Gość: ewa
IP: *.larr.lodz.pl
26.09.01, 13:45
Spotykam sie z mezczyzna od kilku miesiecy. Jest kims o bardzo dobrym sercu,
mozna mu ufac i wiem, ze to jest mezczyzna ktory mnie nie zdradzi ani nie
skrzywdzi. Czesto razem wyjezdzamy, spedzamy wspolnie duzo czasu. Im dluzej go
znam tym czesciej mnie mile zaskakuje. Jest jednak jedno "ale" On nie jest
atrakcyjnym mezczyzna i nie podoba mi sie. A poza tym, nie kocham go. Tłumacze
sobie ze milosc rodzi sie powoli. Ze milosc zaczyna sie tam gdzie fascynacja
sie konczy. Ale rzecz w tym, ze brakuje mi tej magi, tej iskry, jaka zawdziecza
sie milosci. Brak mi szalenstwa, porozumienia bez slow, takiego uczucia
zakochania. Nigdy tego nie czulam.
Z drugiej strony wiem ze takich wartosciowych mezczyzn nie spotka sie co dzien.
Czy powinnam nie patrzec na jego urode i byc z nim bo jest kims dobrym i
spokojnie czekac na uczucie, jakie moze sie dopiero narodzic?
Czy to jeszcze nie to?
POMOZCIE prosze, nie wiem co robic