Dodaj do ulubionych

Szpitalne opowieści

17.11.04, 22:03
Jestem.
Sama skróciłam sobie tym razem pobyt. Po trzech dniach sama odłączyłam się od
kroplówki, która prowokacyjnie "zwisała" ze stojaczka, końcówką dyndając nad
ziemią. Położne stwierdziły: strajk!
Jak miałam nie strajkować, jak trafiłam tam 11 list (święto...), w piątek też
jakoś obchód jak na dyżurach, sobota, niedziela - wiadomo - lekarze dyżurni
na obchodzie przelotem. A mnie po dwóch dniach kroplówki zaczęło dusić z
bólu - miałam wrażenie, że rozwali mi serce. Obawiam się, że po 12 tygodniach
przyjmowania w różnych formach (często w kroplówkach) przestałam tolerować -
jak dawniej - fenoterol... Porobiłam eksperymenty: puszczanie i wstrzymywanie
kroplówki: ból w mostku pojawiał się i znikał, w zależności od tego czy
kapało... Więc odłączyłam. I zażądałam tabletek. I udało się, skurcze nie
wróciły.
W międzyczasie spuchłam tragicznie. Gardło, szyja, twarz, ręce, nogi -
wyglądałam jakbym zwiedziła gniazdo os. Szok. W nocy oddychałam z trudnością.
Znalazłam w końcu winowajcę: kilka dni wcześniej przyjmowałam przez 3 dni
Dexametason w tabletkach (sterydy na rozwój płucek dziecka) - okazało się, że
po sterydach zadarza się takie zatrzymanie wody w organizmie... Przeżyłam
szok - w pierwszej ciąży też przyjmowałam te sterydy (również dożylnie:
Dexaven) i takiej reakcji nie było sad
Ale na najgorsze się napatrzyłam... Przywieźli na moją salę (sale
trzyosobowe, świeżutkie, odnowione, elegancki stoliczek, telefony przy
łóżkach, telewizor wink mój własny, hi, hi) kobietę w 26 t.c. z porodówki...
odeszły jej wody... Przez pół dnia walczono: nogi do góry, kroplówki
nawadniające, fenoterol, papaweryna, relanium, antybiotyki, dexaven... żeby
jeszcze choć dzień, może dwa, może trzy... żeby dexaven zaczął działać
zanim... Nie udało się. USG - wód za mało, prawie wcale, porodówka, cc.
Dzieciątko okazało się dzieczynką 750g - wagowo spora, ale narządy wewnętrzne
rozwinięte na przełom 24/25 t.c. Płucka jak papier... Gdy przeżyła pierwszą
dobę, pediatra dalej ostrzegał: płuca mogą w każdej chwili pęknąć pod
respiratorem... jelita mogą nie zacząć w ogóle pracy... Nastąpił wylew krwi
do mózgu i paraliż. Mała nie rusza się w ogóle. Nie wiadomo jeszcze czy
paraliż ustąpi, czy już zostanie (o ile dziecko będzie dalej żyło, krytyczne
są pierwsze 3 tygodnie). Poinformowano matkę (po cc umieszczono ją na
ginekologii, tak się u nas praktykuje, gdy przy matce po porodzie nie ma
dziecka - myślę, że to ludzkie), że w razie, gdyby dziecko miało
pozostać "roślinką" może zrzec się praw rodzicielskich... Odwiedzałam ją
codziennie (nie ma żadnych bliskich) - zwlekałam swój bolący brzuch i szłam
na ginekologię, bo strasznie bolało mnie serce (z żalu nad tym na co się
napatrzyłam) i chciałam choć ja - obca - być przy niej. Była mi bardzo
wdzięczna, ale w którymś momencie przestałyśmy się rozumieć... Nie dałam
poznać po sobie, że chce mi się wyć! Że sama najchętniej poszłabym posiedzieć
przy tym dziecku... Ona... uczepiła się myśli, że "może zamknąć ten rozdział
życia za sobą" (rada psychologa) i zrzec się praw do dziecka - "przecież i
tak nie będzie nic czuło, i będzie mu wszystko jedno czy przy nim będę czy
nie" - ciągle mówiła tylko o swoim 1,5 rocznym synku (którym zajęła się
babcia) i o tym, że polecą na Święta do jej męża, za granicę... Miałam
wrażenie, że uśmierciła swoje drugie dziecko za życia. Nie chcę jej oceniać.
Ale to, co widziałam było dla mnie bardzo ciężkie i smutne. Zdałam sobie
sprawę z tego, że nie mam się co cieszyć, że moje dziecko ma już szansę
przeżycia - gdyby się urodziło. Poród na tym etapie ciąży to tragedia. I
koszmarne cierpienie dla dziecka. I ogromne ryzyko trwałego kalectwa.
Kochane mamy - walczcie o każdy dzień swojego maleństwa w Waszych
brzuchach... Nie ma bezpiecznych granic - ciążę trzeba po prostu donosić...
A ja... staram się być rozsądna smile Jak boli, kładę się zaraz... Szyjka
krótka, rozwarcia jeszcze nie ma (w 1 ciąży zrobiło się na przełomie 31/32
t.c.). Skurcze chwilowo wyciszone. Jak wrócą, to i ja wrócę grzecznie... na
patologię ciąży. Tylko wtedy postawię na głowie cały szpital żeby
skonsultował mnie jakiś mądry lekarz, który nie ma w oczach tylko krocza
(czyt. ginekolog) - np. kardiolog, i powiedział mi jak się dalej kroplówkować
fenoterolem i zachować pewien ważny mięsień w całości (czyt. serce) - bo może
się jeszcze przydać wink
Całuję Was mocno - przepraszam za smuty opisane w tym wątku, ale to życie...
Perissa, 28 t.c.
Obserwuj wątek
    • zonka9 Re: Szpitalne opowieści 17.11.04, 22:51
      Slow mi brak, zeby opisac emocje po przecytaniu tych slow...Niby jedno
      slowo "MATKA" a tak wiele moze oznaczac i tak wiele roznych postaw
      przedstawiac...
      Perisko, ciesze sie, ze jestes w domku, dbaj o Was .
      Buziaki.Emi i Macius
      • bei Magdusiu.... 18.11.04, 01:20
        jak miło czytac , ze jestes.... wiesz...uśmiecham sie- gdy piszesz o swoim
        strajku- jesteśmy podobne- ja kategorycznie odmówiłam przyjęcia preparatu z
        żelazem- mialam po tym leku kłopoty- a gin usiłował mi wmówić- że jak będą
        znowu- to się lek odstawi.....byłam szczera- nie potrafiłam udać ze wzięłam- by
        kłamać, że sie źle czuję...ta tabletka mogła przydać się innej osóbce- a mnie
        wpedziłaby w poważne problemy.......
        Wiesz...ja też podpuchłam po sterydkach na płuca Artusia....mialyśmy to samo
        podane- w 28 tc...moja bliźniaczkosmile- wieki całe młodszasmile

        Twoja opowiesć o mamie biednej kruszynki.....
        My Perii traktujemy nasze macierzyństwo- jako wieczność- a cała reszta jest
        nietrwała....
        ona pozwala wierzyć w niemozliwe...
        prędzej Bóg opuści Boga niż- my mialybyśmy opuścić nasze dziecko...
        Nasze maluszki- przyjdą do nas drogą jakże nieznaną....nie wiemy- jaka bedzie
        ich kondycja...jaki los jest nam i im pisany- ale są KOCHANE
        jesteśmy prawdziwe w emocjach- jesteśmy radosne...smutne...ba- nawet sie
        złościlam na swego synka- gyd lezałam po 8 godzin w wannie- AFI roslo...a on
        nie korzystał z szansy....
        emocje prawdziwe....jak ta miość do niego....
        Moze sie zdarzyc wiele....moze gwiazdy ruszą z miejsca.....moze czas wytnie
        dziwne rany...może zagubię się.........ale nie wyrzeknę się dziecka.....
        Aniele Boży-

        stań teraz przy kruszynce....ja sobie poradzę....
        modlę się o to- czego się boję- by miec silę- na wszystko- co zwiazane bedzie z
        miłością do dziecka....
      • bei cieszę sie Magdusiu- że wróciliście 18.11.04, 01:21
        .....cieszę sie bardzosmile
    • sula_i_komary Re: Szpitalne opowieści 18.11.04, 08:36
      To wszystko mi uświadamia,że jest jeszcze o tyle za wcześnie....a ja już tak się cieszę,że to 25tc.Będę starała się bardzo walczyć o każdy następny tydzień (choć i tak mam obniżoną poprzeczkę do 35tc).
      Tej kobiety nigdy nie zrozumiem.
      Sama urodziłam się w 30tc z niedowładem lewej nogi, stopą szpotawą.Lekarze nie dawali mi żadnych szans i powiedzieli,że umre wktótce lub będę upośledzona umysłowo.....moi rodzice też mogli tak postąpić....ale tego nie zrobili!!!!
      Dziękuje im za to.
      sula i chłopaki-bliźniaki
      25tc smile
      • agnesm1 Re: Szpitalne opowieści 18.11.04, 09:26
        Perissa ciesze sie bardzo, ze wrocilas - no i mam nadzieje, ze uda Ci sie jak
        najdluzej zatrzymac Artiego w brzuszku... Moj Dominik ostatnio szaleje - kopie
        i wypycha nogami sciane brzucha, az sie wybrzusza wink

        A jesli chodzi o ta dziewczyne, to smutne, ze postawila juz w pewnien sposob
        kropke nad i ... a moze to jej metoda na poradzenie sobie z tym wszystkim, ale
        jakim kosztem... kosztem dziecka - tego kruchego maluszka, ktory moze nie
        przezyc nastepnej doby... wlasnie teraz powinna przy nim byc i walczyc...

        No coz kazdy jest inny i podejmuje wlasne czasem bledne decyzje, ktorych potem
        zaluje lub nie...
        Pozdrawiam Cie cieplutko
        Agnesm i rowiesnik Dominik wink
    • rybka002 Re: Szpitalne opowieści 18.11.04, 10:16
      Perissa.
      Cieszę się ogromnie, że już jesteś z nami. O serduszko musisz zadbać
      koniecznie. Ten fenoterol jest koszmarny wiem coś o tym. Życzę Ci i Twojemu
      kochanemu maleństwu zero kłopotów czyt: skurczy i wiele ciepełka.
      A co do tej dziewczyny to koszmar. Dla niej i dla jej malutkiej. Nigdy bym się
      nie pokusiła do oceny jej postawy. Nie można wejść do serca drugiej osoby. To
      zna tylko Bóg...
    • annjan Re: Szpitalne opowieści 18.11.04, 11:56
      Magda, cieszę się bardzo, że jesteś w domku, dobrze się czujesz, masz za sobą
      krytyczną granicę 28 tc.... teraz byle tylko jeszcze kilka miesięcy, tygodni,
      dni...byle jak najdłużej...oszczędzaj się...

      Co do tej dziewczyny, nie chcę jej oceniać, być może to szok spowodowany tą
      tragedią, albo sposób na przetrwanie żeby nie zwariować.

      Ja zaczęłam 20tc, modlę się żeby wszystko było ok. Żeby minął 22/23 tc w którym
      straciłam córcię... odliczam dni i chciałabym dotrwać szczęśliwie do końca.
      Niby wszystko w porządku, a walczę w środku z najgorszymi myślami... Boże, żeby
      móc je tak odgonić raz na zawsze... żeby Maleństwo przeżyło i żebym go nie
      zabiła swoimi przeciwciałami....

      Ściskam Cię i będę śledzić co u Ciebie... dobrze że się odezwałaś i wszystko
      jest ok.

      Buziak
      • bei Perii...wiem..jak sie nie pojawiasz...to jestes 18.11.04, 14:57
        w zlej formie...albo znowu ganiasz! Magda.....dbaj o
        WAS.....Magdziu...Artusiu....pozdrawiam
        • perissa Ganiam, i jestem nerwowa ;) 18.11.04, 15:13
          Ganiam!!
          Byłam dziś w szpitalu na oddziale patologii po swój wypis - dowiedziałam się,
          że wynik posiewu moczu mam jałowy (jak ja to zrobiłam, że pobrałam tak
          sterylnie wink , za to w wymazie z szyjki macicy ... coś rośnie ... sad( Znowu
          jakaś gnida podżera mi szyjkę...
          Dowiedziałam się też, że ta maleńka na OIOM-ie miała dziś w nocy już trzecią
          transfuzję krwi, wciąż żyje... Matkę już wypisano i przebywa obecnie w innym
          mieście u swojej rodziny. Ale wróci tu za dwa dni smile
          Kupiłam wczoraj maleńkie skarpetki i kaftaniki... Boję się, że mam mało czasu -
          tak czuję - może nie przed porodem, ale przed kolejnym szpitalem, z którego
          mogę w którymś momencie już (aż do porodu) nie wrócić...
          Całuję Was bardzo mocno!!
          • mejdejka Re: Ganiam, i jestem nerwowa ;) 18.11.04, 17:45
            witaj kochana perissko !!!
            cieszę się bardzo ,że już wróciłaś do domku i do nas
            życzę CI bys już nie musiała wracać do szpitala

            a co do tej dziewczyny ze szpitala to myślę ,że dziewczyna jest w szoku i nie
            myśli racjonalnie ,pewnie to depresja poporodowa .Nie można jej krytykować
            Często potem takie matki bardzo kochają swoją dzieci
            CZasem życie pisze różne scenariusze

            perissko pozdrawiam CIĘ mocno i ściskam serdecznie
          • bei Bliźniaczko Perii 18.11.04, 18:14
            ja też w 28 tc zaczęłam robić zakupy...w panice- że nie zdązę- że zamkna mnie w
            szpitalu- i nie kupie nicsmile
            Dbaj o WAS

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka