Gość: yahoo
IP: *.hhp.de / 213.70.8.*
13.01.04, 19:14
Postaram sie opowiedziec swoja historie w sposob obiektywny.
Bylismy ze soba ponad 3 lata. Mieszkalismy razem u mnie. Ja ponad 10 lat
starszy, ona studentka. Od poczatku bylo super! Pasowalismy do siebie. Duzo
podrozowalismy. Oczywiscie roznica wieku itd dawaly znac o sobie od czasu do
czasu ale nie bylo zle. Na kolejnych wakacjach oswiadczylem sie -
powiedzialem jej ze chce sie z nia ozenic;) Zaczelismy powoli planowac slub.
Powiedzielismy o tym naszym rodzicom. Tu zaczely sie schody... Poniewaz bylem
swiezo po trudnym rozwodzie (bez dzieci) uslyszalem od swoich, ze chyba
oszalalem. Dalo mi to do myslenia. Na dodatek w pracy dostalem wypowiedzenie.
Wykorzystalem to jako powod do odwolania planowanego slubu. Narzeczona sie
wsciekla, wyjechala sama na wakacje ale wrocila i znowu bylismy razem. Po
pewnym czasie temat wrocil. Zdecydowalismy ze tym razem wezmiemy slub w
miescie gdzie sie poznalismy. OK przygotowania powoli szly w tym kierunku
aczkolwiek we mnie byly duze obawy - czy to sie uda, czy to juz, czy nie za
wczesnie.. itd. Na miesiac przed terminem okazalo sie ze z jej powodow
rodzinnych slub nie moze odbyc sie tym wlasnie miescie i narzeczona szybko
zaczela zalatwiac slub w swoim miescie. Powiedzialem, ze jezeli w innym
miejscu to zrobmy to tez w innym czasie - 3 miesiace pozniej bo przygotowania
i to i tamto. Koniec koncow do slubu znowu nie doszlo...
Bylismy jeszcze ze soba chwile razem, niby wszystko w porzadku ale nie do
konca, az narzeczona pojechala znowu sama na wakacje. Z wakacji juz do mnie
nie wrocila, poznala tam innego, owszem spotkalismy sie jeszcze ale nic juz
to nie pomoglo.
I tak sobie mysle - to po cholere byly te 3 lata razem skoro brak slubu w
odpowiednim czasie spowodowal ze sie rozstalismy. O co tu w tym wszystkim
chodzi? Dlaczego slub byl taki dla niej wazny? Dlaczego po prostu nie mozna
byc razem bez slubu?
Dla ulatwienia dodam, ze naprawde chcialem wziac slub ale moze nie w tym
czasie...