Jestem.
Sama skróciłam sobie tym razem pobyt. Po trzech dniach sama odłączyłam się od
kroplówki, która prowokacyjnie "zwisała" ze stojaczka, końcówką dyndając nad
ziemią. Położne stwierdziły: strajk!
Jak miałam nie strajkować, jak trafiłam tam 11 list (święto...), w piątek też
jakoś obchód jak na dyżurach, sobota, niedziela - wiadomo - lekarze dyżurni
na obchodzie przelotem. A mnie po dwóch dniach kroplówki zaczęło dusić z
bólu - miałam wrażenie, że rozwali mi serce. Obawiam się, że po 12 tygodniach
przyjmowania w różnych formach (często w kroplówkach) przestałam tolerować -
jak dawniej - fenoterol... Porobiłam eksperymenty: puszczanie i wstrzymywanie
kroplówki: ból w mostku pojawiał się i znikał, w zależności od tego czy
kapało... Więc odłączyłam. I zażądałam tabletek. I udało się, skurcze nie
wróciły.
W międzyczasie spuchłam tragicznie. Gardło, szyja, twarz, ręce, nogi -
wyglądałam jakbym zwiedziła gniazdo os. Szok. W nocy oddychałam z trudnością.
Znalazłam w końcu winowajcę: kilka dni wcześniej przyjmowałam przez 3 dni
Dexametason w tabletkach (sterydy na rozwój płucek dziecka) - okazało się, że
po sterydach zadarza się takie zatrzymanie wody w organizmie... Przeżyłam
szok - w pierwszej ciąży też przyjmowałam te sterydy (również dożylnie:
Dexaven) i takiej reakcji nie było

Ale na najgorsze się napatrzyłam... Przywieźli na moją salę (sale
trzyosobowe, świeżutkie, odnowione, elegancki stoliczek, telefony przy
łóżkach, telewizor

mój własny, hi, hi) kobietę w 26 t.c. z porodówki...
odeszły jej wody... Przez pół dnia walczono: nogi do góry, kroplówki
nawadniające, fenoterol, papaweryna, relanium, antybiotyki, dexaven... żeby
jeszcze choć dzień, może dwa, może trzy... żeby dexaven zaczął działać
zanim... Nie udało się. USG - wód za mało, prawie wcale, porodówka, cc.
Dzieciątko okazało się dzieczynką 750g - wagowo spora, ale narządy wewnętrzne
rozwinięte na przełom 24/25 t.c. Płucka jak papier... Gdy przeżyła pierwszą
dobę, pediatra dalej ostrzegał: płuca mogą w każdej chwili pęknąć pod
respiratorem... jelita mogą nie zacząć w ogóle pracy... Nastąpił wylew krwi
do mózgu i paraliż. Mała nie rusza się w ogóle. Nie wiadomo jeszcze czy
paraliż ustąpi, czy już zostanie (o ile dziecko będzie dalej żyło, krytyczne
są pierwsze 3 tygodnie). Poinformowano matkę (po cc umieszczono ją na
ginekologii, tak się u nas praktykuje, gdy przy matce po porodzie nie ma
dziecka - myślę, że to ludzkie), że w razie, gdyby dziecko miało
pozostać "roślinką" może zrzec się praw rodzicielskich... Odwiedzałam ją
codziennie (nie ma żadnych bliskich) - zwlekałam swój bolący brzuch i szłam
na ginekologię, bo strasznie bolało mnie serce (z żalu nad tym na co się
napatrzyłam) i chciałam choć ja - obca - być przy niej. Była mi bardzo
wdzięczna, ale w którymś momencie przestałyśmy się rozumieć... Nie dałam
poznać po sobie, że chce mi się wyć! Że sama najchętniej poszłabym posiedzieć
przy tym dziecku... Ona... uczepiła się myśli, że "może zamknąć ten rozdział
życia za sobą" (rada psychologa) i zrzec się praw do dziecka - "przecież i
tak nie będzie nic czuło, i będzie mu wszystko jedno czy przy nim będę czy
nie" - ciągle mówiła tylko o swoim 1,5 rocznym synku (którym zajęła się
babcia) i o tym, że polecą na Święta do jej męża, za granicę... Miałam
wrażenie, że uśmierciła swoje drugie dziecko za życia. Nie chcę jej oceniać.
Ale to, co widziałam było dla mnie bardzo ciężkie i smutne. Zdałam sobie
sprawę z tego, że nie mam się co cieszyć, że moje dziecko ma już szansę
przeżycia - gdyby się urodziło. Poród na tym etapie ciąży to tragedia. I
koszmarne cierpienie dla dziecka. I ogromne ryzyko trwałego kalectwa.
Kochane mamy - walczcie o każdy dzień swojego maleństwa w Waszych
brzuchach... Nie ma bezpiecznych granic - ciążę trzeba po prostu donosić...
A ja... staram się być rozsądna

Jak boli, kładę się zaraz... Szyjka
krótka, rozwarcia jeszcze nie ma (w 1 ciąży zrobiło się na przełomie 31/32
t.c.). Skurcze chwilowo wyciszone. Jak wrócą, to i ja wrócę grzecznie... na
patologię ciąży. Tylko wtedy postawię na głowie cały szpital żeby
skonsultował mnie jakiś mądry lekarz, który nie ma w oczach tylko krocza
(czyt. ginekolog) - np. kardiolog, i powiedział mi jak się dalej kroplówkować
fenoterolem i zachować pewien ważny mięsień w całości (czyt. serce) - bo może
się jeszcze przydać

Całuję Was mocno - przepraszam za smuty opisane w tym wątku, ale to życie...
Perissa, 28 t.c.