z namiotem przez Chorwację

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.09, 20:43
Wybieramy się samochodem do Chorwacji-tzn ja i mój mąż. Kupiliśmy
fajny namiot bo nie chcemy być ograniczeni miejscem noclegu.
Jesteśmy jeszcze młodzi więc chcemy to wykorzystać, że jeszcze nam
się chce jechać tak na wariata :)

ile kosztują plus minus pola namiotowe w Chorwacji tzn namiot, 2
osoby,+samochód.

prowiant bierzemy z Polski ewentualnie dokupimy na miejscu pieczywo
i warzywa, owoce.

ile powinniśmy mieć minimalnie pieniędzy tzn bez szaleństw tylko
pola namiotowe, paliwo i bilety wstępu do atrakcji turystycznych ???

P.S wiem, wiem...czytałam już forum od A do Z ale nie znalazłam
informacji na nurtujące mnie pytania

czy jest dostęp do prądu tzn czy można zagotować wodę w czajniku
elektrycznym np w łazience i czy wtyczki są takie same jak u nas???

kto tak zwiedzał ten piękny kraj... ? może jakiś fajny kierunek
zwiedzania. Czas 2 tygodnie w jednym miejscu max 2 noce...

ja kiedyś byłam w Chorwacji ale mieszkałam w hotelu w Dubrowniku
więc to nie to samo...



    • hepik1 Re: z namiotem przez Chorwację 03.08.09, 21:09
      www.eurocampings.pl/pl/europie/chorwacja/
    • Gość: Ola Re: z namiotem przez Chorwację IP: *.4web.pl 03.08.09, 21:09
      My też na wariata, od zawsze, z dwójką dzieci i ciągle na wariata :) W tym roku
      była Chorwacja. Campingi w Chorwacji są gorszej jakości niż np. we Francji czy
      Hiszpanii, jest też ich o wiele mniej i są mniejsze, a to z powodu bardziej
      skomplikowanej powierzchni (góry, skałki). Nie są też tanie. Zależało nam na
      tym, żeby płacić kartą i to też był problem. Campingi są przeważnie prywatne.
      czytałam na forum, że niektóre są zrzeszone ale chyba na takie nie trafiliśmy.
      Każdy camp 'trza oswoić'. To takie nasze prywatne powiedzenie, a znaczy tyle, ze
      w pierwszym momencie nic Ci się nie podoba, ale na drugi dzień już jest ok. Za 4
      osoby z taksą, samochód, duży namiot i prąd płaciliśmy 220 kun/doba. Na każdym
      campie pobierana jest taksa - to chyba coś w rodzaju naszego klimatycznego.
      Jeśli chodzi o prąd to nie zauważyłam czy w sanitariatach jest dostęp do
      gniazdek, ale dobrze mieć ze sobą przejściówkę, bo chcąc się podłączyć do
      skrzynki może być potrzebna. I jeszcze jedno, dobrze byłoby żebyście mieli
      stalowe szpilki do namiotu i porządny młotek. Tam gdzie my byliśmy, pod trawą,
      był dość kamienisty grunt, ale to nie tylko w Chorwacji tak jest. W tym roku
      byliśmy i na kwaterach i na campingu, pokoje są fajne i tanie, wygodne i mają
      klimę, ale camping ma swoje zalety, swój klimat. Ja uwielbiam tak spędzać wakacje.
      • Gość: turystka222 Re: z namiotem przez Chorwację IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.09, 09:20
        dzięki ola właśnie o tego typu informacje mi chodzi...

        może ktoś jeszcze tak zwiedzał bez hoteli, apartamentów i
        pensjonatów??? czekam- dzięki
    • Gość: natalii24 Re: z namiotem przez Chorwację IP: 213.25.153.* 04.08.09, 14:22
      My płaciliśmy za samochód, przyczepę i 2 dorosłe osoby/doba:
      Camping Zaton- 305 kun
      Solaris - 27 euro
      Camping Dole - 190 kun
      Camping Galeb - 222 kuny

      Poleacm wszystkie oprócz Zatonu, bo chociaż ten ma poziom najwyższy, to jednak
      jest strasznie komercyjnie. Camping Galeb jest dobry dla dzieci, bo ma delikatny
      zwirek, natomiast Dole polecam na nurkowanie, super miejsce, pzrejrzyta woda i
      ładne widoki. Solaris to odrobina luksusu, bo to resort składający sie z kilku
      hoteli i campingu, dostęp do wszystkich basenów obok hoteli jest bezpłatny, do
      tego mnóstwo kafejek oraz knajp z kapelami.
      Wodą można zagrzać w łaziene, ale również można podłączyc sie do prądu na
      zewnątrz do paneli z prądem, o ile jakiś będzie wolny.Wtyczki są europejskie. Co
      należy wziąć ze sobą: na pewno młotek, latarkę na zewnątrz, jakąś miskę lub kosz
      do noszenia naczyń celem ich umycia, ponieważ plaże są w większości kamieniste
      na pewno jakiś dobry leżak lub grubą matę.

      Aha, campingi należy opuszczać do godziny 12 następnego dnia, oni tak liczą
      dobę, z wyjątkiem Solarisa, tam była to godzina 14.

      My zwiedzaliśmy: z Solarisa: Sibenik oraz wodospady Krka, wejscie ok 50 PLN od
      osoby, ale naprawdę warto).
      Z campingu Dole można zrobic wypad do Makarskiej (ok. 30 km) Dubrovnika i BiH
      (Mejugorie oraz Mostar - super miasteczko, również polecam).Na BiH warto kupić
      zieloną kartę, bo tam kosztuje 17 eur.
      Z campingu Galeb można zwiedzić Omiś, Split (ok. 30 km) i pobliskie miejscowości.
      Ostatni był Zaton obok Zadaru i to właśnie miasto zwiedzaliśmy jako ostatnie.

      Byliśmy 14 dni, na wszystko wydaliśmy 5500, nie licząć paliwa w Polsce ok. 700
      PLN oraz zakupów ok. 300 PLN. Ponieważ byliśmy z przyczepą średnie spalanie było
      na poziomie 10-14 litrów/100 km.

      Winietki na Słowacji (2 m-ce) - ok. 60 PLN
      Austria w obie strony ok 15 eur
      Słowenia w jedną strone 15 eur.
      Autostrada w Chorwacji od granicy do Zadaru ok 230 kun (II kat pojazdu)


      • Gość: turystka222 Re: z namiotem przez Chorwację-długie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.09, 11:54
        wróciliśmy i było cudownie

        Zaczęliśmy od Czech ale tam mieliśmyśmy darmowy nocleg i wyżywienie
        u moich teściów :) Jak zwykle zwiedzanie i jeszcze raz zwiedzanie.
        Nawet byłam w elektrowni wodnej-trafiliśmy na pana który sam nam
        zaproponował, że nam wszystko opowie a że pracował tam z 50 lat więc
        był ekspertem. Całkowity przypadek :)

        Potem czeskie wesele o... jak inne niż nasze polskie...

        Następnie wędrówka na Brno, Wilno, Graz i omijanie autostrad w
        Słoweni. Było warto bo nocowaliśmy w Ptuj (Słowenia) a tam są termy.
        Wydaliśmy chyba 38 euro za nocleg na fajnym Campingu i możliwością
        moczenia się w ciepłych wodach do 22 jednego dnia i do 12
        następnego :) Nocą po termach poszliśmy na spacer po miasteczku.
        Słodkie miejsce ale jeszcze troche nie odkryte. Rano pojechaliśmy
        jeszcze na zamek i aby pooglądać panoramę miasta z góry.

        Kolejny punkt wycieczki to Zagrzeb. Piękne miasto i chcemy tam
        wrócić tylko Camping choć pozornie fajny nie był najlepszy bo blisko
        drogi a raczej autostrady więc nad ranem miałam wrażenie, że śpimy
        dosłownie na środku drogi i zaraz wjedzie w nas jakiś TIR.
        Zagrzeb naprawdę piękny- szkoda, że tylko nocą. Zjedliśmy pieczoną
        kukurydzę :)

        Rano wyjazd w kierunku Plitwickich Jezior. Campink Korana ładny,
        dobre warunki sanitarne ale też najdroższy bo zapłaciliśmy 190 kun
        za 2 osoby, namiot i samochód. Strasznie dużo Niemców!!! Akurat
        mieliśmy nieszczęście i rozbiliśmy się koło niemieckiej rodzinnki,
        której przeszkadzało, że w dzień podczas obiadu słuchamy polskiego
        audiobooka mimo, że nie był głośno a do nich było ze 30 metrów...
        ale ściszyliśmy dla świętego spokoju.

        Rano wycieczka na jeziora- oczywiście nauczeni poprzednim pobytem
        byliśmy tam rano aby zobaczyć jak najwięcej bo kiedyś byliśmy zbt
        późno i tylko oblecieliśmy okoliće wielkiego wodospadu i czuliśmy
        niedosyt. Tym razem zaskoczyły nas bramki na parkingu i opłata,
        których nie było wcześniej.
        Wybraliśmy trasę K czyli tą najdłuższą - która jak dla nas nie
        rtwała 6-8 godz a raczej 5 godzin a przejechaliśmy się dodatkowo
        pociągiem, który nie był w programie w dwie strony aby powrócić do
        szlaku K.
        Trasa piękna i polecam ją szczerze bo na innych straszny tłok. Aż
        mnie męczyły te wycieczki dreptające w miejscu. Chyba te odcinki
        przebyliśmy najszybciej bo nie miałam ochoty dreptać z dziadkami z
        parasolami (mimo, że pogoda słoneczna a nie deszczowa).
        Dlatego też cieszyliśmy się, że tylko momentami trasa K łączyła się
        z innymi trasami.
        Wieczorem nasyceni jeziorami i utwierdzeni, że wrócimy tu dopiero
        jak będziemy mieć dzieci pojechaliśmy dalej...
        Dojechaliśmy do miasteczka Senj (jeśli dobrze pamiętam nazwę) i tam
        znaleźliśmy Camping jadąc kawałek na południe... pierwszy mijany był
        niezbyt fajny i stwierdziliśmy, że szukamy dalej bo nie będziemy
        latać do samochodu po schodach co chwilę...drugi troche dalej od
        miasta był super. Leżał w zatoce pomiędzy dwoma skłami. Było na nim
        max 15 namiotów :) Łazienka ok. Prąd niestety tylko w łazience ale
        dało się tam zagotować wode na nasze jedzenie. Camping 240 za dwie
        noce. Spaliśmy 10 metrów od morza... Woda niestety jak dla mnie za
        zimna ale inni się kąpali. Był tam podest z betonu i tam się
        opalaliśmy i jedliśmy bo było wygodniej niż na kamieniach.
        Wieczorem zwiedzaliśmy twierdzę i całe miasteczko.

        Niestety pogoda na tym Campingu była dość dziwna i drugiej nocy
        zerwał się mega wielki wiatr. Namiot zaczą łapać wiatr, zaczą się
        zginać niemal do ziemi i niestety troche się zniszczył. Zbił nam
        jedną miskę i się poszarpał o jej pobite brzegi (nie wiem jak to się
        stało) i połamała się jedna rurka z konstrukcji (na szczęście jak
        pisałam namiot fajny więc miał zapasową w komplecie). Jak wiatr
        zamiast przechodzić tylko się nasilał stwierdziliśmy, że zwijamy
        dobytek. Nie dało się złożyć go normalnie jak należy więc
        wrzuciliśmy go na tylne siedzenie z zamiarem zwinięcia go w innym
        miejscu.
        Spakowaliśmy rzeczy i zjedliśmy tylko jakiś gorący kubek na
        śniadanie i pojechaliśmy dalej.

        Pojechaliśmy na wyspę Pag. Super było na promie- choć drogo 124 kuny
        za 20 min rozrywki. Tak wiało, że potem nie mogłam włosów rozczesać
        hehe! Wyspa ładna ale nie zachwycająca. Strasznie mało możliwości
        zaparkowania samochodu w misteczkach...Może to zmęczenie po
        nieprzespanej wietrznej nocy ale zrezygnowliśmy z noclegu na wyspie
        bo tu też wiało. Wiatru już mieliśmy troche dość.
        Z wyspy zjechaliśmy mostem i zaraz znależliśmy super Camping w
        Rażanac. Pusty wśród drzew choć daleko od morza tzn jakieś 20 min
        pieszo albo 7min samochodem. Ale za to spokój i jeszcze raz
        spokój. Łazienka prawie cała dla nas. Drzewa nad głową dające
        przyjemny chłód w upał. Wiatr zatrzymywany na drzewach. Po prostu
        miejsce jak marzenie a cenowo też najtańszy. Zostaliśmy tam dwie
        noce. Plaża kamienista jak to zwykle w Cgorwacji. Ale piękny widok
        na góry po drugiej stronie kanału. Troche zamulone dno więc kąpiele
        nie polecane ale widok nie zapomniany.
        Następnego dnia wycieczka do Zadaru wędrówka po uliczkach tego
        miasteczka przypomniała nam Dubrownik. Wspaniałe miasto. Oczywiście
        zjedniśmy lody... Potem powrót na Camping przez miasteczko Nin. To
        miejsce polecam. Wspaniały kościółek miniaturka pod miastem a miasto
        też jak z obrazka. Same zabytki nad malowniczą wodą. Szkoda, że
        przewodnik tylko o tym wspomniał...Jak zwykle największe wrażenie
        robią na nas miejsca dość nieodkryte tylko lekko wspomniane pomiędzy
        innymi miejscami, które są przereklamowane...
        Następnie pojechaliśmy poopalać się na Ljubać, gdzie plaża była
        piaszczysta a woda płytka.

        Wycieczka dobiegła do końca- nie podliczyliśmy kosztów ale drogo nie
        wyszło na miejscu bo jedzenie mieliśmy swoje... gotowe dania, kus
        kus, mielonki, własna herbata, kawa, gorące kubki, zupki, sosy
        itd... Jedliśmy lepiej i więcej niż w domu :)
        Większość kosztów ponieśliśmy przed wyjazdem. mieliśmy około 2000
        kun z bankomatu - zostało nam troche więc pojechaliśmy potem
        autostradą.

        W sklepach kupowaliśmy wino, pieczywo, owoce i dodatkowo zgrzewkę
        wody.
        Reszta to wydatki na paliwo (ale płaciliśmy kartą), Campingi i
        miejsca które zwiedzaliśmy...

        Wycieczka super- niestety mąż musiał wracać wcześniej do pracy ale
        co najważniejsze odpoczeliśmy a jak się okazało wycieczki
        spontaniczne są najlepsze :)
        Pozdrawiam

        • Gość: vvv Brawo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.09, 12:21
          Jeżeli robiliście zdjęcia to zapraszam do umieszczenia tej relacji
          na stronie www.cro.pl.

          Intryguje mnie także to czeskie wesele.
          • Gość: turystka222 Re: Brawo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.09, 21:43
            pierwszy raz byłam na czeskim weselu i możliwe, że to jedno było
            inne niż nasze ale może u Czechów tak właśnie się ludzie bawią.
            Dodam, że była to Praga czyli nie jakaś mała "dziura".

            Ślub był w parku botanicznym udzielany przez urzędnika. Potem obiad
            w gospodzie dla rodziny a potem pod tą samą gospodą zabawa na
            dworze. Do jedzenia kanapeczki, pokrojona wędlina i inne drobnostki.
            W sumie dobrze, że nie przyjechaliśmy głodni jak to bywa przed
            polskimi weselami... Do picia piwo, wino i soki. Muzyka na żywo
            takie "czeskie disco" tylko zamiast parkietu był kawałek betonu i
            myślałam, że moje obcasy zaraz będą o kilka cm krótsze...
            Potem na koniec zrobiło się zimno i rozpalono ognisko ale bez
            kiełbasek... Założyłam polar, który miałam w bagażniku i wcale nie
            czułam się źle ubrana.
            Dodam, że tylko mój mąż był w gajerku i pod krawatem (początkowo pan
            młody też był) a reszta gości to jeans'y i ogólnie sportowy styl...
            Ja miałam sukienkę i buty na obcasach, o których wspomniałam i byłam
            chyba najbardziej elegancka a sukienkę wybrałam bardzo skromną wręcz
            taką w jakiej normalnie chodzę np. na randkę z mężem hihi :) czyli
            nie suknia balowa.
            Po jakimś czasie panna młoda przebrała się też w jeans'y i bluzę
            dresową :) i niczym nie wyróżniała się od reszty gości.
            Nie było oczepin i iinych tego typu zabaw, zero wódki...
            Jedynym zwyczajem było porwanie panny młodej- braliśmy udział w jej
            poszukiwaniach.
            Impreza bardzo na luzie i naprawdę było wszystko inaczej niż na
            naszym typowo polskim. Fakt oni się dziwili jak u nas byli rok
            temu...

            Ale bawiliśmy się dobrze choć ja niewiele rozumiałam i musiałam
            liczyć na tłumaczenie... ale jak to z czeskim bywa wszystko co do
            mnie mówili było dla mnie zabawne... tylko musiałam unikać mówienia
            słowa "szukam" bo troche inaczej mnie rozumieli hihi ale jakoś kilka
            razy mi się wymknęło i mówiłam, że muszę "poszukać męża" hihi

            Ale zabawa niezapomniana...polecam :)


            P.S fotki zamieszczę jak znajdę chwilę - jeszcze ich nawet dokładnie
            nie obejrzałam :) pozdrawiam
Pełna wersja