Dodaj do ulubionych

Kocham żonatego...

IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 11:31
Przeczytałam właśnie ten wątek i aż mnie trzęsie.Nie mogę zrozumieć jak można
romansować z żonatym,dzieciatym (ogólnie już zajętym) facetem.Potrafię
zrozumieć wielką potrzebę uczucia ale powinno się mieć choć trochę
przyzwoitości (nie wiem czy to właściwe słowo)
Może mam uraz bo mój narzeczony miał romans z inną dziewczyną ,która
wiedziała ,że on jest ze mną, a mimo to próbowała coś z nim zbudować.
APEL
KOBIETY! TROCHĘ SOLIDARNOŚCI Z WŁASNĄ PŁCIĄ. NIE RÓBCIE INNEJ KOBIECIE TEGO
CZEGO SAME NIE CHCIAŁYBYŚCIE ŻEBY WAS SPOTKAŁO.
Obserwuj wątek
    • balbina2 Re: Kocham żonatego... 12.02.02, 11:49
      To się tak łatwo mówi - do czasu aż Ciebie to nie spotka. Przecież nikt nie
      zakochuje się w żonatym dlatego, że jest żonaty i zeby zrobic na zlosc jego
      zonie. A nie każda kobieta ma na tyle dużo samozaparcia
      (odwagi/godnosci/honoru/szlachetnosci....itd) by wyrzec sie dobrowolnie swojej
      milosci.
      • Gość: mikka Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 12:06
        balbina2 napisał(a):

        > To się tak łatwo mówi - do czasu aż Ciebie to nie spotka. Przecież nikt nie
        > zakochuje się w żonatym dlatego, że jest żonaty.

        Oj, czy aby napewno?
        Czasami dziewczyna może sobie myśleć, ze żonatego łatwiej jej będzie się pozbyć
        jak już się jej znudzi, a potem "zakochuje się" i sama się go "uczepia";
        pokusa "zakaznego owocu" też jest mocno pociągająca.

        A nie każda kobieta ma na tyle dużo samozaparcia >
        (odwagi/godnosci/honoru/szlachetnosci....itd) by wyrzec sie dobrowolnie swojej
        > milosci.

        Balbino, nie broń kochanek. One robią źle.

        Ale do apelu Kasi, ponieważ nie wszystkie może przekonać idea kobiecej
        solidarności, dodałabym:

        DZIEWCZYNY, NIE BĄDŹCIE GŁUPIE I NIE ŚCIĄGAJCIE NA SWOJĄ GŁOWĘ GROMÓW ZDRADZANYCH
        ŻON - NIE DAWAJCIE IM PRETEKSTU, BY ZAMIAST NA SWYCH ROZGLĄDAJĄCYCH SIĘ ZA INNYMI
        MĘŻUSIÓW NA WAS WYLEWAŁY "POMYJE".
        • balbina2 Re: do mikki, viccy, kasi...... 12.02.02, 15:25
          Strasznie jesteście porządne i szlachetne. Same piękne postulaty. Ale w życiu
          różnie bywa i wrzucanie wszystkich " kochanek" (nie znoszę tego słowa) do
          jednego worka to grube nieporozumienie. Co to za stwierdzenie "kochanki robią
          zle"? Że się zakochały? Może na początku w ogóle nie wiedziały że facet jest
          żonaty. Może same są mężatkami. Z waszych postów wyłania się postać jakiejś
          drapieżnej wampirzycy, która czyha na bezbronnych cudzych mężów, a szczególną
          satysfakcję sprawia jej udręka zdradzanej żony. Chyba jesteście bardzo młode i
          stąd te szczytne hasła.
          • Gość: mikka Re: do mikki, viccy, kasi...... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 15:36
            sama byłam kochanką (też nie lubię tego słowa)
            wiedziałam, że był zonaty
            dziś sobię tłumaczę, ze musiałam spaść na samo dno, zeby się od niego odbić
            mój związek z żonatym nie dawał mi wiele poza poczuciem, że MUSZE się
            zadawalać "połowiczną" miłością, bo więcej nie dostane
            mam gdzieś taką "miłość"
            • vicca Re: do mikki, viccy, kasi...... 12.02.02, 17:47
              OK - nad uczuciami się nie panuje. Zakochać się w żonatym czy zajetym - owszem,
              zdarza się, ale istniej również inna kwestia - co zrobisz z tym zakochaniem.
              Czy zrobisz krzywdę innej kobiecie, czy nie. Ja nie zrobię, bo wiem jak to
              cholera boli.
      • Gość: alissa19 Re: Kocham żonatego... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.02.02, 14:10
        balbina2 napisał(a):

        > To się tak łatwo mówi - do czasu aż Ciebie to nie spotka. Przecież nikt nie
        > zakochuje się w żonatym dlatego, że jest żonaty i zeby zrobic na zlosc jego
        > zonie. A nie każda kobieta ma na tyle dużo samozaparcia
        > (odwagi/godnosci/honoru/szlachetnosci....itd) by wyrzec sie dobrowolnie swojej
        > milosci.

        TAK TAK TAK!!!!!!
    • Gość: Mika Re: Kocham żonatego... IP: *.chello.pl 12.02.02, 11:59
      Zgadzam się z balbiną2. Ja pokochałam zonatego i .... jestem szczęśliwą mężatką.
      • Gość: mikka Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 12:07
        no popatrz, co za zbieg okoliczności
        a ja kochałam żonatego i dzisiaj się tego wstydzę
        • Gość: Una Re: Kocham żonatego... IP: *.devs.futuro.pl 12.02.02, 13:15
          Kochane, bo tu wszystko zależy od faceta. I to na Niego przede wszystkim w
          pierwszej kolejności powinny lecieć gromy zdradzonej żony. Jakoś zawsze brakuje
          mi w tego rodzaju wątkach potępienia facetów. Zupełnie jakby byli naszą rzeczą,
          a jakś wstrętna "złodziejka" chciała tę rzecz nam ukraść!!! Poza tym zdrady
          istniały, istnieją i będą istniały. Dla mnie rzeczą nie do pomyślenia jest
          sypianie w dwiema kobietami naraz i karmienie jednej z nich kawałkami o tym jak
          to nie układa się z żoną, nie śpią ze sobą itp. Kiedy ta żona z kolei jest w
          swoim mniemaniu szczęśliwą mężatką. Serce nie sługa, a małżeństwo to nie wyrok
          dożywocia. Herezje mówi ten kto myśli, że łatwiej jest "być" z żonatym, nawet
          nie chec mi się z tym polemizować.
          • Gość: mikka Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 13:26
            jeśli do mnie pijesz, to nie twierdziłam wcale, ze być z żonatym jest łatwiej,
            ale że może się tak wydawać komuś kto nie był jeszcze w takiej sytuacji,
            dopiero zastanawia się czy w to nie wejść
            masz rację,ze dużo zależy od faceta, ale to od nas zależy jakiego faceta
            wybieramy
            pytanie do kochanek : czy (jeśli tak, to ciekawam, jaki) jest powód, by ufać
            facetowi, który już jedną oszukuje?
            • Gość: kasia Re: Kocham żonatego... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 14:12
              Gość portalu: mikka napisał(a):

              > masz rację,ze dużo zależy od faceta, ale to od nas zależy jakiego faceta
              > wybieramy
              > pytanie do kochanek : czy (jeśli tak, to ciekawam, jaki) jest powód, by ufać
              > facetowi, który już jedną oszukuje?

              Zgadzam się z Mikką całkowicie.
              Oczywiście , że nie jest tak że facet jest tu stroną bierna, a kochanka ciągnie
              go siłą do łóżka czy gdziekolwiek indziej.Możliwe ,że on nawet wykazuje
              inicjatywę żeby mieć drugą kobietę.Tylko ,że kobieta ktora się dowie że jest on
              już w jakimś w związku powinna się ,moim zdaniem , wycofać.Dla swojego dobra i
              tej drugiej kobiety.
              Co innego jak mężczyzna jest już rozwiedziony lub nie ma stałej partnerki bo z
              nią zerwał jak poznał tą drugą.Ale tak długo jak trwa jeden związek nie powinno
              być innego równoległego.Oczywiście są to moje osobiste przemyślenia na temat.
              Kasia
              • miska77 Re: Kocham żonatego... 13.02.02, 11:27
                Kasiu, jestem prawie pewna, ze Twoj mezczyzna odszedl od Ciebie do innej
                kobiety dlatego za wszelka cene probujesz okreslic takie trojkaty jako "zwiazki
                destrukcyjne". Powiem Ci szczeze, ze w 85% winni zdrad sa mezczyzni i to oni
                nie mowia swojej "kochance" bardzo czesto, ze sa zonaci. Kobiety to istoty
                naiwne, wierza w czole slowka, w lepsze zycie, rodzine, dom - oni to wszystko
                im obiecuja a potem... coz jest placz, zal i bol...
    • vicca Re: Kocham żonatego... 12.02.02, 14:16
      Jestem za!!!!!!! Jest takie handlowe wyrażenie, które non stop powtarza mi
      kolezanka "Towar dotkniety przez inną osobę uwaza się za sprzedany" - innymi
      słowy - żonaci (lub zajęci mężczyźni) powinni być dla innych kobiet "strefą
      zakazaną". Może głupi poglad, ale wydaje mi się uzasadniony - gdyby Nowa
      Miłość mojego byłego wiedziała co się w takiej sytuacji przeżywa, moze by nie
      zrobiła tego co zrobiła.
      • Gość: mikka Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 14:36
        wiesz, myślę, ze stawianie zakazów, mówienie, ze ktoś jest "nietykalny"
        niektórych ludzi może nawet zachęcać: "co nie wolno mi? - a dlaczego? - a
        właśnie, ze mi wolno?"
        moim zdaniem należałoby powiedzieć nie ze żonaci są nietykalni, a że kobieta,
        która idzie do łóżka z żonatym daje o sobie jak najgorsze świadectwo
        (jest to poza wszystkim oznaka jej desperacji: "najważniejsze, ze MAM CHŁOPA,
        wszystko jedno czy ze zobowiązaniami, czy nie")
        • vicca Re: Kocham żonatego... 12.02.02, 14:41
          Też racja.
          • kwieto Wszystko pieknie... 12.02.02, 16:10
            ...ale mam wrazenie, ze dla was milosc to troche tak jak pojscie do
            supermarketu. Idzie sobie dziewczyna(chlopak) ulica, patrzy dookola, potem
            sobie mowi - "o, w tym(tej) sie zakocham" i buch - kocha nad zycie.
            Czy na prawde dla was milosc to WYLACZNIE kwestia logicznej, myslowej decyzji?

            Myslicie ze to sie tak da, powiedziec sobie "nie interesuje sie zajetymi
            mezczyznami" i juz? A co z miloscia od pierwszego wejrzenia? Przychodzi
            kolezanka ze swoim obecnym na przyjecie, dziewczyna zostaje zapoznana, i nagle
            oboje zakochuja sie w sobie na zaboj. Co wtedy?

            A co z sytuacja, kiedy dwoje osob po prostu sie spotyka, i czuja do siebie
            "miete"? To wtedy zanim umowia sie na kawe maja oboje sie przepytac z koneksji
            rodzinnych i swoich bylyc i obecnych? Jesli chce sie spotkac z dziewczyna ktora
            mnie interesuje, probuje sie z nia umowic. Gdy mowi mi ze jest zajeta, to moge
            sie wycofac, a co jesli nie mowi?

            To ze chlopak zostawia dziewczyne/zone dla innej tez nie koniecznie musi
            oznaczac jego niedojrzalosc czy nieodpowiedzialnosc. A co jesli ona z uplywem
            lat stala sie nie do wytrzymania? Gdy zona odchodzi od "zlego" meza to
            wszystkie kobiety chorem wspolczuja, czy potraficie zrozumiec meza odchodzacego
            od "zlej" zony?
            • Gość: mikka Re: Wszystko pieknie... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 16:23
              miłość - nie jest kwestią logicznej myslowej decyzji
              pójście z kimś do łóżka - tak
              • kwieto Re: Wszystko pieknie... 12.02.02, 17:27
                Czyzbys nie wierzyla, ze mozna z kims pojsc do lozka z milosci?
                • Gość: mikka Re: Wszystko pieknie... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.02.02, 08:30
                  nie, ja wierzę, że nie zawsze wolno iść do łóżka, nawet z kimś, kogo się kocha
            • vicca Kwieto! 12.02.02, 17:51
              Miłość nie ma w sobie zbyt duzo z logiki - wręcz przeciwnie zawsze prowadzi ją
              saleństwo, ale trzeba zdawać sobię sprawę z tego co się robi. Wiedząc że
              mężczyzna, którego kocham jest z inną i dla tej innej kobiety jest on ważny nie
              mogłabym "wleźć" miedzy nich!
              A co odchodzenia od "złych" żon i mężów - co inego bicie, awantury, zdrady,
              picie i nieczulość, a co innego odchodzenie bo inna kobieta/ inny mężczyzna
              bardziej nas pociąga!
              • kwieto Re: Kwieto! 12.02.02, 18:46
                No dobrze, ale tematem jest zdrada, i stwierdzenie, ze wszyscy ktorzy zdradzaja
                to szuje. Ale czy na pewno? Czy na pewno zdradza sie kogos TYLKO w przypadku
                gdy ktos inny nas pociaga bardziej, albo ktos chce sie "sprawdzic jako
                mezczyzna/kobieta"? A co ze zdradami wynikajacymi z takich sytuacji: partner
                nas nie rozumie, wiez sie urywa, chcesz to naprawiac, ale napotykasz na mur z
                drugiej strony... Spotykasz kogos, kto rozumie Twoje pragnienia, Twoje
                wartosci, kto podziela Twoje poglady na swiat - rozmawiacie ze soba, zwierzasz
                mu sie ze swoich problemow z partnerem/partnerka, wreszcie zakochujecie sie w
                sobie, i ZDRADZASZ...
                Czy w takim razie prawo do poszukiwania odwzajemnionej milosci jest
                skurwysynstwem? Czy na podstawie tego przypadku (schematu nader czestego tak
                naprawde) uznasz, ze zdradzajacy jest lowelasem (tudziez zdzira), egoista,
                draniem/suka itd.?

                Ja bym sie porzadnie zastanowil zanim bym tego kogos tak okreslil...

                To bardzo wygodne osobie zdradzanej powiedziec: "to wszystko partnera/-ki wina,
                bo jest egoista/-ka i nie licza sie dla niego/niej uczucia". Trudniej jest
                dostrzec WSPOLNE bledy ktore do tego doprowadzily.
                • balbina2 Re: Kwieto! Gratulacje! 13.02.02, 08:40
                  Jesteś jedyną trzezwo myślącą i realnie patrzącą na życie osobą wśród
                  wypowiadających się w tym wątku!
                • vicca Re: Kwieto! 13.02.02, 09:11
                  kwieto napisał(a):

                  > No dobrze, ale tematem jest zdrada, i stwierdzenie, ze wszyscy ktorzy zdradzaja
                  >
                  > to szuje. Ale czy na pewno? Czy na pewno zdradza sie kogos TYLKO w przypadku
                  > gdy ktos inny nas pociaga bardziej, albo ktos chce sie "sprawdzic jako
                  > mezczyzna/kobieta"? A co ze zdradami wynikajacymi z takich sytuacji: partner
                  > nas nie rozumie, wiez sie urywa, chcesz to naprawiac, ale napotykasz na mur z
                  > drugiej strony... Spotykasz kogos, kto rozumie Twoje pragnienia, Twoje
                  > wartosci, kto podziela Twoje poglady na swiat - rozmawiacie ze soba, zwierzasz
                  > mu sie ze swoich problemow z partnerem/partnerka, wreszcie zakochujecie sie w
                  > sobie, i ZDRADZASZ...
                  > Czy w takim razie prawo do poszukiwania odwzajemnionej milosci jest
                  > skurwysynstwem? Czy na podstawie tego przypadku (schematu nader czestego tak
                  > naprawde) uznasz, ze zdradzajacy jest lowelasem (tudziez zdzira), egoista,
                  > draniem/suka itd.?
                  >
                  > Ja bym sie porzadnie zastanowil zanim bym tego kogos tak okreslil...
                  >
                  > To bardzo wygodne osobie zdradzanej powiedziec: "to wszystko partnera/-ki wina,
                  >
                  > bo jest egoista/-ka i nie licza sie dla niego/niej uczucia". Trudniej jest
                  > dostrzec WSPOLNE bledy ktore do tego doprowadzily.

                  Kwieto! Mam dla ciebie wiele szacunku, lubię czytać Twoje posty, ale dlaczego
                  starasz się zrobić ze mnie żmiję i wkładasz mi w usta coś czego nie powiedziałam?
                  Ja napisałam czego bym nie zrobiła - nie zdradziłabym własnego partnera i nie
                  umówiłabym się z mężczyzną, który pozostaje w innym zwiazku!!!
                  To co robią inni - to ich sprawa, nie mam prawa nazywać ich tak jak napisałeś
                  (zdzira i skurwysyn). A jezeli zaszłaby taka sytuacja jak piszesz (pęka więź
                  między partnerami itp) to chyba lepiej sie rozstać niż "chodzić na boki" co
                  wieczór wracając do tego partnera z którym nic nas nie łączy?

                  • kwieto Re: Kwieto! 13.02.02, 10:45
                    Pardon, jesli potraktowalas ta wypowiedz jako atak osobisty. Ogolne wrazenie z
                    postow na tym watku mam jednak wlasnie takie: "zdradzajacy to egoista i
                    lovelas. a zdradzany to polaczenie idealnego malzonka/-ki ze swietym/-ta
                    ktoremu robi sie krzywde"... To strasznie "plaski" odbior sytuacji. Nie powiem,
                    ze "nigdy nie bylbym w stanie" bo nie wiem. Jestem w stanie wyobrazic sobie
                    sytuacje, w ktorej bylbym w stanie zdradzic. kwestia tylko tego, aby do takiej
                    sytuacji nie doprowadzic. A swoja droga - sa malzenstwa, gdzie malzonkowie spia
                    w oddzielnych pokojach, i jadaja tez osobno - czy wtedy rowniez zdradzany
                    oszukuje zdradzanego? Przeciez i tak ze soba nie sa... A dlaczego mieszkaja
                    razem? Chocby dlatego, ze nie stac ich na mieszkanie osobno
    • Gość: monik Re: Kocham żonatego... IP: 194.181.155.* 12.02.02, 15:22
      jasne, tylko on czasami nie nosi obraczki, a o zonie dowiadujesz sie
      przypadkiem, po jakims czasie, z reguly dluzszym czasie.
      nie usprawiedliwiam, nas, tych trzecich. czlowiek podobno ma prawo do bledu, a
      zle ulokowane uczucie, jest naprawde bolesnym bledem. wazne, zeby wyciagnac z
      niego wnioski i juz go nie powtarzac.
    • Gość: Dora Re: Kocham żonatego... IP: 212.244.205.* 12.02.02, 15:58
      Gość portalu: kasia napisał(a):

      > Przeczytałam właśnie ten wątek i aż mnie trzęsie.Nie mogę zrozumieć jak można
      > romansować z żonatym,dzieciatym (ogólnie już zajętym) facetem.

      A czytałaś wątek "Czy zdradzana żona powinna o tym wiedzieć"? Okazuje się że
      niektórym kobietom to wisi czy mąż zdradza czy nie, byleby tylko się o tym nie
      dowiedziały, co z oczu to z serca. Więc czytając takie coś można dojść do wniosku
      że skoro on bardzo chce i ona bardzo chce to czemu się nie przespać ze sobą po
      cichu, a skoro raz to może następny, bez zobowiązań. Granica między serią skoków
      w bok a romansem się zaciera.
      • Gość: A27 Re: Kocham żonatego... IP: *.proxy.aol.com 12.02.02, 16:09
        Czasem mam wrazenie, ze niektore kobiety maja wiecej szcunku do zwiazkow nie
        malzenskich i nie tkna chlopaka kumpeli, ale meza innej to bez problemu.
        Rzygac sie chce gdy slysze o zonatym i wielkiej milosci do niego. I niech mi
        nikt nie pieprzy, ze tak bede mowic do czasu, gdy sama sie nie zakocham w
        zonatym. Zakochanie to jest jakis wybor i zonaci sa poza moja pula wyborow.

        Apel Kasi niestety nie ma sensu, bo wiele bab na widok maeskich spodni zapomina
        nie tylko o kobiecej solidarnosci, ale nawet do szacunku do samej siebie.
        • Gość: zulugula Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 16:25
          Całkowicie się zgadzam z A27. Nie ma co liczyć na kobiecą solidarność.
          • Gość: mikka Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 16:28
            dlatego ja apeluję do poczucia wstydu
      • Gość: zulugula Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 16:22
        To niestety jest tak, facet pozostający w stałym związku zaczyna się nudzić,
        męczy go szarość dni uciekających coraz szybciej. Nagle zauważa, że żona już
        nie jest tak atrakcyjna jaki kiedyś, jemu życie ucieka więc może by jednak z
        tego życia coś jeszcze wyciągnąć. I takim oto sposobem zaczyna łowy. Tak jak
        kiedyś polował na swoją żonkę, teraz poluje na młodą panienkę, która pozwoli mu
        mieć wrażenie, ze jest najatrakcyjniejszy na świecie i tak wiele potrafi... To
        że są zdrady, to że były i będą to jest tylko i wyłącznie nasza wina, bo na nie
        pozwalamy. Jeśli żona, która dowiaduje się że została zdradzona, wywala męża ze
        swego życia, mąż nigdy by nie pomyślał o tym by ją zdradzić. Bo to chyba
        logiczne, chcę iść z kimś innym do łóżka to najpierw się zastanawiam jakie tego
        będą konsekwencje, dlaczego chcę iść do łóżka z inną kobietą a nie swoją żoną,
        i jeśli moja żona już mi się nie podoba, już nie chcę z nią być to odchodzę, a
        nie takie ciągłe wodzenie za nos i udawanie, ze nic się nie stało.

        Ja nie wybaczam zdrady, bo sama nie zdradzam. I uważam, ze jest to wyjątkowo
        proste. Dziś mogę powiedzieć, że nigdy nie zdradzę z własnej woli. A gwałt to
        chyba nie zdrada, a tylko gwałt nie jest zdradą z własnej woli.

        Ta moja wypowiedź troszkę zakręcona, ale jedno mam na myśli. Nie ma
        usprawiedliwienia dla zdradzających mężów, żon, nie ma usprawiedliwienia dla
        trzecich. Nie odpowiada mi żona, nie odpowiada mi mąż z jakiś względów,
        odchodzę i wiążę się z kimś na nowo. Zaczynam nowe życie. A prowadzenie gry: w
        domu żonka, w weekendy kochanka i jest mi super, to nie fear w stosunku do
        żony, w stosunku do ckochanki i w stosunku do samego siebie. Dziewczyny, nie
        kochajcie się w żonatych facetach. To egoiści, którzy chcą czerpać z życia
        tylko to co najlepsze, spijać samą śmietankę. W domu żonka popierze, posprząta,
        obiadek podstawi pod nos, a kochanka będzie głaskała po łysięjącej czaszce i
        wystającym brzuszku wmawiając im że to właśnie jest w nich najbardziej męskie.

        Wygodnictwo i egoizm.
        • Gość: mikka Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.02.02, 16:26
          popieram w całej rozciąglości (nawet jeśli ten lovelas nie ma łysinki i
          brzuszka a jest młody i przystojny - to tylko tchórz i egoista)
        • Gość: kasia Re: Kocham żonatego... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 17:33
          Zgadzam się z Twoim zdaniem w stu procentach.
          Szkoda że nie myślą tak wszystkie dziewczyny.A może myślą tylko boją się
          bardziej.
          Kasia
          • kwieto Re: Kocham żonatego... 12.02.02, 17:35
            Zawsze lowelas? Nawet jesli w domu mu zona ciosa kolki na glowie?
            • Gość: mikka Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.02.02, 08:28
              jeśli uważa, że popełnił błąd zeniąc się - to niech się rozwiedzie

              • kwieto Re: Kocham żonatego... 13.02.02, 10:45
                Rozwod potrafi trwac pare miesiecy
                • Gość: mikka Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.02.02, 10:51
                  parę miesiecy można poczekać (zaraz zapewne podasz przykład sytuacji, w której
                  czekanie jest niemożliwe)
                  jak już pisałam - chodzi o zasadę
                  nie przekonują mnie Twoje pokrętne argumenty
                • Gość: Melba Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.02, 11:30
                  Kwieto, Ty to ze wszystkiego zrobisz problem.
    • Gość: andrea1 Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 17:09
      Gość portalu: kasia napisał(a):

      > Przeczytałam właśnie ten wątek i aż mnie trzęsie.Nie mogę zrozumieć jak można
      > romansować z żonatym,dzieciatym (ogólnie już zajętym) facetem.Potrafię
      > zrozumieć wielką potrzebę uczucia ale powinno się mieć choć trochę
      > przyzwoitości (nie wiem czy to właściwe słowo)
      > Może mam uraz bo mój narzeczony miał romans z inną dziewczyną ,która
      > wiedziała ,że on jest ze mną, a mimo to próbowała coś z nim zbudować.
      > APEL
      > KOBIETY! TROCHĘ SOLIDARNOŚCI Z WŁASNĄ PŁCIĄ. NIE RÓBCIE INNEJ KOBIECIE TEGO
      > CZEGO SAME NIE CHCIAŁYBYŚCIE ŻEBY WAS SPOTKAŁO.

      Kasiu to okropne co Tobie przydarzylo sie i naprawde wspolczuje. Zadne to
      pocieszenie, ale opowiem moja historie moze zdradzani i zdradzajacy przystana na
      chwile i zastanowia sie nad wlasnym zyciem i bledami.

      Przed laty (dzis jestem 47 pania)zakochalam sie bez pamieci, taka jak tu ktos
      napisal 'miloscia zycia'. Bylam bardzo mloda, niedoswiadczona a samotne serce
      wyrywalo sie przed rozsadek niczym latawiec. Mielismy wyznaczona date slubu,
      zycie mialo byc uslane rozami a szczescie nie opuszczac nas nawet na minute.
      Pewnego dnia zmarl moj ojciec. Narzeczony nie pojechal ze mna na pogrzeb mowiac
      ze nie moze. Co przezywalam podczas tamtych dni nie bede opisywac, zrozumie
      uczucie tylko ten kto przezyl smierc ukochanego rodzica. Po pogrzebie chcialam
      wrocic jak najszybciej do domu, choc bylam z rodzina potrzebowalam zwyczajnie
      wyplakac smutek w ramionach kochanej osoby. Weszlam do domu, a w nim jak w
      kiepskim filmie on i kolezanka z pracy w lozku nadzy, pijacy szampana.
      Niewiarygodna historia, a jednak prawdziwa. W ciagu jednej sekundy swiat wywrocil
      sie do gory nogami, w ciagu jednej chwili umarly smiercia tragiczna wszystkie
      marzenia, plany, nadzieje. Dodam jeszcze tylko, ze bylam w ciazy. Ja domyslasz
      sie malzenstwo nie doszlo do skutku. Znacznie pozniej poznalam cudownego
      czlowieka, za ktorego wyszlam za maz i z ktorym dzis mamy dwojke pieknych dzieci
      i ktorego kocham ponad wszystko (tylko nie ponad dzieci). Kilka lat pozniej po
      niefortunnym zwiazku (dosc pozno jak na swoj wiek) zaczelam studiowac. W trakcie
      studiow zaprzyjaznilam sie z wykladowca z uczelni. Uwielbialam przychodzic na
      jego wyklady, zawsze staralam sie byc przygotowana i aktywna na zajeciach. Uczyl
      na wiodacym i bardzo interesujacym mnie kierunku. Obecnie jest profesorem (wtedy
      byl zdolnym ale zaledwie asystentem). Polaczyly nas zainteresowania i sympatia.
      Pewnego dnia zlapalam sie na tym, ze mysle o nim nawet po zakonczeniu wykladow.
      Poczulam sie okropnie bo zdalam sobie sprawe, ze nie powinnam nim w ogole
      zaprzatac sobie glowy, ale jakos tak platal sie po szarych komorkach. Przeszlo
      tez przez mysl, ze moj tutor to mezczyzna z krwi i kosci. Mialam wtedy juz nowego
      chlopaka (mojego obecnego meza, wtedy nie bylam jeszcze mezatka) a on byl zonaty.
      Kochalam mojego narzeczonego, ale lubilam prowadzic wielogodzinne dysputy przy
      kawie z facetem z uczelni. Pewnego dnia on (wykladowca) mial wypadek samochodowy.
      Pokiereszowany strasznie, ale przezyl. Wpadalam do szpitala od czasu do czasu,
      zeby mu poczytac, opowiedziec co na uczelni itd. Raz, gdy siedzialam obok niego
      przyszla jego zona, tak ja przedstawil. Wiedzialam ze istnieje, ale nigdy nie
      poznalam jej. W momencie gdy mial wypadek nie bylo jej w kraju (jest lekarzem,
      dzis tez juz profesorem). Byla zdaje sie na sympozjum. Niestety potraktowala mnie
      jak smiecia, jak glupia studentke czyhajaca na cnote jej meza. Z uczelni odeszlam
      (nie skonczylam nigdy tamtego kierunku). Na uczelni huczalo od plotek, ze pan
      asystencik znalazl sobie cipke do dmuchania. Gdy zaprzeczal nikt mu nie wierzyl,
      gdy zaprzeczalam ja twierdzono, ze go kryje i ze nie mam godnosci i honoru.
      Miedzy nami nigdy do niczego nie doszlo choc mnie a moze i jemu w glowie powstal
      pomysl jakby to bylo gdyby... Ale nie bylo 'gdyby'. Nie mialo sensu juz niczego
      prostowac, nikt nam nie wierzyl, nikt nie chcial uwierzyc. Zmienilam studia, w
      miedzy czasie wyszlam za maz. Bardzo chcialam miec dziecko i pewnego dnia zaszlam
      w ciaze, ale utracilam ja pozniej. Bog pokaral mnie za to, ze moje cieple mysli
      bywaly czasami przy innym mezczyznie a nie tylko przy moim mezu. Jesli
      kiedykolwiek ktoras z czytajacych kobiet utracila dlugo oczekiwana ciaze zrozumie
      co przezylam, jak bardzo przeklinalam los i siebie. Gdy bylam zrozpaczona (bylam
      tez dosc powaznie chora) spotkalam mojego tutora. Pocieszal mnie mowiac, ze
      wszystko bedzie dobrze, cieszyl sie, ze mam cudownego i opiekunczego meza,
      wspanialych przyjaciol, ze nie jestem sama. Podziekowal, ze wtedy przychodzilam
      do niego do szpitala. Nie zapytalam o zone choc odnioslam wrazenie ze jest bardzo
      nieszczesliwy. Nie moglam o nia zapytac bo nigdy nie bylam z nim w tak bliskich
      stosunkach, aby pozwolic sobie az na taka ingerencje.
      ..ale do czego zmierzam. Nie zawsze wszystko jest czarne albo biale, nie zawsze
      jest tak jak nam sie wydaje albo mowia inni najczesciej wrogowie lub glupcy.
      Oceny i podejmowanie powaznych decyzji wymaga solidnego przeanalizowania
      wszystkich klamstw ale i prawdy. A jak wiemy w zyciu wszystko ma swoja cene,
      ktora musimy jeszcze przed smiercia zaplacic, musimy tez splacac dlugi.

      Pracuje w wydawnictwie i moim obowiazkiem jest sprawdzanie tematycznie
      konkurencji oraz opinii czytelnikow. Temat zdrady przewija sie w kilku dzialach
      dlatego postanowilam prywatnie opisac swoja historie. Ktos napisal (a zdanie
      zapadnie w mojej pamieci) o tym, ze "podloscia jest nie upasc, ale nie podniesc
      sie" (moglam przekrecic). Wpisane jest to gdzies zdaje sie w kwestii wybaczania.
      Zatem cos jeszcze. Moj maz ma kilkunastoletniego syna z
      weekendowego 'zauroczenia' (bylismy wtedy juz ze soba, ale w dosc luznych
      relacjach). Pobralismy sie jednak i jestesmy szczesliwi. Latwo jest bowiem
      odejsc, pogardzac drugim czlowiekiem, trudniej wybaczyc. Uczmy sie jednak
      wybaczac jesli to- co mamy w sercu jest prawdziwe, jesli jest to milosc,
      przywiazanie, radosc ze spedzania wspolnych chwil. Nalezy dac sobie i drugiej
      osobie jeszcze jedna szanse aby nigdy nie zalowac, ze zmarnowalo sie cos bardzo
      waznego w zyciu. Gdyby nie wyszlo zawsze przeciez mozna sie rozstac. Warunkiem
      synekwanowym (ohydne spolszczenie?) jest jednak najprawdziwsza, jedyna milosc i
      przyjazn a wtedy zdanie "podloscia jest nie upasc, ale nie podniesc sie" ma racje
      bytu.


      Andrea

      PS. przepraszam za brak imienia autora przy cytacie.
      PS. porazil mnie bol odkrywania prawdy o sobie.
      • Gość: Alka Re: Kocham żonatego... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 12.02.02, 21:09
        Piekny list, zagmatwane przezycia i wspaniala kobieta. Ale nie sadze, zeby to
        Bog Cie pokaral. Nigdy tak nie mowmy.
    • Gość: Miki Re: Kocham żonatego... IP: *.chello.pl 12.02.02, 21:51
      Ależ Wy jesteście wszyscy mądrzy. Wymądrzanie sie o sprawach których nie znamy
      z własnych doświadczeń jest cecha narodową Polaków.
    • Gość: mikka Re: Kocham żonatego... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.02.02, 08:57
      nie rozumiem jakiej tezy broni kwieto
      czy ma on wątpliwości, ze oszukiwanie zarówno współmałżonka, jak i jeszcze
      innej osoby, być może naiwnej i niedoświadczonej jest czymś złym?
      czy uważa za coś niewłaściwego ostrzeganie kobiet przed związkami z zonatymi
      facetami?
      nikt tu przecież nie rozpatruje szczególnych, wyjątkowych przypadków, kiedy
      kobieta nie wiedziała, ze facet, z którym się wiąże jest żonaty
      nie potępiam w czambuł wszystkich, którym kiedykolwiek zdarzyła się jakaś
      przygoda z osobą będącą w stałym (sformalizowanym) związku, bo wiem, ze bywają
      różne sytuacje
      nie zauważyłam też szczególnie ostrych epitetów pod adresem osób
      prowadzących "podwójne życie" - czy ktoś pisał o "sukach, draniach"?
      Tchórz, egoista, a dodam jeszcze oszust - mimo że pejoratywne, to chyba
      adekwatne określenia faceta zdradzającego żonę z kochanka i odwrotnie.

      Mnie chodzi o zasadę - ze nie należy żyć w kilku związkach jednocześnie i o
      uświadomienie dziewczynom, które nie widzą nic przeciwko byciu tą trzecią, ze
      nie jest to z korzyścią dla nikogo, a zwłaszcza - wbrew pozorom - dla nich
      samych.
      Naprawdę nie warto wprowadzać jakiegoś relatywizmu w tej sprawie, Kwieto.


    • Gość: kasia Re: Kocham żonatego... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.02, 10:15
      Kwieto czy Ty zawsze musisz być w opozycji?
      Zresztą jesteś mężczyzną i nie do Ciebie byl apel.
      Nie ważne co robią i chcą mężczyżni - Kobieta nie powinny robić świństwa
      drugiej kobiecie nawet jak jest bardzo zakochana bo nie wie nic o uczuciach tej
      drugiej (zna je tylko z opowiadań jej faceta-mogą byc niezgodne z prawdą)
      Posłuchaj Vicci.Ja podobnie jak ona nie mówię że nigdy nie zakocham się w
      żonatym.Mówię tylko że nie pozwolę by coś z tego wyniknęło i nie będę się znim
      wiązać i liczyć na wspólną przyszłość tak długo jak on będzie z inną kobietą
      (żoną ,partnerką itp).Co innego jak już będzie wolny.
      Kasia

      • Gość: narval Re: Kocham żonatego... IP: *.abo.wanadoo.fr 13.02.02, 11:25
        ....wiecie co robi 60% facetow (czyt. mezow) po odbyciu stosunku?....


        Wraca do domu!!!!

        takze czy sie to Wam podoba czy nie, wszechswiat jest na "lajdackiej drodze!!!-
        )
      • porenn Re: Kocham żonatego... 13.02.02, 11:43
        Gość portalu: kasia napisał(a):

        Mówię tylko że nie pozwolę by coś z tego wyniknęło i nie będę się znim
        > wiązać i liczyć na wspólną przyszłość tak długo jak on będzie z inną kobietą
        > (żoną ,partnerką itp).Co innego jak już będzie wolny.

        Generalnie zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Pozostaje jedna kwestia - co
        zrobić, jeśli jedna strona twierdzi, że poprzedni związek jest skończony (np.
        zgodziła się z partnerem/partnerką, że ciągnięcie dalej nie ma sensu, albo
        usłyzsała krótkie i treściwe "wynocha z mojego życia" i postanowiła się
        dostosować do tego polecenia), a druga strona po jakimś czasie zmienia zdanie - w
        momencie, gdy były partner/partnerka jest już "zajęty"?
        Pytam nie bez powodu, coś takiego przeżyłam. I była dziewczyna mojego obecnego
        męża uważa, że ja go odbiłam, a ja twierdzę, że ona właśnie zmieniła front, jak
        się okazało, że on potraktował poważnie jej stwierdzenie "Paszoł won". Zresztą
        słyszał to wielokrotnie, tylko zawsze wracał. Tym razem ne wrócił. Efekt
        ostateczny był taki, że próbowała go odzyskać na różne sposoby - prośbą, groźbą,
        wyzwiskiem, przekupstwem. Ostatni raz zadzwoniła do niego wieczorem w przeddzień
        naszego ślubu. Dodam, że nie pobieraliśmy się w pośpiechu ;-), nie było powodów,
        tylko po półtorarocznym okresie narzeczeństwa.
        Do czego zmierzam. Czasem pojęcie końca związku jest nieostre, strony mogą różnie
        widxzieć tę kwestię. I co wtedy robić? Czekać" a może jemu/jej się odwidzi?" Czy
        uznać, że dana osoba jest wolna, jeśli wiemy, że był okres, kiedy obie strony
        były zde cydowane skończyc tamten związek?
        Nie uważam, żebym była winna rozpadu tamtego związku, natomiast tak właśnie widzi
        sytuację tamta dxziewczyna. Która z nas ma rację?

        • candy25 Re: Kocham żonatego... 13.02.02, 15:43
          A ja....
          On ma zobowiązania wobec córki a ja mam męza.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka