hana2
07.08.22, 19:48
Wysoka samoocena jest wtedy, gdy widzimy i doceniany swoje mocne strony. Myślę, że to łatwe, gdy przestajemy się porównywać z innymi. Patrzymy w przeszłość i widzimy ile nam się udało mimo ograniczeń.
Jednakże coś się dzieje z tą samooceną w kontakcie z drugim człowiekiem. No nie każdym. Przy niektórych osobach przestaję się w ogóle zastanawiać nad tym, jak wypadnę - jest taki luz. Są też tacy, co przesadnie chwalą.
Ale są i tacy, przy których spadam do poziom listwy podłogowej. Czuję zażenowanie i zawstydzenie, a przez to wypadam jeszcze gorzej i jakby utwierdzam te osoby w ich osądzie o mnie - że ona taka niezrównoważona, niestabilna, nieporadna.
Ale ostatecznie uważam, że mam adekwatną samoocenę. Skąd taka rozbieżność? Doceniam siebie, ale boję się towarzystwa pewnych konkretnych osób, które wiem, że mnie zaszufladkowały (albo z jakiegoś względu czuję, że jesteśmy z innych światów).
Mam dobrą samoocenę, ale nie radzę sobie z surowym osądem. Czy można mieć dobrą samoocenę, ale obawiać się podważania naszych osiągnięć, dewaluowania ich? Czemu tak się boję negatywnej oceny dalszych znajomych, skoro znam swoją wartość?