IP: 141.11.119.* 19.04.02, 16:10
Jestem od tygodnia kawalerem z odzysku, mam za soba 18 lat malzenstwa.
Mamy trojke wspanialych dzieci. Rostalismy sie we wzajemnym szacunku dla
siebie. Ale mimo wszystko decyzja (moja) byla bardzo bolesna i mocno ja
przezywalem. Mam kogos z kim chce byc.
Chcialbym poznac opinie rozwodek i rozwodnikow jak to dalej jest w ich zyciu.
Warto bylo? A moze to byl blad?

Pozdrawiam
Niesmialy
Obserwuj wątek
    • neutralny_nick Re: Rozwod 19.04.02, 21:42
      zawsze bedziesz zadawać sobie to pytanie, czy było warto?
      coż życie jest sztuką wyboru....
      • Gość: Rozw Re: Rozwod IP: *.sympatico.ca 19.04.02, 23:42
        W moim przypadku jak najbardziej bylo warto. Roznica miedzy nami polega na tym,
        ze ja nie mialam dzieci a to ulatwia podjecie decyzji. Nie mam rozsterek z tego
        powodu. Wiem, ze druga strona tez ulozyla sobie zycie od nowa. Mam nadzieje, ze
        bedzie szczesliwy.
    • Gość: fnoll Re: Rozwod IP: *.bydgoska.krakow.pl 20.04.02, 00:55
      skad wziales sile na taka decyzje?
      • zlakobieta Przylaczam sie do pytania Fnolla... 20.04.02, 11:11
      • seboc Re: Rozwod 22.04.02, 06:39
        Gość portalu: fnoll napisał(a):

        > skad wziales sile na taka decyzje?

        Siłę wziąłem i ja.
        Że tak dłużej żyć nie można.
        Że inaczej, znaczy tylko lepiej.
        Zdobyłem się (śmy się) i na tym koniec... siły.
        Znaczy nie decyzja mnie nie wyczerpała. Tylko jakbym machał rękami w próżni, bez
        oporu najmniejszego. Pusto.

        Niech powie ktoś, jak się czuł, gdy zaczynały mu się rozwodowe przeboje? I jak to
        jest z tym szacunkiem, czy można go zachować? Niby to wspólna decyzja, ale
        następują wciąż przykre rozmowy, obwinianie, próba cofnięcia, panika, groźby - na
        przemian, co utwierdza mnie tylko w słuszności postępowania.

        Pozdrawiam



        S.


        • Gość: Monika Re: Rozwod IP: *.u.mcnet.pl 24.04.02, 11:39
          seboc napisał(a):
          > Niech powie ktoś, jak się czuł, gdy zaczynały mu się rozwodowe przeboje? I jak
          > to
          > jest z tym szacunkiem, czy można go zachować?

          Ja jestem właśnie w trakcie rozwodu. To ja zdecydowałam się na ten krok. Moim
          zdaniem, było to najlepsze rozwiązanie. Mój mąż już był moim mężem tylko
          oficjalnie "na papierze". Miał problemy ze sobą i swoimi skłonnościami do zarówno
          kobiet, jak i mężczyzn. On nie chciał się rozwodzić, twierdząc, że cały czas mnie
          kocha. Ale tak naprawdę kochał tylko siebie i ja byłam mu alibi dla jego
          kontaktów fascynacji homoseksualnych. Nie będziemy przyjaciółmi, nie mam do niego
          szacunku. Ale też nie nienawidzę go. Czuję tylko ogromny żal do niego i naprawde
          bardzo żałuję, że spotkałam tego mężczyznę w moim życiu i pokochałam. Czy liczę
          na nowy związek? Tak, mam nadzieję. Ale teraz jeszcze za bardzo mnie boli, abym
          mogła myśleć o kolejnej miłości.
          Monika
    • tula Re: Rozwod 20.04.02, 01:04
      Warto jest zrobic taki krok.
      Decyzja taka jest czesto dobrze przemyslana.

      Ja to zrobilam i nie zaluje.
      Bylo mi napewno latwiej, bo nie mialam dzieci.

      To wazne ze rozstaliscie sie w szacunku.

      Pozdrawiam i mam nadzieje ze jej tez zycie ulozy sie.

      Tula
    • Gość: Kulka Re: Rozwod IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.04.02, 12:17
      Rychło w czas się zastanawiasz, trzeba było wczesniej pomyslec,czy warto.
    • Gość: Shy Re: Rozwod IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 21.04.02, 09:35
      Skąd wziąłem siłę na to? Dobre pytanie. Chyba z nadziei, że mogę być jeszcze
      szczęśliwy.

      Nieśmiały
      • Gość: selma Re: Rozwod IP: *.pl / 10.1.2.* 21.04.02, 12:31
        Shy podziwam Cię za tą siłę i to że walczysz o swoje szczęscie.

        Ni nie dane było być szczęśliwą z kimś żonatym, on po kilku m-cach strzchórzył
        i wróccił do zony. A takie plany mielismy, wspólne miezkanie, wspólna firma -
        cóż podziwiam Cie.
    • jutro7 Re: Rozwod 22.04.02, 17:09
      W trakcie rozwodu czuje się smutek, ze niestety nie wyszło. Rozstanie w
      szacunku, to dobra rzecz. Jeśli potem będą sporadyczne kontakty, np. w sprawie
      dzieci, to czuje się ulgę, że już sie razem nie jest. Brr, w żadnym wypadku
      spowrotem. Jeśli założyło się nowe małżeństwo czuje się czasmi to samo co w
      poprzednim, oprócz tego złego jeszcze czuje się coś nowego, świeżego, miłość.
      Czuje się, że ktoś Cię kocha. Pomimo wielu problemów. Bo w tym drugim
      małżeństwie może być wiele interesownych osób z poprzedniego małżeństwa. Na
      przykład pieniadze, była żona, jej, ich dzieci, które czują do ciebie ciągłą
      nienawiść. Z tego powodu i na tą myśl można np. zacząć wymiotować. Czuje się
      nowe życie, bez porównania lepszej jakości.
      • Gość: Shy Re: Rozwod IP: 2.5.PRE* / 141.11.119.* 23.04.02, 10:05
        Z zona mam bardzo dobre kontakty, z dziecmi rowniez. Kocham je bardzo, mowie Im
        o tym i wiem, ze Im jest bardzo ciezko, ale staram sie to wynagrodzic czestymi
        kontaktami. Wiem rowniez, ze One tez mnie kochaja.
        Niesmialy
        • Gość: Greta Re: Rozwod IP: *.compass.net.nz 25.04.02, 03:00
          Witajcie


          Chyba sam nie jestes pewny swojej decyzji, pytasz:
          Warto bylo? A moze to byl blad?

          Dowiesz sie za pare lat.
          Rozstales sie poniewaz pojawila sie "nowa pani" w twoim zyciu.
          Wiec domniemam ze ta pani byla przyczyna rozpadu zwiazku.

          Zadaj sobie raczej pytanie : Jak ja zareagowal bym gdyby zona
          zostawila mnie dla kogos innego?

          I pomysl ze twoja ex-zona tez musi zyc dalej.
          A moze dreczy cie mysl pod tytulem "wyrzuty sumienia".


    • Gość: maryjo2 Re: Rozwod IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.04.02, 07:40
      Ja nie żałuję rozwodu. To była dobra decyzja. Jeśli czegokolwiek żałuję, to
      tego, że za pierwszym razem się nie udało, mimo tego największego w życiu
      zaangażowania, wiary, miłości i czego tam jeszcze chcecie. Tego mi szkoda, bo
      to już nie wróci w takim natężeniu i w tak czystej formie. Nikomu już nie będę
      w stanie dać z siebie tego, co wtedy dawałam.
      • Gość: Hanysek Re: Rozwod IP: *.hannover.is 26.04.02, 09:53
        Oj, oj, oj - i coz na to nasz mario2?
        • Gość: maryjo2 Re: Rozwod IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.04.02, 16:58
          Gość portalu: Hanysek napisał(a):
          > Oj, oj, oj - i coz na to nasz mario2?

          Nie martw się - dostanie coś zupełnie nowego :)
    • Gość: ann Re: Rozwod IP: *.wiml.waw.pl 26.04.02, 10:48
      Rozwod ma zdecydowanie wiekszy sens, kiedy nie jest z powodu tej(tego)
      trzeciego, oczywiscie, zeby mogl sie w ogole pojawic ktos taki musi sie juz
      dziac w zwiazku kiepsko, ale czasem jest to tylko efekt niedojrzalosci i
      szukania wciaz nowych wrazen, przewaznie nie da sie uniknac sytuacji, ze jedna
      osoba czuje sie zdecydowanie pokrzywdzona, porzucona, niechciana i oszukana,
      zwlaszcza jesli przy okazji rozwodu dowiaduje sie, ze juz od dluzzego czasu
      jest oszukiwana, jest odsunieta na drugi plan...
      Znam osobe, ktora w swej niedojrzalosci doszla po wielu latach do wniosku, ze
      kolejne 4 malzenstwa to byla tylko wymowka, ucieczka przed wlasna psychika i
      rozwiazywaniem swoich powaznych problemow,a nie rzeczywiste niedopasowanie czy
      inne malzenskie klopoty. Oczywiscie moze byc roznie, ale trzeba zapytac siebie,
      czy rozwod jest wynikiem decyzji dojrzalej podjetej po probach walki o zwiazek,
      w ktorym w koncu przyszlo na swiat 3dzieci,(z ksiezyca sie nie wziely) i jesli
      taka walka rzetelnie zostanie podjeta i nie przyniesie efektow, to wowczas
      rozstanie nie bedzie powodowac takiego poczucia winy, rozterek i moze byc
      przeprowadzone za obopulna zgoda w obecnosci mediatora(terapeuta)...
      • Gość: Shy Re: Rozwod IP: 2.5.PRE* / 141.11.119.* 26.04.02, 11:03
        Witam ponownie.
        Od m.w. 10 lat nie byla tak jak byc powinno. Wczesniej mielismy okresy
        separacji, mówilismy o rozwodzie. Dwa lata temu zaczelismy chodzic do
        terapeuty, wiec nie jest to historia nowa, wynikajaca z poznania kogos , z kim
        chce byc. Mysle, ze musialem 'dojrzec'do tej decyzji psychicznie. Podkreslam
        jeszcze raz, ze mam bardzo dobre kontakty z (musze sie przyzwyczaic) byla zona
        i dziecmi. W tym wszystkim, co jest paradoksalne, gdy wszyscy byli przeciwko
        mnie (dlaczego to robie, chyba mi padlo na mózg, i inne takie opinie), Ona
        jedna zachowala sie wspaniale i rozumiala mnie, ze jest to proba poszukiwania
        wlasnego szczescia. Za to szczegolnie Ja cenie i szanuje, choc musze przyznac,
        ze ma jeszcze wiele innych zalet. Troche dziwnie to brzmi, prawda? Ale czuje i
        wiem, ze dluzej z Nia nie moge i nie chce byc. Tym bardziej, ze Ona ma szanse
        na ulozenie sobie zycia, pól roku temu poznala kogos. Zycze Jej z calego serca
        by byla szczesliwa.

        Niesmialy
        • Gość: Greta Re: Rozwod IP: *.compass.net.nz 26.04.02, 12:59
          Witajcie

          Niewiem czy dobrze zrozumialam ale z twojego postu wynika,ze
          juz od jakiegos czasu zarowno ty jak i twoja zona poznaliscie nowych partnerow
          a mimo wszystko siedzieliscie dalej razem.
          I dopiero od tygodnia jestes sam.

          Wiesz ja sadzilam ze najpierw czlowiek sie seperuje i "oczyszcza"
          w sensie psychicznym.
          Dopiero pozniej spotyka nowego partnera.

          Inaczej wydaje mnie sie ze te problemy z poprzedniego zwiazku mozna wniesc
          do tego nowego i to wcale nie zdajac sobie sprawy z tego.

          Myslalam ze czlowiek zawsze pewne wazkie przezycia musi najpierw odreagowac,
          aby w przyszlosci moc dzialac bardziej trafnie anizeli w niepewnosci.

          Trzymaj czesty kontakt z dziecmi bo to w tej chwili zarowno dla ciebie jak i
          dla nich jest najwazniejsze.

          Pozdrawiam
          Greta



          • Gość: maryjo2 Re: Rozwod IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.04.02, 17:07
            Jeden robi tak, a drugi inaczej, co nie znaczy, że któryś z nich robi gorzej.
            Jednak decyzja musi być własna i naprawdę dobrze przemyślana. Tylko takiej
            potem się nie żałuje.
            • Gość: matrek Re: Rozwod IP: *.pw.edu.pl 26.04.02, 18:15
              Niby masz rację. Ale co to znaczy "dobrze przemyślana decyzja" ? Da ktoś
              gwarancję, że taką decyzje można kompletnie i dobrze przemyśleć ?

              Nie ma gwarancji, że kiedy jednak nie stwierdzi sie, że nie była to dobrze
              przemyślana decyzja. W takich sprawach, nie ma tak, że myślalem punkt po
              punkcie, o tym, o tym i o tym, i teaz mam pewność - no tak, teraz to już na
              pewno wszystko dobrze przemyślałem (-am)
              • Gość: Greta Re: Rozwod IP: *.compass.net.nz 27.04.02, 00:17
                Witajcie

                Przemyslana decyzja:
                Mozemy uwzglednic wszystkie czynniki "za" i "przeciw" podczas
                podejmowania decyzji, aczkolwiek nie mozemy odizolowac komletnie faktu,
                ze mamy juz czekajacego nowego partnera.

                I ten fakt jest wlasnie czynnikiem dopelniajacym, ktory zwykle
                pomaga dojsc do tej decyzji.

                Mozemy rowniez zadac inne pytanie:
                Dlaczego nie odeszlismy nie majac nikogo?
                Czyzby obawa ze zostaniemy sami powstrzymywala nas od tej decyzji?
                Przeciez z postu Shy wynika jasno ze malzenstwo uleglo rozkladowi
                dawno temu.

                (Sorry Shy tu nie chodzi mnie o krytyke ale argumentujac musze
                trzymac sie faktow)
                Pozd

                Greta

                • Gość: Shy Re: Rozwod IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 27.04.02, 09:06
                  Witam
                  Wydaję mi się (tak jak napisałem wcześniej, że musiałem dojrzeć do tej decyzji.
                  Podejmowane wcześniej próby separacji wskazują na to, że było mi żle w
                  małżeństwie. Dlaczego więc nie odszedłem? Chyba nie miałem siły, może jeszcze
                  liczyłem na to, że będzie dobrze? Chyba wszystkiego po trochę. Paradoksalnie
                  siłę i decyzję znalazłem w momencie spotkania tej drugiej (trzeciej?) osoby.
                  Paradoksalnie, bo wydawało mi się, że w małżeństwie wszystko idzie już ku
                  dobremu, uśmiechaliśmy się, rozmawialiśmy, interesowaliśmy się sobą. W tym
                  czasie spotkałem inną. Szokiem olbrzymim dla mnie było uswiadomienie sobie, że
                  to co uważałem za solidną podstawę w odbudowaniu małżeństwa, okazało się bardzo
                  kruche i rozleciało się w pył. To nie było tak, że poleciałem głową w dół
                  prosto w to nowe uczucie. Nie. Zarówno Ona jak i ja nie dopuszczaliśmy do
                  siebie, że to może być na poważnie. Po jakimś czasie ja zdałem sobie sprawę, że
                  i mam siłę i mam ochotę i dojrzałem do rozwiązania małżeństwa. W tym czasie Ona
                  zerwała ze mną. Oszczędzę szczegółów, ale byłem przekonany, że już Jej nigdy
                  nie zobaczę. Ten czas, to koszmar, nie chcę wracać do tych chwil. Ale mimo
                  wszystko, choć miałem okazję wrócić do żony, nie zrobiłem tego, cały czas
                  chciałem zakończyć małżeństwo, nawet, gdy w perpektywie miałem być sam. Po 8
                  miesiącach okazało się, że to był czas dany mi przez Nią bym wrócił do żony.
                  Nic o tym nie wiedziałem, że właśnie taka była przyczyna rozstania. Podkreślam,
                  że przez te 8 miesięcy byłem przekonany, że ma kogoś innego, że zapomniała o
                  mnie, nie było żadnego kontaktu. A jeszcze do tego wszystkiego straciłem pracę!
                  To już mnie dobiło. Ale mimo tych wszystkich potwornie ciężkich chwil, chciałem
                  rozwodu. Myślę, że jest to przemyślana decyzja, ale ponieważ rozstaliśmy się z
                  żoną w szacunku do siebie, myslę że zawsze będzie wracało pytanie, co by było
                  gdybym został. Gdy rozmawiałe o tym z żoną, stwierdziliśmy, że byłoby coraz
                  gorzej. Teraz potrzeba mi czasu, bym odzyskał równowagę psychiczną, bym zaczął
                  cieszyć się życiem, bo mimo wszystko było to bardzo ciężka decyzja.

                  Pozdrawiam

                  Nieśmiały
                  • Gość: Greta Re: Rozwod IP: *.compass.net.nz 28.04.02, 08:23
                    Witajcie

                    Teraz obraz twojego malzenstwa zaczyna byc bardziej wyrazny, choc nie do konca
                    przejrzysty.
                    Wiem, ze czasami po prostu jest niedobranie partnerow, czasami z kolei
                    brak komunikacji i znalezienia kompromisu.

                    Nie spiesz sie aby zamieszkac od zaraz z nowa partnerka.
                    Pociesz sie "wolnoscia", przeanalizuj jeszcze raz wszystko ,
                    wczuj sie rowniez w sytyacje w ktorej byla twoja zona.

                    Nie pisze to po to azebys obwinial siebie czy ja ,
                    ale po to ze jak zrozumiesz dlaczego do tego doszlo to w przyszlosci unikniesz
                    powielania bledow.

                    Wszyscy sie na nich uczymy.
                    Sprobuj na nowo odkryc sam siebie i ludzi dookola.
                    Potrzebujesz teraz czasu na odreagowanie wszystkiego co zgromadzilo sie w
                    twojej psychice.
                    Pozbadz sie stresu poprzez uprawinie jogging albo co tam lubisz.

                    Dobrze tez wygadac sie do kogos. Tylko nie do rodziny,
                    maja tendencje stawac w obronie swojej pociechy.
                    Zycze powodzenia
                    Pozd

                    Greta

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka