszego dzieciństwa jako piekła. To niewinność i spontaniczność
        > pozwalają dziecku wyjść obronną ręką ze świata zakazów i nakazów (oczywiście
        > dzieci nie zawsze są posłuszne).



        Posłuszeństwo dzieci najbardziej zadawala pedofili chyba , a potem mogą one
        wyjść obronną ręką tak jak cytowany przez ciebie seksoholik , którego
        doświadczenia seksualne rozpoczęły się najprawdopodobniej już w dzieciństwie ,
        przykładem swego ojca najczęściej i najlepszym co może dla nich być to
        nieposłuszeństwo , negatywny przykład ich doświadczenia i sprzeciw jemu .




        Podobnie żołnierz na wojnie jest tylko
        > narzędziem, nie wybiera pomiędzy dobrem a złem i dzięki temu zło nie obciąża go
        > .



        Żołnierz na wojnie cały czas wybiera między życiem swoim a wroga i nie obciąża
        uważasz sumienia ?
        Mój Ojciec uciekł z Syberii , wstąpił do Armii Andersa i najlepiej wiem jak
        owo posłuszeństwo i niby brak wyboru wpłynął na obciążenie jego psychiki .







        > Posłuszeństwo jest więc sposobem na swobodne unoszenie się na fali życia i nie
        > obciążanie nas przez zło które spotykamy na naszej drodze.


        Tak posłuszeństwo wyznawców jest niebem dla guru , piekłem zaś dla nich .




        • jedenkruczek W odpowiedzi na Wielki Wybuch. 19.02.06, 16:49
          Witam, dziękuję za wnikliwą analizę moich wypowiedzi i postaram się Wielki
          Wybuch znieść mężnie.
          Oczywiście miałem i mam świadomość, że w czasach wszechpanującej
          powierzchowności jestem postrzegany jako naganiacz do sekty. Na pewno większość
          czytelników przejrzała mnie na wylot, ale nie mieli w sobie tyle pasji by mi o
          tym powiedzieć. O krzywdzie wyrządzonej nam przez fałszywych mistrzów pisaliśmy
          już w innym wątku, więc powiem tylko o tym, że społeczeństwo uważa, że pokonało
          sekty, ja myślę, że to sekty wygrywają zniechęcając ludzi do jakichkolwiek
          poszukiwań. Ja nie dam się żywcem zamknąć w ciemnym grobowcu zastanej
          duchowości. Tu są tylko mitologia, symbole, ikony i „słowotok”. To mnie nie
          interesuje.

          „Słowotok o cierpieniu” – to czysta prawda – nie mam się czego wstydzić i każdy
          może o tym mówić.

          Pojawia się problem posłuszeństwa :
          „Czemu ma służyć ten słowotok , zakamuflowanym werbunkiem jest , cierpiących,
          zagubionych , podatnych osób które szukają prawd uniwersalnych , liczących , że
          tacy jak ty , niby bezinteresownie w prezencie , im je ofiarują ; za darmo czy
          za posłuszeństwo ?„
          Mam nadzieję że nie pomyliłeś mnie z Ojcem Rydzykiem.
          Przyznam, że słowo posłuszeństwo wydało mi się piękne, urokiem postaci świętych
          (na obrazach), pięknem piosenki Paula McCartneya „Let it be”, pięknem tego
          kosmicznego porządku, którego jesteśmy cząstką (bo przecież każdy atom, każdy
          proces fizyczny czy chemiczny nie jest dowolny, ma swoje ściśle określone
          granice i jest im posłuszny). No ale czy ja mam prawo o tym mówić, czy nie
          lepiej pozostawić to w gestii Benedykta XVI, a może każdy kto mówi o takich
          sprawach jest dziwakiem (kimś trochę podejrzanym), bo przecież „normalni”
          Polacy podchodzą z dużą rezerwą do posłuszeństwa wobec prawd uniwersalnych
          (dlatego trzeba powołać specjalne instytucje rządowe do monitorowania
          publicznej moralności).
          Posłuszeństwo i dzieci – to moja całkowita porażka.
          „Posłuszeństwo dzieci najbardziej zadowala pedofilii chyba ......”
          No cóż, moi rodzice nie uprawiali seksu ze mną, a moje posłuszeństwo było dla
          nich ważne (zdarzyło mi się dostać pasem, a to za wagary, a to za spóźniony
          powrót do domu). Chyba nie pozostaje mi jednak nic innego jak przyznanie, że
          moja rodzina była wyjątkowa i takie doświadczenie jest unikalne i stało się
          moją obsesją. Dlatego postanowiłem odwołać wszystko co napisałem na ten temat,
          tak więc nie twierdzę już, że posłuszeństwo dzieci sprawia rodzicom radość.
          Wina bądź niewinność żołnierza.
          Ja na szczęście nie znalazłem się w takiej sytuacji, więc nie wiem jak bym to
          zniósł, chyba jednak nie najlepiej, no ale co to zmienia?
          Ja twierdzę, że żołnierz jest niewinny, a ty, że jest winny?
          Czy twój ojciec pytał się kapelana jak rozwiązać jego wątpliwości, jaką
          otrzymał wykładnie i czy był jej posłuszny?
          A jak rozwiązał ten problem Sokrates (czy Platon) , wiemy, że był żołnierzem i
          to w czasach kiedy nie prowadziło się walki przy pomocy „czerwonych guzików”.
          Trzeba było osobiście poderżnąć gardło drugiemu człowiekowi, a raczej
          kilkudziesięciu ludziom w ciągu jednego dnia. Jak to znosił? Co o tym sądził?
          Czy stawał w ostatnim szeregu i unikał walki, czy może celował obok serca (w
          nadziei, że nie zrobi wielkiej krzywdy), a może walczył najlepiej jak umiał i
          traktował to jak każde inne zajęcie i po prostu skutków nie brał na siebie.
          Oczywiście ja nie jestem Sokratesem, ale to chyba nie powód aby nie pisać o tym
          na forum filozoficznym.
          A co o buddyjskich mnichach szkolących się w walkach, czy nigdy nikogo nie
          uderzyli?
          A Bhagawadgita święta księga hinduizmu, która jest rozmową żołnierza, który nie
          chce walczyć, z Bogiem.
          A Homer i jego bohaterowie, którzy nie obwiniają ani siebie ani swoich
          przeciwników o śmierć, uznając w tym względzie kompetencje bogów.

          Obwinianie rodziców, analizowanie dzieciństwa jako praprzyczyny naszych
          wszelkich ułomności, szukanie winnych w sobie i w otaczającym nas świecie to
          trucizna psychoanalizy. To nie jest prawda to tylko jest zgodne z algorytmem
          działanie naszego umysłu. Czyli jest po prostu logiczne, czyli według naszego
          umysłu tak powinno być. Według filozofii wschodu osobowość człowieka jest
          wynikiem jego uczynków, a więc jest jak gdyby naszą „czarną skrzynką”.

          Wydaje mi się, że bez względu co napiszę i tak Ty jak i większość czytelników
          będziecie widzieć w moich wypowiedziach podstęp, pułapkę. Ja mogę zapewnić
          wszystkich, że moja „sekta” jest super i tu nikogo się nie zniewala.
          • kornelski Re: W odpowiedzi na Wielki Wybuch. 19.02.06, 19:50


            Uzdolnionym człowiekiem jesteś , do pisania książek raczej .
            Tu uszanować inteligencję czytelnika i liczyć z weryfikacją tez stawianych , a
            bronić ich gdy trzeba , nie przecząc sobie w jednym .
            Uszanuj zatem osobę swoją , weryfikacji nie proś , bo ją otrzymasz , zgubą
            szczęścia twego będzie , szczęśliwy jesteś w zakłamaniu swoim mniemam .


            Słowami przeczysz :


            jedenkruczek napisał:
            Chyba nie pozostaje mi jednak nic innego jak przyznanie, że
            > moja rodzina była wyjątkowa i takie doświadczenie jest unikalne i stało się
            > moją obsesją.

            Wnioskowi twemu :


            > Obwinianie rodziców, analizowanie dzieciństwa jako praprzyczyny naszych
            > wszelkich ułomności, szukanie winnych w sobie i w otaczającym nas świecie to
            > trucizna psychoanalizy. To nie jest prawda to tylko jest zgodne z algorytmem
            > działanie naszego umysłu. Czyli jest po prostu logiczne, czyli według naszego
            > umysłu tak powinno być. Według filozofii wschodu osobowość człowieka jest
            > wynikiem jego uczynków, a więc jest jak gdyby naszą „czarną skrzynką̶
            > 1;.







            Żołnierza wina człowieczeństwo zaczyna , kłamliwe rozgrzesza posłuszeństwo .

            Auschwitz Majdanek idei kaganek i pusty sumienia jest dzbanek .

            Żadna Inkwizytorów przewina , Joanna spalona dziewczyna .

            Człowiek posłuszny ideałom dusznym , uczynion bezdusznym .
            CNU.

            • jedenkruczek Oświęcim to nie to samo co los żołnierza na wojnie 19.02.06, 23:53
              Ale Oświęcim i Majdanek to nie to samo co los żołnierza na wojnie. Ludzie,
              którzy wymyślili obozy koncentracyjne nie byli pod wpływem konieczności, oni
              tworzyli ją dla innych. Obozowi oprawcy strzelający do bezbronnych więźniów
              także nie walczą o swoje życie. Nie uważam także aby analogie pomiędzy sędziami
              trybunałów inkwizycyjnych a żołnierzami na wojnie były trafne.

              Jeśli praca w niedzielę jest złamaniem przykazania i może być uznana za grzech
              (oczywiście ta podjęta z własnej inicjatywy), to przecież pracownik zmuszony
              przez swojego pracodawcę do pracy w święto nie jest oskarżony, zostaje uznany
              za niewinnego. Przez analogię postawiłem swoją tezę o niewinności żołnierza.
              To wszystko.
              • kornelski Re: Oświęcim to nie to samo co los żołnierza na w 20.02.06, 20:21
                jedenkruczek napisał:



                Podobnie żołnierz na wojnie jest tylko
                narzędziem, nie wybiera pomiędzy dobrem a złem i dzięki temu zło nie obciąża go.
                Posłuszeństwo jest więc sposobem na swobodne unoszenie się na fali życia i nie
                obciążanie nas przez zło które spotykamy na naszej drodze.”

                Krótkowzroczność i poszukiwanie usprawiedliwienia dla wyczłowieczenia .
                Miarą obciążenia jest bowiem ilość krzywd , jakie mogą wybaczyć oprawcy jego
                ofiary .
                Inkwizytorom więc wybaczyłaby Joanna , czy doktrynie jaką opatrzeni i posłuszni
                byli oni ?
                SS-manowi wybaczają ofiary , czy zmuszającemu go do działania i jemu posłusznemu
                faszyzmowi ?
                Żołnierzowi wybacza zabijany przez niego żołnierz , czy posyłającemu do boju
                żołnierza generałowi ?









                > Ale Oświęcim i Majdanek to nie to samo co los żołnierza na wojnie. Ludzie,
                > którzy wymyślili obozy koncentracyjne nie byli pod wpływem konieczności, oni
                > tworzyli ją dla innych. Obozowi oprawcy strzelający do bezbronnych więźniów
                > także nie walczą o swoje życie. Nie uważam także aby analogie pomiędzy sędziami
                >
                > trybunałów inkwizycyjnych a żołnierzami na wojnie były trafne.
                >
                > Jeśli praca w niedzielę jest złamaniem przykazania i może być uznana za grzech
                > (oczywiście ta podjęta z własnej inicjatywy), to przecież pracownik zmuszony
                > przez swojego pracodawcę do pracy w święto nie jest oskarżony, zostaje uznany
                > za niewinnego. Przez analogię postawiłem swoją tezę o niewinności żołnierza.
                > To wszystko.
                >




                Konformizm więc leczyć ma sumienie?
                • jedenkruczek Re: Oświęcim to nie to samo co los żołnierza na w 23.02.06, 23:53
                  Na wstępie chciałbym zrobić zastrzeżenie do tej dyskusji.
                  Ja moje wypowiedzi, na forum kawiarenka filozoficzna, traktuję jako luźną
                  wymianę myśli (czyli filozofowanie) i nigdy nie miałbym śmiałości stanąć przed
                  rodzinami ofiar i pouczać o winie, niewinności czy przebaczeniu.

                  Przepraszam za to, że w jednym z poprzednich listów użyłem osoby twojego ojca
                  do mojej argumentacji. To był błąd. Przepraszam.

                  Moje widzenie moralności wynika z nadziei, że to niemożliwe aby Bóg pozostawił
                  człowieka w labiryncie zła (grzechu) bez wyjścia, aby wszyscy byli winni.
                  Myślę, że człowiek osaczony przez zło, postawiony wobec tragicznych dylematów
                  (takich jak ten gdy w czasie powstania warszawskiego hitlerowcy nacierali na
                  pozycje powstańców pędząc przed sobą ludność cywilną) powinien mieć szansę
                  ochronić swoją duszę. Jest to więc moja odpowiedź na fundamentalizm.

                  > Konformizm więc leczyć ma sumienie ?
                  Nie, ja nie twierdzę, że konformizm leczy sumienie, lecz że przymus leczy
                  sumienie, i jest tu wiele warunków dodatkowych, chociażby ten autorstwa Buddy
                  (podobno) : „ kto zabije drugiego człowieka z radością w sercu nigdy nie zazna
                  szczęścia” .

                   Krótkowzroczność i poszukiwanie usprawiedliwienia dla wyczłowieczenia .
                  Powtarzam jeszcze raz, ja nie mówiłem o wszystkich przestępcach, mordercach,
                  złodziejach itd.
                  Ja usprawiedliwiam człowieka postawionego wobec konieczności, wobec tragicznego
                  dylematu itp.

                   Miarą obciążenia jest bowiem ilość krzywd , jakie mogą wybaczyć oprawcy jego
                  ofiary .

                  To twierdzenie mogłoby oznaczać, że Adolf Hitler mógłby wejść do nieba, ale
                  jako ostatni – tego nie wiem.
                  Natomiast chciałbym przestrzec przed wiązaniem przebaczenia z losem
                  zbrodniarza. Człowiekowi stwarza trudność przebaczenie bezinteresowne, jest ono
                  rozumiane jako rodzaj niezrozumiałej grzeczności jaką powinien sprawić swojemu
                  prześladowcy dobry chrześcijanin. Człowiek oczekując sprawiedliwości i
                  zadośćuczynienia preferuje przebaczenie „królewskie”.
                  To jest takie, w którym zbrodniarz mając za plecami kata klęczy przed królem i
                  łamiącym się głosem (ze łzami w oczach) wyznaje swoje grzechy i prosi o
                  przebaczenie. Król widząc jego upokorzenie jest gotów okazać wtedy swoją łaskę.
                  A co jeśli przestępca nie okaże skruchy, jeśli będzie żył w bogactwie i dobrym
                  zdrowiu. Mamy mu nie przebaczyć?
                  Przebaczenie jest związane ze staraniem aby ofiara nie dała się przeciągnąć
                  z „krainy dobra” do „krainy zła”.
                  Czy jeśli moja córka została by zgwałcona, to czy celebrowałbym jej cierpienie:
                  upamiętnił dzień w którym dokonano gwałtu, trzymał w szafie ubranie w którym
                  wtedy była itd. czy też chciałbym aby jak najszybciej powróciła do stanu
                  psychicznego sprzed gwałtu. Aby znów się śmiała i znów była szczęśliwa.
                  Kiedyś aby powrócić do poprzedniego stanu potrzebowano zemsty, ofierze
                  przynoszono ściętą głowę zbrodniarza itp.
                  Przebaczenie powinno być natychmiastowe, automatyczne i bezwarunkowe.
                  Dziwi mnie to przywiązanie do cierpienia, to że wielu ludzi akceptuje
                  rozciągnięcie cierpienia w czasie, to co trwało godzinę staje się całym życiem.
                  Przebaczenie jest jedyną dostępną formą uwolnienia się od cierpienia.
                  Nie możemy przebaczyć fałszywym ideom, gdyż one nie istnieją, nie są bytem (i
                  nigdy nim nie były). I to jest prawdziwy tragizm ludzkiego losu, tyle
                  cierpienia, tyle tragedii (myślę np. o wojnach) bo ludzie coś sobie myśleli,
                  coś im się wydawało?
                  Musimy przebaczyć istotom, i to temu co jest ich prawdziwą tożsamością, co jest
                  ich prawdziwą duchową siłą życiową, ich siłą sprawczą, ich duchowi, a więc…
                  chyba…Bogu.
                  „Przebaczam wszystkim istotom, przebaczam wszystko, przebaczam natychmiast i
                  przebaczam sobie samemu sobie (aby pozbyć się poczucia winy)”
                  • scand Re: Oświęcim to nie to samo co los żołnierza na w 24.02.06, 10:26
                    > Dziwi mnie to przywiązanie do cierpienia, to że wielu ludzi akceptuje
                    > rozciągnięcie cierpienia w czasie, to co trwało godzinę staje się całym
                    >życiem.

                    A może chodzi, o to że cierpienie jest prawdziwsze od złudnego pogodzenia się
                    ze wszystkim ? Czy ludzie nie pragną odczuć raczej prawdę swojego zycia (jaka
                    by ona nie była) niż odczuwać jedynie i wciąż jego nijakość ? Może ludzie
                    pragną zatem nawet mieć nawet złe odczucia niż nic zgoła nie odczuwać..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka