Split - parking dla turystów

IP: *.bartpl.com 04.05.07, 14:34
Czy ktoś zna jakiś parking dla turystów w Splicie? Interesują mnie szczególnie okolice pałacu Dioklecjana. Nie chcę zostawiać auta pełnego bagazy na kilka godzin po prostu na ulicy. Szukałem informacji o parkingach ale niestety nic konkretnego nie znalazłem. Może ktoś też wie jak najprościej dojechać w okolice portu w Splicie z autostrady? I ostatnie dodatkowe pytanie, czy są jakieś parkingi skierowane głownie pod turstów Trogirze, Zadarze i Szybeniku?
    • Gość: tom Re: Split - parking dla turystów IP: *.stella.net.pl 04.05.07, 17:01
      przed samym Dioklecjanem jest dość pojemny, strzeżony (i płatny, niestety, dość
      słono...) parking, na ktorym jednak - bywa - nie da się znaleźć miejsca od razu
      i trzeba poczekać albo i wykonać kilka "rund honorowych", zanim trafi się wolne
      miejsce. Byliśmy w Dioklecjanie dwa razy - raz parkowaliśmy tam, płacąc jak za
      zboże, raz - na ulicy jakieś 250 metrów od palacu, za darmo. I nic się nie
      stało, więc nie demonizujmy tego naszego fetyszu, jakim jest auto i jego
      zawartość. CRO to nie PL, na szczęście (dla nas to takie średnie szczęście, bo
      my raczej większość czasu spędzamy w PL, a nie w Croatii...)
      • Gość: Kir Re: Split - parking dla turystów IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.05.07, 12:35
        Koło pałacu Dioklecjana przy samej przystani jest duży parking, płatny ok 10
        kun/h. Oczywiście jest wielu chętnych ale czasem nie trzeba czekać. A jak nie
        chcesz płacić to możesz odbić od tego parkingu w lewo (patrząc w kierunku
        morza) i przejechać wzdłuż całego portu promowego i dworca PKS (jakieś 300m) i
        wjechać w górę w prawo nad plaże miejską. Tam musisz znaleźć jakiś parking a do
        pałacu nie jest tak daleko.

        Albo możesz odbić wjeżdzajac do ścisłego centrum w prawo i objechawszy pałac od
        północy szukać miejsca koło discounta albo dalej przy stadionie.
        Ten Discount jest przy ulicy Zninsko - Frankopańska
        TYlko nie stawaj nigdzie na zakazie. W kawadrans odtransportują ci samochód
        daleko za miasto ;-)

        maps.google.com/maps?f=q&hl=pl&q=split,+croatia&ie=UTF8&om=1&ll=43.509297,16.439581&spn=0.010582,0.01
        8175&z=16&iwloc=addr

        A co do zawartosci auta: to nie Polska. Tam auta zostawia się z uchylonymi
        szybami. Włamania do samochodów a jeszcze do samochodów turystów się nei
        zdarzają. Wiem ze trudno w to uwierzyć ale naprawdę jak nie zostawisz na
        wierzchu portfela, aparatu, kamery itd to nic sie stac nie powinno
      • Gość: Ania Re: Split - parking dla turystów IP: *.eranet.pl 05.05.07, 15:11
        Auto to taki sam fetysz w Chorwacji, jak i w Polsce. Albo nawet bardziej. I tak
        samo jak w Polsce zdarzają się tam włamania do samochodów i kradzieże. Czy do
        turystycznych nie wiem, nigdy nie byłam autem na polskich numerach w Chorwacji,
        ale do naszego autka średniej klasy na numerach z Zagrzebia włamano się już dwa
        razy. I to w jednej miejscowości turystycznej. Nie powiem, w której, żeby was
        nie straszyć ;-)
        • Gość: tom Re: Split - parking dla turystów IP: *.stella.net.pl 06.05.07, 17:00
          ...więc i dopowiem dwa zdania na temat własnych spostrzeżeń dotyczących wątku
          samochodowo-włamaniowego... Kiedy pierwszy raz wypoczywaliśmy w Croatii, szokiem
          był dla nas widok, jaki obserwowaliśmy każdego dnia od około godz. 10. Obok
          miejsca, w którym codziennie plażowalismy, parkował sobie jakiś jegomość.
          Stawiał pod pinią swe "Ugo" (nie mylić z "Yugo"!), wypakowywał z bagażnika
          piankę, butle powietrzne i resztę ekwipunku płetwonurka, pakował to wszystko na
          ponton i wypływał w morze. Wracał zwykle ok. godz. 18, czasem z siatką pełną
          małży, czasem tylko z woreczkiem z niewieloma skolkije. Przez ten czas samochód
          stał sobie w miejscu publicznym z pootwieranymi szybami, z kluczykami w stacyjce
          i - co dla nas było dobijające - saszetką z dokumentami na podszybiu. Ani raz (a
          staraliśmy się dyskretnie obserwować to auto, stojące może z 10-15 metrów od
          naszego stanowiska plażowego) nie zdarzyło się, by ktoś z przechodzących mimo
          ludzi choćby zatrzymał się, by zapuścić żurawia do wnętrza, włożyć rękę przez
          otwarte okno itp. Podobne sceny obserwowaliśmy później wielokrotnie też i w
          innych miejscach, i to zarówno w odniesieniu do samochodów, jak i pozostawianych
          na plażach (taka forma "rezerwacji miejsca") karimat, materaców, ręczników itp.
          Naturalnie, nie chcę nikomu wmawiać, że jest to kraina absolutnie bezpieczna, że
          tam się nie zdarzają kradzieże, burdy, naciąganie klientów na zawyżone rachunki
          w restauranach, wciskanie jakichs popłuczyn po winogronach jako rasowej rakiji
          itp. Zachęcam tylko do nieulagania naszym stereotypowym, przeniesionym wprost z
          naszego gruntu wyobrażeniom o tym, jakie to obyczaje muszą jakoby panować w
          takich miejscach, w których panuje duża anonimowość, "płynność kadr", czyli
          częsta wymiana ludzi, mieszanina języków, kultur i obyczajów. Jednak życzyłbym
          szczerze wszystkim, którzy wypoczywają nad Bałtykiem bądź pod Tatrami, aby czuli
          się tak bezpiecznie i pewnie, jak Polacy mogą czuć się nad Adriatykiem. Trzeba
          po prostu pojechać i samemu otrzeć się o ten klimat, a potem - wyciągnąć własne,
          suwerenne wnioski. Jeśli nie będzie to bezkrytyczny, bałwochwalczy zachwyt
          wszystkim, co się zobaczy, ale chłodna, racjonalna ocena - to będzie to, o co
          chodzi. W swoim imieniu mogę powiedzieć, że pod tym względem się nigdy nie
          rozczarowałem, jeśli nie liczyc ostatniego pobytu, kiedy jacyś smarkacze
          (najprawdopodobniej, bo nie podejrzewam przechodzących obok zaparkowanego
          samochodu turystów z ... Polski) zwinęli z kół mojego auta cztery ozdobne,
          stylowe, stalowe kapturki na wentyle...
Pełna wersja