Dodaj do ulubionych

Horror weckui

16.12.06, 17:37
Czy był gotów? Jeszcze raz przebiegł myslami listę niezbędnego wyposażenia:
najważniejsze to nie zapomnieć kluczy. Jeśli by ich ze soba nie zabrał i
musiał zawrócić po nie, niemal u celu wyprawy, być może cały ładunek
determinacji, który zgromadził w sobie od rana, uleciałby z niego jak z
rozładowanego gwałtownie kondensatora. Energia wyzwolonego nagle lęku,
pozwoliła by mu pewnie wrócić na górę, ale równocześnie uniemożliwiła mu -Bóg
wie na jak długo - ponowienie wyprawy. Po raz nie wiadomo który więc dotykał
czubkami smukłych palców twarde zgrubienia na kieszeni spodni: to cieńsze od
zamka, to grubsze od kłódki. -Matko, tylko zeby się nie zacieła- przemkneło mu
przez głowę i natychmiat zaczął sie opędzać od tej mysli jak od natrętnej
muchy tse-tse. Wybujała wyobraźnia natychmiat podsuneła mu przed oczy
najgorsze z możliwych zbiegów okoliczności, jakie los może rzucic mu pod nogi.
Tam mogło nie byś swiatła, żarówkę mógł ktos ukraść lub mogła sie przepalic
całe tygodnie temu, szczury mogły przegryść kable instalacji elektrycznej.
-Latarka!!! - w przypływie olśnienia zaczął przerzucać zawartość torby z
wyposażeniem. Była!!! Źrenice gwałtownie zwęziły mu się od bladożółtego blasku
. To dodało mu otuchy. -Tak, teraz jestem gotów - powiedział głosno, jakby
starajac sie samego siebie o tym przekonać. Nacisnął klamkę i szare drzwi
skrzypiac przeraźliwie otworzyły się na ciemność.
Obserwuj wątek
    • kanuk Re: Horror weckui 16.12.06, 17:50
      a dzie klip video dla spoleczenstwa obrazkowego ?
      :))
      • millefiori Re: Horror weckui 16.12.06, 18:00
        Hubka, krzesiwo, figurynki papierowe i przescieradlo rozpiete miedzy dwoma pniami.
      • ab_extra Re: Horror weckui 16.12.06, 18:02
        Co za czasy, oszałamiające tempo bez moresu dla wyobraźni - trudno, niech będzie
        www.youtube.com/watch?v=_LNnDhoqwc8
        pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82%C3%B3j
        • brezly Re: Horror weckui 16.12.06, 19:22
          Przetworne to.
          • brezly Re: Horror weckui 16.12.06, 19:26
            A przetwór straszny jest:

            faktem, że w słoju, szczególnie okrągłym, trudno wyróżnić szyjkę. Odróżnienie
            butelki o szerokiej szyjce od słoja nie jest jednak wyraźne.

            Szkło szyitów tak zwanych.
            • ab_extra Re: Horror weckui 16.12.06, 19:55
              Patrz Pan, Panie Brezly, przez ten postmodernizm to juz nawet krzyżówkę
              relatywizmu z fundamentalizmem da sie wyhodować i w celach merkantylnych po
              jarmarkach obwozic w klatce.
              Zna ktos dalsze losy podmiotu lirycznego?

              brezly napisał:
              > faktem, że w słoju, szczególnie okrągłym, trudno wyróżnić szyjkę. Odróżnienie
              > butelki o szerokiej szyjce od słoja nie jest jednak wyraźne.
              >
              > Szkło szyitów tak zwanych.
              • brezly Re: Horror weckui 17.12.06, 18:50
                Szyita, Ab_extra bardziej denny niz fundametalistyczny jest, tu oosbnika
                siłownianego pozbawionego szyi oznaczając.

                Dalsze losy podmiotu lirycznego:

                Wyszedł na zupełnie ciemną klatke schodową. Albo znowu nie było prądu, albo ktos
                ukradł ostania żarówke. Z pietra nizej dobywał się ochrypły śpiew "upływa szybko
                życie". To Pomiot Liryczny wracał po wypłacie. Konieczność miniecia sie z nim na
                klatce, nawet zupełnie po ciemku, przerastała poniekąd Podmiot Lirczny
                emocjonalnie. Asertywność gdzies była w domu, ale chyba też w piwnicy, za
                słoikammi z marynowanymi osakami. Postanowił przeczekac az Pomiot wejdzie do
                mieszkania. Ale ten wyraźnie nie miał na to ochoty.
                • ab_extra Re: Horror weckui 17.12.06, 19:08
                  Jeżeli śpiewał Ten-Spod-Piątki, to chyba nasza opowieść przeradza się w poemat
                  heroiczno-martyrologiczny. Nieuchronnie.
                  • immanuela Re: Horror weckui 19.12.06, 11:05
                    - Ożesz w mordę! - zdenerwował się wreszcie Podmiot Liryczny - długo tu mam
                    jeszcze tkwić na tej klatce schodowej? Ciemno jak w tej teges, no nie powiem,
                    żeby mie tu o rasizm nie posądzili, stoje tu jak jaki kołek w płocie i nic.
                    - I NIC! - rozdarł się rozżalony - co za cholerna nieodpowiedzialność, powołali
                    człowieka do życia, imienia nawet porządnego mu nawet nie dali i kazali stać.
                    - NARRATORY! - wycedził przez zęby Podmiot Liryczny - wy jeszcze tego nie
                    wiecie, ale ja wiem, sławny będę jako i ta książka, co tu właśnie o mnie
                    powstaje, i wy sławni będziecie, autorzy, kurza was jego mać: Aby i ten, no jak
                    mu tam... Brezly. Młodzież pisać będzie o mnie wypracowania pt. "orror weckui,
                    co autor miał na myśli", ze szczególnym uwzględnieniem słowa "weckui". Ale tera
                    Panowie, rękawy zakasać, komputery odpalić i brać się do roboty!
                    - Te, Podmiot, co żeś powiedział? - rzucił wyłaniając się zza węgla Pomiot
                    Liryczny. Za nim stało dwóch dresów. Nikła poświata gasnącej latarki odbijała
                    się w łysej głowie tego gorylowatego, błyszcząc złowieszczo...
                    • brezly Re: Horror weckui 19.12.06, 11:24
                      -Aha, Pomiot Liryczny i dwa Przedmioty Perkusyjne - mruknal Podmiot Liryczny i
                      energicznie ruszyl naprzod.
                      -Dzien dobry, panie profesorze - Przedmioty Perkusyjne uklonily sie z
                      szacunkiem, pomne ongis okazanej laski, gdy szlo o zawilosci trygonometrii.
                      Pomiot Liryczny, podtrzymywany przez synkow caly pecznial od dumy z potomstwa i
                      byla szansa ze teraz nie zaczepi i nie zacznie wylewac swych zalow na nie taki
                      kierunek historii kraju.
                      Droga do piwnicy stala otworem, jezeli tylko na parterze nie czyha za drzwiami
                      Swiadomosc Zbiorowa z kolejnym zbiorowym protestem do podpisania.
                      • immanuela Re: Horror weckui 19.12.06, 12:50
                        Świadomość Zbiorowa okazała się być sąsiadką z trzeciego, korpuletną panią koło
                        czterdziestki, z obfitym biustem wylewającym się z dekoltu.
                        - A może ogóreczka? Właśnie niesę z piwnicy - powiedziała Świadomość Zbiorowa,
                        przypierając do muru Podmiot Liryczny swym okazałym biustem.
                        Nasz bohater spłonął rumieńcem. Dobrze wiedział, że korpulentna sąsiadka już od
                        dawna miała na niego ochotę...
                        • ab_extra No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 14:18
                          Jak tu skroić powieść, skoro już w trzecim czy czwartym poście Podmiot liryczny
                          znalazł się na parterze w objęciach Świadomości Zbiorowej? Skreślam, skreślam!!!!
                          • brezly Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 15:13
                            Czy autor nie byl na kursie quality management i marketing oriented writting
                            organizowanym przez Wydawnictwo Dom Ksiazki Polskiej Philipines?
                            Ze trzeba ciac koszty i pisac ksiazki krotsze? Ze dlugie ksiazki pisze sie teraz
                            tak ze autor wydawnictwie na kontnynencie daje tylko pomysl i zadasadnicza idee,
                            tak ze wartosc dodana i wysokooplacane miejsca pracy, mysl tworcza zostaje tu, a
                            reszte, labour, tfu tfu, labor demanding workout sie zleca w Chinach. Albo nawet
                            sie rozprasza i dynamizuej outosurcing wykorzystujac roznice czasu, tak ze kiedy
                            przchodzi nowa zmiana wypelniaczy slownych w Turcji i Albanii, to oni juz
                            dostaja rozdzial wypelniony na Filipinach i w Chinach i moga od razu ruszyc do
                            pracy i po osmiu godzinach przekazac to do Gujany i na Puerto Rico.
                            • immanuela Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 17:59
                              - Ach, diabli nadali tych wszystkich narratorów, co to zdecydować na nic się nie
                              mogą - wymamrotał zrezygnowany Podmiot Liryczny - gdy stałem jak palant jakiś
                              przez trzy dni na klatce schodowej, to nawet pies z kulawą noga się mną nie
                              zainteresował, a kiedy tylko zapuściłem żurawia w dekolt pani sąsiadki, to zaraz
                              protesty pisać zaczęli. I jeszcze jacyś pożal się Boże narratorzy z Chin mają
                              opisywać dalsze moje dzieje. Pewnie ryż każą jeść!
                              - I szszszpinak... - zasyczała złowrogo postać stojąca w ciemnym kącie korytarza.
                              • ab_extra Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 18:19
                                Ciemność skryła trupią bladość Podmiotu Lirycznego, gdy krew nagle spłynęła mu z
                                twarzy, a usta skrzywił grymas przerażenia. -Szpinak?- wyszeptał zdrewniałymi
                                wargami. -Szpinak? Ten z wecków???!
                                Odpowiedział mu tylko oddalający się w ciemnościach złowrogi rechot,
                                zwielokrotniny echem w przepastnej studni klatki schodowej.
                                • brezly Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 18:31
                                  Przypomnialo mu sie dziecinstwo. Wlasciwie nie, nei przypomnialo musie.
                                  Probowalo mu sie przypomniec, bylo na samym poczatku przypominania mu sie,
                                  jesczze nawet dobrze nie sprecyzowal uczcucia poczatku przypominania mu sie
                                  dzeicinstwo, gdy nagle straszliwy huk rozlegl mu sie glowie i tuz kolo niej,
                                  zapachnialo kawa rozpuszczalna, Hugo Bossem, poczul chlodny powiew, jakby z
                                  odleglej klimatyzacji, cos jakby unioslo go w powietrzu i uslyszal zimny,
                                  szkolony na psychologii behawioralnej glos:

                                  -Ruszysz sie ty wreszcie i zleziesz do tej piwnicy, obiboku jeden, ze zbyt
                                  wolnym uplywem czasu i podejrzanym zyciem wewnetrznym, czy trzeba bedzie zeby
                                  przez te pieprzona klatke schodowa przeszedl caly dworzec we Wroclawiu, po
                                  przyjezdzie pociagu z Bialegostoku, w okresie przysieg w jednostkach wojskowych
                                  na Mazurach? Zaraz zaczniesz w ramach autoanalizy zastatanawiac sie nad
                                  mozliwoscia posiadania lupiezu we wlosach w nosie, a weki czekaja, walkoniu!!

                                  -Kto to, kto mowi - obejrzal sie za siebie, spojrzal w gore, nic nie zobaczyl.
                                  -Product manager tej powiesci, oporna materio narracyjna, skad oni takich
                                  biorach, hurtem z wyprzedazy magazynow wojskowych takich nabyli, bo taniej?
                                  Balwanie jeden, ja nadzoruje powstawanie dwunastu powiesci, jezeli wszystkie
                                  beda mialy tak hamletyzuajcych bohaterow, to ja sie nie wyrobie do wakacji i na
                                  chleb nie zarobie. Juz mi po weki!!!
                                  • immanuela Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 18:44
                                    - Jaki tam szpinak! Jakie wecki! Kochany panie, gdzież ja bym pozwoliła karmić
                                    kochanego sąsiada tym paskudnym zielskiem! Tego tam produktmenedżera to my ze
                                    schodów spuścimy. A ja, goloneczko mam przepyszne, piwko w lodówce się chłodzi,
                                    pan zajdzie do mnie... - wyszeptała kusząco Świadomość Zbiorowa pochylając się
                                    nad zmaltretowanym Podmiotem Lirycznym.
                                    Głęboki dekolt sąsiadki z trzeciego niczym elektromagnes przyciągał błędny wzrok
                                    Pana Leona. Tak, nie bójmy się przyznać: Pana Leona. Takie to imię nosił od
                                    urodzenia Podmiot Liryczny. Bowiem w trakcie tłumaczenia książki z chińskiego na
                                    polski nastąpiły, a i zapewne następować będą rozmaite zabawne pomyłki.
                                    Głęboki dekolt tymczasem, nie zważając na żadne dygresje zdawał się wciągać jak
                                    czarna dziura Pana Leona...
                                    • immanuela Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 18:48
                                      sorki, oczywiście, ostatnie zdanie powinno brzmieć:
                                      "Głęboki dekolt tymczasem, nie zważając na żadne dygresje zdawał się wciągać
                                      Pana Leona jak czarna dziura..."
                                      żeby ktoś nie pomyślał, że Pan Leon ma czarną dziurę ;-)
                                      • ab_extra Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 19:19
                                        Dziwnie się poczuł. Jakby coś się w nim w środku od niego odkleiło, rozlazło i
                                        stało się ich dwóch, niby identycznych, na pozór funkcjonujących w tej samej
                                        czasoprzestrzeni klatki schodowej, nawet mających ten sam cel tkwiący wciąż
                                        gdzieś na dnie piwnicy, ale samoistnych. On, poczciwy Leon, zahipnotyzowany jak
                                        wzrokiem kobry jadowitym powanbem dekoltu Świadomości Zbiorowej i tamten, wciąż
                                        bezimienny Podmiot Liryczny, samotnie stawiający czoło samemu
                                        Produktmenedżerowi, owemu wszechmocnemu demiurgowi literatury w miękkiej
                                        oprawie. Zakeciło mu sie w głowie i bezsilnie opadł wprost miękką ciemność
                                        wymoszczona zapachem dezodorantu fa for woman.
                                  • ab_extra Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 18:59
                                    W pierwszej chwili zadziałały wszystkie odruchy warunkowe, jakie zdążył nabyc w
                                    ciągu swojego społecznego życia: wręcz fizycznie poczuł na sobie przewiercający
                                    wzrok swojego Nadnadzorcy, tego stugłowego zlepka panów od wuefu, sadystycznych
                                    kaprali, pań z dziekanatu, salesmanagerów, białoczapkich panów z drogówki,
                                    dmuchających na schnacy lakier na tipsach zon i kochanek. Pierś sama mu się
                                    wyprężyła, rece ułożyły prosto na szwach dżinsów, brzuch przykleił do
                                    kręgosłupa, nogi zaczęły szukać schodów, nim zlokalizowała je głowa. Byle
                                    szybciej, byle zejść z tych wszystkowidzących oczu.
                                    I nagle coś w nim pękło: brzuch wylał sie na powrót zza paska, koszula
                                    rozchełstała, zarost od razu stał trzydniowy, choć zwykle chodził wygolony
                                    gładko jak pupa niemowlęcia.
                                    -A bo co, kurza stopa?!- wyrzeził zaczepnie w ciemność.
                                    • brezly Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 19:15
                                      Patryk, rybko - rozlegl sie damski glos, ubrany u Prady, pelen jadu
                                      nowozelandzkiej kobry glebinowej, z reklam parafarmeceutykow o "unikalnej
                                      formule". Dochodzil z dziury, z ktorej poprzednio slyzsal product managera.
                                      instynktownie wyczul ze ten kurczy sie w swym hiperswiecie - jak ty pozwlosiz
                                      zeby oni sobie rozdwajali narracje, jak chca, to nantepnym krokiem bedzie ze sie
                                      zaczna rozlazic po wszystkich ksiazkach twojego projektu. Wtedy ja dopilnuje,
                                      zeby cie sloneczko ty moje, albo wyjebali z tej roboty, albo przesuneli do
                                      dzialu obroki Disneyem. Ja nie bede za ciebie wiecej Wielkiemu Kreatywnemu
                                      nadstwiala dekoltu, ani innych czesci ciala. Slyszszyszszszszs .. glos przeszedl
                                      w syk.
                                      • immanuela Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 19:28
                                        - Bo co? - burknęła naburmuszona narratorka immanuela - u Cortazara można było
                                        czytać nie po kolei, to i u nas też będzie taka możliwość. Ale póki co,
                                        proponuję wrócić do wątku dwa posty wyżej :)
                                        • brezly Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 19:39
                                          Wrocic mozemy, zadudnil wspolnarrator B. Ale z Cortazarem tobym tego Podmiotu
                                          Liryczengo nie laczyl. Na pewno sceny erotyczne nie beda tej klasy co slynny
                                          rozdzial 7.
                                        • ab_extra Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 19:43
                                          -Jak taka mądra jesteś superrewizorka -dał się słyszeć podniesiony męski głos z
                                          rury- to sama się użeraj z tą awangardową hałastrą, ja już mam potąd, rozumiesz,
                                          potąd! Czterech Proustów, sześciu Heminwayów, jeden Nienacki i trzech Pilchów,
                                          o! nawet jednego Joyce'a miałem! Nawet kosz na śmieci mi od tego zwariował i się
                                          rzucił z dwunastego pietra!
                                          Zaległa cisza przerwana łoskotem zatrzskiwanych gdzieś daleko drzwi.
                                          -Boszzzzz, z jakimi mieczakami muszę pracować- westchnął głos od Prady. -Nie ma
                                          już prawdziwych facetów?
                                          • brezly Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 19:55
                                            Nie bede tu zadnych postmodernizmow tolerowac, strumieni swiadomosci zbiorowej,
                                            eksperymentatorstwa ani traktowania postaci literackich jak ludzi!! - Syczal
                                            dalej glos od Prady. Jeszcze troche i zaczna sie domagac dodatkow socjalnych,
                                            opieki lekarskiej i straszyc adwokatami. Niedoczekanie wasze.
                                            -Tu masz babo, product placemnet, rzucila wlascicielce dekoltu na klatce
                                            schodowej duze, czarne pudlo kartonowe, przewiazane czerwona wstazka. I nie waz
                                            sie mi bez tego pokazywac przez najlblizsze trzy rozdzialy. Liryczny Leon ma tu
                                            flaszke Bourbona i prosze natychmiast zaczac to saczyc, po drodze po weki. Musze
                                            te sprawe wziac w swoje rece, syczal dalej glos.
                                            • ab_extra Re: No nie!!! Ja protestuję!!! 19.12.06, 20:02
                                              -No, dobra - odparała niespodziewanie rzeczowym tonem Zbiorowa Świadomość,
                                              wachlujac dekolt bonem rabatowym do solarium, otrzymanym od Syczącej -Leonowi
                                              nie pokażę, ale co zrobic z tym drugim, co się od niego odkleił? Może nie byc
                                              lekko, jest bardziej od Leona awanturujący się.
                                              • immanuela 7 ;) 20.12.06, 00:27
                                                - Ale póki co, zostaliśmy sami Świadłano Zbiorowna - zagulgotał Leon.
                                                Opuszkami palców musnął krawędź dekoltu. Pod jej lekko opaloną skórą przebiegł
                                                dreszcz, oczy nagle pociemniałe zasnuła mgła. Zamarła w oczekiwaniu.
                                                Delikatnie objął wargami różowe uszko Świadłany, smakując językiem subtelny jak
                                                na młodej brzoskwini meszek.
                                                - Tu jest porządna kamienica, a nie jakiś dom schadzek! - przez otwarte nagle
                                                drzwi ryknął babiszon spod dwójki.
                                                Tuż obok poróżowiałego uszka Świady pacnęła ścierka od podłogi zostawiając
                                                brzydki ślad na ścianie.
                                                Świadłana i Leon odskoczyli od siebie spłoszeni.
                                                • brezly Re: 7 ;) 20.12.06, 07:15
                                                  W przestrzenia autorskiej jeszcze nie switalo. Ale dzien byl juz blisko.
                                                  Sploszona Swiadomosc Zbiorowa chrapala w swoim w mieszkaniu. Podmiot Liryczny i
                                                  Leon patrzyli na siebie z niechecia. Ale nowy dzien zawsze wzywal go/ich do
                                                  czynu. Jakos, niczym cien i jego obiekt, wskoczyli w jeden kawalek przetrzeni i
                                                  zachwyceni pieknem porannej zorzy widocznej przez okno nad altana smietnikowa
                                                  zblizyli sie do drzwi od piwnicy. Naprzod - zawolal Podmiot Liryczny i
                                                  przeczytawszy napis "Trutka na myszy i szczury wylozona. niebezpieczenstwo dla
                                                  zwierzat i ludzi" pchnal drzwi. Z piwnicy pachnialo piwnica (czyli dekalina).
                                                  • ab_extra Re: 7 ;) 20.12.06, 12:55
                                                    Pierwszy przekroczył próg Podmiot. Już miał zstępować w dół schodów, juz wymacał
                                                    stopą pierwszy stopień, gdy nagle poczuł silny, kościsty uścisk na ramieniu, a
                                                    gdy się gwałtownie obrócił, oślepiło go silne światło latarki.
                                                    -A łuni co sie tu tak kręco po ciemku, a?! -usłyszał skrzeczący głos. -Dawaj no
                                                    tu tego drugiego!
                                                    -No, to mamy was, bratki! łajzy jedne zatracone! długośmy na was czekali! Nu,
                                                    ale się doczekali!-ostatnie zdanie zabrzmiało dziwnie złowieszczo-trimfalnie
                                                    obwieścił drugi głos.
                                                    Gdy Podmiot przełonił ramieniem oczy ujrzał, że ten, który go trzyma, to
                                                    czerstwy staruszek we włóczkowym berecie. Drugi, podobny, tylko łysy i z opaską
                                                    ORMO na ramieniu miętosił odzież Leona.
                                                    -Ale o co chodzi, panowie?-wydukał Podmiot nie mogąc wydobyc się z zaskoczenia.
                                                    -Blokowy Komitet Społeczny, nie widać? Dość już żeśta się rowerów i weków
                                                    nakradli, gizdy zatracone!
                                                    -Ale co panowie, ja tylko tak, do piwnicy po weki. Żona posłała!
                                                    -Akurat! A ten drugi, to co za jeden?- teraz Beretka oświetlił badawczo twarz Leona.
                                                    -Hm, jak by tu powiedzieć-zawahał się Podmiot zdając sobie nagle sprawę z
                                                    idiotyczności sytuacji.
                                                    -Tylko mi tu nie kręcić, bo milicje zawezwe!!!-ostrzegł ormowiec.
                                                  • ab_extra Re: 7 ;) 20.12.06, 14:39
                                                    Żeby zaznaczyć, że nie rzuca słów na wiatr, wywinął podmiotowi pod nosem grubą,
                                                    sękatą laską.
                                                    -Eeeee, znaczy się... ja tu przecież mieszkam- zaczął niepewnie Podmiot. -Tu,
                                                    pod dziewiątką.
                                                    -Tak tak - podchwycił ochoczo Leon - mieszkam pod dziewiątką, musieli mnie
                                                    panowie widzieć nie raz!
                                                    -Jak? Że co? Obydwa niby mieszkacie? Pedały jakieś, czy cóś?
                                                    -No nie-speszył się podmiot - jakie tam znowu pedały! Ty Leon lepiej juz nic nie
                                                    mów, tylko kłopoty przez ciebie, lepiej wracaj do swojego wątku, skoro juz cię
                                                    ci spłodzili ci popaprańcy. Nie panowie, ten osobnik z pewnością tu nie mieszka,
                                                    od jest z całkiem innej czasoprzestrzeni narracyjnej!
                                                  • immanuela Zaczęły się schody 20.12.06, 22:23
                                                    Łysemu z opaską ORMO na ramieniu aż oczka się rozświetliły złośliwą satysfakcją.
                                                    - Jak mówicie, towarzyszu? Czaso... tfu... przestrzeń narracyjna? Ma wracać do
                                                    swojego wątku? Cieeekawe... - wycedził ormowiec blokując swą muskularną postacią
                                                    wyjście z piwnicy.
                                                    - Eee..., wiecie pppanowie jak to jest - Leon jak zawsze, zdenerwowany, lekko
                                                    się zacinał – tak ppprawdę powiedziawszy, to on jest moim kkklonem...
                                                    - Cooo? Klonem? Jakieś praktyki z tego parszywego zachodu tu propagujecie? A
                                                    może jeszcze jazzu słuchacie? - ormowiec zasyczał jak kobra, której nastąpiło
                                                    się na odcisk.
                                                    Czerstwy staruszek w włóczkowym berecie wyjął z kieszeni krótkofalówkę, wysunął
                                                    antenkę, znacznie dłuższą niż ta na jego beretce i powiedział:
                                                    - Chłopaki pakujta się w Tarpana i migiem mi tu. Agentów namierzylim.
                                                  • brezly Re: Zaczęły się schody 21.12.06, 11:20
                                                    Leon pociemnial z gory na dol, jakby ktos zaznaczyl na ciemno prostokat, w ktory
                                                    byl wpisany, dalo sie slyszec cos "kontrolckontroklks" i zniknal nagle.
                                                    Staruszkowie ormowcy wpadli na siebie przy trzasku wylatujacych sztucznych
                                                    szczek, a Podmiot Liryczny wykorzystal te sytuacje i runal machajac latarka w
                                                    dol piwnicznych schodow.

                                                    "W polowie zycia, na polowie przestrzeni
                                                    W glebi mrocznej znalazlem sie sieni"

                                                    przeszlo mu przez glowe bez zwiazku. Uderzyl glowa o napis "Trutka tu. Nie
                                                    chciec za duzo jak sie tu pakujecie, wy wszyscy" wiszacy ze sklepienia schodow.
                                                    Zgielk staruszkow ucichl.
                                                    Z dala dobiegl go jakby poglos echa syczacego glosu: spastowac go gdzies, czy
                                                    wywalamy, tego Leona.
                                                  • cordatatilia Re: Zaczęły się schody 21.12.06, 12:07
                                                    ufff - odetchnął Podmiot - wreszcie spokój.Tylko co ja właściwie tu robię -
                                                    kiszone czy konserwowe to miały być..? - mruknał pod nosem -.. a! i jeszcze
                                                    kompot z agrestu.. i grzybki..... zaraz.. zaraz..gdzie ja mam ten..kluczyk psia
                                                    jucha..oo już mam...ale co jest?! Co TO?!!!!
                                                    COŚ pacnęło go w ucho gwiżdżąc przeciągle.
                                                    COŚ było tu.
                                                    Wydobywany kluczyk wyślizgnął mu sie z dłoni...z brzękiem podskakując upadł gdzieś..
                                                    Sycząc zgasła nagle tląca się w rogu żarówka 40wat.
                                                    W kącie zamrugała przekrwiona para oczu...
                                                    COŚ...
                                                    COOOOŚŚŚŚ...
                                                    CCCCOŚŚŚŚ..

                                                    COŚŚŚŚ..
                                                  • ab_extra Re: Zaczęły się schody 21.12.06, 14:35
                                                    Najpierw owionął go piekielny zapach jakichś chemikaliów, czerwone slepia
                                                    zabłysły mocniej, a potem jakiś bezkształtny fragment cienia oderwał sie
                                                    błyskawicznie od mroku i gwałtownie wczepił w jego rękaw.
                                                    -O! Pan Kierownik Kochany -wychrypiało Zjawisko o Czerwonych Oczach. -No jak
                                                    dobrze, ze pana inżyniera widzę! Panie Prezesuniu Kochany, pan poratuje dyszką,
                                                    na chleb. Oddam, Kierowniku, jak Boga kocham, oddam, zaraz po swiętach, panie
                                                    Prezesie kochany, jak tylko zasiłek dostane oddam!
                                                  • immanuela Re: Zaczęły się schody 03.01.07, 21:09
                                                    ja tylko robię "UP!" coby Brezowi ułatwić ;-)
                                                  • brezly Rozdwojeni, lecz jeden o drugim pamieta 04.01.07, 11:28
                                                    Leon ocknął się i rozejrzał dookoła. Był gdzieś w zapadłym sektorze twardego
                                                    dysku. Było jasne że pierwsza defragmentacja go wyczyści. A jeźeli nie
                                                    defragmentacja to zajedzie go inny zbiór. Po lewej stronie leżał jakiś
                                                    zobojętniały na wszystko fragment pliku w Excelu. Dotyczący kosztów
                                                    eksploatacji czegoś. Było jasne że trzeba się ratować. Poczekał na zbliżający
                                                    się wolno autoskan, wyskoczył z gumiaków i boso, chwytając sie powietrzu jakiś
                                                    fruwających frgamentów, pełnych błędów parzystości, wszedł w farwater zostawiony
                                                    przez autoskan. Opadł miękko na obie nogi i stwierdził że rzuciło go w program
                                                    obsługi ekranu. Wirusio wgryzł się weń i nagle zobaczył na ekranie Podmiot
                                                    Liryczny. Właściwie to ynzcyriL toimdoP. Aha, tuś mi – zawołał.
                                                    Nagle stało się bardzo wiele rzezcy naraz. Coś zaczęło go prasować, zmniejszać i
                                                    i zwijać, widział jak się kurczy, zajmuje coraz mniej miejsca na dysku, słyszal
                                                    jak wydaję dziwny, ptasi dźwięk „ziiip, ziiip, ziipppp”. A jednocześnie dalej
                                                    obsługiwał ekran i przypatrywał się temu ze spokojem. Dźwiek ucichł i Leon
                                                    poczuł że jest go teraz dwóch, zajmujacych różną ilość miejsca na dysku. Ten
                                                    drugi, mniejszy dopiero przetarł oczy i nie zdążył się nawet przeciągnąć gdy coś
                                                    poruszyło nim i wyrzuciło na zewnątrz dysku. Zdążył tylko zobaczyć samego siebie
                                                    od ekranu i samego siebie mniejszego, pozostającego na dysku, ale już
                                                    przesuwanego do Kosza, który momentalnie zaczął być opróżniany. Przed soba
                                                    ujrzał ciemność z jasnym punktem w oddali. „Tajemniczy związek między śmiercią
                                                    a rozmnażaniem” pomyślał jako zzipowany (ekranowy z pogardą się odwrócił). Skądś
                                                    wiedział że kiedy tylko Serwer pozwoli, opuści ciemność Łącza i podąży
                                                    Światłowodem.
                                                    Protokół rozerwał go na pakiety i kopnął w kierunku kabla. Podróź wyglądała jak
                                                    ostanie 20 minut Odysei 2001 Kubricka. Migały światła routerów, a Leon rozbity
                                                    do ostatniej transformaty Fouriera pędził szybciej niż myślał.
                                                    )-:immI, ynoeL awd ąs zareT – przeczytał Leon ekranowy.
                                                  • ab_extra Skaranie boskie z tymi Autorami-pomyslał czytelnik 04.01.07, 11:49
                                                    Nerwowy tik w powiece przerodził się w spazmatyczne skurcze całego ciała. Jakaś
                                                    straszliwa wewnętrzna siła wygięła go, skręciła, i nim się zorientował do czego
                                                    ten straszliwy bunt psychosomatyczny zmierza, ugryzł się w ucho. Zabolało.
                                                  • immanuela Po drugiej stronie pudru 04.01.07, 12:17
                                                    - Cholera - mruknęła Narratorka immanuela - poprawiając makijaż przy użyciu
                                                    pudru i podręcznego lusterka - ten Brezly w jakichś obcych językach pisze. Nie
                                                    dość, że nie mam pojęcia, co to znaczy zzipować, nie dość, że nie odróżniam
                                                    twardego dysku od dysku międzykręgowego, to jeszcze takie pojęcie jak
                                                    transformata Fouriera słyszę pierwszy raz w życiu. I na dodatek ten dziwny kod:
                                                    )-:immI, ynoeL awd ąs zareT.
                                                    Co Autor mógł mieć na myśli? - zamyśliła się narratorka pudrując nos.
                                                    Okrągła płaszczyzna lusterka w całej jaskrawości oddała zamysł Autora Brezlego.
                                                    - O, nie, tak się nie będziemy bawić - mruknęła Narratorka immanuela i wcisnęła
                                                    klawisz "delete".
                                                    Pojedynczy, oryginalny Leon potulnie wrócił na schody do piwnicy.
                                                  • ab_extra Tego już Czytelnik nie zdzierżył! 04.01.07, 12:37
                                                    Jakiś potworny wyraz szaleństwa pojawił się w jego oczach. Podbiegłszy z
                                                    krzykiem do pawlacza wspiął się na taboret i począł czegoś nerwowo szukać
                                                    pomiędzy nadjedzonymi przez mole szalikami i jakimś żelastwem czekającym na
                                                    dzień, gdy się wreszcie do czegoś przyda. Wreszcie z okrzykiem triumfu wydobył
                                                    jakieś podłużne, zatłuszczone zawiniątko. Czytelnik raźnie zeskoczył z taboretu
                                                    i rozłożył zawiniątko na stole. Ukazał się stary, lecz ciągle sprawny, bo czule
                                                    przez Czytelnika konserwowany Smeisser, jedyna pamiątka po dziadku z AK.
                                                    "Chociaż jeden pożytek z tego Afrika Korps" - zarechotał szaleńczo. Trzęsącymi
                                                    się dłońmi przypiął do broni długi magazynek i przeładował. Jednym susem znalazł
                                                    się przy drzwiach i wybiegł na schody. Przeskakując po trzy stopnie naraz zdołał
                                                    dopaść Leona jeszcze na ostatnim półpiętrze. Czytelnik bez namysłu przyłożył
                                                    dłoń do biodra i zakrzyknął "Bonsaiiiiiiii!!!!". Leon zdązył tylko odwrócić
                                                    głowę, by Czytelnik zobaczył wyraz zdziwienia w jego przerażonych oczach. Seria
                                                    z pistoletu maszynowego przecięła Leona niemal na pół: jego ciało złamało się
                                                    jak zapałka, zatoczyło, zostawiając na lamperii krwawą smugę po czym stoczyło z
                                                    ze schodów. Czytelnik naciskał spust aż usłyszał głuche uderzenie iglicy, gdy
                                                    zbrakło już nabojów, ale nie umiał wyprostować skurczonego na cynglu
                                                    spazmatycznie palca. Przez chwilę jeszcze dało się słyszeć brzęk miedzianych
                                                    łusek toczących się po stopniach. Wreszcie nastała cisza.
                                                  • wisteria_lane Re: Tego już Czytelnik nie zdzierżył! 04.01.07, 13:04
                                                    Nie wierzę!!!!! to niemożliwe, żeby Kloss nie przekazal w meldunku.
                                                    Przecież to paintballowa broń byla.
                                                    Leon żyw jest!!!!!!
                                                  • immanuela Re: Tego już Czytelnik nie zdzierżył! 04.01.07, 13:21
                                                    Na dźwięk serii z kałacha czy innego smajsera przechodzący mimo profesor Freliga
                                                    drgnął. Prezydentura mu nie wyszła, ministrowanie uwierało w bok.
                                                    - Ech, pochirurgowałbym! - zajodłował.
                                                    Okazja, że tak powiem, sama stoczyła mu się pod nogi. Leon, przecięty wpół,
                                                    skrwawiony, stoczył się ze schodów wprost pod nogi Profesora. Freliga wezwał
                                                    przez komórkę Młodą Lekarkę, która ekspresowo przybyła na miejsce zdarzenia,
                                                    wyjął zza pazuchy przenośną maszynę do szycia, dwa kłębki catgutu, i zaczął
                                                    operować.
                                                    I oto Leon jak nowy, żywy całkiem, dziarski, wstał, podziękował, honorarium
                                                    pozostawiwszy na parapecie i oddalił się w nieznanym kierunku, dziwnym kaczym
                                                    chodem.
                                                    - A, cholera - mruknęła Młoda Lekarka - nogi mu przyszylim odwrotnie...
                                                  • ab_extra Gwałtowne załamanie nerwowe Czytelnika 04.01.07, 13:57
                                                    Bezużyteczna już broń z łoskotem wypadła z drżących rąk Czytelnika. Zachwiał
                                                    się, zatoczył, bezgłośny szloch wstrząsnął jego nagle zwiędłym ciałem. Bezsilnie
                                                    uderzał czołem o ścianę, raz za razem, aż przestał odczuwać ból, aż przestał
                                                    odczuwać cokolwiek. Chwiejnym krokiem, uczepiony balustrady jak ostatniej deski
                                                    ratunku powlókł sie w górę schodów. Jakimś przebłyskiem świadomości przypomniał
                                                    sobie o ostatnich trzonkowych handgranatach zaczepnych z dziadkowej kolekcji. Z
                                                    niewidzącym wzrokiem wtoczył się do mieszkania i zamknął drzwi od wewnątrz. W
                                                    ostatniej chwili życia, z granatem przytulonym do piersi Czytelnik wiedział, że
                                                    nie ma innego wyjścia - by się ocalić, ocalić resztki własnej tożsamości i tę
                                                    odrobinę rozsądku, jaka w nim się jescze tliła, musiał zginąć: albo on, albo
                                                    Leon i jego wcielenia. Po chwili eksplozja wstrząsneła całym budynkiem,
                                                    wypełniając każdą wolną przestrzeń tumanami kurzu i wapna.
                                                  • mateuszwierzbicki Re: Gwałtowne załamanie nerwowe Czytelnika 04.01.07, 16:34
                                                    Ale to wszystko było nic, bo w tym samym momencie niebiosa się rozchyliły i zza
                                                    rozdartych wpół ciężkich, ołowianych chmur, wyłoniło sie oprawione w trójkąt
                                                    ostrokątny oko w binoklu i ze zdziwieniem, albo jak to chce z przerażeniem,
                                                    wpatrywało sie osłupiałe przebiegiem opisywanych wydarzeń i niepojęta
                                                    dekonstrukcją fabuły, z której co i rusz wymykały się chyłkiem najróżniejsze
                                                    postacie, z których żadna nie była niestety Powabnym Dekoltem ani tym bardziej
                                                    zmultiplikowanym do granic ludzkiej wytrzymałości Leonem. Eksplozja, która na
                                                    piewrszy rzut oka wstrząsnęła całym budunkiem, była z gatunku tych wsobnych,
                                                    które zamiast niszczyć w kibini mater wszystko co na drodze, swa osobliwością
                                                    składała na powrót w całość wszystko, co wcześniej uległo jakiejkolwiek
                                                    biologicznej czy mechanicznej degradacji. Problem tkwił w tym, że tego w
                                                    boskich planach nigdy nie było i nie wiadomo było, co z tym fantem tak naprawdę
                                                    począć.
                                                    Kilka tropów prowadziło w zamierzchłą przeszłość, w której nie było jeszcze
                                                    miejsca na żadnego z narratorów tej opowieści pełnej dziwacznych wygibasów, o
                                                    Czytelnikach nie wspominając.
                                                  • immanuela prasówka 04.01.07, 17:46
                                                    Sprawa samobójstwa pierwszego Czytelnika książki pt. "Horror weckui",
                                                    samobójstwa zaistniałego w rzeczywistości, czy też wręcz przeciwnie, bo tego
                                                    jeszcze do końca nie zbadano szerokim echem rozlała się w mediach.
                                                    Tygodnik "Przerżnij" zamieścił obszerny wywiad "Yutub pyta", w którym autor pyta
                                                    wszystkich, którzy nawinęli mu się pod rękę, dlaczego do tego doszło. Na
                                                    przedostatniej stronie tego czasopisma ukazał się wierszyk anonima, którego ze
                                                    względu ma drastyczne sformułowania zamieszczać tutaj nie będziemy.
                                                    Gazeta Wymorcza opublikowała artykuł pt. "Wysadzić Leona", w którym autor
                                                    opisuje planowany przez trzech desperados zamach na głównego bohatera rzeczonej
                                                    książki przy użyciu porwanego tramwaju i kwalifikowanego rabomułły.
                                                    Radio "Maszwryja" ogłosiło całonocne czuwanie za duszę poległego Czytelnika.
                                                    Młodzież Wszechpolska zbrojna w podarowane jej przez ministra oświaty matury
                                                    szykowała się do pikiety i blokady połączeń internetowych.
                                                    Tymczasem Leon, nieświadom rozpętanej burzy, nucąc pod nosem znany przebój Kayah
                                                    i Bregovica "Prawy do lewego" wzuwał buty na swe przyszyte odwrotnie nogi...
                                                  • brezly Tymczasem 04.01.07, 19:27
                                                    -No ja już nie wiem, panie dzielnicowy - chlipała od niechcenia pani
                                                    Podmiotowa-Liryczny - wyszedł w kapciach przed świetami do pwinicy. Nowy Rok
                                                    minął i go nie ma. To zgłosic zagininie, czy nie?
                                                    -W kapciach to rzadko zaginają - dzielnicowy Gugiel wziła sobie drugi kawałek
                                                    sernika - bywa, zaginie w kapciach, potem konkubinie tymczasowej (bez meldunku)
                                                    śmeici wynosi i przez pomyłke do domu - aż kipiał fachowością rasowego
                                                    glinairza. - Ale wyszukiwanie to moja specjalność. - Poprawił się na komplecie
                                                    wypoczynkowym Lirycznych, usiłujac rozprostować nogi po okolicznosciowym
                                                    stolikiem, nakrytym herbata, sernikiem i konfiturami. Rozejrzał się dookola.
                                                    Okno na zabudowany balkon typu loggia, wypełniony szafami i rowerami, zasłaniała
                                                    ogromna palma, od ktorórej dzielij go po prawej regał "Styl". Pani Liryczny
                                                    siedziała na fotelu po drugiej stronie stoliak okolicznosciowego opierajac sie
                                                    plecami o ekran telewizora ustawionego na meblosciance zajmujacej całą sciane
                                                    naprzeciw Gugla. Z lewej strony o miejsce w kacie walczył okrągły stół z
                                                    szarego koloru pólkotapczanem. Jak między nie mogło jeszcze wejść to akwarium
                                                    przykryte słomianą matą, tego nawet wytrawny policyjny logik i mistrz
                                                    komisariatu w sudoku, Gugiel, nie mógł pojąc. Cos było nie tak z przestrzenią w
                                                    tym mieszkaniu. Zwłok napewno nie daloby sie ukryć, chyba ze w tym pawłaczu w
                                                    przedpokoju zwisajacym na wysokosci służbowej czapki sierżanta.
                                                    -Przytulnie tu u pani - zauważył uprzejmie.
                                                    -Mam metafizyczny lek przed pustką - powiedziała pani Podmiotowa-Liryczna. Nie
                                                    ma pan pojecia jak tu sie pusto zrobiło, jak go nie ma. Dopiero pan to zapełnił
                                                    - spojrzała na niego, jakby miała jedno oko wiecej. Jeszcze konfitury, panie
                                                    dzielnicowy?

                                                    -----
                                                    Do powstania niniejszego postu przyczyniała sie NO, podkrzykujac znad magazynu
                                                    "Cztery Kąty": jakie to kulturalne społeczeństwo sie zrobiło, jak nas ubyło!
                                                    Patrz, słyszales żeby jakis niemiecki profesor językoznawca pokazwyał w gazecie
                                                    swoje mieszkanie?!
                                                  • cordatatilia Re: Tymczasem 05.01.07, 13:47
                                                    Pięć kwadransów później Podmiotowa Liryczny wycierała suchą szmatką umyte
                                                    filiżanki i spodeczki. Za jej plecami widoczny stolik okolicznościowy z
                                                    okruchami sernika i śladami wiśniowej konfitury..tuż obok pomiędzy meblościanką
                                                    a fotelem, oddającym jeszcze ciepło pośladów inspektora Gugla, stał sobie
                                                    całkiem spokojnie i niespodziewanie nowy mebel... jeszcze nie zakurzona pufa z
                                                    jakiej dziwenj granatowej tkaniny w jodełkę,z trzema pomponami z boku..gdzieś na
                                                    brzegu widoczna plama po konfiturze..hmm, niby mebel a jednak..
                                                    Podmiotowa ogarnęła spojrzeniem salon i z dziwnym wyrazem zadowolenia, wręcz
                                                    dzikiej satysfakcji na twarzy zaczęła zbliżać się z szufelką i ściereczką w
                                                    kierunku stolika okolicznościowego..
                                                    - Trzeba tu trochę posprzątać.. -wysyczała..
                                                  • ab_extra Tymczasem Podmiot Liryczny 05.01.07, 21:30
                                                    budził się z ciężkiego, męczącego snu bez snów. Po głowie galopowało mu stado
                                                    rozjuszonych słoni. Drżacymi palcami udało mu sie rozchylić powieki prawego oka,
                                                    ale oślepiony blaskiem nagiej żarówki natychmiast zawarł je na powrót, uciekajac
                                                    w oswojoną, więc jakoś już bezpieczną ciemność. Język zamienił mu się w bryłę
                                                    gipsu. Poprzez tętent słoniowych nóg dobiegł go jeszcze jakiś inny dźwięk,
                                                    przypominający odgłos silnika diesla. Uczepiwszy się ściany zdołał wstać,
                                                    przełamując opór zesztywniałych mięśni. Ciało wypełniała mu wilgoć i zimno.
                                                    Używając całej dostępnej mu teraz siłu woli, osłaniając przewrażliwione źrenice
                                                    dłonią udało mu się otworzyć oczy. Gdy już przywykł do blasku sterczącej ze
                                                    sciany zakurzonej czterdziestowatowej zarówki, dostrzegł pod nogami jakiś
                                                    poruszający się miarowo łachman. Gdy się pochylił, rozpoznał w nim śpiącego
                                                    Czerwonookiej Zjawy. Zjawa spała, chrapiąc donośnie.
                                                    -Łomatkojedyna- wyrzeził Podmiot Liryczny -co się ze mną stało? Gdzie ja jestem?
                                                    -Kierowniku kochany, może jeszcze wisienki? Daj mordy, bracie mój rodzony-
                                                    zabulgotała nagle przez sen zjawa, na chwile przerywając chrapanie.
                                                    Rozejrzał się głebiej po wnętrzu: był w piwnicy, ale w jakims nieznanym jej
                                                    zakatku, w jakiejś zupełnie obcej części podpiwniczenia Bloku. Podtrzymując ręką
                                                    chwiejącą się głowę niepewnie ruszył korytarzem, pomiędzy rzędami połyskujących
                                                    zimno ocynkowaną blachą drzwi.
                                                  • ab_extra Re: Tymczasem Podmiot Liryczny 10.01.07, 21:10
                                                    Nie wiadomo jak długo tak szedł, od wyspy do wyspy wątłego żółtego swiatła,
                                                    monotonnym szeregiem drzwi, skobli i kłódek, wzdłóż rur cieknacych i zaworów,
                                                    przedzierajac sie przez zatory z pordzewiałych ram rowerowych, wypatroszonych
                                                    kanap, kulejących krzeseł i spiętrzonych pudeł. Wędrował uparcie, klucząc
                                                    załamaniami korytarza i zapędzając się w liczne slepe zaułki.
                                                  • brezly Re: Tymczasem Podmiot Liryczny 11.01.07, 08:01
                                                    Nagle przypomnial sobie mlodziencza lekture "Bhagavadgity" i pozniejsza
                                                    "Bhagavadgity, takiej jaka jest" z licznymi pouczajacymi komentarzami Jego
                                                    Swiatobliwej Chwaly Srila Bhaktivedanty Swami Prabhupady".

                                                    "No tak, trzeba byc postacia literacka by zrozumiec o co im szlo z tym wyrwaniem
                                                    sie z niewoli cyklu narodzin i smierci" - pomyslal- "Ile razy Leon juz umieral i
                                                    zmartwychwstawal w tym rozdziale. Ciekawe kiedy im przyjdzie do glowy mnie
                                                    usmiercic?". Stanal wreszcie tam gdzie teoretycznie powinny byc drziw do jego
                                                    piwnicy. Drzwi byly otwarte. Komus potrzebna byla na poczatek klodka i to razem
                                                    z zawiasem. Ktos wymontowal nawet hak mocujacy zawias do sciany. Hmm, musieli
                                                    miec dlugi kabel do wiertartki. Zajrzal do srodka. "No, tak, zanim zabija to
                                                    najpierw okradna. Panie autorze Bhagagavadgity, cykl narodzin, okradzen,
                                                    wyludzen, strat finansowych, moralnych i smierc, tak to naprawde wygala".
                                                  • cordatatilia a w piwnicy 18.01.07, 08:18
                                                    Prawą ręką wymacał pstryczek i żarówka 40WAT zatliła się nad jego
                                                    głową...Podmiot Liryczny zaczął rozglądać się po wnętrzu piwnicy.
                                                    Jakież było jego zdziwienie [jak to jakież?!-wtrynił sie narrator nr 2 - ogromne
                                                    jak góra śmieci na w-wskim Bemowie lub nie przymierzając takie Himalaje, czy
                                                    Ocean Indyjski!] gdy odkrył, iż wcale nie został obrabowany. Wszystko było na
                                                    swoim miejscu, a wręcz jakoś tak bardziej na swoim miejscu niż zwykle..
                                                    -Chyba ktoś tu posprzątał...dziwne, włamali się by zrobić porządki?
                                                    Przysiadł na skrzynce po jabłkach stojącej pod ścianą i ślizgał wzrokiem po
                                                    półkach -weki, części od roweru, narzędzia, zdemontowany telewizor marki Rubin,
                                                    sanki Krzysia, puste słoiki, deski boazerii, resztki glazury z łazienki...
                                                    cholera -pomyślał- coś tu jest nie tak...
                                                    Nagle, gdy już podnosił rękę, by wykonać czynność znaną pod nazwą "drapanie po
                                                    głowie" w rogu piwnicy -pomiędzy starym kredensem, a zwiniętym dywanem z pokoju
                                                    Jadzi spostrzegł TO.
                                                    TO wylegiwało się na na starym taborecie mrugając do niego prawym okiem i
                                                    uśmiechając się pod nosem.
                                                    Jak gdyby nigdy nic! Co za bezczelność!
                                                    Ręka zastygła mu w niedokończonym geście drapania..
                                                  • brezly Re: a w piwnicy 18.01.07, 10:52
                                                    Wlasciwie caly czas mrugalo. Zadawalo sie skladac glownie z mrugania, migotania
                                                    i tego nieco cynicznego usmieszku. A jednoczesnie sprawialo wrazenie ze sie
                                                    wyleguje. Moze wylegiwuje? Albo cos bardzo podobnego...

                                                    Mistrz Logion Milczacy, przeszlo mysl Podmiotowi Lirycznemu. Dlaczego
                                                    -Gad.. - powiedzialo to cos cynicznie - zgadnij kto ja jestem i co robie?
                                                  • brezly Re: a w piwnicy 18.01.07, 11:51
                                                    -Nie mam zielonego pojecia kto jestes i co robisz w mojej pwinicy - stanowczo,
                                                    glosem przepojonym przekonaniem o swietosci prawa wlasnosci ("wolnosc, rownosc,
                                                    wlasnos" przeszlo mu przez glowe) odparl Podmiot. - Co to jest - wskazal na
                                                    lezaca na skrzynce z wydaniami "Pamietnika Teatralnego" z przelomu lat 60 i 70,
                                                    azurowa, siatkowata powierzchnie, jakby tkaniny albo dzianiny.
                                                    -Wylinka - odezwalo sie to cos nie przestajac migac i mrugac.
                                                  • cordatatilia Re: a w piwnicy 18.01.07, 12:33
                                                    Wszak wylinki wypada wylinić wśród wysprzątanych weków, wiesz wszakże wiadomą
                                                    wieść..wrr wrrrrr -wywarczało migające TO.
                                                    Podmiot Liryczny o mało nie obalił się na ziemię razem ze skrzynką, na której
                                                    przysiadł.. czytał gdzieś kiedyś o warczących TOtach, ale, TO?
                                                    Wrrr...
                                                  • brezly Re: a w piwnicy 31.01.07, 15:20
                                                    Ocknal sie, jakby przywolywany jakims glosem z oddali. Oczy nos i usta wypelnial
                                                    mu jakis kurz, bez zapachu i smaku, majacy tylko konstynencje. Kaszlnal,
                                                    kichnal, oczy poczely mu lzawic, przetarl je zakurzonym rekawem, wzniecil cala
                                                    chmure tego, kichnal, powodujac zawirowania pylowej chmury, podniosl sie,
                                                    stwierdzajac przy okazjize siedzial, ten ruch spowdowal ze jeszcze wiecej pylu
                                                    czy kurzu wzbilo sie w powietrze, nie bylo juz nic widac (a kiedy bylo?),
                                                    usilowal sobie przypomniec i wydalo mu sie ze z jego pamieci tez uniosla sie
                                                    chmura kurzu, kurz pamieciowy, kurz pamietliwy, byla kiedys gdzies pani Kurzowa,
                                                    to jakos mu sie przypomniala, ale tez gdzies byla pod warstwa tego samego kurzu
                                                    co on, spod ktoregos kurzu widzial pare czerwonych oczu, ale czy byl to ten
                                                    fizyczny kurz wokol niego czy kurz nad jego pamiecia, tego nie wiedzial, jego to
                                                    znaczy, kogo, aha Zakurzonego Podmiotu Lirycznego, to zanczy go kogo? Wtedy
                                                    przyszlo nagle wkurzenie.
                                                    -Co jest, do pracownicy agencji towarzyskiej "Excelsior", tel. 071 xxxx, nedzy?!
                                                    - ryknal. - Zaraz to wszystko odkurze!
                                                    Ja wam tu dam - cos klaskalo mu glowie, jakby czytnik kart perforowanych - wam
                                                    tu dam, skurczybyki tekstylniane, zostawiac kogos pod kurzem zapomnienia!!!
                                                    Lenie smierdzace, nasylacie na kogos czerwonookie Zapomnienie i to tak leniwe ze
                                                    nawet zapominanego nie przykryje jakas folia! Banda obibokow i bumelantow, male
                                                    pisarczyki z Koblencji, dosyc tego i to juz!!
                                                  • cordatatilia Dosyć tego i to już!!! 07.03.07, 08:15
                                                    Dosyć tego i to już!!!!! rozbrzmiało echo tak głośno i tak prosto w ucho, że
                                                    Podmiot Liryczny aż podskoczył.
                                                    No tak -pomyślał- to chyba koniec, wszyscy o mnie zapomnieli! Cholerne
                                                    Wykształciuchy! Ja Wam pokażę!
                                                    Pogroził pięścią w stronę mrugającej żarówki i zrezygnowany przysiadł na ramie
                                                    Jubilata2000 obmyślając plan zgrabnego pobudzenia narratorów..

                                                    Podrapał się w głowę. Nic.

                                                    Mrugnął okiem. Nic.

                                                    Pustka.

                                                    Żadna błyskotliwa myśl nie nawiedziła jego umysłu.

                                                    Nie było spadającej piłeczki, rozbłyskującej żarówki i okrzyku "juhu!"
                                                    towarzyszącym genialnemu odkryciu.

                                                    Nic.Null.
                                                  • brezly Re: a w piwnicy 07.03.07, 08:24
                                                    Koblencji, Koblencji, Koblencji -uslyszal z daleka jakby wlasny glos. Otworzyl
                                                    oczy i natychmiast go zapiekly.
                                                    -Trzeba go najpierw odkurzyc - uslyszal
                                                    -Fe, cos okropnego. Dajcie mu sie napic, szpryce w ramie, doprowadzimy go do
                                                    porzadku.
                                                    Na pol swiadomie przelknal kilka lykow czegos w cyzm dominowal smak miety,
                                                    poczul kolo siebie jakis silnie erotyczny zapach pachnidla, cos uklugo w
                                                    przedramie i zapadl sie znow w zakurzony niebyt.

                                                    ...

                                                    Siedzial na krzesle w jakimis wnetrzu, szcezgoly wystroju i architektury ktorego
                                                    ginely w polmroku. Plomien kominka z prawej i lampa z zielonym abazurem z lewej
                                                    oswietlaly tylko jego najblizsza czesc. Siedzialy naprzeciw niego, kazda w inny
                                                    sposob. Ta w srodku, Zimna Germanska, z noga zalozona na noge, sztywno i dosc
                                                    sluzbowo. Ta Szykownie Niewinna Paryska po lewej, jak z podrecznika o eleganckim
                                                    siadaniu. Ta Romantycznie Ekologiczna Celtycka z nogami podkulonym pod brode i boso.
                                                    -Witamy - Nordycka Pomnikowosc blond mowila altem - postanowilysmy cie wyciagnac
                                                    z tego Piwnicznego Niebytu.
                                                    -Przejdzmy do rzeczy, prosze pana - usmiechnela sie spod kapelusza Wiosna
                                                    Sekwany - mamy dla pana propozycje, prosze pana.
                                                    -Jaka propozycje? - nieco oglupialy Podmiot Liryczny podciagnal spodnie i
                                                    podrapal sie w klatke piersiowa.
                                                    -Also, moj panie - rzeczowo ciagnela Nordycka Swietlistosc - ale czy mam juz
                                                    zaczynac?
                                                    -Chyba tak - Ruda Przejrzystosc Tkanin Irlandii podeszla do okna kolo kominka -
                                                    Klasyczna Srodziemnomorska zaraz bedzie. Tylko sie zrobi cieplej:-)
                                                    -Ahahaha - zasmial sie Urok Galijski i potrzasnal doskonale ostrzyzona glowa
                                                    brunette - nie lubi za duzo na siebie wkladac, ahahaha:-)) A Pszeniczno Lokata
                                                    Slowianska gdzie jest?
                                                    -Albo zapomniala, albo cos jej wypadlo, albo sie spozni jak zwykle - jadowicie
                                                    skomentowala Posagowosc Germanii. - Do rzeczy. Proponujemy panum mein Herr, mijn
                                                    Herr przyszlosc w filmie. Porzadna produkcja porngoraficzna z zacieciem
                                                    artystycznym, albo na odwrot...
                                                    -Kto to dzis odrozni? - zasmialy sie Dzwonki Wrzosowisk Armagh
                                                    -Nie przerywaj, otoz bedzie pan mial wplyw na scenariusz, pan w glownej roli,
                                                    konczymy z tym piwniczynm watkiem, przenosimy pana w komfortowe warunki, nie
                                                    bedzie pan, moge mowic Ty, latal ze sloikami. Pyta pan, nie mam przechodzic na
                                                    Ty, tez dobrze, czemu? Trendy, prosze pana, trendy. Ma byc ekologicznie,
                                                    naturalnie, bez kultu mlodosci. Sredniowieczni, tak sie mowi po panskiemu, z
                                                    brzuszkami, laciata czupryna, wlosami rosnacymi z uszu - to jest teraz to.
                                                    -Mais, ale te grzybice paznkoci trzeba zlikwidowac, c'est incroyable - dorzucila
                                                    Koniecznosc Szukania Straconego Czasu.
                                                    -To co - Zielone Oczy Dublina zblizyly sie na wyciagniecie reki do Podmiotu
                                                    Lirycznego - podpisujemy umowe? Od czasu do czasu przerwiemy cie reklamami, to
                                                    nie boli.

                                                    Gdzie przerwiecie? Ja! Nigdy! Nie zdradze swojej piwnicy i w nijakich swinstwach
                                                    brac udzialu nie bede. Ja jestem czlowiek uczciwy i wierny. Coby moja rodzian
                                                    powiedziala?! Wiem gdzie moje miejsce - wychrypial Podmiot Liryczny, dlubiac
                                                    jednoczesnie w nosie.

                                                    Ulalalalala - zachnela sie Zawartosc Une Petite Noire - a podgladanie tej Zuzi
                                                    na balkonie, a te pare przygod w pakamerze w pracy, prosze pana, a te dwie
                                                    sasiadki? Pan udaje, prosze pana.

                                                    -To sa slabosci. Slabosc jest rzecza ludzka a tu idzie od zdrade. Slabosci sie u
                                                    nas wybacza, zdrade sie pietnuje.

                                                    -Non plus - nie damy rady. Mon Dieu, co za idiotyczny pomysl pchac sie tu po niego.
                                                    -Naaa ja. Es ist vorbei und hoffnugslos - Chlod Polnocy osiagnal temperature
                                                    zera i przelozyl lewa noge na prawa, z upodobaniem sledzac wzrok Podmiotu
                                                    Lirycznego.
                                                    -On sie naogladal za duzo amerykanskich filmow - zasmiala Krolowa Stolicy Szyku
                                                    - wiec tu sie juz nie da nic zrobic.
                                                    -Bugger this and bugger that - wesolo zaspiewala Perla Limerick. - Niech wraca
                                                    do piwnicy. Zawsze sa silni w gebach. Get out.
                                                    Wstaly i wyszly.

                                                    - A wyscie nas zdradzily w Jalcie, wiedzmy jedne, produkty przemyslu optycznego,
                                                    industrialne zludzenia - wrzeszczal Podmiot Liryczny wpadajac z powrotem na
                                                    worek ziemniakow, ktore do ncizego sie juz nie nadawaly, bo lezac przy rurze
                                                    cieplowniczej powypuszczaly cala mase kielkow.
                                                  • millefiori Re: a w piwnicy 07.03.07, 10:28
                                                    Wparta w fotel, czekam na ciag dalszy, Panie Brezly!
                                                  • funghettino byle do wiosny... 07.03.07, 23:30
                                                    pomyslal podmiot, rzucajac teskne sporzenie w strone kielkow i probujac
                                                    jednoczesnie wymazac z pamieci obrzydliwie pociagajace wspomnienie Wielkiej
                                                    Trojcy.
                                                    - ze tez na mnie musialo trafic, te baby, skaranie boskie, juz im tulipan na
                                                    dzien kobit nie wystarcza, kurdeno...
                                                    Trojca zadomowila sie na dobre w czelusciach umyslu podmiotu z uwodzicielskim
                                                    polusmiechem na ustach.
                                                    ...mysla, ze moga tak czlowieka wyciagnac jakby nigdy nic, z jego wlasnej
                                                    piwnicy. nogami przed oczami czlowiekowi wymachuja, wlosy odgarniaja, usta na
                                                    czerwono krwisto maluja...a niedoczekanie wasze!!!!- wrzasnal niespodziewanie
                                                    podmiot- w zyciu sie stad nie rusze!!!w zyciu!!!! hasta victoria para siempre!!!
                                                    Trojca zasmiala sie tylko lagodnie, bawiac sie przy tym kosmykiem wlosow...
                                                  • brezly Re: byle do wiosny... 08.03.07, 15:57
                                                    Dwa szczury manuskryptowe, przemierzajce kadlub rekopisu w poszukwiwaniu
                                                    swiezych literowek, zatrzymaly sie na chwile przy piwnicy z Podmiotem Lirycznym.
                                                    -Jak myslisz, Gryzeldo - zapytal rudy, nieco starszy od swej towarzyszki - czy
                                                    cokolwiek jest w stanie go wyciagnac z tego miejsca.
                                                    -Mysle, moj Rhodenty, ze tylko brak telewizji. Jak ktos mu zapewni mecze i
                                                    seriale, to go bomba atomowa stad nie wyciagna. O, popatrz tam, jakie sliczne
                                                    "koajrzenie", mniam...
                                                    -Komfortowy manuskrypt znalazlas, bledy ortograficzne sie nie petaja, no lecimy
                                                    dalej!
                                                  • immanuela Re: byle do wiosny... 09.03.07, 13:58
                                                    Podmiot Liryczny, rozparty wygodnie w piwnicy bloku numer sześć przy ulicy
                                                    Niecałej, ze znudzeniem przyglądał się dwóm szczurom siedzącym na stercie kartek
                                                    papieru. Kartki owe, niedbale wydarte z zeszytów w kratkę, czy też w szeroką
                                                    linię, wyrwane z notesów, zapisane były różnymi charakterami pisma.
                                                    Gdzieniegdzie walały się również pudełka od zapałek, a nawet mankiety, równie
                                                    skrupulatnie popisane.
                                                    Przydadzą się na rozpałkę - pomyślał Podmiot Liryczny - zimno się jakoś zrobiło,
                                                    ale widzę, że sąsiad zainstalował tu kozę, coby mu ziemniaki zimą nie przemarzały.
                                                    - Te szczury mówią do siebie, czy jak? - wymamrotał Podmiot Liryczny pakując
                                                    spory plik zapisanych kartek do kozy - przysięgam, już dzisiaj ani kropelki...
                                                    Przybliżył zapaloną zapałkę, ale coś odwróciło jego uwagę.
                                                    Oto, w kącie piwnicy, stała, oparta o ścianę, czyjaś, najwyraźniej odcięta
                                                    nożyczkami od tułowia, lewa noga...
                                                  • millefiori Re: byle do wiosny... 09.03.07, 22:25
                                                    Obserwujaca rozwoj akcji czytelniczka zastygla w niemym przerazeniu (tu
                                                    wprowadzam ilustracje nr 1:
                                                    www.tributeproductions.com/car%20and%20Marilyn.JPG )
                                                  • brezly Re: byle do wiosny... 12.03.07, 17:19
                                                    -Ty widzisz to co ja, Gryzeldo?
                                                    -Noga, Rhodenty. Ludzka noga?
                                                    -Ale nie jest to literowka?
                                                    -Nie, Rhodenty. Nie jest to Nago bo ma biala skarpetke. Nie jest to rowniez
                                                    polowa Ngoangoa, bo jest biala.
                                                    -Ani Goan ani Ango, z tego samego powodu.
                                                    -Slusznie, Rhodenty. Nie jest to rowniez Agno ani Gao'an. Nic azjatyckiego ani
                                                    nic afrykanskiego. Zadna jadalna literowka. Zwykla ludzka noga, raczej meska.
                                                    Euroamerykanska noga bialego czlowieka.
                                                    -Gryzeldo, czy nie powinnismy wlasciwie ulozyc jakiegos atlasu literowek?
                                                    -Rhodenty, pamietasz jak mieszkalismy w manuskrypcie skryptu "Matematyka dla
                                                    kierunkow rolniczych"? Tam stalo o tym ze najwieksze liczby oznaczajace cos
                                                    realnego to te, ktore wystepuja w kombiantoryce. Taki atlas bylby bardzo gruby,
                                                    ale mialby mnostwo literowek, tez.
                                                    -Jak zwykle masz racje, Gryzeldo. Co to za noga, wiec.
                                                    -Albo spadla tu z inengo watku, ten manuskrpyt nie jest szczelny, albo to jest
                                                    noga tego zdezintegrowanego Leona, ktorego troche podjedlismy jako Noela.
                                                    Pamietasz czy mial on biale skarpetki, Rhodenty?
                                                  • funghettino Re: byle do wiosny... 14.03.07, 00:26
                                                    podmiot rozejrzal sie uwaznie wokol, szczury popiskujace na stercie papierow
                                                    przyprawialy go o dreszcz niepokoju. i na dodatek ta noga. powlokl sie
                                                    niechetnie w kat piwnicy.
                                                    kurdeno- przeklal siarczyscie- zeby to choc byla noga tej czytelniczki co to
                                                    dwa posty wyzej z saspensu ledwie zipala...a tu nic, noga meska normalnie.
                                                    srednio przystojna na dodatek. i coz za poczucie elegancji- dodal z lekka
                                                    ironia w glosie przygladajac sie bialej, tenisowej skarpecie wystajacej z
                                                    czarnego lakierka.
                                                    faktycznie noga nie miala sie czym pochwalic. oprocz niemodnego obuwia, rodem z
                                                    teledysku disco polo, byla calkiem naga, porosnieta na calej powieszchi dosc
                                                    rzadkim wlosiem.
                                                    -kurdeno- zasob slownictwa podmiotu nagle gwaltownie zmalal- znam skads ten
                                                    but...
                                                    cos, niejasne jeszcze, ledwo wyczuwalne cos na ksztalt wspomnienia poruszylo
                                                    sie lekko w zakamarkach podmiotowej pamieci...
                                                  • brezly Re: byle do wiosny... 04.04.07, 20:06
                                                    -Czyj to może być but? – zadumał się Podmiot Liryczny – podobne nosił stryjek
                                                    Zenobi – ale on miał nogę ze cztery numery większą, jakieś 46-47, dziwne jak na
                                                    byłego kawalarzystę dość… - Wystający z pomalowanej, dawno temu, na szaro rury
                                                    jakiegoś pionu kran zaworu kulkowego zaczął nagle lekko drgać, Podmiot nie
                                                    zwrócił na to uwagi – szwagier Mietek też kiedyś podobne nosił, ale on zawsze
                                                    miał do tego obcas na sześć centymetrów, zakompleksiony kurdupel jeden, potem
                                                    zmienił na kowbojki z ostrogami kupione od Wietnamczyków… - drgania kranu
                                                    spowodowały że pokrywająca wystająca cześć gwintu rdza oyspała się na podłogę,
                                                    szczury zaczęły się przyglądać temu z uwagą, cały kran drgał teraz z bardzo
                                                    niską częstotliwością, przesuwając się w górę i w dół, jakby stawiał opór
                                                    jakiejś wypychajacej go sile, ale Podmiot ciągnął nie zauważywszy tego –
                                                    kierownik żony, też nosił coś podobnego, ale on miał chyba białe, takie miał
                                                    dziwne upodobanie do białych butów, ale może to nie on, to ktoś mi bardziej
                                                    znany, brat teścia, ten Kleofas milicjant... – kran uniósł się z sykiem w górę,
                                                    pociągając za sobą, jak komta, ogon złożony z pokrytych rdzą, kompletnie zbitych
                                                    pakuł, zerwał się z wizgotem z gwintu, poleciał w kierunku sufit, odbił się odeń
                                                    I wylądował, nie czyniąć szkód na ziemi. Z czeluści rozerwanego bocznikujacego
                                                    zaworu kulowego bliżej nie ustalonego pionu zapachniao ozonem i rozległ się
                                                    niespodziewanie kobiecy głos. Głęboki, zmysłowy alt, ciepły, prawie
                                                    pieszczotliwy, zupełnie nie odpowiadający wypowiadanym wyraznie, bez połykania
                                                    końcówek, z lekką poznańską melodią, słowom:

                                                    -Przesądy, klisze, schematy, stereotypy, uprzedzenia, powierzchowność, dzielenie
                                                    wszystkiego na dwa, kiedy trzeba na conajmniej cztery, kwantyfikatory jak
                                                    tuczniki, przedwczesne generalizacje, zastępowanie zrozumienia nazywaniem i
                                                    ocenianiem, nieodróżnianie, przyczyn za skutki a faktów za opinię branie,
                                                    odwracanie implikacji, upraszczanie młotkiem, sprowadzanie wszystkiego do
                                                    jednego czynnika, sprzeczności w rozumowaniu, sprzeczności w przymiotnikach,
                                                    oksymorony, naloty gwarowe w myśleniu, potoczność – głos nagle stwardniał i dało
                                                    się w nim słyszeć tłumioną wściekłość- mieszanie modus ponens z modus tollens,
                                                    kojarzenie idempotentności koniunkcji z zaburzeniami funkcji rozrodczych, w
                                                    nosie de Morgan i Duns Szkot – dama z rury pionu ucichła na chwilę by odezwac
                                                    się płaczliwym głosem na granicy histerii – i tautologie, ciągłe, bezustanne
                                                    tautologie, od rana do wieczora i w nocy też, nikt nigdy nie słyszał o metodzie
                                                    zerojedynkowei i byłoby lepiej gdyby było lepiej, buuuuuu…..- głos przemieścił
                                                    się gdzieś w górę po rurze, zabrzmiało tylko po nim smutne echo.
                                                  • brezly Re: byle do wiosny... 11.04.07, 13:00
                                                    -Co to było, Gryzeldo?
                                                    -Raczej: kto. To była, Rhodenty, Logika Formalna. Weszła w wiek średni, niejakie
                                                    zaburzenia hormonaln i z tego ogólne przygnębienia. Czuje się niepotrzebna,
                                                    niekochana, nie pasująca do dzisiejszego świata. Ogólnie niewysłuchana. I boi
                                                    sie ze bezrobocie jej grozi. O emigracji mysli. I że nikt on niej nie myśli, tak
                                                    mysli. A nieslusznie, bo atrakcyjna babeczka i przyjemnsoc czysta z nia pogadac.
                                                    -Tylko czasy nieatrakcyjne, Gryzeldo?
                                                    -A kiedy byly atrakcyjne, Rhodenty? Idziemy stad, patrzm Podmiot wychodzi z
                                                    osłupienia. – W rzeczy samej, Podmiot oderwał wzrok od czegoś co określał w
                                                    myślach, czy czym tam, jako “dziurę w rurze” i stęknał triumfalnie: Eureka! Już
                                                    wiem, czyja to noga!! To kuzyn Misiek, zwany Podmiotem Delirycznym. Musiał skądś
                                                    dać nogę po pijanemu I nie może jej teraz znaleźć. No ja mu jej nie pójdę
                                                    odnieść, nie ma siły. Zawinę ją w tę gazetę – wyciągnął spod siebie numer
                                                    „Świata Seriali“ i owinął nogę, tak że na kolanie pojawiła się twarz popularnej
                                                    silikonowej aktoreczki. – Spotkamy się, to mu oddam – zdecydował w myślach.

                                                    -Prawda rozciągliwa jak guma, antykoncepcje z niej robić – rozległ się nagle
                                                    głos Logiki Formalnej w otworze po zaworze. Tym razem chłody, rzeczowy i nieco
                                                    zjadliwy – I te epitety, którym conajmniej przyjrzeć by się należało czy nie są
                                                    wewnętrznie sprzeczne. “Milcząca większość”, "sumienie narodu" – hahahaha…. –
                                                    głos znowu oddalił się po rurze w górę.

                                                  • ab_extra -Pan zostawi tego sadzeniaka... 18.06.07, 12:39
                                                    -odezwał się głos i jakiś cień zasłonił wątły blask zakurzonej żarówki. Podmiot
                                                    Liryczny odruchowo zasłonił sobą pakunek i przesunął się do światła: dalej
                                                    niewiele widział, ale skrawek żółtawego blasku znalazł się na policzku i łysej
                                                    głowie obcego. Łysej aż za bardzo... W tej łysości było coś niepokojącego i
                                                    bardziej złowrogiego nawet, niż w wygolonych czaszkach potomstwa Pomiotu
                                                    Lirycznego spod piątki. Jakaś taka bezkształtna bulwiastość...
                                                    -Sadzeniaka? - zaoponował nieśmiało Podmiot. -Jak pan może, to moje... A
                                                    właściwie kuzyna Miśka... To bardzo osobiste...
                                                    -Pan to odda -głos obcego zabrzmiał jeszcze bardziej dobitnie. -A jeśli już o
                                                    pokrewieństwach mowa, to jestem z tym sadzeniakiem bliżej spokrewniony, niż pan
                                                    z tym swoim ...Miśkiem.
                                                    Podmiot Liryczny nagłym zrywem spróbował natrzeć na szczelinę między intruzem a
                                                    futryną drzwi, ale tylko uwiązł w mocnym uścisku obcego. Teraz jego twarz
                                                    znalazła się cała w zasięgu żarówki, i podmiot przeraził się jeszcze bardziej.
                                                    Cała głowa napastnika była tylko pobieżnym szkicem głowy, a jej rysy... no
                                                    właśnie ... sprawiały wrażenie tylko narysowanych. Jego cera była ziemiście
                                                    szara i wiał od niej piwniczny zapach stęchlizny, nawet w tych piwnicznych
                                                    okolicznościach wyraźnie odcinający się od zatęchłego otoczenia.
                                                    Podmiot szarpnął się, ale zniewalający go uścisk tylko stężał od tego. I nagle
                                                    zrozumiał, skąd ten niepokojący wyraz łysości w łysym: on nie miał uszu!!!! W
                                                    miejscu, w którym powinna być małżowina, było tylko niewielkie płytkie
                                                    wgłębienie, z którego wystawało coś cienkiego i połyskującego, ohydnie
                                                    bladozielonego.
                                                    Z wrażenia nawet nie zauważył, kiedy pakunek znalazł się w posiadaniu obcego.
                                                    Podmiot ochoczo skorzystał z okazji, że tamten zajęty był odwijaniem gazet i z
                                                    impetem wypadł z boksu. Nie miał jednak dokąd uciekać, przejście zasłaniały
                                                    inne, podobne do tamtego postaci.
                                                    -No, na szczęście małemu nic nie jest- zawołał radośnie pierwszy, z satysfakcją
                                                    oglądając nogę pod światło.
                                                    -Nie miał czasu, drań, nic zrobić. Zawołałem was, gdy tylko się tu pojawił i nie
                                                    spuszczałem z niego oka. A najważniejsze, że nie wyniósł. Pewnie do wieczora
                                                    zrobiłby z małego frytki... Frytki jak nic... Wygląda na zoologicznego
                                                    ziemniakożercę... Oni tu ziemniakożerność wysysają z mlekiem matki...
                                                  • ab_extra Re: -Pan zostawi tego sadzeniaka... c.d. 18.06.07, 18:33
                                                    -Ależ postęp!- nie mógł się tymczasem nadziwić pierwszy z napastników oglądający
                                                    nogę kuzyna Miska. -Popatrzcie, pojawiły się włosy. Prawie jak ludzkie! - z
                                                    zachwytem podstawiał obuty kikut kolegom pod oczy.
                                                    -Ależ panowie, co w tym dziwnego - próbował zaoponować Podmiot Liryczny - kuzyn
                                                    nigdy nie narzekał na brak owłosienia, z wyjątkiem czupryny, nawet plecy miał
                                                    gęsto owłosione.
                                                    -Cicho bądź, zbrodniarzu!- mocny kuksaniec w bok szybko zgasił elokwencję
                                                    Podmiotu. -A z tym, co zrobimy, wasza Wysokoskrobiowość?
                                                    Pierwszy nawet nie oderwał wzroku od pakunku -Jak to co? Na wiwisekcję z nim, a
                                                    potem kompostować.
                                                    -Nie będą go szukać?
                                                    -A skąd, podobno tkwi tu od co najmniej pół roku. I tak późno na nas trafił, na
                                                    szczęście dla nas i dla siebie zanadto pogrążony był w urojeniach. No, ale
                                                    teraz, to nie ma już wyjścia. Do kompostu z nim!
                                                  • ab_extra Re: -Pan zostawi tego sadzeniaka... c.d. 18.06.07, 21:16
                                                    -Z tym kompostem to jakieś żarty, prawda? Przenośnia jakaś? - zaniepokoił się
                                                    nagle Podmiot L., zwłaszcza, że ukryte w półmroku nieruchome oblicza drabów nie
                                                    zdradzały skłonności do żartów. -O co chodzi z tą nogą? Co to wszystko znaczy?
                                                    Osobnik, którego nazwano Jego Wysokoskrobiowością oddał ostrożnie zawiniątko z
                                                    nogą jednemu z tych mrocznych typów, któremu z czerepu zwisało coś na kształt
                                                    grzywki lub przywiędłego irokeza z zielonej naci.
                                                    -I tak już po tobie, więc mogę ci powiedzieć. To, co nazywasz nogą, jest
                                                    zalążkiem mojego potomka i następcy. Tak się rozmnażamy. Z dowolnego fragmentu
                                                    naszego ciała możemy wyhodować nowego dorosłego osobnika.
                                                    -My, to znaczy kto?
                                                    -My, ziemniaki. Pogardzane, traktowane przez was jako objętościowa pasza
                                                    pośledniego gatunku, surowiec przemysłowy, my, kartofle, których nazwa
                                                    traktowana jest przez was jako obraźliwy epitet.
                                                    -Ale jak to? Ziemniaki? - myśl, że oddaje się rozmowie z warzywem, warzywem,
                                                    które najpewniej chce go zabić, spowodowała, że przestał odczuwać realność
                                                    swojej sytuacji.
                                                    -Pokoleniami składowaliście w tych przepastnych piwnicach tony ziemniaków, odkąd
                                                    tylko powstał ten Blok. Część zbrodniczo pożarliście, większość wygniła, ale te,
                                                    które przetrwały ewoluowały po kątach nieustannie. Nasi uczeni twierdzą, że nie
                                                    bez znaczenia były tu pewne składniki trutki na szczury, a także metale ciężkie
                                                    z kineskopów i innego składowanego tu latami sprzętu. Coraz bardziej
                                                    upodabniamy się do was, wkrótce nadejdzie czas, gdy będziemy mogli opuścić tę
                                                    norę i wyjść na zewnątrz piwnicy. Ale dość tych pogaduszek - Jego
                                                    Wysokoskrobiowość wskazał Podmiot swoim pobratymcom - Zabierzcie go do
                                                    kompostowni. I nie zapomnijcie o wiwisekcji. Rzadko mamy taką okazję, by poddać
                                                    badaniom dorosłego, kompletnego osobnika. Nasz czas nadchodzi.
                                                  • brezly Re: -Pan zostawi tego sadzeniaka... c.d. 19.06.07, 08:30
                                                    No no no :-)
                                                  • brezly Re: -Pan zostawi tego sadzeniaka... c.d. 21.06.07, 07:55
                                                    Widzisz, sciolko - zwrocil sie prowadzacy go - jak pisal jeden z waszych - jak
                                                    czlowiek prze setki lat kopal ziemniaki to pewnego dnia ziemniak kopnie czlowieka.
                                                    -Kartofel! On pisal "kartofel". pamietam koniecznosc analizy
                                                    semantyczno-logicznej zdania "Kartofel jest ruchliwy" - jeknal Podmiot Liryczny,
                                                    cos sobie przypominajac z wykladu, jakiego pod jego balkonem udzielal pryszczaty
                                                    kolega jego syna jakiejs okularnicy. O pierwszej w nocy pieprzyl jest cos o
                                                    jakims SF, dopoki Nowakowa spod piatki ich nie przepedzila ze wstydu nie maja
                                                    tak swintuszyc po nocach zeby wszyscy slyszeli.
                                                    -Ja ci dam kartofel - poczul smagniecie nacia po karku - Jablko ziemne!! Nazwe
                                                    cie ,przyszly komposcie, glizda powierzchniowa albo kretem naglebowym to bedzie
                                                    ci przyjemnie, uzyzniaczu jeden, kuzynie obornika?!
                                                    -Ale za co? Za co?! - Podmiot Liryczny zrozumial ze tylko rabia postawa i proba
                                                    podjecia pod kolana dac mu moze jakas szanse - To po to tatus z dziadkiem i
                                                    stryjkami stonke zbierali i potepiali, zebyscie wy mnie teraz... - Cos w rodzaju
                                                    nagle dreszczu przeszlo nagle ciagnacy go orszak. Bulwy zatrzymaly sie i wydaly
                                                    dwuznaczny jek czy tez westchniecie. Jego Wysokoskrobiowosc steknal i stanal
                                                    przed Lirycznym.
                                                    -Cos ty powiedzial? - spytal cicho
                                                  • immanuela Akcja skuliła się w kącie piwnicy 30.06.07, 19:33
                                                    przerażona i bezradna.
                                                    I co ja teraz mogę? - pomyślała w panice - Zaczynam toczyć się w zupełnie
                                                    nieprzewidzianym kierunku. Znaczy się, zaczynają mną toczyć.
                                                    Ale żeby Ziemniaki jakieś, kurza jego mać! - poczuła nagły przypływ adrenaliny -
                                                    Wysokoskrobiowości, w mordę jeża! A jodyną go poktraktuję, to się sprawdzi, czy
                                                    naprawde taki skrobiowaty! Na frytki go przerobię, świniom na pożarcie rzucę! A
                                                    Leona, to zaprawdę, powiadam, wam, nie pozwolę!
                                                    Wyprostowała się dumnie, poprawiła włosy, a oczy jej zaczęły ciskać błyskawice.
                                                    - Na barykady, kto żyw! - krzyknęła w ciemność piwnicy.
                                                  • ab_extra Post rocznicowy 16.12.07, 22:11
                                                    I tak dziś minął rok od zejścia Podmiotu Lirycznego w Otchłań Piwniczną
                                                  • immanuela Re: Post rocznicowy 13.12.08, 18:58
                                                    dwa lata w piwnicy siedzieć! Autorzy do piór!
                                                  • brezly Re: Post rocznicowy 13.12.08, 19:05
                                                    Prawie ze go zarchizowalo.
                                                  • immanuela up! 11.11.09, 02:03

                                                  • brezly Re: up! 11.11.09, 08:35
                                                    Skad wrcala swiadomosc? Z piwnicznej wycieczki? A moze to byly zupelnie
                                                    podstawowe instynkty, plec obudzona glosami dochodzacymi z wylotu szybu rurowego.
                                                    -I co dalej, panie majster, i co?
                                                    -No wiecie, chlopaki, co bede dalej mowil. Taka kobieta to nie w kij dmuchal, nie?
                                                  • immanuela Re: up! 11.11.09, 19:33
                                                    -Ale ruda, panie majster, całkiem ruda! A wie pan, jak to jest z tymi rudymi...
                                                  • immanuela Re: up! 22.06.10, 20:43
                                                    up, up!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka