dzisiaj mam usg. 10 tc od OM
*dokladnie* ten sam dzien ciazy i ten sam dzien tygodnia, co ostatnim razem...
... kiedy to dowiedzialam sie, ze serduszko nie bije, ze dziecko nie zyje...
bardzo sie boje
zwlaszcza, ze ostatnim razem moj gin byl na urlopie i przyjmowala mnie kobieta
w zastepstwie...
... tym razem jest *tak samo* - znow urlop mojego gina i znow ta sama
kobieta...
wtedy wybieralam sie do polski krotko po badaniu, teraz tez...
ja juz nie moge myslec o tych podobienstwach
tak bardzo sie boje, ze uslysze ten sa "wyrok"
dla odczarowania biore tym razem ze soba meza...
najgorsze jest to, ze poprzednim razem nie mialam zadnych sygnalow zblizajacej
sie tragedii; nie plamilam, nic mnie nie bolalo... "po prostu" dziecko umarlo.
bylam zaszokowana, nie wiedzialam (bo i skad? pierwsza ciaza), ze takie rzeczy
sie zdarzaja... poronienie kojarzylo mi sie z bolem, krwia, objawami... a tu
nic z tych rzeczy
teraz jest podobnie - zadnych objawow zagrozenia, a ja drze... czuje sie
bardzo ciazowo, mam regularne mdlosci, spie i spie i spie, wiecznie jestem
zmeczona (maz robi w zasadzie wszystko w domu... swiety czlowiek

. w tym
tygodniu nawet pojawil mi sie taki mini-ciazowy brzuszek, inny niz sadelko (za
duzo jem i tyje za duzo

), taki twardy od dolu...
... ale i tak bardzo sie boje tej wizyty dzisiaj...
... czy uslysze serduszko???
dlugi ten post, duzo marudzenia... ale wiem, ze tutaj moge sie wygadac,
wyrzucic swoje leki, po prostu byc wsrod przyjaciol, ktorzy wiedza, co to
strach, panika przed kazdym badaniem
dziekuje Wam dziewczyzny, ze jestescie i ze dzieki Wam to forum istnieje
bardzo jest potrzebne
po3majcie kciuki...