30.06.05, 21:42
to chyba pierwszy mebel jaki zapamiętałam. Wszystkie ważne chwile
dzieciństwa, młodości rozgrywały się przy tym meblu. Tu na mnie krzyczano,
chwalono, tu się siedziało przy obiadach, przyjęciach świątecznych,
chrzcinach, stypach.
A był to olbrzymi stół. Zajmował włąściwie w mieszkaniu Babuni cały pokój.
Wokół krzesła i kredens (dziś stoi w moim domu).
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: stół 30.06.05, 22:24
      Był produktem PRL. Bardzo szybko się rozesechł, nogi zaczęły się rozjeżdżać na
      wszystkie strony. Siedząc za stołem należało uważać, aby go nie potrącić -
      wtedy wszystko zaczynało tańczyć - zwłaszcza filiżanki na nie w pełni
      dopasowanych spodkach - a wtedy kawa i herbata znajdowały się na białym
      obrusie.Poza tym, ilekroć byli goście, Mama zwykle sadzała mnie i jeszcze kilku
      gości na wersalce, podkładając im poduszki dla uzyskania odpowiedniej wysokości
      siedziska i twarzy; koszmarem było, jeśli przypadło mi miejsce po obu stronach
      którejś z nóg stołowych - wtedy nie miałem prawa zrobić najmniejszego ruchu. Te
      wszystkie komplikacje wynikały z faktu, że w ciasnym i tak mieszkaniu (48 m na
      4, potem 3 osoby - przy tym wszystkie osoby pracujące umysłowo, więc i
      czytające, i piszące) stół miał swe miejsce w pokoju mniejszym i tylko na
      Wigilię był przenoszony do większego, gdzie zawsze było drzewko. Rekord, który
      padł na przyjęciu z okazji doktoratu Taty: 25 osób, przy czym do stołu były
      wtedy dostawione dwa inne mniejsze, pożyczone od sąsiadów.
      • marcin_95 Re: stół z ruszającymi się nogami 02.07.05, 13:00
        Rozsychające się meble to skutek odgórnych nacisków po linii partyjnej, by nie sezonować drewna, gdyż odbija się to na planach przekroczenia planu ;-) Ciekawe, że cenzura jak najbardziej pozwalała na drukowanie rozwiązania technicznego dostępnego dla każdej złotej rączki: mebel należało rozebrać na części, złącza oczyścić z resztek kleju, po czym elementy wchodzące w otwory w innych elementach (kołki, wypusty itp.) bardzo ciasno owinąć gazetą nasączoną klejem stolarskim czy innym wikolem. Po zaschnięciu można było w razie potrzeby spiłować tak, by elementy te weszły w przeznaczone dla nich gniazda, i ponownie skleić. Oczywiście jak ktoś nie poczuwał się do bycia Adamem Słodowym, mógł zawsze wziąć pół litra i porosić bardziej oblatanego w te klocki sąsiada lub znajomego ;-)
        • luccio1 Re: stół z ruszającymi się nogami 02.07.05, 19:07
          Tato nie miał siły sam bawić się w to - inne rzeczy robił (i ja potem za jego
          wzorem) jak najbardziej: np. osadzanie kołków drewnianych pod haki. Zaczynał
          się od wybicia otworu, przy czym nie mieliśmy żadnej wiertarki, a tylko ręczny
          przebijak, tzw. "wilk", w który stukało się młotkiem, za każdym uderzeniem
          wykonując fragment obrotu. Kiedy głębokość była już właściwa, rozrabiało się
          gips, następnie przeszprycowywało otwór wodą przy pomocy gumowej gruszki,
          wsadzało tam gulę gipsu, wciskało kołek, gipsem, który wypłynął na zewnątrz,
          zacierało otwór tak, aby mniej więcej wyrównać powierzchnię do (i tak
          nierównej) powierzchni ściany, potem czekało przez noc, aż wszystko wyschnie -
          i nazajutrz wbijało hak, albo wkręcało śrubę (uprzednio przebiwszy otwór
          gwoździem o nieco mniejszej średnicy). Potem należało jeszcze pomalować po
          gipsie farbą temperową ("plakatówką"), stosując się ile się dało do koloru
          ściany. Robiło się i inne rzeczy: pamiętam, że w domu rodzinnym kinkiet nad
          wersalką w małym pokoju wisiał na uciętym fragmencie starego, jeszcze
          metalowego, wkładu do długopisu, osadzonym w otworze wprost w gipsie, bez kołka
          (na ten sztyft "nadziewało" się kilim).
          Zachowałem do dziś list Taty do Mamy (będącej właśnie z nami na wakacjach), w
          którym "sprawozdawał" krok po kroku proces zasiedlania mieszkanie (plomba, r.
          1965, jeszcze cegła + pustaki, jeszcze klepka w pokojach): pierwszym krokiem
          było wezwanie hydraulika ze sprężyną, aby przetkał główny pion kanalizacyjny
          wchodząc od czyszczaka WC, drugim: dokompletowanie oprawek w lampach: kuchennej
          i łazienkowej... itd.
          Szafy, które Tato projektował, musieliśmy zostawić w dwóch mieszkaniach po
          kolei (były wpasowane na wymiar z uwzględnieniem krzywizn ścian - nigdzie nie
          było jednego kąta prostego).
          • romanska.3463 Re: stół z ruszającymi się nogami 02.07.05, 20:52
            w moim domu Tato w identyczny jak opisałeś sposób chciał przymocować karnisz.
            Niestety zamiast gipsu dał kredy. Tato był świetnym prawnikiem, niestety do
            prac tego typu miał jak to się mówi "dwie lewe ręce". Nie muszę opisywać efektu
            wieszania firanek. Całość zleciała odłupując przy tym kawał ściany.
    • kajka04 Re: stół 28.06.06, 10:34
      okrągły, który stoi nadal u mojej babci w jej drewnianym domu z okiennicami;
      rozkładany, gdy była impreza rodzinna; babcia i dzidziuś przy nim siedzący,
      szkoda, że teraz siada tylko już z nami babcia ...
      • kajka04 Re: stół 28.06.06, 10:35
        kajka04 napisała:

        > babcia i dzidziuś przy nim siedzący,

        miało być : babcia i dziAdziuś --oczywiście
    • mama1974 Re: stół 13.09.06, 22:47
      Nasz był duży i z szybą. Kiedyś z siostrą przewróciłysmy kryształowy wazon i zbiłyśmy tę szybę. Była bura. W odsieczy przybył pewien Józef zjawiąjąc się w samą porę.....

      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka