Dodaj do ulubionych

Tragedie okołomuzyczne

31.03.09, 19:08
Pomyślalem sobie że pochwale się Wam i wywołam troszke szczery
usmiech na twarzy. Bo jak wiadomo, nie ma to jak się posmiać z kogoś
kto przydzwonił łbem o slup, usiadł na pomalowanej ławce lub zlamał
sobie noge po fajnym upadku ze schodów.

Jakis czas temu zdecydowałem się zostać członkiem ekskluzywnego
klubu posiadaczy ipodów. No ale żeby nastapiło to najmniej bolesnie
zakupiłem model dla niepelnosprawnych...Shuffle . Radosci bylo co
nie miara, muzyczka prosto w uszy. Przypomnialem sobie moje jazdy
kolejka SKM z Gda do Gdy i nazad, z Discmanem i kilkunastoma plytami
w plecaku.
No ale pewnego dnia moja sielana skonczyla sie raptownie po wypraniu
Ipoda wraz ze sluchawkami i kompletem brudnych ciuchow.
Dla tych co to chca wiecej wiedziec: program z cieplą wodą, dobry
płyn piorący, ok 30 minut prania i ze dwa płukania. Nastepnie
maszyna susząca i też ze 40 minut goracego powietrza....Reasumujac,
oddał ducha niebiosom. Co dziwne, słuchawki marki Sony (MDR-EX85LP)
po tym całym procesie nadal grały. (to nie jest tekst reklamowy)

Na ostatnia gwiazdke dostalem prezent. Ipoda Classic 120gb, kolor
czarny wyszczuplający. Załadowałem sobie wszystkie moje płyty, i
nawet zostało połowe objetosci, radosć w rodzinie.
No i dwa dni temu też go wyprałem... Z tymi samymi
słuchawkami...Które nadal działaja.

Może powinienem dodawać płyn zmiękczający aby Ipod przechodził
program mycia łagodniej? A może to Sony powinno zająć się Ipodami
aby były wodoszczelne.
No nic...czeka mnie kolejny zakup (do trzech razy
sztuka?)...qrwaszpałasz
m
Obserwuj wątek
    • tomash8 Re: Tragedie okołomuzyczne 31.03.09, 19:22
      Też mam kilka historii "ku przestrodze";)

      1. Za młodu podpiąłem do wzmacniacza głośniki o dużo niższej oporności i byłem
      wielce zdziwiony, że jak dałem głośniej to się spaliły
      2. Spaliłem inne głośniki próbując grać na gitarze, plus tego jest taki że dla
      dobra ludzkości zrezygnowałem z prób nauczenia się grania na tym instrumencie
      3. Kiedyś coś nie bardzo chciała mi jedna kolumna grać, więc w celu dostania się
      do jej wnętrza(był to typowy badziew dołączany do wieży, którego normalnie
      otworzyć się nie da) rozpieprzyłem obudowę śrubokrętem, po czym okazało się że
      kabel był do niczego. Kolumna gra do dziś, tyle że dodatkowo ślicznie dudni
      dzięki zupełnie niepotrzebnej wyrwie wykonanej owym śrubokrętem:)
      4. Gdy pierwszy raz usiadłem za bębnami będąc gościnnie na próbie kumpli to po
      około 3 minutach "grania" złamałem pałeczkę. Pech chciał że bębniarz nie miał
      zapasowej pary, i musiałem dymać z Szopienic do centrum Katowic po nowe pałki i
      z powrotem, co z kolei szybko wyleczyło mnie z chęci nauczenia się gry na perkusji:D
    • cze67 Re: Tragedie okołomuzyczne 31.03.09, 19:42
      Co dziwne, słuchawki marki Sony (MDR-EX85LP)
      > po tym całym procesie nadal grały. (to nie jest tekst reklamowy)

      Akurat.
      • mechanikk Re: Tragedie okołomuzyczne 31.03.09, 20:21
        > Akurat.

        To jest całkiem prawdopodobne. Jakiś czas temu wyprałem Sennheisery (40 stopni
        ze wstępnym, wirowanie 1000 obr/min), po wypraniu grały i grają do dziś. Tylko
        numer modelu się wytarł, więc nie podam. To, ma się rozumieć, również nie jest
        tekst reklamowy.
        • tymbarski Re: Tragedie okołomuzyczne 31.03.09, 21:09
          Pozostanę przy temacie muzykowania czynnego

          1. Po jakichś 6 miesiącach nauki gry na gitarze stwierdziłem, że jestem już
          najlepszy na świecie i w zasadzie mógłbym zagrać wszystko, tylko akcję strun
          (ich odległość od gryfu) mam za wysoko ustawioną. Trzeba Wam wiedzieć, że byłem
          wówczas nie tylko mistrzem grania, ale także regulowania i przerabiania gitary.
          Problem akcji strun został rozwiązany następująco: Mój 20-letni Defil miał luźny
          strunnik (miejsce na którym opierają się struny, pod prawą ręką). Nic prostszego
          jak spiłować strunnik od dołu (miejscu w którym opiera się o pudło) i struny
          będą nisko jak u Vaia.
          No więc jeśli nie macie bladego pojęcia o tym jak się co reguluje w gitarze, to
          nie piłujcie strunnika, bo potem będzie zdziwko, że struny brzęczą, bo ocierają
          się o progi, a drogi odwrotu nie ma. Dodam, że na pierwszą gitarę za własne
          pieniądze stać mnie było dopiero kilka lat później, więc w tym czasie brzęczące
          struny Defila nauczyłem się traktować jako element mojego niepowtarzalnego
          mistrzowskiego stylu.

          2. Jeśli stwierdzicie, że w Waszym 20-letnim Defilu gryf sie krzywo łączy z
          korpusem, a jest zamontowany na wkręty, to nic nie da piłowanie miejsca wręcenia
          "na oko" a potem wklejenie gryfu Wikolem, żeby był bardziej stabilny.

          3. Mam zwyczaj natychmiastowego wyrzucania do śmieci wszelkich toreb z zakupów,
          Empików itp. Raz automatycznie wywaliłem torbę do śmieci, niestety wraz z
          zawartością - czyli jedną płytą kompaktyczną. Na szczęście nie był to żaden
          biały kruk, ale 40 zł w plecy jak nic.
    • abranova Re: Tragedie okołomuzyczne 31.03.09, 22:07
      I dlatego kocham mojego discmana, bo żadnym cudem nigdy nie uda mi się go
      przypadkiem wyprać w pralce :D
      Aaa no i w świetle dwóch powyższych opowieści ciesze się, że mam jakieś dziwne
      małżowiny uszne i z jednego ucha zawsze wypada mi słuchawka z gatunku tych
      wkładanych, dlatego korzystam ze słuchawek na obręczy albo zakładanych na ucho,
      które też trudno wrzucić przypadkiem do pralki.
      Jak mało potrzeba, aby człowiek poczuł się szczęśliwy :)
      • second_hand_virgin Re: Tragedie okołomuzyczne 31.03.09, 22:49
        > Aaa no i w świetle dwóch powyższych opowieści ciesze się, że mam jakieś dziwne
        > małżowiny uszne i z jednego ucha zawsze wypada mi słuchawka z gatunku tych
        > wkładanych, dlatego korzystam ze słuchawek na obręczy albo zakładanych na ucho,
        > które też trudno wrzucić przypadkiem do pralki.

        Standard, u mnie korki wytrzymują 10 minut, potem albo wypadają, albo zaczynają
        mnie tak uszy boleć, że daje spokój. Testowane na różnych modelach, więc to
        chyba wina biologii.

        A jak się przyznam, że mi prawie ucho zgniło od słuchawek, to już będzie fuj,
        czy jeszcze nie? Bo kiedyś nosiłem takie puchatki zabudowane, gdzie kabel
        zarzucało się od tyłu, żeby z frontu się nie plątał, srytny wynalazek taki i tak
        biegałem w nich parę godzin dziennie, nie zwracając uwagi na to, że kabelek przy
        prawym uchu dość się wżyna pod małżowinę, co chwilę przecinając lekko skórę. Po
        jakimś czasie zaczęło mnie męczyć, że za każdym razem jak dłużej słucham, to coś
        śmierdzi dość mocno, mięsem takim lekko spsutym... Na szczęście żona jakoś
        niedługo potem odkryła źródło zarazy. Od teraz - kabel tylko z przodu i co
        najmniej raz na dwie godziny przerwa na wietrzenie uszu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka