Dodaj do ulubionych

Mamy pracujace

19.05.04, 16:57
Na emamie pojawil sie watek o odczuciach mam pracujacych jak dzieci sa
male (do ktorego zreszta sie dopisalam) i zainspirowal mnie do zadania
nastepujacego pytania, glownie do mam, ktore w miare szybko wrocily do
pracy po urodzenia dzieci, ale nie tylko (moze macie jakies przyklady
z bliskiego otoczenia).
Czy waszym zdaniem, z perspektywy lat, to ze zamiast siedziec w domu
poszlyscie do pracy odbilo sie jakos na Was i Waszych dzieciach. Czy
tego zalujecie i teraz zrobilybyscie inaczej? Jezeli zalujecie to
dlaczego?
Ja tez napisze co ja mysle, ale to na "nastepnej zmianie". U nas juz
dochodzi pierwsza w nocy i padam na nos, a rano trzeba leciec do pracy smile)).
Obserwuj wątek
    • judytak Re: Mamy pracujace 20.05.04, 12:19
      ja żałuję tylko, że moja mama siedziała ze mną w domu trzy lata
      potem trwało mi prakrtycznie następne trzy lata, żeby sie nauczyć "życia bez
      mamy" - najpierw przez rok miałam opiekunkę (zapisano mnie do przedszkola,
      owszem, ale przez dwa tygodnie ryczałam bez przerwy od rana do popołudnia, to
      mnie wypisano), potem poszłam do przedszkola, ale było mi tam źle, tak naprawdę
      dopiero w szkole czułam się w miarę dobrze

      moje dzieci, z którymi byłam w domu z każdym po około roku, podobnych problemów
      nie miały

      ale wydaje mi się, że kiedy dziecko rozpoczyna szkołę, znów przez jakiś czas
      (pierwszy rok?) dobrze jest, jak ma mamę - nie zaraz "niepracującą", ale taką,
      która ma czas i możliwość, żeby się dzieckiem zająć - przyuczyć do
      samodzielnego odrabiania lekcji, zadbać o wystarczającą ilość ruchu na świżym
      powietrzu, orientować się na co dzień we wszystkich "sprawach i sprawkach"
      dziecka (mi się udało urodzić Trzecie, jak Pierwsze było w pierwszej klasie :o))

      co później, tego jeszcze nie wiem, ale nadal to, jak robiłam, robię, wydaje mi
      sie rozsądne

      pozdrawiam
      Judyta
    • izunia6 Re: Mamy pracujace 21.05.04, 11:07
      To chyba zależy od mamy. Jeżeli siedząca w domu mama jest sfrustrowana,
      znudzona, nie potrafi o niczym innym mysleć i mówić niż o dzieciach i obiadku,
      to lepiej żeby poszła do pracy. Mnie pójście do pracy zmobilizowało do tego,
      żeby o siebie zadbać, lepiej się zorganizować, mieć więcej czasu, więcej tematów
      do rozmowy. Być atrakcyjniejszą partnerką, dla dorastających dzieci, nie mówiąc
      już o męzu. Ale znam matki, które siedząc pozornie w domu, mają mnóstwo
      zainteresowań, pasji i świetnie się spełniają. Natomiast nie poświęciłam dzieci
      dla kariery i choć mój dyrektor jest młodszy ode mnie, nie żałuję tego.
    • evee1 Re: Mamy pracujace 24.05.04, 09:03
      Napisze jak bylo u mnie. Po urodzeniu corki poszlam do pracy na pol
      etatu jak Joasia miala dwa i pol miesiaca, a dwa lata pozniej siedzialam
      "az" 4 miesiace w domu z Bartkiem. Ale ... przez caly czas w czasie
      mojej nieobecnosci dziecmi opiekowala sie moja mama (mieszka z nami
      na stale), a jak Bartek sie urodzil, to na rok przyjechala tez do nas
      tesciowa. Wlasciwie to moja mama byla glowna inicjatorka mojego
      wczsnego powrotu do pracy, twierdzac, ze po co ja mam siedziec w domu
      skoro ona tam jest i moze sie dzieciakami zajac. No i faktycznie
      opieke maja super. Ja bym chyba siedzenia w domu nie zniosla, ale
      nie siedzenia z dziecmi, tylko siedzienia z mama smile)).
      W sumie, to u dzieci nie widze jakos ujemnych skutkow bycia przeze
      mnie kobieta pracujaca. Dla nich to po rpostu normalne, ze mama chodzi
      do pracy i juz. Ale babcia zawsze postepowala tak, ze ja mialam byc
      ta najwazniejsza dla dzieci. Moze dlatego, ze sama mnie do pracy
      "wypychala", to sama przed dziecmi tlumaczyla dlaczego mamusi nie ma.
      Musze powiedziec, ze wczesniej wlasciwie nie bylo mi zal, ze nie bylo
      mnie w domu przez caly dzien kiedy dzieci byly male, dopiero teraz,
      kiedy dzieciaki sa juz podrosniete, to wolalabym miec wiecej czasu
      dla domu i dzieci.
    • serengetti Re: Mamy pracujace 26.05.04, 10:16
      U mnie było inaczej. Siedziałam w domu z córką przez 3 lata, ale nie mogę
      powiedzieć, że nie pracowałam. Bo musiałam nas utrzymać - mąż nie chciał nam
      dawać na życie, więc przez cały dzień starałam się być matką i gospodynią
      domową, a wieczorami przemieniałam się w maszynistkę komputerową i
      przepisywałam różne prace, doktoraty, formatowałam dokumenty itd itp. - żeby
      jakiś grosz zarobić. A potem, kiedy córka miała 3 lata, odeszłam od męża. Ona
      poszła do przedszkola - przyznam, że z tym nie było kłopotów, bo świetnie się
      tam czuła i nie przepłakała ani jednego dnia, a ja zaczęłam szukać pracy. Udało
      mi się, dostałam dobrą pracę - zaowocowało moje nocne przepisywanie - i pracuję
      w tej samej firmie do tej pory. Powiem wam, że nie żałuję, że te 3 lata
      spędziłam z córką w domu - mimo wszystko. Myślę, że to są lata, kiedy matka
      jest dziecku niezbędna, zanim odrobinkę się usamodzielni. A i mnie były one
      potrzebne - udoskonaliłam swoje umiejętności, co zaowocowało dobrą pracą. Kto
      wie, w końcu często rządzi nami przeznaczenie, czyż nie?
      Katarzyna
      • verdana Re: Mamy pracujace 30.05.04, 10:03
        Chyba wszystko zależy od tego, czy mamie zalezy na pracy i moze przede
        wzystkim - jak długo musi pracować. Ja miałam tą luksusową sytuację, ze nie
        chodzę do pracy codziennie. Gdybym musiała pracować od rana do wieczora i
        widzieć dziecko tylko w niedzielę - nie wiem, jak by było. Ale z drugiej strony
        przrazaja mnie teraz róznego typu akcje "Zielonych domów" itd, które mają pomoc
        dzieciom odzwyczaić się od stałej opieki mam, mamy płaczące w przedszkolu.
        Wydaje mi się, ze trzy lata sam na sam z dzieckiem - to moze być za bardzo
        uzalezniające dla obu stron. Dziecko powinno stykać się też z innymi ludxmi niż
        mama. Poza tym ojcowie nie pracujacych matek są czasem tak bardzo zapracowani,
        ze dziecko pozbawione jest faktycznie taty. Już wolę, aby miało po trochu mamy
        i taty niz ttlko mamę, a tatę od świeta.
        • serengetti Re: Mamy pracujace 31.05.04, 12:28
          No cóż - moje dziecko w czasach, kiedy byłam z mężem nie miało taty ani w dzień
          powszedni, ani w święta. Bo tata wracał do domu, robił awanturę, że nie jest
          tak czysto, jak być powinno, a ja nic nie robię, chociaż siedzę w domu, a potem
          szedł do swojego pokoju i zamykał się w nim. A w weekendy, zamiast spędzić z
          córką trochę czasu, wyganiał nas na spacer, a sam coś tam dłubał - w naszym
          domu panował wieczny rozgardiasz remontowy, bo mój mąż uważał, że dom jest
          najważniejszy i ma być piękny. Tak więc z czystym sumieniem twierdzę, że teraz
          moje dziecko ma więcej taty, niż wtedy, kiedy mieszkaliśmy razem.
          A co do stykania się z innymi ludźmi - wszystko da się załatwić, wystarczy chęć
          i dobra wola. Przede wszystkim należy rozszerzyć grono znajomych o mamusie z
          dziećmi - ja tak zrobiłam. Muszę przyznać, że poznałam na spacerach i nie tylko
          (np. w sklepie) wiele uroczych kobietek - robiłyśmy sobie wspólne popołudnia -
          dzieci bawiły się razem, a my plotkowałyśmy, wymieniałyśmy się doświadczeniami,
          dawałyśmy sobie rady. Wszystko w życiu da się zorganizować. I mimo wszystko
          mama czy babcia w domu jest lepsza niż żłobek. Szczerze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka