02.04.05, 13:01
...pierwsze sniadanie zjedzone. Na drugie sięgnęłam przed chwilą po serek
Darek straciatella (ostatnio miewam coraz większą ochote na jogurciki i
serki) i udało mi się nie rzucić się na więcej:):) Ale się cieszę.
Obserwuj wątek
    • horlaa Re: ufff... 02.04.05, 13:38
      no ok :)
      ale to nie najważniejsze. czy zjesz jeden, czy dwa serki. ważne, dlaczego w
      ogóle o tym ciągle myślisz.
      bo myslisz ciągle, prawda?
      i to myślenie jest niezdrowe, a nie fakt rzucenia się lub nie rzucenia na serek
      czy cokolwiek innego.
      • mokra_jane :( 02.04.05, 19:42
        niestety dzis nastąpiło pogorszenie cery, więc sporo zjadłam i wiem że na tym
        nie koniec na dzisiaj:(
        • szczesliwawa Re: :( 02.04.05, 20:26
          > niestety dzis nastąpiło pogorszenie cery, więc sporo zjadłam i wiem że na tym
          > nie koniec na dzisiaj:(


          Ja to nazywam 'sabotażem'. już wyjaśniam:
          myśląc racjonalnie wiemy, że objadanie się nie służy nam - uroda, cera, figura -
          czyli wyglądowi.
          Jeśli wiesz, że istnieje jakiś fizjologiczny związek między objadaniem się a
          złym stanem cery i jeśli nadal się objadasz, to moze dlatego, że tak naprawdę
          nie chcesz być ładna.
          a dlaczego nie chcesz być ładna, to już tylko ty możesz odkryć, sama lub z
          pomocą terapeuty.
          Pozdrawiam cieplutko;
          Sz
          • horlaa Re: :( 03.04.05, 12:04
            właśnie, też tak myślę.

            to tak jak ja: niby nie chcę byc gruba ale nieświadomie chcę - w akcie buntu
            przeciw rodzicom, którzy kiedy byłam dosć szczupła (tzn normalna) nazywali mnie
            grubaskiem itp. udowodnię im: zobaczycie, że mogę być naprawdę gruba...

            ech
            • lost_in_space Re: :( 03.04.05, 15:03
              że mną jest dokładnie tak samo, tylko ja udowadniam samej sobie, że na nic mnie nie stać i wychodzi mi to jak nic w moim życiu. A powody dla których tak jest - teoretycznie wiem, ale nic do siebie nie dopuszczam i stale sie oszukuję, czyli tak jakbym nie wiedziała. I choć wiem, że zdecydowanie nie powinnam myśleć o diecie, cały czas to robię. Na początku dnia jem mało, potem nadrabiam. Wczoraj, dziś... Trzeba by się w końcu z tego wyrwać....
              Pozdrawiam Was wszystkie:)
              • lilac.whisper Re: :( 03.04.05, 15:25
                U mnie też tak jest. I czasem myślę, że uciekam w jedzenie, diety, w ciągłe myślenie o tym żeby nie zajmować się ważniejszymi sprawami. Chyba boję się życia i odpowiedzialności - a na razie mam wytłumaczenie, żeby nie żyć normalnie, no bo przecież nie mam na to czasu - muszę pomyśleć, co zjeść a czego nie...
                • lilac.whisper Re: :( 03.04.05, 15:28
                  ... i chyba bycie grubaskiem też coś usprawiedliwia. Bo ciągle obiecuję sobie, że jak schudnę to zacznę żyć i wydaje mi się, że wtedy wszyscy nagle mnie polubią, będę miała ciekawe życie, imprezy, kochającego chłopaka itd... a chociaż wolałabym oczywiście takie życie niż siedzenie w domu i myślenie o jedzeniu, to chyba jednak podświadomie się go boję... bo to teraz jest jednak łatwiejsze... Czy ktoś w ogóle wie, o czym mówię? :-)
                  • emotions Re: :( 03.04.05, 15:53
                    Wiem doskonale o czym mówisz. Ja myślę o jedzeniu przez caly dzień - od momentu
                    przebudzenia do zaśnięcia. Czasami zdaża mi się skoncentrować na czymś innym i
                    wtedy czuję się naprawdę fajnie... Przez ciągłe odchudzanie i tycie wpędziłam
                    się w straszne zaburzenia hormonalne (przy obecnym wzroście ważyłam już 58 - 80
                    kg, obecnie 75). Coraz trudniej jest mi zrzucać kilogramy, mimo że całe życie
                    kręci się wokół diet, odchudzania, okresów głodowania i obżerania... Iciągle
                    czekam na cud...
                    • mokra_jane Re: :( 03.04.05, 16:03
                      Też prawie cały dzień myślę o jedzeniu. Tylko jak jestem poza domem to prawie
                      wcale nie myślę o tym, ale wychodzić z domu nie lubię bo się wstydzę mojej
                      cery. Więc siędzę w domu i np. czytam sobi podręcznik do prawa i czytam, czytam
                      i w pewnym momencie orientuję się że przeczytałam 4 strony, ale nic z nich nie
                      zrozumiałam, bo nieświadomie skupiałam się na myśleniu o jedzeniu. O tym co
                      jeszcze mogę, zamierzam dziś zjeśc, o tym co już zjadłam. Kładę się - i liczę
                      sobie kalorie. A jeszcze półtora roku temu było bardzo dobrze. Nawet nie śniło
                      mi się że kiedykolwiek będę liczyła jakieś kalorie. Kaloria kojarzyła mi się
                      tylko z jakąśtam jednostką ciepła na fizyce. Jadłam normalnie, bez analizy tego
                      co zjadam. Nie wiem czy to się zmieni. Dziś w każdym razie do tej pory jestem
                      bez ataku, choć już było blisko.
                      • kasiolda Re: :( 03.04.05, 16:10
                        witajcie!!!
                        zgadzam sie z tym co piszecie,rzeczywiscie jedzenie nie jest tak naprawde
                        prawdziwym problemem,jedzenie jest przykrywka dla naszych kompleksow,lekow,nie
                        wiem czego jeszcze,skupiajac sie na jedzeniu,uciekamy od zycia,od prawdziwych
                        problemow,tak jest wygodniej,zamiast stawic czola im,zamiast zrobic
                        cos,rezygnujemy,poddajemy sie,wybieramy napad i tak mijaja dni,miesiace i nie
                        zmienia sie nic i oto chodzilo prawda,czujemy sie bezpiecznie,tez tak mam ze
                        czytam i nie wiem co czytam,totalne oglupienie
                        gratuluje nieobjedzenia sie,mi sie tez udalo,chce w koncu cos zmienic,od teraz
                        i koniec z mysleniem o jedzeniu,analizowaniem,rozpaczaniem,zycie jest za krotkie
                        pozdrawiam
                        • lilac.whisper Re: :( 03.04.05, 16:18
                          Z tym czytaniem mam identycznie... I z oglądaniem tv, i nawet kiedy z kimś rozmawiam a rozmówca za bardzo się rozgada tracę wątek, bo myślę o jedzeniu :-] Kasiolda, no właśnie, kompleksy, ucieczka... mam mocne postanowienia, że wyjdę do ludzi, otworzę się na świat, może nie od razu, ale nie będę uciekała w jedzenie... ale co z tego wyjdzie - zobaczymy...
                    • lilac.whisper Re: :( 03.04.05, 16:03
                      Dokładnie! Wiesz, ja dopiero wczoraj trafiłam na to forum i czytałam, czytałam... miałam wrażenie, jakbym większość rzeczy to ja pisała. I Twoja wypowiedź teraz też jest tak bardzo moja, nic dodać nic ująć, tylko wahania wagi mniejsze (+ / - 10 kg). Od dziś staram się nie myśleć o jedzeniu, odpędzam tą myśl od siebie kiedy tylko się napatoczy, ale wiem, że jeszcze dużo czasu upłynie a ja jeszcze wiele tu napiszę i przeczytam zanim będę mogła o sobie powiedzieć "wyzdrowiałam"...
                      • horlaa Re: :( 04.04.05, 11:24
                        w niemysleniu o jedzeniu pomaga myślenie o czymś innym. przywrócenie starej
                        hierarchii - co lubię? co jest dla mnie ważne? na czym mi zależy? co chcę
                        osiągnąć?
                        bo nie o to chodzi żeby NIE MYŚLEĆ O JEDZENIU.
                        tylko żeby MYŚLEĆ O TYM, CO JEST ZANIEDBANE, KIEDY MYŚLĘ O JEDZENIU, co
                        myślenie o jedzeniu "zakrywa".

                        na pewno mnóstwo rzeczy, całe bogactwo tam się kryje.
                        to trzeba odsłonić, choć na początku będzie bolało.
                        i to mocno.
                        ale tylko na początku :)
                        • lilac.whisper Re: :( 04.04.05, 13:36
                          Amen :-)
                          No właśnie, nie da się po prostu nie myśleć, ale grunt w tym, żeby myśleć o czymś innym. U mnie jest o tyle dobrze, że nie zagłuszam jedzeniem tylko negatywnych emocji (chociaż to też, ale rzadziej). Wtedy rzeczywiście boli przestawienie toru myślenia na to, co nas zabolało i próby zrozumienia i rozwiazania tego. Ale warto :-) Ale ja najczęściej zagłuszam swój strach przed życiem, przed robieniem tego, co lubię z obawy, że mogłoby mi nie wyjść (wiem, że to głupie :-) A to są często przyjemne rzeczy i łatwo się przestawić na myślenie o nich, niż o jedzeniu :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka