Godzina zero wybiła i zaczęłam swoje zmagania z klimatami południa...
Troszkę się tu błąkałam po różnych postach i wraz z dietą rozpoczynam swoje
własne zwierzenia...
Otóż - mam latek 28, 161 wzrostu, 57-58 kilogramów ciężaru własnego, z
którego części pragnę bardzo zrezygnować. Tak mniej więcej z 5-6 kilogramów.
Jako że mam już za sobą niezłe boje - kiedyś ważyłam 70 kilogramów, wiem kto
on i zacz ten tłuszczyk na moich bioderkach i nie tylko. Ja mu pokażę!
Cóż - na razie jest dobrze, wiem, że to entuzjazm debiutanki i wykorzystam go
na maksa.
Zapraszam gorąco do wspólnej walki i wpierania się w boju.
A oto moje dzisiejsze menu:
- 2 jajka na twardo (to był niezły wyczyn, ale w podrózy byłam i omlecik czy
jajecznica odpadły w przedbiegach)
- 15 migdałów (no dobra, może 18

- serek wiejski + 2 pomidorki
- fasolka szparagowa + grillowana pierś z kurczaka
Tyle dzisiejszych ekperymentów - walczę dalej

Kasia zmotywowana i w ogóle
Ps. Mam ambitny plan pójść po pracy pobiegać - mam nadzieję, że jak już sie
przynałam to naprawdę pójdę