Gość: avila IP: *.lodz.dialog.net.pl 15.05.03, 19:58 Czy ktoś był w Pestum. Proszę o informację czy warto tam jechać. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Linn Re: Pestum IP: *.dialup.tiscali.it 18.05.03, 09:42 Zajrzyj na www.paestum.it, a potem kliknij "Holidays in Paestum". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Abs Re: Pestum IP: *.bmj.net.pl 19.05.03, 11:11 WARTO! Po zwiedzeniu tego greckiego miasta z doskonale zachowana bazyliką i światyniami stwierdziłem, że nie widzę powodu wyjazdu do Grecji. A nie daleko Neapol, Capri itd. Szczególy na życzenie/ Abs Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: avila Re: Pestum IP: *.lodz.dialog.net.pl 19.05.03, 18:01 Dzięki, bardzo chętnie skorzystam z informacji o ciekawostkach tej okolicy. Planuję zwiedzić Pompeje, Wezuwiusz i Pestum. Może polecisz mi miejsca, niedaleko Neapolu, które koniecznie trzeba zobaczyć. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Linn Re: Pestum IP: *.dialup.tiscali.it 20.05.03, 07:44 Capri, Ischia i koniecznie Costiera Amalfitana / przejazd za dnia i noca, droga i statkiem wzdluz wybrzeza /. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Abs Re: Pestum IP: *.bmj.net.pl 20.05.03, 13:26 Jako leń patentowany podaję poniżej "gotowca", czyli notatki z podróży w okolicy Pestum z 2001 : "Źle zaplanowana wycieczka, bo nie obczytana do końca: jedziemy do Pompei i chyba skręcamy z autostrady o jeden zjazd za wcześnie, chociaż za drogowskazem do Pompei. Okazuje się nagle, że Pompei to istniejące miasto, brudne i bałaganiarskie, a najwyraźniej każdy mieszkaniec ma samochód i w niedzielę rano wyprowadza go na ulicę (w najlepszym razie stawia go przy krawężniku, koniecznie naprzeciw parkującego po przeciwnej stronie). Zaraz po wjeździe do miasta stajemy przed znakiem „stop”. Przed nami w poprzek płynie w obie strony nieprzerwany strumień samochodów i innych pojazdów w zasadzie w dwóch przeciwbieżnych rzędach, ale chwilami rzędów jest trzy lub cztery. Nie widzę możliwości wjazdu w tę ulicę ... do czasu, gdy stojący za mną Włosi zaczynają mnie mijać i wplatać się w ten gąszcz pojazdów. Odbywa to się dziwnie płynnie i w ciszy tj. bez zgrzytu gniecionych karoserii i nawet bez trąbienia. Ryzykuję skręt w lewo i udaje się. Ale dalej korek na głównej ulicy, a na wyżej opisanej zasadzie („śmiało i bez przytomności”) w jej ruch włączają się skręcający z bocznych (podporządkowanych) ulic, wyjeżdżający tyłem z bram, inni stoją „na drugiego”, czyli na środku, niekiedy wymieniając pozdrowienia i pogaduszki ze znajomymi, jadącymi (?) w przeciwnym kierunku, a motocykliści robią wszystko, co im do łba strzeli. Całość pełznie w obie strony - zderzak w zderzak, a my zupełnie nie wiemy dokąd jedziemy, wreszcie skręcamy za jedynym dostrzeżonym drogowskazem „Parco Nationale di Vesuvio”, jedziemy coraz bardziej rozłażącymi się drogami, wreszcie jadąc stale pod górę, dojeżdżamy do miejsca, gdzie droga się kończy, pewnie to ten park, bo wysoko i są drzewa, ale głównie widzieliśmy śmieci na drodze i poboczach. Zjeżdżamy w dół, zdecydowani na znalezienie autostrady do domu, ale wcale nam się to nie chce udać, znowu wpadamy w jakieś korki, przejeżdżamy chyba przez różne miasteczka, wreszcie znowu jesteśmy w Pompejach, nagle Wojtek krzyczy „To tu!” i rzeczywiście za mijanym ogrodzeniem widać jakieś ruiny. Jest nawet sporo miejsc do parkowania, ale parkometr uparcie wypluwa nasze liry i nie chce wydać biletu. Idziemy szukać innego, ale nie znajdujemy, wracamy więc do tego upartego, dalej nie chce z nami pohandlować, na szczęście życzliwy tubylec uświadamia nas, że monety należy wrzucać powoli, automat akceptuje nas, płacimy za trzy godziny i idziemy zwiedzać. Wrażenie: Pompei to było duże, dobrze zorganizowane miasto, kiedyś tętniące życiem, wesołe i kolorowe, o czym świadczą ślady fresków i napisów (w tym także wiele haseł wyborczych), niektóre dobrze zachowane domy, niewątpliwie przed zagładą kapiące od przepychu. Teatry, duży stadion, termy, ogromne forum. Całość jednak przygnębia, może ze względu na brunatny kolor murów, paradoksalnie odlewy ciał mieszkańców nie sprawiają wrażenia makabry. Zawsze wydawało mi się dziwne, że ciała te zostały jakby nagle zamrożone w ruchu, przecież teza o zasypaniu popiołem nie tłumaczy ich układu: miałem rację - miasto zginęło wraz z mieszkańcami w wyniku błyskawicznego uderzenia fali pyrokla- stycznej, a dopiero potem zasypał je popiół. Droga powrotna bez problemu. Obiad: rosół (W), bitki, purée, sałatka pomidorowa, wino, jogurt. 212,3 km 17.09. Znowu za 2000₤ autostradą na Neapol (płaci się przy wjeździe), po drodze zdumiewające nakazy ograniczenia szybkości od 80 do 50/godz., typowo (na autostradzie!!!) do 60. Co prawda miejscami trwają prace drogowe, ale nakazy są wszędzie: w miasteczkach do 30, 20 i 10 (!) km . A wszyscy jadą od 80 do nieskończoności, przecinają podwójne linie, wysepki itd. Przed Sorrento korek i ciasnota uliczna, przypominająca nam dzień wczorajszy, ale przynajmniej wiemy dokąd jedziemy, więc spokojnie pełzniemy i przeciskamy się pomiędzy samochodami, skuterami (a cholera z nimi!) i ... pieszymi, którzy plączą się bez sensu po jezdni, ciesząc się jednak pełną bezkarnością i bezpieczeństwem. Nikt nie używa migaczy, nie respektuje stopu, linii ciągłych, zakazu wyprzedzania i innych głupot. Ale chyba dzięki temu wszystko to jakoś posuwa się do przodu. Szczęśliwie w porę spostrzegamy kiosk z napisem „Informatione Capri”, nawet jest miejsce na zatrzymanie się. Dostajemy plan, kupujemy bilety „adesta e ritorno” na „jet” na Capri. Panienka zapomniała nam tylko powiedzieć (po angielsku), że to co nazwała „Marina Piccola” będzie na drogowskazach figurować jako „Port”, więc trochę błądzimy, ale Wojtek w porę to spostrzega, zawracamy i krętą spiralną drogą zjeżdżamy do portu. Samochód zostawiamy na przyportowym parkingu, na żądanie obsługi - na środku placu z kluczem w stacyjce, bo parking tak zapchany, że samochody trzeba przestawiać. Trochę nas to peszy, bo dajemy samochód za kawałek papieru, ale co robić, pijemy cappuccino i wsiadamy na ten jet. Przy wejściu zabierają nam bilety, a gdy protestujemy, że są też na ritorno, dają nam na odczepnego dwa „z powrotem” i jeden „tam”, tłumacząc, że to bez znaczenia. Po namyśle dochodzimy do wniosku, że to możliwe. Dość duża fala, stoimy na tylnym pokładzie, statek pędzi, chybocząc się i kołysząc i po 30 minutach dobijamy do portu na Capri. Widoki po drodze wspaniałe. Capri – to pionowo wyrastająca z morza skała, gęsto obudowana, ruszamy piechotą za strzałką „centro” stromo w górę, zapominając, że jest tu funiculare, po 30 minutach jesteśmy w centrum i wsiadamy w mały autobus (10 miejsc siedzących i odpowiednio trochę stojących) do Anacapri. I teraz koncert jazdy po stromej, krętej i bardzo wąskiej drodze z, co wydawałoby się zupełnie niemożliwe, mijaniem innych autobusów, muskaniem drzew i skał, a droga wytyczona przeważnie nad przepaścistym, pionowym urwiskiem nad morzem, dość filigranowe barierki na pewno nie wytrzymałyby uderzenia. W Anacapri szukamy autobusu do Lazurowej Groty, trochę błądząc trafiamy jednak na jeden z przystanków i podobną, jak poprzednio drogą, zjeżdżamy w dół, gdzie okazuje się że ze względu na wysokość fali, grota nieczynna. Zaoszczędzamy w ten sposób 45000₤, bo tyle kosztowałaby 10 minutowa przejażdżka łodzią do Groty, Jadzia wskazuje, że tutaj morze też jest lazurowe, więc niewielka strata. Zjadamy śniadanie i autobusem wracamy do Anacapri, Capri, funicularem do portu i do Sorrento. Za parking płacimy 15000₤ i do domu. W sumie wycieczka piękna, Capri widokowo niezwykłe, miasto piękne, ale tłumy turystów męczące. Z tarasów Capri i Anacapri i z drogi zwracał uwagę zmieniający się kolor morza – różne odcienie błękitu od zupełnie bladego, tam gdzie fale rozbite o brzeg mieszały pianę z wodą, do atramentowego granatu. Trochę nas pokropił deszcz, ale ponieważ mieliśmy parasole robił to bez przekonania i po kilkunastu minutach przestał, po za tym cały czas słonecznie. Od Wenecji Japończyków coraz więcej, wczoraj w Pompei widziałem Japonkę szepczącą coś po swojemu do trzymanego w dłoni miniaturowego mikrofonu połączonego z czymś, co przypominało mały dyktafon, potem spostrzegłem idący za nią tłum Japońców, każdy ze słuchawką w uchu – oni są już zdalnie sterowani. 18.09. Krótka, ale owocna wycieczka do Paestum (Pestum) czyli pozostałości po greckim (Poseidonia, potem rzymskim) mieście ze zdumiewająco dobrze zachowaną bazyliką i świątyniami, nazwanymi dość przypadkowo, bo komu służyły w swoich czasach, tak naprawdę nie wiadomo, forum, amfiteatrem, resztkami domów, wszystko otoczone nieźle zachowanymi murami długości 5 km . Bazylice i świątyniom brakuje właściwie tylko stropów, po których pozostały wpusty na belki. Budowle greckie, budowane bez zaprawy, łatwo odróżnić Odpowiedz Link Zgłoś