galvaniza
17.12.05, 19:32
Cześć wszystkim. Wiecie mam problem, chciałabym się nim z wami podzielić bo
nie mam komu sie wyzalic. Otóż ja i mojmoz mamy dziecko 7miesieczne, meza
siostra ma tez 1dno ale 14miesieczne. Mąż moj zarabia 1200zł i ja nie
pracuję. Siostra jego jest główną ksiegową a mąż ma swoją firme. teraz
tak... Nam bardzo trudno było z pieniedzmi, nowe mieszkanie, małe dziecko
itd. Oni tez sie buduja ale koszty sa inne bo zarabiaja. Gdy pojechalismy na
chrzciny do nich- bo mąż jest chrzestnym nie moglismy dac nawet zlotowki bo
brakowało nam nawet na zycie :(. Oni znali ta sytuacje. Zawsze mąz mowil ze
jego siostra taka dobra i kochana..Ja tego nie czuje. Dlaczego? posłuchajcie.
W listopadzie miala roczej meza chrzesniaczka. wzielismy debet 200zl i jej
dalismy (odczulismy to strasznie). potem w grudniu u nas były chrzciny i dali
nam 200zl, ludzie co zarabiaja duzo i wiedzą jaka mamy sytuację. tu nie
chodzi mi o pieniądze, bo jesli ktos zarabia 600zl i da 50 to o wiele
bardziej sie ciesze niz gdyby tak jak on przy 6 tys netto dali 200zl.
Rozmawiałam z mężem o tej dobroci jego siostry i zauważyłam ze unika tematu
jak ognia, denerwuje sie od razu.
W styczniu siostra zaprosila go do siebie i mnie automatycznie na wielka
impreze. JA naprawde nie mam ochoty tam jechac.
a i jeszcze wazne. nic a nic nie korzystamy z tegoz e ona ma dziecko, zadnych
ciuszkow..o przepraszam na chrzciny przywiozla bluzeczki z reszta juz za male
na moje dziecko i buciki po domku, a tak reszta nic. jest mi źle i nie moge
sie uwolnic od mysli...pomóżcie...mam tam jechac? maz caly czas nalega, ze
mam z nim jechac a ja jak na razie chce wszystkie rzeczy czyli 4 ciuszki
spakoac i jej wyslac paczka piszac list ze nic nie potrzebuje od niej ze daje
sobie rade i podziekowac bardzo.. pozdrawiam
Wielka jest siła przyzwyczajenia
Cyceron