janiepochodzezwenus
15.11.10, 19:59
Jestem przed 30-stka, mam 2 dzieci i kochajacego meza. Maz dobrze zarabia, nie poniza mnie, nie wywyzsza sie, ze nie mam pieniedzy. Ja nie pracuje. Mam wyzsze wyksztalcenie, mieszkamy w domu, mamy psa. Dzieci sa cudowne, ale trudne (male).
Powinnam byc szczesliwa, ale zamiast tego coraz czesciej mysle, jak zniknac z tego swiata. Czuje, ze tu nie pasuje. Ciezko mi byc dorosla. Odpowiedzialnosc mnie nie przytlacza, ale monotonia zycia "doroslego". Calymi dniami siedze z dziecmi sama w domu, ciezko dojechac do mnie znajomym, bo nie kazdy ma samochod i nie kazdy ma czas. Ja czasem ejzdze, ale z dwojka moich urwisow, nie do wszystkich moge wpasc. Maz pracuje czesto w roznych miastach i nie ma go na noc.
Jestem klebkiem nerwow, dzisiaj boli mnie doslownie cale cialo z nerwow. Od szyi do palcy u stop. Mam tzw. wdowi garb, a jestem mloda kobieta...
Swoj stres zajadam, obzeram sie jak swinia. Potrafie zjesc caly chleb w ciagu 2-3 godzin. Nie jestem jeszcze gruba, ale duzo mi nie brakuje, a z takim zachowaniem, to za 2 miesiace bede baleronem. Nie czuje glodu, ale tez nie czuje, ze sie juz najadlam. Nigdy nie czuje sie najedzona. I mam zal do siebie, ze nie wymiotuje potem tego. Tylko rosne i rosne. Jestem wysoka, wiec narazie jest w co upchnac, ale ciezko mi ze soba.
Chcialabym isc do jakies poradni, ale na prywatna wizyte nie mam pieniedzy, na jedna mam, ale na ciag spotkan juz nie.Bardzo chcialabym sobie i swoiej rodzinie pomoc. Nie mysle wlasciwie o sobie ale o tym, zeby dzieci mialy normalna mame, ktora nie wrzesczzy na nie i nie zaciska zebow, jak do nich mowi. Kocham je i nie chce im po prostu zrobic krzywdy (psychicznej).
Maz jest bardzo wyrozumialy, jak krzycze na niego. Czasem sie nie odzywa troche, ale nie dziwie mu sie. Wlasciwie nie wiem, czemu ze mna jeszcze jest, moze dlatego, ze nie krzycze codziennie.
Bywaja dni, ze jest ok, jestem spokojna i nie mysle o tym, co we mnie siedzi. Ale bywaja dni, ze mam ochote walic glowa w sciane tak dlugo, az nie zemdleje. I nie robie tego tylko dlatego, ze nie mam odwagi...
Nie wiem, jak sobie pomoc. Moze smiesznie zabrzmi, ale staram sie pic duzo wody i nie jesc cukru i maki. Bo po tych produktach rozsadza mnie ze wscieklosci.
Jak nie wystarczy wyzycie sie na drzwiach, scianie, czymkolwiek co nie jest zywe, odreagowuje na psie, np. nie wpuszczam go do domu, bo mnie wku.wia, ze piszczy pod oknem i bym mu cos zrobila, jakby wszedl.
Jest dla mnie nadzieja?