tonsilla.blue
01.02.06, 17:09
bo nie jest to dla mnie prosta sprawa... nikomu jej do końca nie opisałam, bo
zwyczajnie się bardzo wstydzę... boje się też podjąć jakąkolwiek decyzję
ponieważ nie jestem pewna jej słuszności i nie chciałabym nikogo z
zainteresowanych zranić..
Otóż pochodzę z bardzo biednej rodziny (ale że tak powiem biedni są
na "życzenie". Po prostu nie chcieli się uczyć, później matka nie pracowała
całe życie bo z wykształceniem podstawowym to niby gdzie, a jak już miała
jakąś pracę to zwyczajnie jej się nie chciało. Siedziała w domu i znęcała się
nademną i nad bratem tekstami typu: ty bachorze taki a taki,m powiem ojcu to
czy tamto (często kłamała, a my od ojca obrywaliśmy), nigdy mnie nie
przytuliła nigdy nie powiedziała że kocha, cały czas byłam wyganiana z domu i
kiedyś już nie wytrzymałam życia z nią jednym pokoju, bez łazienki, ciepłej
wody, z jej ciągłymi kłótniami, wyzwiskami, poszłam do ojca i powiedziałam że
albo mnie stąd weźmie albo ją, bo dłużej nie wytrzymam, miałam wtedy chyba
niecałe 12 lat. Ojciec wziął mnie. Tzn wyprowadziliśmy się do kobiety z którą
jak się okazało od dłuższego czasu się spotykał. Ona miała swoje mieszkanie,
my nie mieliśmy nic, pomimo tego że ojciec pracował, ale zarabiał mało. Miał
na utrzymaniu mnie i brata. Mieszkaliśmy z tą kobietą ok 4 lat, zaczęłam
wtedy szkołę średnią, pierwszy raz miałam swój pokój, ona nas nie lubiła, po
prostu przed ojcem udawała że jest dla nasdobra, brat tego nie potrafił
zaakceptować i wrócił do matki, ja została... bo mnie nie chciała. W między
czasie wprowadziła się do naszego domu przypadkowa ukrainka z ogłoszenia,
poszukiwała pokoju do wynajęcia i kobieta mojego ojca jej wynajeła ten pokój.
Pierwszy raz jak ją zobaczyłam pomyślałam że wygląda jak czarownica.... Ale
nie kierowałam się tym odczuciem do pewnego czasu na poważnie... Mieszkaliśmy
tak sobie razem, ojciec pracował, z trudem ale jakoś nas utrzymywał, miałam z
nim coraz lepszy kontakt, znosiłam upokorzenia jego kobiety, bo i tak były
mniejsze od tych które serwowała mi matka.
Po jakimś czasie zaczęłam zauważać że ojciec i ta ukrainka coraz częściej ze
sobą rozmawiają, że chyba coś się święci.. I pewnego dnia zaraz na początku
wakacji ojciec powiedział mi że się wyprowadzamy bo teraz on będzie z
ukrainką... Chciałam żeby byl szczęśliwy, nie robiłam żadnych problemów, w
ciągu tygodnia wyprowadziliśmy się do babci na wieś a ukrainka pojechała na
Ukrainę niby pozałatwiać jakieś tam swoje sprawy... i po miesiącu przywiozła
dwoje dzieci i zwaliła się bez pieniędzy na utrzymanie mojej babci, bo ojciec
w tym czasie stracił pracę... O dzieciach wiedziałam wcześniej ale do głowy
mi nie pszyszło że je tu sprowadzi nie mając pracy i pieniędzyna ich
utrzymanie... Siostra ojca i babcia były bardzo zniesmaczonę tą sytuacją,
obie żyły skromnie, zwróciły mu uwagę ale on zapewniał że niedługo się
wyniesiemy, że znajdzie pracę, że dzieci pójdą do szkoły... I wynieśliśmy
się. Na działki. Kupił altankę za 3 tys zł i oznajmił że teraz tam będziemy
mieszkać, że kocha ukrainkę (po prostu oszalał na jej punkcie) Nie było tam
wody bieżącej, toalety, były tylko dwa pomieszczenia w których musieliśmy
mieszkać... Ja z jej dziecmi w jednym, oni w drugim... I żeby dojechać z
tamtąd do szkoły musiałam wstawać o 5 rano a wracałam o 18 i musiałam po nich
sprzątać, słuchać ich kłótni i wrzasków, nie miałam nawet kiedy lekcji
odrobić... często nie dawali mi na bilet do szkoły (jeździłam na gapę) mówili
że po prostu nie mają, po czym ojciec kupował ukraince jakieś pierdoły (
kremy czy np strój do opalania) ona nic nie robiła. Bardzo żadko coś gotowała
i sprzątała... spała do 13ej i coraz śmielej i skuteczniej podsuwała mi
świnie i to przez nią coraz częściej kłóciłam się z ojcem... byłam na granicy
wytrzymałości... Groziło mi niezdanie do następnej klasy był kwiecień czy
maj i wymusiłam na ojcu wynajęcie stancji przy szkole, pożyczył skądś 250 zł
i uciekłam od nich... za następne dwa miesiące płacił w ratach, często nie
miałam co jeść ale w szkole pozaliczałam.
Poznałam w międzyczasie chłopaka. Był z bogatej rodziny, uczył się w
niemieckiej szkole, wogóle z innej bajki był... Zakochałam się. Szybko
zaczęliśmy razem mieszkać, wstydziłam się swoich rodziców, kiedyś przelotnie
zapoznałam go z ojcem, spotkaliśmy się na mieście. Po 2,5 roku zostawił mnie
dla mojej przyjaciólki. Załamałam się. Cały czas płakałam. Nie miałam gdzie
się podziać. Pojechałam na trochę do babci, później na tydzień do ojca. Nie
mieszkał już na działce, ale mieszkał u drugiej babci w takiej dobudówce koło
domu, kiedyś tam babcia miła spiżarnię. Było tam brudno, zimno i coraz więcej
pili. Ukrainka potrafiła tak się zachlać że leżała na tapczanie i żygała.
Nie potrafiłam z nimi być. Niby byli w niedoli i powinnam im może jakoś
pomagać, ale czułam że nie są dobrzy po prostu. Byli bardzo zarozumiali,
wszyscy dookoła byli winni ale nie oni... zamieszkałam w internacie (byłam
już w studium) Starałam się jak najrzadziej ich odwiedzać. W między czasie
poznałam wspaniałego chłopaka, mądrego wrażliwego, czułam się przy nim
bezpiecznie. Jesteśmy ze sobą już 3 lata, chcemy się pobrać. Oboje pracujemy,
ja przygotowuje się do egzaminu na studia, on je już skończył, napisał
książkę, jest z bardzo przykładnej, katolickiej rodziny (która niestety nie
wszystko rozumie:( Mamy już swoje mieszkanie, jego rodzice pomogli z kredytem
i kupnem, żyjemy po prostu normalnie. Jednak jak to zawsze bywa jest jakieś
ale. To ale to właśnie ślub. Bardzo byśmy chcieli się pobrać. Jednak to
kosztuje. Jego rodzice już chyba od roku oferują się że ten ślub zorganizują
i za niego zapłacą... a z mojej strony to nietrudno się domyślić.
Powiedziałam o ślubie ojcu. Ucieszył się i powiedział że postarają się (on z
żoną -ukrainką) zapłacić połowę za wesele.
I co ja mam zrobić??? po pierwsze nie wierzę że dołożą choć złotówkę a jezeli
nawet to ukrainka będzie mi to wypominała i na 100% zrobi mi wstyd na weselu
jeśli ją zaproszę.... a jak jej nie zaprosić??? ojciec się obrazi i nie
przyjdzie... a chciałabym żeby choć on był, bo nie mam nikogo więcej prócz
brata...bardzo nie chcę żeby ona była na moim ślubie.. nie ufam jej, zbyt
dużo krzywdy mi wyrządziła, całe wesele będę drżała o to jak ona się
zachowuje.. nie wiem co zrobić.... jestem po prostu smutna, nie potrafię
cieszyć się z tego co mam..
Bardzo dziękuję tym, którzy dobrneli do końca moich wypocin... i bardzo
proszę o jakąś radę obiektywną bo ja na pewno taka nie jestem... omóżcie
proszę
------------------------------------------------------------------------------
--