Dodaj do ulubionych

Niestety, jutro rano idę na zabieg :-((((

15.09.04, 23:07
Na dwóch urządzeniach USG potwierdzona została diagnoza: brak akcji serca.
Maluszek nie żyje nawet od kilku dni. Coś niedobrego działo się z łożyskiem.
Lekarz podejrzewał zaśniad groniasty. Ale to mogą potwierdzić tylko badania.
Nie chcę się zgodzić na brutalny zabieg jaki mi chciano zrobić jeszcze
dzisiaj. Chciałabym aby poród martwego Maluszka wywołać farmakologicznie aby
mi szyjki nie pouszkadzali za bardzo a łyżeczkowanie tylko ewentualnych
pozostałości. Szyjka jest długa i ujście wew. nadal zamknięte. Nie krwawię
tylko pobolewa mnie w krzyżu. Psychicznie jestem zdruzgotana. Mam dość.
Obserwuj wątek
    • mgg1 Re: Niestety, jutro rano idę na zabieg :-(((( 15.09.04, 23:34
      Basiu
      wiem, ze sa to bardzo trudne chwile, mozna pisac w takich momentach wiele
      banalow, slowa sa tylko slowami..zycze Ci duzo spokoju i cierpliwosci....pokory
      • mgg1 Re: Niestety, jutro rano idę na zabieg :-(((( 15.09.04, 23:45
        i pamietaj niewolno Ci tracic nadzieji!!! moja znajoma starala sie o dziecko 16
        lat, poronila 6 razy, jedna dziecko w 8 mies., urodzila w 38 roku zycia
        zdrowego chlopczyka, ktory wlasnie poszedl do pierwszej klasy...
    • alice1 Re: Niestety, jutro rano idę na zabieg :-(((( 16.09.04, 06:19
      Basiu, tak strasznie mi przykro....
      Teraz jest ciężko, ale zobaczysz, przyjdą lepsze dni...
    • mejdejka Re: Niestety, jutro rano idę na zabieg :-(((( 16.09.04, 07:36
      wyrazy szczerego współczucia
      brakuje mi słów , smutno mi ,
      trzymaj się dzielnie
      pozdrowionka
    • malomi Re: Niestety, jutro rano idę na zabieg :-(((( 16.09.04, 08:27
      Przytulam mocno i pomilcze, bo cóż mądrego można powiedzieć...
      To wszystko jest takie okrutne..
    • anuteczek Re: Niestety, jutro rano idę na zabieg :-(((( 16.09.04, 08:43
      Basiu,
      Tak bardzo mi przykro sad, wklejam tu swój post z poronienia, w którym opisuję
      stratę Bąbelka. Zabieg nie musi być brutalny. Jedyne, co mogę Ci doradzić, to
      dużo chodź, nie bierz rzadnych leków przeciwbólowych, uspokajających i
      rozkurczowych, w ten sposób dasz szyjce wieksze szanse na samoczynne otwarcie...
      Będę myślala o Tobie, jak chcesz dzwoń
      andzia
      ---------
      Chciałabym opowiedzieć Wam o tym, jak straciłam Bąbelka. Na forum znajduje
      się "Moja historia", w której opisywałam koszmar poronienia 20/21-tygodniowej
      Tosi.
      Tym razem było po ludzku, tak, jak w moim mniemaniu powinno być. Trafiłam
      do szpitala z lekkim plamieniem. Po drodze zrobiłam betę. Zanim dotarłam do
      szpitala miałam wynik. Był ok.
      Na izbie przyjęć na hasło plamienie w ciąży zareagowano natychmiast, nie
      musiałam czekać na swoją kolejkę, od razu trafiłam na patologię. Wypełnianie
      dokumentów odłożono na później. Szybciutko zjawił się lekarz, bardzo
      delikatnie mnie zbadał, zrobił usg - Bąbelek jeszcze był w macicy, był
      problem z wysłuchaniem serduszka, ale lekarz nie chciał robić badania
      dopochwowego, żeby nie narażać szyjki, i od razu dostałam kaprogest, no-spę i
      relanium. Przewieziono mnie na salę.Trafiłam do małej dwuosobowej sali z
      łazienką - tak, żebym nie musiała chodzić. Oczywiście dostałam nakaz leżenia.
      Położne pobrały mi krew - lekarz zlecił dosłownie wszystkie badania, które
      można zrobić z krwi. Za dwie godziny były wyniki. Wszystko było jeszcze w
      porządku. Następnego dnia leżałam i dostawałam leki. Lekarz i położne ciągle
      zaglądali do mnie i pytali czy niczego nie potrzebuję - nawet w nocy położna
      zaglądała. Kiedy powiedziałam, żeby odpoczęła, stwierdziła: "ty tu jesteś
      najważniejsza" i tak właśnie się czułam. Byłam spokojna. Wieczorem zaczęły
      się surcze, początkowo lekkie, ale zaczęły się nasilać. Dostałam silniejsze
      leki. Następnego dnia rano na usg okazało się, że Bąbelka nie widać w macicy.
      Na sali ze mną leżała dziewczyna w szóstym miesiącu, miała już ładny brzuszek
      i właściwie wszystko było z nią w porządku. Kiedy wróciłam z badania, okazało
      się, że dziewczyna ta została przeniesiona na inną salę - żeby nie
      przysparzać mi cierpienia.
      Poproszono mnie do gabinetu lekarskiego - byli tam moj lekarz prowadzący,
      ordynator i psycholog. Choć wiedziałam co i jak, lekarze bardzo dokładnie
      wytłuaczyli mi mechanizm poronienia. Mogłam sama podjąć decyzję, czy chcę
      spróbować wywołać poronienie farmakologicznie, czy łyżeczkujemy od razu, czy
      odstawiamy leki rozkurczowe i czekamy, aż sprawa się sama rozwiąże.
      Przedstawiono mi plusy i minusy każdego rowiązania, ale decyzję mogłam podjąc
      sama. Postanowiłam odstawić leki podtrzymujące i rozkurczowe i czekać.
      Wiedziałam, że w każdej chwili mogę poprosić o coś przeciwbólowego i zmienić
      zdanie. Dopiero kiedy dokonałam wyboru, dowiedziałam sie, że wybrałam
      najlepsze - z medycznego punktu widzenia- rozwiązanie.
      Położne doradziły mi, żebym spacerowała. Skurcze się nasiliły. Po jednym -
      wyjątkowo silnym poczułam, że mam bardzo mokrą wkładkę. Okazało się, że to
      wypadł Bąbelek. Położna zawołała lekarza, lekarz potwierdził, że "jajo
      płodowe zostało wydalone". Może to zabrzmi dziwnie, ale lekarz zostawił mnie
      na chwilę i powiedział, że mogę się pożegnąć, bo on wie, że to, co nazywa się
      jajem, dla mnie jest ukochanym dzieckiem. Choć było już dość późno lekarz
      podjął decyzję o natychmiastowym łyżeczkowaniu - żebym niepotrzebnie nie
      krwawiła. Potem poszłam do gabinetu zabiegowego, gdzie znowu miałam wybór -
      znieczulenia. W międzyczasie położne zawiadomiły moją rodzinę. Po zabiegu
      zajęli się mną rodzice- zostali całą noc. Dostałam zastrzyk przeciwbólowy.
      Rano zjawił się psycholog.
      Przy wypisie lekarz poinformował mnie o forum 'poronienie', dostałam
      skierowanie na betę i usg (po tygodniu i po dwóch). Wstępnie zostałam
      umówiona na hsg i wizytę u genetyka.
      Dostałam oksytocynę, recepty na antybiotyk, leki przeciwbólowe i
      uspakajające.
      Nie była to klinika prywatna, ani uniwersytecka, lecz mały szpital pod
      Łodzią. Moja ginka była na urlopie, lekarze i położne nie dostali ani grosza.
      Lekarza prowadzącego widziałam pierwszy raz w życiu.
      andzia
      • mgg1 anuteczku 16.09.04, 08:51
        czytam, lzy cisna sie do oczu, serce dygocze jak oszalale..
    • agape76 Re: Niestety, jutro rano idę na zabieg :-(((( 16.09.04, 09:12
      Tak strasznie mi smutno i przykro. To niesprawiedliwe.
    • agnesm1 Re: Niestety, jutro rano idę na zabieg :-(((( 16.09.04, 10:59
      sad Basiu zadne slowa Cie w tej trudnej chwili nie pociesza, bo wiem jak strata
      boli... ale wiedz ze trzeba miec nadzieje - ona daje nam sile...
      mam kolezanke, ktora poronila 4 razy, a teraz ma juz dwoje malych urwisow - nie
      bez przejsc, ale udalo sie...

      A jezeli chodzi o krawienie, to u mnie dopiero po 6 tygodniach od obumarcia
      dzidzi zaczelo sie krwawienie...
      Agnesm
    • annjan Re: Niestety, jutro rano idę na zabieg :-(((( 16.09.04, 12:28
      Basiu, strasznie Ci współczuję, sama straciłam dziecko w 23 tc.

      Na tym etapie co byłaś, przy problemach z łożyskiem zrób jak najszybciej w
      instytucie reumatologii przeciwciała antyfosfolipidowe i na chocimskiej 5
      antykoagulant tocznia ( tam chyba też robią przeciwciała).

      Jeżeli to nie zaśniad to prawdpodobnie przeciwciała lub zakrażenie bakteryjne.

      Trzymaj się i zrób badania jak najszybciej żeby poznać przyczyny tych tragedii.

      Anka 11 tc
      Agatka ur. i zm.02-02-2004
      • bei Basiu...... 16.09.04, 13:25
        Przeczytaliśmy Twoja wiadomosć z Artim w nocy.....zrobiło się mi smutno....Arti
        milczal....powiedzial tylko- o Boże-...polozyliśmy sie spać...przytuleni....ze
        smutkiem w objęciach....długo nie moglam zasnąć....Arti- ma wielkie niedobory
        snu...więc jemu sie udało.....obudziłam się- i Twój post nadal widniał przed
        oczyma....i siedzi w duszy....Twój los nie jest mi obojetny.....
        Przeczytałam wiadomość Anuteczka...
        Świat wybarwia sie w kolorze niesprawiedliwości.......
        brak mi słów....ale jestem z Tobą.....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka